Dodaj do ulubionych

Wątek surrealistyczny

    • szprota1 SzprotoPija(t)wórczość nocna 22.10.02, 14:45
      Pijaw (23:41)
      o! moje klepki poszły do tapicera, bo jak stwierdziły cyklinowanie już im nie
      pomoże
      Szprota (23:42)
      moje też uciekają chyłkiem i tyłkiem. Ostrzał niemożebny
      Pijaw (23:42)
      to chyba znak, ze mozna zacząćź kolejny roz-dział naszej powiastki
      Szprota (23:42)
      auć! ty, one się szykuja do ataku na mnie. Formują szyk bojowy imperatywów
      Pijaw (23:42)
      roz - dział to wojskowy skrót na ROZstawienie DZIAŁ w taki sposób by było nie
      sposób
      Szprota (23:43)
      i wten oto sposób zginęło parę osób
      Pijaw (23:43)
      w dwójnasób
      Szprota (23:43)
      nasamprzód wyskoczyła harcowniczka klepka wypuczona
      Pijaw (23:44)
      nie rzucim przodu skąd nasz wrzód
      Szprota (23:44)
      a zwłaszcza naszych trzód
      Pijaw (23:44)
      Szprotka zrozpaczona, bo klepka wypaczona
      Pijaw (23:45)
      cichy chód
      Szprota (23:46)
      skradają się klepki, skradają...
      Pijaw (23:47)
      a kiepki klepki skradają...
      Szprota (23:47)
      a co klepek nie skrada?
      Szprota (23:47)
      Masońskiej Loży rada?
      Pijaw (23:48)
      Skradnik Lozy na klepki łoży
      Pijaw (23:48)
      Skradnik Ambroży
      Szprota (23:48)
      a z kim się barłoży?
      Pijaw (23:48)
      z kim się położy
      Pijaw (23:49)
      dlatego już wszyscy chorzy
      Szprota (23:49)
      gdzież głowę złoży?
      Pijaw (23:49)
      więc teraz siedzi Ambroży w obroży
      Szprota (23:49)
      może komuś świnię podłoży
      Szprota (23:49)
      i na drodze się wyłoży
      Pijaw (23:50)
      a Loża czeka na wiatr od morza aż położny mu głowę na pieniek złoży
      Szprota (23:50)
      więc przejdzie tędy Podkomorzy i go zdrowo wybatoży
      Pijaw (23:51)
      a potem wychędoży
    • aard Z cyklu: "Między namy polonistamy": topej 22.10.02, 14:52
      Ten musiał być mój. Trzynastka to moja liczba!


      Motto na dziś: „Pańska laska na pstrym koniu jeździ i go tuczy głowizną ze
      szczególnym uwzględnieniem oczu.”


      Miałem problem, jak zaklasyfikować ten temat. Zdecydowałem się zrodzić z
      mymłona osobny cykl. Kto chce niech się przy-łączy (można to zrobić na łące, na
      której rosną przy-laszczki).

      Topej (hiszp. „topeh”, franc. „tope’ż”, niem. “Hohenlinden”) to ssak z rodziny
      polonofilnych i rzędu trzeciego od końca sali. Sali nie dali. Słowo oznaczające
      tego sympatycznego paraborsukka zostało (prawdopodobnie jako jedno z dwóch w
      języku polskim (to drugie, to „ęsi” – kto nie wierzy, niech zajrzy do
      trzytomowego słownika jęz. polskiego pod. red. M. Szymczaka) zapożyczone z
      dziecięcego (nie mylić z dzięcieliną, której przydałaby się pała)
      zawołania: „Nie, mamo, zobać! Ono ma topeja*!! Ja też ciem!!! Yhyhyhyyyyyy...”.
      Badaczom dotychczas nie udało się ustalić, czyje to było dziecko, ani (lecz
      nie: Ani) kimże było owo „ono”, które topeja miało. Dość powiedzieć, że zarówno
      topej, jak i druga połowa o nim zawołania weszły do kanonu języka polskiego i,
      co ciekawe, zawołanie o nim oznacza samo w sobie właśnie mniej więcej tyle
      co „zawołanie”, tyle że nie każde. Chodzi bowiem o te z nich, które naśladują
      głos owego (nieznanego z imienia, lecz przecież nie bezimiennego) dziecka. Ale
      to już temat do następnego odcinka „Między namy polonistamy”. Na przyszłość się
      polecamy. Pozostańmy (jak świński ryj) w kontakcie!

      *Niektórzy twierdzą, ze stąd w języku polskim wzięło się słowo „nietoperz”. W
      tej kwestii przeważają jednak zwolennicy tezy, że pochodzi ono z francuskiego i
      zostało zapisane z błędem ortograficznym na końcu (prawidłowo: „nietopeż”
      od „nietopege”).
    • cruach C60 23.10.02, 13:38
      URRAALIZM
      Aard zajmuje się polszczyzną surrszczyzną, ja wezmę się na inne języki. Przepatrzę je wszerz a wzdłuż. W finale
      wiadomo będzie nawet, skąd się bierze Aard a z czym je. Na początek powtórka z walijskiego. Co znaczy: WRRA?
      Tego nie wiem - ale czyta się "urra". Toteż powrót w mrozy 1904-1905. Rosja niejakiej zachciewa się Mandżurii,
      Korei. Czyli Urii i Urei. I wychodzi poddawać się jej garnizon z Portu Artura. Ura? Artura ojcem był Uter per utero ad
      astra. Wróćmy na ziemię (Ur). Rosjanie czują: tyka godzina przegranej. Dumna durna słowiańska dusza w ostatni
      zryw rusza, Uruk-hai, katiusza, urrusza. Krzyczy soldateska:
      - Za Ural! Za Uromanowów! Urra! Urra! Urraaaa!

      Japończycy ogłupiali. Nie tak miało być. Ura? Ura po japońsku to strona odwrotna, tylna. Skoro do tyłu, to czemu oni
      lecą naprzód? Skoro się poddają, czemu się nie poddają? Ura? Ura? Kto choć raz brał ura mawashi na twarz, ten w
      locie chwyta w czym rzecz (w wybitych zębach). Dlaczego ura, duma Japończyk. Czego ura tamci ryczą?
      (Urakenem, tyłem pięstka, też można dostać na treningu karate kurate akurat kukuryku. Ura-ken to rewers miecza w
      wolnym tłumaczeniu (a wolnym, już szybciej nie umiem), skoro miecz to jest KEN. Nie, nie ten od Barbi, od Frytki. Ten
      od kendo, czyli drogi miecza. Drogą tą maszerował Musashi, mistrz urównoważony, Musashi, mawashi i starczy
      (uwiąd). Japończycy miecze wyciągając ociągają się, bo jak już wyjmą, to muszą użyć. Takie credo. Taka sztuka
      ociągłego wyjęcia miecza. Po japońsku IAI.
      Z jednej strony frontu Okudżawska Piechota wrzeszczą: urra!, z drugiej Kwitnący Wiśnią koncentrują się na: iai!
      Dur(r)aki: - Urraa! Urrraa!............Osi(o)łki: - Iaiiiiii! Iaiiiiii!
      Ci mają uraz i uprą na przód, tam hurma do tyłu, uraki zimują. Miecze szczękają o bagnety. Zęby szczękają, przecież
      mróz. Wot siurpryza. Spotykam raz Japończyka, Keinichi ma na imię. Myślę sobie, ładne imię, znaczy pewnie "jeden
      miecz", coś jak nasz Mietek. A Kenichi na to, że nieprawda, że ken ma wiele znaczeń, że kenichi w szybkim
      przekładzie znaczy "samo zdrowie". Miecz bywa dla zdrowia zgubny w rękach sam urrrra ja. Nawet krótki miecz.
      Czytaj: shuriken. Shuriken, uraken, uriken, magiczna rymowanka. W porządku, myślę, ani chybi taka gra antagonizmu,
      tao anty tao, jin i jang, zastawiennictwo przeciwieństw. Pełno tego w zen.

      Smok, cmok, idziemy, biegniemy dalej. To znaczy nie biegniemy, w końcu zdajemy sobie sprawę, że po co wojować.
      Ura. Uratować się trzeba. Zdrowie ponad wszystko. Każdy urolog wam to powie. Chodzić wcześnie spać a
      wstawać z urami. Na ustach. Czyli do rosołu. Zasiadywać. Wysiadywać. (Jaja. Ale jaja.) Urevenons a nos urrons.
      Que? Ou? Ou lala. Kurara.

      A zatem Zen. Przezacna filozofia. Umie człowieka podBuddować. Osią giąć urwanę. Odwrotność zen to po
      nippońsku jest ura-zen. Urazen? Urizen! Blake'a bóg przedwieczny, Urom Urach. JHWH. Zenland, Zenland
      Ur-der-alles. Jesteśmy w domu. Syjoniści do Syjamu, kosmogoni do Klewek.
      A co z wojną rosyjsko-japońską? Skończyła się, jak każda wojna. Pokojem podpisanym w Portsmouth. Z Portu Artura
      wyjść i do Portu Ust dojść to mandali Urkrąg pełny, kundalini. (Lekt Ura na popołudnie: "Urrent Urm" Sapkowskiego).
      Na koniec wam zaśpię wam szant o Portsmouth na melodię znaną:

      Do Portsmouth, do Portsmouth
      To piękne miasto jest
      Tam wypijemy wina dzban
      I zabawimy się
      Za dzielny statek, co nas niósł
      Szklanice wznieśmy też
      Gdy forsę puścimy
      Pójdziemy w nowy rejs!

      Nach Portsmund, nach Portsmund
      Die'st eine schöne Stadt
      Wir trinken eines Becher Wein
      Und haben gute Zeit
      Für treuen Schiffe das uns trug
      Wir heben Gläser gern
      Das Geld ist verschwanden
      In Reise so wir geh'n!

      Á Portsbouche, á Portsbouche
      Nous y allons enfin
      La-bas nous nous amuserons
      Buvons beacoup de vin
      Pour l' bon bateau que nous porta
      Levons nous notres verres
      L'argent est perdu, nous
      Allons encore en mer!

      (Pewnie nie czyta tego McVern, ale co szkodzi. Wsewo uroszewo żełaju, szotłandzki ty moj Drug.)
      A Ureus to pies? (No właśnie.) A Uroburos to pies? (Nie, smok.) Cruach Dalszy Nastąpi.
    • hollygodtrousers nowa głowa 23.10.02, 13:56
      Mój świat już nie jest taki pusty. Na czole wyrosły mi nowe palce. To wielki postęp zwłaszcza, gdy ma się do dyspozycji tylko głowę. Mam jeszcze kłopoty z kontrolowaniem ich i co jakiś czas włażą mi bezczelnie do uszu. Moje gałki oczne nie są jeszcze do końca ukształtowane, więc gdy otwieram powieki widzę tylko kolorowe plamy ale przynajmniej przesuwają się kiedy ruszam oczami. Dociera za to do mnie wiele dźwięków. Ktoś szczęka naczyniami, szura przechodząc z miejsca na miejsce, stawia coś ciężkiego całkiem nie daleko. Słyszę to wszystko tak jakbym leżał w wannie. Czasami wydaje mi się, że ktoś stoi obok. Czasami wydaje mi się, że patrzy na mnie. Czasami wydaje mi się, że jest bardzo blisko, tak blisko, że aż w środku...

      ZADANIE:
      - otworzyć pojemnik i wyjąć głowę
      - włożyć głowę do medlabu
      - wprowadzić kod uruchamiający sekwencję automatycznej implantacji organu
      - wejść do medlabu i położyć się
      ZADANIE ZAKOŃCZONE POSTĘP SEKWENCJI AUTOMATYCZNEJ 8%
      9% 10% 11% ...
      Otworzyłem oczy i zobaczyłem przyćmione niebieskie światło. Powyżej mnie wisiała plątanina kabli i różnych przyrządów. Podniosłem się i poczułem jak spływa ze mnie lepka ciecz. Postąpiłem krok i wyszedłem z rodzaju wanny w której leżałem. Pod ścianą na stole paliła się mała lampa. Obok leżała głowa i kartka:
      ?Jesteś moją nową głową. Kiedy piszę na maszynie bardzo nie lubię odrywać się od tego i drapać po brodzie gdy swędzi. Próbowałem różnych sposobów lecz nie zdawały egzaminu. Jedynym rozwiązaniem okazało się zrobienie ciebie z tymi długimi palcami, którymi będę mógł cię drapać.?
      Podszedłem do lustra. Popatrzyłem na czoło, z którego jak czułki wyrastały dwa palce o starannie wypielęgnowanych paznokciach. Spojrzałem poniżej ust. Nie znalazłem żuchwy...


    • aard Z florocyklu aarda - grzybki 23.10.02, 16:25
      Grzybki - rząd roślin plechowatych z rodziny surrealogennych (zobacz też:
      hyperreal.info/drugs/go.to/sec/18/ ), spotykany najczęściej na
      blokowiskach w dużych miastach oraz w lasach o gęstej pściółce, a także w
      pobliżu uli (a nie Basi, bo ta miała fajny biust, chyba że komuś to nie pasi-
      eka; i tak oto zatoczyliśmy krąg). Mają liczne zastosowania, lecz przede
      wszystkim służą do wywoływania. Wilka z lasu, wizji z tele i złudzeń że jest
      dobrze, panie Bobrze. Z powodu licznych konotacji zwierzęcych {poleca się je
      przeto uwadze Eyemakka}, takich jak wilk, bóbr czy pściółka, bywają nazywane
      psiakami. Być może jest też uzasadnione faktem, że po użyciu niektórzy
      szczekają, a innym głowa rozrasta się do rozmiarów, które wykluczają noszenie
      jej na karku. Ci zresztą od początku jej tam nie mieli.

      Dla zainteresowanych tematem polecam lekturę tekstów Beatlesów z albumu "Sgt.
      Pepper's Lonely Hearts Club Band"
      • Gość: pijaw Re: Dziś zastój jakowyś na surrealu IP: *.chello.pl 24.10.02, 23:42
        W sen zimowy zapadamy się Aardzie Kochany.
        A o suche liście do gawry coraz trudniej...
        Aby ułatwic zadanie początkującym zapadaczom zimowym proponuje powtarzać
        rymowankę:

        Zbieraj liście w wielkie kiście
        Rozrzuć w gawrze zamaszyście
        Gdy się ich góra zbierze
        Masz wygodne leże
        Połóż się na boku
        i śpij smacznie pół roku

        Pijaw senny.
    • szprota1 Re: Wątek surrealistyczny 24.10.02, 16:18
      Spadałam. Pode mną ziała bezdenna przepaść, strasząca kikutami drzew kurczowo czepiających się ścian, nade mną podejrzanie optymistyczny błękit nieba. Zdążyłam jeszcze pomyśleć: ?Do cats eat bats??, gdy?
      ?ciepłe poduszki, chłód na policzkach, poczochrany łepek Maćka wy-chynający spod szczelnie otulającej go kołdry. Nie budził go potworny hałas, który zakończył mój lot. Gdy już udało mi się otworzyć drugie oko (zawsze budzę się lewym, prawe chyba chce dośnić sen i wita rzeczywistość dopiero po paru chwilach), namierzyłam źródło nietaktownego dźwięku. Telefon. Właśnie włączyła się sekretarka, nie musiałam odbierać, mogłam dospać drugi bok, ale z ciekawości powstrzymałam opadające powieki.
      - Wstawaj, słoneczko ? usłyszałam ciepły, ironiczny głos Marty. Nie ruszyłam się z miejsca, ciekawa dalszego ciągu. ? Ruchy, ptaszyno, nie mam dla ciebie całego dnia ? dodała nieco zimniej. Wystawiłam stopę spod kołdry. Natych-miast skwapliwie polizał ją chłodek poranny. Wzdrygnęłam się i odnalazłam w myśli to słowo, które najlepiej oddawało mój pogląd na sprawę dzwonienia do porządnych ludzi w środku nocy. Było wyjątkowo wulgarne.
      • Gość: pijaw Re: Wątek surrealistyczny IP: *.chello.pl 24.10.02, 23:36
        Taakk.. tepsa winna blokować przychodzące rozmowy z innych stref czasowych niż
        nasza. pozwala to na uniknięcie niechcianej wycieczki ze snu do automatycznej
        sekretarki by dać jej automatycznie w mordę. Po tak ciężkim szoku można już nie
        odnaleźć drogi powrotnej do snu. i jestsię wtedy smutnym,wkurzonym, zagubionym
        niedospaczem sennym :( I co pozostaje? Zimne ciałka małych naleśnikuf.

        pijaw padnięty przed snem

        P.S. Szprotko, pisz.. Pisz... PISZ!!!!! (więcej :-))
    • eyemakk Zwierzątka eyemakka - cz.13 'Kotopies' 24.10.02, 23:04
      KOTOPIES - ssak z rodziny surrealnych; jest to kot posiadający psychiczne oraz
      fizyczne cechy psa - przede wszystkim wydłużone pyski z długim nosem; Kotopsy
      uwielbiają, podobnie jak psy, kopać doły. Kotopies to najczściej kot wychowany
      przez psa (nigdy odwrotnie) lub przez innego kotopsa. Kotopies zajmuje się
      głównie zdawaniem robaków, gdyz odrobaczony kotopies (tzw Pustak) w istocie
      kotopsem nie jest. Kotopsy dzielą się na wiele podgatunków i odmian swobodnie
      się ze sobą krzyżujących. Niektóre kotopsy mają wielkie wargi, inne zamiast
      czajników zdają specjalny śluz lub czajniki (często bardzo cenne, np złote lub
      z klejnotami). W kotopsach gustują robaczkojadzi - mężczyżni (bardzo
      sporadycznie również kobiety) którzy spożywają robaki w celach zaspokojenia
      robaczanego głodu. Istnieje wiele typów robaków ze względu na wielkość smak i
      kolor (im lepszy robak tym większy i innego koloru). Wyróżnia się m.i. białe,
      żółte, czarne i niebieskie robaki a ich cena to od około 1 złoty do ponad 2000
      za sztukę.
      Kotopsy są inteligentne, potrafią mówić ludzkim głosem, także miałczą i
      szczekają. Najinteligentniejsze to tzw Ojcaki - elita kotopsów i ich mentorzy i
      przywódcy.


        • Gość: Dos Mollendos KWACZARNIA IP: 212.191.74.* 25.10.02, 13:48
          Jezd w Łodzi takie miejsce. Na Bałutach. Aric wie, gdzie one są. Jest to
          sześcienny w formie, a usługowy w treści budynek z napisem. Napis, w zależności
          od warunków pogodowych, a zwłaszcza ilości opadów głosi zielonkawymi na tle
          ekri naklejanymi literkami:
          K ACIARNIA
          K AC ARNIA
          KWI CI NI
          KW AC ARNIA
          KWI CI NI
          WIACIARNIA
          K AC A N A
          AC A N
          KW AC
          W ACIA NA.

          PYTANIE BRZMI:
          Czy to zaleta,
          czy też wina ekri?
          • aard Re: KWACZARNIA 25.10.02, 15:08
            Gość portalu: Dos Mollendos napisał(a):
            > PYTANIE BRZMI:
            > Czy to zaleta,
            > czy też wina ekri?

            Oczywiście jest to ocena subiektywna, ale powinno się to raczej uważać za
            abominację dla wszelkich normalnych WICI i WACIARNI. Nie inaczej jest
            jednakowóż.
        • Gość: eyemakk Re: Zwierzątka eyemakka - cz.13 'Kotopies' IP: *.toya.net.pl 25.10.02, 17:21
          owszem, jak sie je szantazuje to czasem placa haracze, ale nigdy haraczom.
          haracz czasem napadnie kotopsa calą bandą (w 10 dorównują siłą kotopsu) i łapią
          kotopsa za wszystkie nogi (po 2 na każdą i jeden za nos) a ostatni zasysa odbyt
          kotopsa i wyciąga z niego wszystkie robaki, czasem, jak to miodny kot jest,
          także troche miodku. haracz wtedy gromadzi te robaki pod polikiem a potem
          uczciwie dzieli się z kompanami. gorzej, jak haracz trafi na czajnik. wtedy sie
          udławia.
    • aard Pora trochę poschizować 25.10.02, 11:30
      Zobaczcie czołowych schozili Rzeczyforumowitej:
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3381816http://www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3381934
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3381902http://www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3381769
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=3381804
    • aard Z florocyklu aarda - jemioła 25.10.02, 15:54
      Mój kolega zwykł mawiać: "Łany z ciebie yemioł!" Koniecznie bez "d" i
      przez "y". Czemu? O tym łojem skórnym.

      Jemioła (ang. missltetoe, missiletoe - pociskowy palec u nogi) - roślina z
      rodziny surrealnych (mollendae), pasożytnicza o zielonych nawet zimą gałązkach
      i liściach. Wykorzystywana brutalnie i bezlitośnie przez beznadziejnie
      zakochanych do całowania. Bez powodzenia i sutku. W kulturze masowej końca xx
      wieku sysnonim głupoty (stąd powiedzenie kolegi) i symbol świąt Bocianiego
      Narodzenia. Jemioła jest rośliną surrealną poprzez liczne związane z nią
      sprzeczności, oto one:
      Niejadalna, ale bardzo zjadliwa.
      Ozdobna, ale brzydka.
      Przydatna, ale pasożytnicza.
      Zielona, ale doświadczona.
      Całoroczna, ale sezonowa (sezon na nią trwa kilka dni pod koniec grudnia).

      Dlaczego zatem "łany" bez "d"? Bo kolega jest warszawiakiem, a samice jelenia
      żywią się chętnie jemiołą. Czemu yemioła przez "y"? Nie wiem. Może taka moda?
      • Gość: Dos Mollendos Re: Z florocyklu aarda - jemioła IP: 212.191.74.* 25.10.02, 16:06
        A jeszcze jezd za przeproszenie Rżnięta (n.p. Sierpem Złotym) przez Różne
        Druidy (n.p. CRUACH!) i Inne Dziady Borowe (n.p. DZIAD BOROWY). Gwoli
        uzupełnienia - pod Jemiołą całują się Jenoty i stąd się biorą i rozmnażają.
        Stąd bocian Tagrze. Z Jemioły wyrabia się, ah co to się wyrabia, naturalnie Jem
        (czyt. Dżiam) w Dżazzie (czyt. Jeżż). I ten oto sposób i Arik teżż. Pozdrawiam
        niniejszem karzdego i fżyzdkih. chujan.
          • zygfryd_ Re: DO YAVO 31.10.02, 18:54
            yavorius napisał:

            > Jak mnie tu dawno nie było. Więc mówię, że w przyszły piątek w fabryce
            jestem
            > JA. Bo w tym tygodniu na surreal nie starczyło miejsca, to co wyrabia MPK
            > wystarczyło :)



            A W JAKIEJ FABRYCE? JA PRZESZEDŁEM CAŁĄ FABRYKĘ WZDŁUŻ I WSZERZ I JAKOŚ CIĘ
            NIE ZAUWAŻYŁEM. CHYBA SCHOWAŁEŚ SIĘ POD JAKĄŚ CEGŁĄ W TEJ STAREJ FABRYCE.
            HAHAHAHAHAHAHA.
            POWIADASZ, ŻEŚ NIENORMALNY... HM, NO WIESZ...CHYBA SIĘ NIE MYLISZ!
    • szprota1 Crime Szproty c.d. 26.10.02, 13:16
      - No? ? przywitałam się serdecznie.
      - Ta, ja też się cieszę, że cię słyszę.
      - Mhm. Która godzina?
      - Dziewiąta ? wyznała Marta ze skruchą.
      - Wolę, kiedy dzwonisz za dnia.
      - Sorry. Jest powód.
      - Jaki? ? poczułam może nie błysk, ale maleńką iskierkę zaciekawienia.
      - A to jest długa historia.
      - Obfitująca w ważkie szczegóły? ? domyśliłam się zmartwiona.
      - Strzegóły ? skorygowała Marta z bezrozumnym uporem.
      - Detale ? ustąpiłam.
      - I ciągnąca się za mną jak smród za pospolitym ruszeniem.
      - Nie, wolałbym zielone ? dorzucił Maciek uprzejmie, kultywując swoje słynne monologi przez sen.
      - O czym on mówi? ? zainteresowała się natychmiast Marta usłyszawszy jego uwagę.
      - A co ja, wróżka? ? burknęłam. ? W sny mu jeszcze nie zaglądam.
      - Powinnaś ? potępiła mnie Marta i wreszcie przystąpiła do rzeczy.
      • pijaw Re: Crime Szproty c.d. 27.10.02, 11:28
        W obronie maćkowego monologu muszę zaznaczyć, że ja również wolę uprzejmie
        zielone przez sen niż czerwone za dnia z wyjątkiem niebieskich podczas drzemki
        popoobiedniej a przedwieczornej, kiedy to preferuję wściekły beż.
        • szprota1 Bo ciągu pierwszego nie ma. 27.10.02, 14:50
          Bo miał byc, ale coś mi się pokiełbasiło przy wysyłaniu (ja kiedyś Holly'ego GT przez omyłkę w kosmos wyślę) i poszło jako zwykłe re, no to już to zostawiłam, bo co, drugi raz miałam wysłac, przecież to spam i w ogóle się nie powinno, a swoją droga jak mam kaca to mi się gadulec załącza a wczoraj był miód pitny, punkowa nalewa o smaku kociego moczu, wódka i browar i dzisiaj mam wrażenie jakbym nidgy w życiu nie miała nic zjeść i czegoś śpiąca jestem, niech mi ktos przerwie bo ja tak mogę do wieczora....
            • Gość: Dos Mollendos Re: rerererere:-))). IP: 212.191.74.* 27.10.02, 15:13
              A dlaczego re-chotam? Ostatnio mam nową rozrywkę... Sprawdzam biorytmy znanych
              obecnie trupów na dzień ich zejścia (n.p. James Douglas Morrison 3.07.1971) i
              mają się zwykle nienajgorzej. Czasem intelekt zawodzi, albo emocje
              nienajwyższe... a może to jednak kwestia Bio-medu niekorzystnego. Wszak med (pa-
              russkij czyt. mjed) to właśnie to, co piłaś... p-Ozdrawiam - Ch-ułan
              • szprota1 Re: rerererere:-))).DosMollendosie 27.10.02, 15:48
                Mój biorytm niekorzystny, ociężałość umysłowa i spadek nastroju:( a jeszcze w teście antywirusowym mi wyszło, że zachoruję na grypę, jesli się nie zaszczepię, no to ja już nie wiem, co robić, chyba poszukam kogoś z większą deprechą niż ja i popocieszam go/ją trochę, bo to zawsze pomaga.
                Sprawdź Kurta Cobaina:)
                • pijaw Re: rerererere:-))).Szprotko!! 27.10.02, 21:06
                  Biorytmem się nie przejmuj, tak jak horoskopem. Moja qmpela w trakcie studiów
                  pracowała w redakcji jednej z popularnych szmatławców, a raczej redakcji całej
                  kolekcji szmatławców. Ten kto w poniedziałek przyszedł ostatni do pracy, pisał
                  za karę horoskopy, biorytmy etc. na cały tydzień. ponieważ panna zwykle się
                  spóżniała, to potem na co nudniejszych wykładach robilismy burzę muzguf
                  wymyślając co bardziej prawdopodobne katastrofy dla emerytów i gospodyń miejsko-
                  wiejskich. a potem ludzie pisali listy dziękczynne jak to im horoskop szczęscie
                  na loterii przyniósł, lub od nogi złamania uratował. Chociaż przypuszczam, że
                  listy też pisał ktoś kto się spóźnił, tym razem we wtorek. Qmpela pracowała na
                  póół etatu, więc pisanie listów nigdy jej się nie trafiło.
                  A co do antywirusów programowych, to moja diagnoza brzmiała następująco:
                  "Znane obecnie systemy heurystyczne nie są w stanie usunąć wykrytych wirusów.
                  Zalecana dwuletnia kwarantanna. Proszę natychmiast dokonać biopsji i dostarczyć
                  tkanke mózgową w celu znalezienia skutecznej szczepionki. Z poważaniem, Marek
                  Shell."
          • pijaw O! I jest pierwszy ciąg!! :-) 27.10.02, 20:29
            Szprotko!
            Pisząc pokrętnie poprzedni punkcik miałem w zamysle wyrażenie żalu, ze nie moge
            się doczekać ciągu dalszego. ale ponieważ dalszy ciag własnie pooszedł, to
            spytałem o pierwszy, który przecież nie musi być przed dalszym, to zależy tylko
            z której strony się stoi, a skoro pierwszy teoretycznie jest przed, to spytałem
            gdzieon, bo go niebyło, a teraz Twój kac po skończonym nocnym ciągu różnych
            procentowych wynalazków stanowi wspaniały ciąg pierwszy, znakomicie komponując
            się z dalszym ciągiem i rzucając nowe światło na zielone Maćka, więc me
            pragnienia skromnego czytelnika zostały zaspokojone.

            Szybkiego powrotu apetytu i rychłego zatrzymania szalejącej pod Tobą ziemi :-)
            Twój pijaw zaplątany we własne zwoje muskowe.
    • Gość: pijaw Zwierzątek Szprotakka cz. I IP: *.chello.pl 27.10.02, 23:09
      Żywot pijawa, czyli od sadzawki po zapalenie stawów.
      Pijaw - rodzaj meski pijawy, która to pijawa jest rodzajem żeńskim pijawa.
      Niestrudzona badaczka przestrzeni outernetowych, Szprota, dnia pewnego
      rozpoczęła kolekcjonowanie super limitowanej serii figurek w chipach LAYS-MINI
      pod wszystko mówiącym tytułem "Twoje ulubione robale". Stało się to przez
      przypadek, gdy biorąc do pyszczka coś co w pierwszej chwili wzięła za chipa,
      okazało się być turkuciem podjadkiem w skali 1:32 w bardzo modnym odblaskowo
      pomarańczowym kolorze. Ponieważ wyglądał bardzo żałośnie ze śladami szprocich
      zabków na polietylenowym pancerzyku, Szprota postanowiła zainwestować w karton
      chipów i odnaleźć nieuszkodzonego turkucia z cichą nadzieją, iż będzieon w
      bardziej naturalnych barwach. Niestety, o czym miała się szybko przekonać,
      super limitowana seria polega właśnie na tym, ze istnieje tylko jedna figurka
      danego rodzaju. Dlatego też od tej chwili Szprota dysponowała całym arsenałem
      potocznie mówiąc robali, w składzie: larwa bielinka kapustnika, dżdżownica,
      tasiemiec nieuzbrojony, pajonk, karaluch, mucha plujka, czterej przedstawiciele
      wieloszczetów, patyczak i modliszka. W ostatniej, najbardziej wymiętej paczce
      była pijawka. Ale ponieważ podczas odlewania w formie powstało kilka nacieków,
      ostatecznie zamiast pijawki wyszedł pijaw. Jako bardzo egoistyczne stworzenie,
      pozostałe figurki zjadł, a pancerzyki wyrzucił. Teraz siedzi na szprotowym
      kompie i klawiaturze się kompie.
      Żywot pędzi tajemniczy, gdyż pędzenie jest procederem, który należy uprawiać w
      tajemnicy. Dlatego też badania socjologiczne, patologiczne i nielogiczne trwają.
    • aard Z florocyklu aarda - bluszcz 28.10.02, 14:54
      Bluszcz (Hetera), kilka gatunków krzewów i pnączy z rodziny aricowatych
      (Ariciae), obejmujący kilka gatunków krzewów i pnączy z obszaru Eurazji (kilka
      gatunków obejmuje kilka gatunków, toż to gruppenseks i to międzygatunkowy wśród
      roślin; jak to nazwać? Florofila? Chlorofila?). W Polsce jedynie bluszcz
      pospolity (Hedera helix), występujący w lasach liściastych na niżu (dlatego
      lubi deszcz, podczas wyżu chowa się pod ziemię - ze wstydu) i niższych
      położeniach górskich (jego położenie górskie może być ciężkie lub bardzo
      ciężkie - zależy od wielkości opadów sniegu), pnący lub płożący się krzew o
      zimotrwałych liściach i białozielonych kwiatach, rzadko spotyka się okazy
      kwitnące, być może dlatego, że kwiaty są białozielone i trudno z daleka
      odróżnić je od liści. Natomiast bliżej podejść badacze się boją, ponieważ
      bluszcz jest tak pnącą rośliną, że może opleść nogi ofiary w ułamku sekundy, a
      potem udusić skuteczniej niż anakobra (czyli odwrotność kobry, tj. wąż noszący
      soczewki kontaktowe - uwaga do Eyemakka).

      Roślina chroniona. Często uprawiany przez nią seks w wielu odmianach (przede
      wszystkim grupowych!) wciąga. Nic DZIWnego zresztą.

      Hasło powstało na podstawie:
      wiem.onet.pl/wiem/005203.html
      Więcej o bluszczu, a konkretnie o bluszczu pnącym, tutaj:
      m4.o2.pl/show.php?cmd=show&mid=46&bpart=2&m=
    • eyemakk Zwierzątka eyemakka - cz.14 'Pajonk' 29.10.02, 10:44
      PAJONK - Stawonóg z rzędu (takiego od konia) zaliczanego do gromady
      surrealnych. Posiada wyraźnie wyodrębniony głowotułów i zwłok, połączone ze
      sobą pierwszym segmentem zwłoka, tzw. łącznikiem. Łącznik, w muzyce fragment
      utworu muzycznego, zwłaszcza fugi i formy sonatowej, w którym dokonuje się
      przejście między tematami czy innymi ważniejszymi ogniwami formy, połączone na
      ogół z modulacją do nowej tonacji. Tygrzyk paskowany to jeden z pajonków.
      Wszystkie pajonki posiadają jad wydzielany przez gruczoł jadowy umieszczony w
      głowotułowiu. Ujście gruczołu jadowego mieści się w pazurkach stanowiących
      zakończenie szczękoczułków. Nogogłaszczki pająków są pięcioczłonowe, na
      ostatnim członie u samców znajduje się narząd kopulacyjny o złożonej budowie.
      Pajonki nie przeobrażają się, wzrost następuje w toku kolejnych wylinek. Cechą
      charakterystyczną pajonków są kądziołki przędne, wydzielające substancję
      krzepnącą w zetknięciu z powietrzem, służącą do budowy pajenczyny, a także
      warstwy ochronnej (kokonu), gniazda, kryjówki - niektóre gatunki pajonków
      używają nici pajęczyny do przemieszczania się (babie lato, dokuczliwe zwaszcza
      latem i w oolicach Rynku Bałuciego w Łodzi, gdzie lato dla tych bab trwa cały
      rok). Pajonki mają w każdym z odnóży miniaturowe, organiczne siniczi jonowe
      służące im do przemieszczania się do przemieszczania się z prędością
      podświetlną (to datego tak trudno zobaczyć lecącego pajonka). Pajonki bywają
      jadowite i olbrzymie, przeniające i Pajonki Mieczowce nawet, za które swego
      czasu było 2000 puntów doświadczenia.

      zobacz także:

      strony.wp.pl/wp/pajonkus/pajonkus.htmlhttp://www.politik.uni-bonn.de/main/doz/pajonk.html
      www.mairie-ouges.fr/ville/entreprises/pajonk/pajonk.htmhttp://www.sparkasse-bochum.de/presse/artikel/Pajonk.html


    • aard Ciekawe liczby 29.10.02, 12:08
      Jakie ciekawe liczby napotka nasz WS tym "tysiącpościu"? Macie jakieś
      kandydatury? Dla mnie są to 1444 (już niedługo), liczba rekordowa (nie wiem
      jaka) i oczywiście 2000. A Wy co byście chcieli "ustrzelić"?
    • aard Z florocyklu aarda - jawor 29.10.02, 14:52
      Jawor, klon jawor (Yavorius magnificio), drzewo z rodziny niesklonowanych i
      rzędu (sadzone wyłącznie w rzędach, nigdy w szeregach) surrealnych. Jest on
      ważnym składnikiem wątków surrealistycznych w Europie.

      Charakterystyczny styl, która zdecydowanie odróżnia go od palanta (stąd nazwa
      łacińska). Dostarcza tekstu twardego, nieustępliwego, lecz dość łatwego w
      obróbce, używanego na wyroby nadrealne i uprzyjemniające wieczory przy winie
      (niekoniecznie drogim) oraz służące do wyrywania się z kolein myślowych.
      Otrzymano wiele pięknych odmian ozdobnych jawora, niestety wszystkie uschły na
      drodze z obiektywu aparatu redakcji na łamy papierowego wydania GW.

      Jawor ma też inne zastosowania, bywa mianowicie używany do tworzenia nazw
      własnych, np.:
      "Jawor, miasto w środkowej części województwa dolnośląskiego, w obrębie Równiny
      Chojnowskiej, w odległości 5 km od krawędzi Sudetów, na prawym brzegu Nysy
      Szalonej. 25,7 tys. mieszkańców (1998)."
      - podkreślam, że w Jego przypadku nawet Nysa jest Szalona. To nie może być
      przypadek.

      "Wzmiankowany w 1008, prawdopodobnie w 1242 otrzymał prawa miejskie.
      - stary jest, co?!

      Po podziale Śląska w granicach księstwa wrocławskiego, od 1293 zaś
      świdnickiego.
      - dobrze, że linia demarkacyjna nie przebiegała wzdłuż głównej ulicy, po obu
      stronach której rosną jawory oczywiście!

      W latach 1301-1346 stolica samodzielnego księstwa.
      - no proszę, proszę. Nie chwalił się, że jest Księciem Drzew...

      Miasto rozwijało się dzięki położeniu na ważnym szlaku handlowym łączącym
      Drezno z Wrocławiem. W XV i XVI w. główny ośrodek tkactwa na Dolnym Śląsku.
      - i dlatego teraz tak cienko tam przędą...

      Poza tkactwem rozwijało się piwowarstwo,
      - oczywiście!

      piekarnictwo, rzeźnictwo,
      - jeść też trzeba.

      szewstwo.
      - z szewskich zadań najlepiej opanowali zapewne pasję.

      W drugiej poł. XIX w. wybudowano linie kolejowe łączące Jawor z Legnicą i
      Jaworzyną Śląską (1856), Roztoką i Bolkowem (1896), Malczycami (1902).
      - linie są nadal, tyle że kolei nie ma :-((

      Hasło powstało na podstawie:
      wiem.onet.pl/wiem/008191.htmlhttp://wiem.onet.pl/wiem/000a14.html
    • szprota1 Crime Szproty ciąg któryś, a najpewniej trzeci 29.10.02, 20:45
      Magda odsunęła się na parę kroków od lustra, by z pewnej odległości ocenić
      efekt. Olśniewająca – pomyślała z satysfakcją. To jest to słowo. Olśniewająca.
      Przelotne spojrzenie na zbyt wypukły do fasonu sukienki brzuszek nie zakłó-ciło
      jej pławienia się w poczuciu bycia piękną. Nie samym brzuszkiem. Efka w
      obłędnym pośpiechu dokańczała niewprawnie makijaż przy oknie, jednym okiem
      spoglądając na trzepoczącą rzęsami Madzię, strojącą miny do wyłożo-nych lustrem
      drzwi. Madzia przegięła się niemożliwie w kibici, uniosła dłoń gestem
      umierającego łabędzia i przesłała omdlewające spojrzenie futrynie. Efka
      powstrzymała parsknięcie wyłącznie z żalu nad sypkim pudrem, którym właśnie
      obsypywała nos, policzki, podbródek, podołek, parapet i podłogę, a który mógłby
      nie zdzierżyć parskania w jego lotne jestestwo.
      Magda rzuciła okiem na skupioną Efkę, jak zwykle leciutko uśmiechniętą i z
      trudem opanowała uczucie rozbawienia, jakie czasem mają kobiety piękne (lub
      uważające się za takie) wobec tych mniej pięknych (lub za takie uważa-nych). Co
      prawda Efka nie przejmowała się porównaniami, była na swój spo-sób atrakcyjna,
      ale Magda nie pomyślała o tym.
      Jest wiele rzeczy, o których Magda nie myśli.
      Efka doskonale wychwyciła to ironiczne, protekcjonalne spojrzonko spod rzęs.
      Zakłuło. Bardziej rozbawiło, ale jednak trochę zakłuło. Ułożyła wargi w coś w
      rodzaju uśmiechu (szminką też nie potrafiła się posługiwać: miała ją także na
      zębach, co sprawiało dość makabryczne wrażenie) i puściła oczko odbiciu Magdy,
      która nie odpowiedziała jej najmniejszym gestem.
      • pijaw Cream Szproty - interactiv 29.10.02, 23:35
        Co powinna zrobić Efka?

        1) Zostawić na parapecie odbezpieczoną puderniczkę ustawiona na 2-ie minuty i
        pod pretekstem mycia zębów ze szminki czym predzej opuscić pokój zamykając za
        soba drzwi na klucz.

        2) rzucić okiem na Madzię wybijając jej przednie zęby.

        3) Wymalować szminką zęby i bluzke a następnie zgłosić się na pogotowie
        oskarżając współlokatorkę o pobicie.

        4)Przejść na drugą stronę lustra.

        Miłej zabawy.

        Pijaw outer aktywny
        • szprota1 Re: Cream Szproty - tymczasem... 29.10.02, 23:55
          - No dobrze, ale co z tego? – chciałam wiedzieć. Wykluczałam możliwość, że
          Marta zadzwoniła do mnie tylko po to, by opowiedzieć, jak nasze dwie kole-żanki
          szykują się na socjoparty do Riff Raffu: wiedziała, że budzenie mnie o tej
          porze bez poważnego powodu grozi… tym, no…no, w każdym razie czymś
          nieprzyjemnym. Potężną awanturą na ten przykład. Logiczniej byłoby zało-żyć, że
          to dopiero wstęp, preludium, ten, jak mu tam, progesteron? Prolog! No. (Boże!
          Dlaczego?! Dlaczego muszę myśleć o tej porze zamiast szybować z Morfeuszem?).
          Marta zostawia lepsze kąski na deser, bo lubi, gdy jej opowieści są dobrze
          spuentowane. Mistrzyni słowa mówionego.
          - Kochaj mnie, a będę twoja – zapewnił mnie Maciek przez sen. Nie śmiałam
          wątpić.
          - Czyja on będzie? – zainteresowała się Marta, nie roniąc ani słowa z jego wy-
          powiedzi.
          (NIE!!! ZNOWU MYŚLENIE!)
          - Chyba tego, kto go pokocha, sama słyszałaś – wymyśliłam wreszcie.
          - Aha. No więc…
          - Czekaj – przerwałam jej brutalnie dzwoniąc zębami. – Okryję się kołdrą.
          Założę się, że twoja opowieść obrośnie w teleturnieje, rebusy i audiotele.
          - Wygrałabyś – zgodziła się Marta, z niejasnych dla mnie przyczyn bardzo z
          siebie zadowolona. – Podłóż sobie coś pod tyłek, żeby ci się nagniotki nie po-
          robiły.
          - A co ty się tak martwisz moim tyłkiem? – zaniepokoiłam się.
          - Lecę na ciebie przecież, mój ty cud kwiatuszku – rozrzewniła się Marta. Ranne
          wstawanie jej też szkodzi. Ten typ tak ma.
          - A tak. Zapomniałam. Wybacz.
          - To jest mój kotek… – przypomniał z naciskiem Maciek, ściskając kurczowo
          jasieczka i wierzgając energicznie kopytem.
          - Nie kończ! – wrzasnęłyśmy z Martą równocześnie, choć wrzask Marty był raczej
          bezproduktywny. Wybiło go to chyba z rytmu, bo otworzył jedno oko.
          - Mhm? – zapytał. Oko miało wyraz błagalny.
          - Nie, jeszcze nie – uspokoiłam go. – Marta dzwoni.
          - Mmm – dał wyraz uldze i momentalnie zapadł w sen.
          - Przez sen jest bardziej elokwentny – zauważyła Marta odczekawszy wypeł-nioną
          zduszonymi parsknięciami chwilkę.
          Poczucie rzeczywistości ocknęło się wreszcie w bardzo złym humorze i kazało mi
          sprostować.
          - Nie, on tylko tak rano. Potem przez cały dzień nie dopuszcza nikogo do sło-wa.
          - W nocy też nie. Biedulka – użaliła się nade mną Marta.
          - Idzie wytrzymać – zapewniłam lojalnie. – No?
          - Przemówię do twojej wyobraźni – zaproponowała znienacka Marta.
          - Aaargh – odparłam. – O tej porze?
          - Ty się nie targuj, tylko ciesz, że zakładam, iż takowa istnieje – powiedziała
          Marta wierszem, lekko zirytowana.
          - Taaa – mruknęłam wymijająco i szczelniej otuliłam się kołdrą.
          - No więc skup się kwiatuszku – usłyszałam i z trudem powstrzymałam rękę rwącą
          się do skubnięcia. – I wyobraź sobie, że…
          • aard Szprotko, ale ubaw! 30.10.02, 09:13
            Nie przerywaj, tylko napiszże wreszcie to zawiązanie akcji, bo siedzę jak ma
            szpil(man)kach! Może to nie jest klasyczny surreal, ale czyta się
            fantastycznie. Zresztą klasyczny surreal to oksymoron, czyli też surreal.
    • aard Z florocyklu aarda - mięta 30.10.02, 14:54
      Mięta (Mentha), rodzaj z rodziny wargowych (surrealiae), ok. 15 gatunków roślin
      zielnych zamieszkujących (cóż za słowo dla rośliny!) umiarkowane i ciepłe
      obszary półkuli północnej mózgu. Wiele odmian uprawianych jako rośliny
      lecznicze i przyprawowe ze względu na znaczną zawartość olejków eterycznych.

      Mięta używana jest do produkcji między innymi gum do żucia. Niektóre zresztą
      nadają się tylko do wyplucia. Istnieje również słowo "miętosić", którego
      znaczenie nie brzmi bynajmniej "owinąć w liście mięty", tylko raczej "uciskać,
      wyrabiać" i wzięło się właśnie od zwyczaju żucia gumy miętowej, która jest
      miętoszona między zębami.
      "Czuć do kogoś miętę" znaczy "mieć się ku niemu, odczuwać do niego pociąg
      (towarowy i osoby zarazem, bo i jako do "niezłego towaru" jak i
      do "wartościowej osoby")". Wzięło się to stąd, że kiedy chcemy tego kogoś
      pocałować, to zazwyczaj dbamy o świeży oddech, by go (jej) broń Boże nie
      zniechęcić.
      Miętę można zatem czuć zarówno do kogoś, jak i od kogoś. Obie te sytuacje są ze
      wszechmiar pożądane, choć posłowie Ligi Polskich Rodzin twierdzą, że mięta jest
      narzędziem imperialistów próbujących zawładnąć naszym krajem i stąd ulubionym
      ich wierszem jest: "Nie żucim mięty w ten nasz smród".


      Do opracowania hasła wykorzystano:
      wiem.onet.pl/wiem/003c04.html
      • eyemakk o Pajonkach 30.10.02, 19:47
        strony.wp.pl/wp/pajonkus/pajonkus.html


        www.politik.uni-bonn.de/main/doz/pajonk.html



        www.sparkasse-bochum.de/presse/artikel/Pajonk.html

        www.mairie-ouges.fr/ville/entreprises/pajonk/pajonk.htm
          • pijaw Mało znane życiorysy pijawa 01.11.02, 17:30
            Janusz Sieczka.

            W wieku siedmiu lat straci siekacze, gdy założył się z Heńkiem - kolegą z
            sąsiedztwa, że siądzie na dachu i trzyma go w zębach za pasek od spodni.
            Przegrał, ale nie musiał oddawać swojej kolekcji suszonych krowich placków, o
            które się załozył. A nawet otrzymał heńkową kolekcję w spadku.
            W wieku lat czternastu trafił do domu poprawczego za udział w bójce z "użyciem
            praktycznego narzędzia" podczas prac społecznych, po której przed sądem
            zeznał: "sieknąłem gnoja łopatą". Zwolniony z wojska. W uzasadnieniu major
            Gruda napisał: "ma sieczkę w głowie". Od piętnastu lat Janusz S. pracuje w
            młockarni. Miesiąc temu wystąpił do Rozrządu Gminy o zmiane nazwiska,
            uzasadniając iż dotychczasowe wpływając na jego życie zniszczyło je
            doszczętnie. W propozycji nowego nazwiska podał: "Siekierkowski" motywując
            decyzje tym, jakoby chciał zostać drwalem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka