Dodaj do ulubionych

Wątek surrealistyczny

    • aard Egzamin i Ceremonia 08.01.03, 14:56
      Egzamin dopuszczający do Ceremonii przyznania orderu Zasłużonego Surrealisty
      CZĘŚĆ I:
      1. Stań na jednej nodze, a drugą napisz kompilację postów o co najmniej trzech
      roślinach Borga.
      2. Podnieś drugą nogę i kopnij nią boleśnie Teodora w tyłek, czyli tam,
      gdzie-on-myśli.
      3. Policz wszystkich dwunastu dos Mollendosów i następnie całą grupę stu
      czterdziestu czterech Chułanów usadź na siedemnastu krzesłach w porządku
      alfabetycznym.
      4. Ctrl+x siebie.
      5. I tak nie masz szans.

      CZĘŚC II (jeśli przebrnąłeś jakimś cudem przez pierwszą):
      1. Skocz we śnie na bungy i po opuszczeniu atmosfery zrób trzy okrążenia wokól
      planetoidy AX316G i wróć z niesplątaną liną.
      2. Ucałuj z szacunkiem wszystkie płetewki Szproty.
      3. WyPijaw dushkiem 1958 postów wuddy.
      4. Zdenerwuj w 3 słowach prezesa KFŁ.
      5. I tak nie masz szans.

      CEREMONIA przyznania orderu Zasłużonego Surrealisty
      1. Przyznanie orderu.

      /Kursywą/ prostszy sposób na zaliczenie egzaminu:
      1. Zostań Szprotą, Ariciem, Yavoriusem, Eyemakkiem, Cruachem, dos Mollendosem,
      Pijawem lub Aardem.
    • pijaw 1956! 08.01.03, 23:44
      Pamiętny rok...
      Ojciec mój sześć lat miał. Dziadkowie moi, a jego rodzice, gdyż jak miał lat
      sześć to jeszcze nie wiedział, ze będą dziadkami, bo nie wiedział, ze syn jego
      te słowa pisac będzie, bo sam jeszcze nie umiał pisac, a o rodzicach wiedział
      tylko tyle, ze są i mają swoich rodziców - jego dziadków, którzy już wiedzieli,
      ze on tez kiedyś dziadkiem zostanie, pod warunkiem, że bedzie miał mnie, który
      to ja zostanę ojcem, choć nie moim (zbieżność nazw przypadkowa) i wtedy już moi
      dziadkowie, rodzice ojca, będą pradziadkami syna, któremu ja będę ojcem, który
      będzie miał ojca - dziadka własnego syna.

      I właśnie wtedy mój ojciec wraz rodzicami udał się do Krynicy, gdzie czasem
      bazgrał na kartce papieru domki i ludki rysujac, językiem wywieszonym sobie
      pomagając, co widocznie jest rodzinne u wszystkich dzieci, stąd podejrzenie, że
      wszyscy jesteśmy sklonowani, bo wszystkie dzieci nasze są, jak głosi UNESCO i
      LPR. A obok na ławce siedział dziadek, który tak naprawde dziadkiem nie był,
      gdyż wnuków nie miał, ale kartki miał i płótna małei bazgrał po nich równie
      ochoczo jak mój ojciec. Nadszedł Dziadek mój, spojrzał na jedne i drugie
      bazgroły i rzekł: "Chodź Bodzio, przy nim to ty się malować nie nauczysz -
      popatrz co za bohomazy. Żenada".

      I tym oto sposobem nie mam w domu żadnego dzieła Nikifora.

      pijaw_nie_żałujący_zbytnio
    • pijaw A obiecałem, ze napiszę jeszcze :-) 08.01.03, 23:52
      I pisze, aż piska, choć może to nie piszczałki, lecz pisklę. Ciekawe co w
      trawie piszczy. Ciężko zgadnąć, bo do wiosny daleko. A skrzyp śniegu zagłusza
      popiskiwanie trawie. I dominacja jego skrzyp polny wyparła, choć takowy za moim
      oknem nie rosnie. Ale teraz nic nie rośnie. Chyba że jest się zaspą. Wtedy się
      rośnie, gdy się zasypia. Tylko gruszek w popiele zasypywać nie można, bo się
      zaspy od popiołu topią. i slizgać się nie można, i człowiek gipsu nie nosi.
      Moze to i dobrze, bo jak tu się slizgać w gipsie. Choć i to białe i to białe.
      to może miast gipsu śniegowe okłady? dwa kilo z okładem? lub kostki lodu po
      kostki. A w ogóle to kot śpi i oko jedno ledwo-ledwo otwiera, aby mnie za
      klikanie zganić, a chmurka mysli nad głowa jego gorący piasek w koleinie na
      działce niesie, w którym się potarzać można, gdy jest +30 na dworzu. O ile jest
      się kotem. W innym wypadku lub gatunku, ślizgać się od rana trzeba by do pracy
      dotrzeć i się nie zatrzeć, a o wypadek nie trudno. A jeśli nawet, to trudno.
      Trud? No!

      Pijaw_po_kotem_się_na_łóżko_walący
    • pijaw Jest Byczo! 09.01.03, 00:07
      Byczę się. To niebywale zajmująca czynność polegająca na poleganiu bykiem,
      jedzeniu byczków w pomidorach z puszki i bekaniu po nich. Należy do zachowań z
      dziedziny ewolucji regresywnej polegającej na zezwierzęceniu się poprzez
      byczenie, choć wcale nie trzeba być spod znaku Byka. Ale aby się dobrze
      pobyczyć trzeba wziąć byka za rogi i przygotować barłóg w sposób wskazujący na
      dzierżawę wieczystą przez zasiedzenie od conajmniej trzech pokoleń, a wszystkie
      niezbedne przedmioty w zasięgu reki znaleźć się winny. A kto jest winny, ten
      ocet. I tak barłóg suto w piloty odbiorników wszelakich, piwne kadzie i
      otwieracz do konserw wyposażony, umoszczony poduszkami chipsowych paczek
      powoduje natychmiastową chęć byczenia się w błogostanie transmisji meczu
      Chicago Bulls z reklamami korridy w przerwach i skokami narciarskimi w kaskach
      Red Bulla. Idę do wanny, bo byczki pomidory na pościel puściły. Dziwne przeciez
      jadłem je 1/2h temu. To pewnie dlatego wszystko sie tak upaćkało. trzeba było
      kota z byka w barłogu nie atakować. Albo najpierw odstawić puszkę. No cóż. W
      wannie można się za to poczuć jak ryba w wodzie. A ja jestem wódnikiem przecie.
      I tak żegnam się ozieble ze względu na widok porażający termometru za szybą.
      Choć w wannach szyb brak. Ciekawe więc, w czym usiadłem pod oknem i skkąd ta
      woda? JAk się zakręca grzejnik? Następnym razem się poLENię. Bardziej
      bezpieczne. I nad rzeczką można się wyszumieć.

      pijaw_byczy
      • aard Jest Byczo i Króliczo! 09.01.03, 09:07
        pijaw napisał:

        > Byczę się.
        Ja też!
        Byczenie to mój
        na pracę sposób jest!

        To niebywale zajmująca czynność polegająca na poleganiu bykiem,
        > jedzeniu byczków w pomidorach z puszki i bekaniu po nich.
        Można sobie jeszcze od czasu do czasu bąka puścić, ot tak, dla smrodochwili.

        > Należy do zachowań z
        > dziedziny ewolucji regresywnej polegającej na zezwierzęceniu się poprzez
        > byczenie, choć wcale nie trzeba być spod znaku Byka.
        Ja tam jestem spod strzelca i dlatego zawsze byczę się celnie i bezczelnie.

        >Ale aby się dobrze pobyczyć trzeba wziąć byka za rogi i przygotować barłóg w
        sposób wskazujący na dzierżawę wieczystą przez zasiedzenie od conajmniej trzech
        pokoleń, a wszystkie niezbedne przedmioty w zasięgu reki znaleźć się winny.
        Każdy Winien się byczyć w odpowiednim Gronie.
        Ja na przykład w czas ów za samotnością gonię.

        >A kto jest winny, ten ocet. I tak barłóg suto w piloty odbiorników wszelakich,
        piwne kadzie i
        > otwieracz do konserw wyposażony, umoszczony poduszkami chipsowych paczek
        > powoduje natychmiastową chęć byczenia się w błogostanie transmisji meczu
        > Chicago Bulls z reklamami korridy w przerwach i skokami narciarskimi w
        kaskach
        > Red Bulla.
        Ewentualnie podczas lektury Małgorzaty NiezaBYKowskiej, popijając winem marki
        BYK i oglądając transmisję meczu z udziałem Macieja Bykowskiego.

        > I tak żegnam się ozieble ze względu na widok porażający termometru za szybą.
        > Choć w wannach szyb brak.
        Kiepską masz wannę. U mnie bulaje są, przez które buhaje wyglądają.

        > Następnym razem się poLENię. Bardziej
        > bezpieczne. I nad rzeczką można się wyszumieć.

        Jak na wódnika przystało: klenia kleniem!
    • cruach C67 09.01.03, 12:58
      Z ARCHIWÓW KLIK KLERYK MYKALNYCH: WOJNA

      1.
      Zaszły wszystkie babunie z Pcimia
      Gdy przeszła przez Pcim frontu linia.
      Na wojnie jak na wojnie
      Deszcz deszczy niespokojnie
      A żołnierz nie wydziwia.

      2.
      Kusił wojną wojów kniaź Wasyl,
      Mnóstwem łupów i branek w jasyr.
      Napadli na Hrebenne -
      A tam dziewki bezzębne
      I ziemie piątej klasy.

      3.
      Idąc na wojnę ze wsi Babule
      Żołnierz dziewczynę żegnał czule
      Ona w bek, on też chlipał,
      Po czole ją dotykał
      A ona go po czule.

      4.
      Po wojnie jądrowej, niesie wieść,
      Nie będzie miał kto poległych grześć,
      Bo zostaną mikroby,
      Karaluchy i młody
      Francik Dziopa, pal go sześć.
    • cruach C68 10.01.03, 09:45
      KLIK KLERYK MYK: JEST BYCZO SKIERNIEWICZO
      1.
      Pełnił wartę jurny szkocki byk
      Mężny i prężny od stóp do grdyk.
      Królowa widząc jego
      Straż przednią oraz ego
      Lorda zrobiła zeń w mig.

      2.
      A raz prawodawca w Madrycie
      Ustawę uchwalił o świcie
      Co, choć cześć kobiet chroni,
      Niczego im nie broni
      I długo wchodzi w rzycie

      3.
      O Madrycie dość! Skierniewicie
      Ma pannę najstarszą na świcie
      Stara jest panna tamże,
      Bo chłop jej siedzi w mamrze
      Gej. (Wicie, rozumicie.)
    • Gość: Dos Mollendos Wspomnień Czasr IP: 212.191.74.* 10.01.03, 14:30
      Jestem w pomieszczeniu o wymiarach +/- 1,3 na 1,3 m, za to znacznie wyższym.
      Mógłbym nawet prawie wygodnie usiąść po skosie, gdyby nie to, że całą podłogę z
      płytki PCV zajmują leżące trochę w nieładzie jedne na drugich gumowe materace
      od których idzie adekwatny zapach gumy. W ogóle z wentylacją mam tu pewien
      niedosyt, ale da się póki co wytrzymać. Jest w każdym razie bardziej ciepło,
      niż zimno. Ściany są raczej jasne - takie pomiędzy beżem, a jasnym
      sraczkowatym. Dolne części ściany malowane są olejno, górne - emulsja o ton
      jaśniejsza. Pomiędzy odgraniczający oba zdecydowany szlak - ciemna czekolada.
      Miejscami zadrapania farby i nierówności muru, ale generalnie wygląda solidnie.
      Oczywiście nie ma tu okien, są za to rzecz jasna drzwi, którymi mogłem się tu
      dostać. Są zrobione z dykty, albo sklejki i pomalowane na biało również farbą
      olejną. Sufit jest brudnobiały, a może to złudzenie związane z oświetleniem
      pochądzącym z nieosłoniętej jarzeniówki. Ktoś z zewnątrz co chwila ją gasi i
      zapala, myśląc, że to dobry kawał. Ja też tak myślałbym, gdybym był w jego
      położeniu. Wszyscy tu w ogóle mają specyficzne poczucie humoru, ale też i silne
      poczucie otaczającej rzeczywistości. W drzwiach jest wizjer, ale popsuty.
      Pacamera obscura.
        • pijaw Ależ oczy-wiscie, ale BŁAGAM! 1975! 11.01.03, 00:34
          Tak się realnie składa, że 1975 razy się kartki złozyć nie da, co już ktoś
          udowadniał. Można za to kartki zrywać do woli. Woli zrywać nie wolno. Widok
          czegokolwiek z oberwanym wolem jest przykry, i krwawy bardzo, więc aby się
          KRRiTV nie narażać, spuśćmy zasłone milczenia na wole. A więc obrywając dalej
          kartki, z kalendarza oczywiście, bo za inne obrywanie można oberwać, dochodzimy
          do tego ekscytującego momentu z naszej historii, tj. zerwania pierwszej kartki
          z nowego kalendarza, na której na papierze II klasy wydrukowano: "do siego roku
          1975". Zrywamy boki ze śmiechu stwierdzając, ze na rewersie tej ubogiej okładki
          znajduje się napis: "herbata popularna. opakowanie zastępcze". Następnie
          zrywamy jeszcze 22 kartki, i oto nadchodzi ten historyczny moment: w pewnym
          wojskowym szpitalu zaczyna ryczeć jakiś bachor, który już niedługo, bo za lat
          28 wyrosnie na doskonale wam realnie nieznanego autora niniejszej prośby o
          rezerwację posta nr 1975 :-)
          Co też niniejszym czynię, czyli proszę :-)

          pijaw_27/28
          • aard Ja w takim razie poproszę 1977 13.01.03, 11:41
            Zresztą już sobie rezer-wołałem.
            Wolałem zawczasu zawołać,
            żeby wysłuchaną była moja wola.

            Aha, Chułanie - gotuj się, co byś nie przegapił. Chułan zagotowany, Pijaw z
            kalenarza urwany jako z tych konopii (pakistańskich) Flipy, potem przerwa na
            Tetmajera i aard siódemkowy.

            Poczynajmy w imię Światacze!
    • pijaw A Spielberg powiedział... 11.01.03, 23:16
      ...że jego gwiazda w chodniku surrealną jest...
      Już nic mnie nie zdziwi... no, chyba, że LPR ufunduje wraz z Ophrą Whimprey
      złotą gwiazdę za zasługi dla telewizji familijnej Wesowi Cravenowi...

      Właściwie dlaczego nie? Dzięki jego filmom dzieciaki bały się łazić po pustych
      chałupach i najlepiej się czuły w towarzystwie rodziców :-)

      Freddie Crueger na maskotkę telewizji Niepokalanów!!!
      Zielono-czerwone swetry dla braci Redemptorystów!!
      Rękawice z brzytwami dla pokutników!!

      Elm Street - Dewocjonalia... Tu znajdziesz wszystko... Tylko nie zaśnij... :-)

      pijaw_on_Elm_Street
    • pijaw To jest 1975 wątek surrealistyczny 13.01.03, 12:03
      Więc się strasznie z tego powodu cieszę.
      Aż mnie zatkało. Tak to szybko poszło. jeszcze tylko 25. Końcówka jest młodsza
      ode mnie. to wyjdzie jakieś 200 miesięcznie...
      Re-welka. Toż to swoisty rekord sur-postów!!
      No to koniec tych głupotów. Poprosze o fakturę i zwrot VATu, bo Sur jest taxi
      free, więc mam ulge na trzaśnięcie drzwiami :-)
    • aard Wątek surrealistyczny - post nr 1977 13.01.03, 12:41
      Nadejszła wiekopomna chwila (jako dzieciak byłem przekonany, że mówi
      się "wieLkopomna") i oto z codziennego trudu, z pracy rąk i potu torsów
      narodził się i na świat przyszedłszy cicho zakwilił niejaki podwójny a. Nie
      miał wtedy pojęcia nawet o MO, z którymi został był nierozerwalnie związany
      więzami zacieśniającymi się na szyi, a cóż dopiero o AA. Nie miał w ogóle
      pojęcia o niczym z włączeniem Nietzschego i alfabetu.
      Rozejrzał się i zasnął. Teraz też to robi tak często jak może.
      Czyli za rzadko.
    • cruach C69 13.01.03, 12:46
      No pięknie, pięknie...Dos zaklepał 1974 sobie, zaś Pijaw 1975, zaś zaklepując nie myśleli o...Innych Którzy Chcieliby
      Wpisać Się Postem O Numerze Roku Otrzymania Pierwszego Aktu Ślubu...tak oto ja mógłbym chcieć zaklepać sobie
      1971. A już nie mogę, i już.

      A właśnie, że mogę.

      W Sur wszystko jest możliwe. NINIEJSZYM OGŁASZAM, ŻE JEST TO POST 1971 WS. Dziękuję Wam, snuf, snuf.
      Byliście świetni.
      • Gość: aard Świetni? IP: 195.117.14.* 13.01.03, 15:31
        cruach napisał:

        > W Sur wszystko jest możliwe. NINIEJSZYM OGŁASZAM, ŻE JEST TO POST 1971 WS.
        Dziękuję Wam, snuf, snuf.
        > Byliście świetni.
        Nadal jesteśmy! :-)
        Zwłąszcza ja. Już dowodzę:

        Mam wszystkie swoje centymetry wzrostu, jakie mam i jeszcze parę których nie
        mam i mieć nie powinienem.
        Mam chroniczny katar i mógłbym produkować żywność dla połowy głodującej
        ludności świata, ale nie robię tego, bo cóż robiłby Pajacyk, którego codziennie
        po brzuszku ten-tego?
        Mam kosmiczne poczucie humoru, które demonstruję w tym oraz wszystkich innych
        postach, których macie szczęście, bym był autorem.
        Mam wreszcie wrodzoną skromność, która nie pozawala mi czytać tego, co przed
        chwilą napisałem, w związku z czym zapewne roi (Return on Equity) się tam od
        literówek.

        aA
        Rd
    • Gość: Dos Mollendos News z Newsweeka IP: 212.191.74.* 13.01.03, 20:08
      Z ostatniego nr-u: Wypowiedź pani poseł w sprawie dożywiania dzieci w
      szkole: "Mamy nadprodukcję mleka. Po co mają je pić świnie, jak mogą dzieci".
      Proszę o twórcze objaśnienie przesłanki posłanki. Oto moje, jakże nieudolne
      próby:

      "Jak se poślesz
      Tak se śpijeż"

      "Dzieciństwo dla świni
      To świństwo dla dzieci"

      Poselsko oświecony logicznie: Dos Chułan
    • eyemakk if you want to win the fight say "I'm believe!" 13.01.03, 20:42
      I nadszedł dzień, na który czekałem. Oh, żeby to był jeden dzień.. te wszystkie
      wydarzenia trwały długie tygodnie, a ich pierwsze symptomy zaczęły się jeszcze
      wcześniej.
      Trudno mi nawet odnaleźć w pamięci początek tego wszystkiego... może... może
      ten dzień, ze trzy miesiące temu, gdy zobaczyłem samego siebie? Mój sobowtór
      szedł drugą stroną ulicy, zatrzymał się przed księgarnią, popatrzył na wystawę
      po czym wszedł do środka. Pamiętam, że wtedy potrząsnąłem głową i przetarłem
      oczy ze zdumienia, a gdy pobiegłem do księgarni w środku sobowtura nie było.
      Dopiero tydzień później, w ten sam dzień tygodnia i o tej samej porze, złapałem
      się na tym, że wychodzę z księgarni z nową książką, a przed chwilą robiłem
      dokładnie to samo co mój sobowtór. Dziś po prostu byłem nim...
      W przeciągu kolejnych tygodni miało miejsce jeszcze kilka takich dziwnych
      zdarzeń: gdy oglądałem telewizję obraz nagle zatrzymał się; próbowałem
      przełączyć na inny kanał, ale nie udawało się; spojrzałem na zegarek - stał w
      miejscu; podszedłem do okna, przez ułamek sekundy jakby wszystko stało w
      miejscu, po czym ruszyło; gdy wróciłem do telewizora, przełączony był o siedem
      kanałów dalej, niż go pozostawiłem.
      Telewizor odegrał z resztą doniosłą rolę w tym, co nastąpiło później. Jakiś
      tydziń temu kablówki zniknęły mi stacje amerykańskie. Zaintrygowało mnie to o
      tyle, że także w wiadomościach nie było żadnych wieści zza oceanu. Jako że
      byłem przyzwyczajony do dziwnych zdarzeń w moim życiu, a poza tym niezbyt
      lubiłem Amerykę, postanowiłem żyć normalnie.
      Jednak trzy dni temu zauważyłem, że dostępne są tylko krajowe stacje
      lelewizyjne; w dziennikach zaś żadnych informacji zagranicznych.
      Pomyślałem sobie, że albo zawariowałem, albo dzieje się coś niedobrego. To już
      było aż za dobrze widoczne - w sklepach było pełno pustych półek, prawdopodobne
      tych, na których leżały towary z importu; Gazety były o połowę cieńsze niż
      zwykle, a z ulic prawie znikły samochody. W części budynków nie było okien,
      wiele też się zawaliło. Ludzie jednak wcale się tym nie przejmowali, wokół
      zawalonych budynków nie było zwyczajowego tłumu gapiów, czy straży pożarnej.
      Nic. Próbowałem zagadywać ludzi, pytać co o tym myślą. Spoglądali tylko na mnie
      jak na wariata i odchodzili, wzruszając ramionami.
      Następnego dnia wszystko wróciło do normy. Były budynki, okna, samochody i
      towary w sklepach. Ucieszyło mnie to, gdy szedłem do pracy. Widać to był jakiś
      zły sen, tak, to pewnie zły sen...
      Gdy wróciłem do domu, jedyna dostępną stacją telewizyjną był program lokalny. A
      na nim tylko wydarzenia lokalne, ciekawostki o regionie itp. Wpadłem w panikę i
      postanowiłem zadzwonić do rodziny, rozżuconej po całym kraju... już przy
      wyborze numeru kierunkowego, witała mnie informacja "nie ma takiego numeru".
      Wczorajszy dzień spędziłem na rozmyślaniach. Wydaje mi się, że wiem co to jest.
      Ten świat nie jest rzeczywisty, istnieje tylko w mojej wyobraźni. Z tego co
      wiem, jest taka koncepcja filozoficzna... ten świat umiera, bo być może mój
      czas się kończy, a może wracam do prawdziwego, realnego świata? Tylko czemu
      jest to aż tak rozłożone w czasie?
      Aż dziwne, że mogłem w nocy spać. Gdy się obudziłem, od razu poczułem, że coś
      jest nie tak, o wiele bardziej "nie tak" niż było wczoraj. Cisza. Kompletna
      cisza, żadnych odgłosów zza okna. Okna - właśnie. Kompletnie matowe, nic przez
      nie nie widać. Próbowałem je otworzyć; nie dało rady. Sprawdziłem też drzwi
      wejściowe, kręcąc zamkiem niemal w nieskończoność. Bez rezultatu.
      I wtedy pojawiła sie ta melodia - moja ulubiona muzyka. Nie była włączona ani
      wieża, ani telewizor, wiedziałem skądinąd, że nic nie będzie działać. W
      gniazdkach nie było prądu. A melodia była, chyba ze środka mojej głowy,
      przybierając coraz bardziej agresywne brzmienie...
      "Wygląda na to że pozostałęm sam" pomyślałem sobie. Jestem władcą tego świata,
      ograniczonego do mojego mieszkania. A skoro tak, mogę...
      W jednej chwili ściany mieszkania stały się pomarańczowe. Zawsze chciałem mieć
      pomarańczowe ściany, ale jakoś brakowało mi czasu i determinacji by wprowadzić
      cel w życie. Teraz okazało się, że moge Stwarzać, wystarczy tylko pomyśleć
      życzenie. Następna w kolejności była garść złotych monet (nie wiem na co mi one
      gdy zostałęm sam) oraz szklanka najlepszej whisky jaka przyszła mi do głowy
      (blue label...). "Rodzice..." pomyślałem niepewnie; niestety, okazało się że
      istot żyjących nie mogę stworzyć ani przywołać. Stworzyłem za to woskowe
      figury paru najbliższych mi ludzi. Przynajmniej dawało to iluzję, że nie
      jestem sam.
      Bawiło mnie to, przyznam. Zaopatrzyłęm się w masę najróżniejszych alkoholi,
      niestety okazało się, że choć nie wiem, jak bym prtóbował, nie mogę się upić.
      Stworzyłem więc sobie wielki młot i postanowiłem przebić się nim do sąsiadów.
      Bez rezultatu. Tak samo, gdy zechciałęm, by w mojej ręce pojawiła się "potężna
      promieniowa broń jak na filmach science fiction". Potrafiła zamienić w kupkę
      popiołu każdy przedmiot w moim domu, jednak nie robiła żadnego wrażenia na
      ścianie, oknie czy drzwiach. Trudno zniszczyć kraniec wszechświata...
      Od paru godzin nie działa grawitacja, niedługo potem zniknęły kolory a teraz
      widzę, że nawet odcienie szarości usuwają się w niebyt, pozostawiając tylko
      biel i czarny zarys kształtów. Działam jak w transie, bo wiem że to koniec.
      Chyba, że... chyba że stworzę sobie kieszonkowy wszechświat a potem do niego
      ucieknę.. albo drzwi do innego świata, drzwi, które otworzę i znajdę się gdzie
      indziej. A jeśli wszystkie sposoby zawiodą, zawsze jeszcze jest.. nadzieja


      • aard Eye w najwyższej formie :-)))))))) 14.01.03, 09:16
        Człowieku to jest fantastyczne!! Dosłownie i przenośni, jako miniatura do NF
        zostałoby (jak sądzę) przyjęte z otwartymi ramionami!
        Dwa worki z mięsem i kogut to za mało by opisać muj zachfyt, jestem pot
        wrarzeniem.

        No, ale dość o sobie, porozmawiajmy o dzieciach. Skąd się biorą, pytacie? Hm...
        dawno, dawno temu ludzie rozmnażali się poprez seks, tak kochane dzieciaczki,
        nie uwierzycie, ale kiedyś naprawdę, żeby powstał nowy człowiek ludzie musieli
        odbyć ten poniżający rytuał rodem z najcięższych kolonii karnych na
        Aldeberanie! Mężczyzna musiał kopulować z kobietą sapiąc przy tym straszliwie i
        ścierając sobie kolana oraz wyłamując nadgarstki. Na szczęście już od trzeciego
        tysiąclecia Ich Ery problem ten został raz na zawsze usunięty i choć przez
        jakiś czas posługiwano się prymitywnymi metodami klonowania, to jednak obecnie
        dzieci po prostu się kroppuje. Wystarczy, że ktoś, kto chce mieć dziecko złoży
        w Urzędzie Zamówień Rozrodczych zapotrzebowanie i po najwyżej 14 sekundach
        otrzymuje przesyłą Poczty Bocianiej pastylkę, po połknięciu której zaczyna
        kroppować. Trwa to kilkanaście minut, po czym na klatce piersiowej wyrasta mu
        kropp. Rozrasta się do rozmiarów jakie niegdyś przyjmowała umieszczona wewnątrz
        kobiety (!) macica i w ciągu kilku godzin wydostaje się z niego dziecko. Tak i
        wy, drogie szkraby przyszłyście na świat dwa dni temu.
        No dobrze, ja tu się rozgadałem, a wy jeszcze nie jesteście nawet w połowie
        kopania grobu - pośpieszcie się, macie jeszcze najwyżej po kilka godzin!

        aA
        Rd
    • cruach C70 14.01.03, 10:09
      Gość portalu: aard napisał(a):
      > Mam wszystkie swoje centymetry wzrostu, jakie mam i jeszcze parę których nie mam i mieć nie powinienem.

      Wyczuwam u Aarda jakową pretensję. Niech się Aard nie smuci. Wszystkie centymetry ma na miejscu. Centymetry,
      których chętnie by się wyrzekł, czynią z niego Prawdziwego Mężczyznę. Chyba że chodzi o Te Inne Centymetry. Te
      Inne czynią zeń prawdziwego Sura. Tak prawdziwego, że w Surve sur Paris w muzeum stoi Stand Aard Sur Metra.
      Centymetry standaardowe to długość totalna przebyta przez podparyskie centy metro z królem poruszające się nie
      wiadomo dokąd z prędkością Światła. (Językoznawczo dopowiem, że "światło" i "Światak" wyrosły z tego samego.)
      O królu poniżej.

      > Mam wreszcie wrodzoną skromność, która nie pozawala mi czytać tego, co przed chwilą napisałem, w związku z
      czym zapewne roi (Return on Equity) się tam od literówek.

      Roi to nie jest Return on Equity. Roi toż jest "król" z francuska. Kiedy wraca król, wraca sprawiedliwość. Powrót
      słuszności. Return of Equity. Powrót króla. Restauracja Aragorna. (Doktrynerzy fałszowali rzeczywistość,
      utrzymując, że ROE to zwrot na Kapitale. Kapitał napisał Marksista. Kto to czytał, ten często zwracał. Marksista ma
      bardzo mało wspólnego z Królem. A Król fałszuje monety, utrzymując (swój dwór), że ROP to zwrot na religii. Słynne:
      Religion c'est l'Opium pour le Peuple.)

      Kiedy wraca prosty komiwojażer Jaś, jest Return on Sales. Komiwojażer nigdy nie wraca, bo kończy śmiercią
      komiwojażera. (Poza specyficznym komiwojażerem, co wojażuje przez komin, to jest Dziadkiem Mrozem. Kiedy wraca
      Mróz, kapitał bywa zamrożony i giełda zawiesza działalność na kołku.)

      Jest jeszcze Return on Assets. Powrót na osiołku. To odwołanie do tradycji chrześcijańskiej, pono. Złośliwi mówią, że
      dzisiaj każdy może wracać na osiołku, o ile siądzie na swojego męża. Mąż nie może siąść na siebie, ale może siąść
      na tyłku. Wtedy też jest Return on Assets.

      Wreszcie Return on Investment, zwrot z inwestycji. Inwestycja, powiem językoznawczo, ma wiele wspólnego z
      kamizelką - kto nie wierzy, niechże zapyta Dziada Borowego, co to na Ślunsku znaczy "westa". Zwrot z inwestycji
      jest różnicą pomiędzy sumą pieniędzy, którą górnik przynosi babie do domu a sumą, która mu zostaje, kiedy baba się
      do poprzedniej sumy dorwie.

      Wskaźnik ten obliczamy zgodnie z następującym wzorem:
      ROI = x
      gdzie x to równowartość dwóch, góra trzech piw a dlaczego tak mało jo jest richtyk bardziej spragniony a nie piernicz
      bo cie klupna bez łeb i łobaczysz co byndzie kaj się chcesz włóczyć z koleżkami ty giździe a cobyś mi był doma przed
      dziesiuntom pieronie a kup se majtki z pulokiem babo gupia i stul papę bo słuchać nie idzie strzymać

      Zgodnie z księgowością kreatywną Strażniczek Ogniska Domowego wskaźnik ROI jest cacy, kiedy równa się zero.

      CRUACH ŻE AŻ STRUACH

      Podziękowania:
      Nikt nie robił głupich dowcipów, że mój poprzedni wpis był 69. Dziękuję Wam, snuf, snuf. Byliście świetni.
      Językoznawczo dopowiem, że "świetny" i "Światak" wyrosły z tego samego.

      Zadanie domowe:
      Ujednolicić ten nasz rozpasany system surmetryczny do diabła! Zwrócić uwagę, że 1 C (jeden cruach) jest jednostką
      surrojoną, toć w cruachach można zliczać sur najwyżej iloraz obłąkania. Z obłąkanym skutkiem zresztą, opłakanym
      sutkiem z resztą. O ile nie dowieść nie wprost że nie tak, tak nie, tak. Do dzieła. Do dzielenia. Zero nie dzieli się przez
      Nic, i tak dalej, proszę pamiętak, nie, tak.
      • aard Sfałszowane Monety 14.01.03, 11:49
        wiszą w Galerii Łódzkiej. W gablocie, za szkłem, żeby każdy mógł Zobaczyć, ale
        nikt nie mógł Wziąć. Czemu? Bo musiałby nimi, a nie za nie zapłacić. Stoi tam
        Katedra w Rouen w trzech wersjach świet(l)nych, bo reflektory są różnie
        położone (powieszone) i różnokolorowe (jest nawet fonobłysk zwany kolorofonem)
        i Sadzawka z Liliami Wodnymi i żabami plującymi wodą ognistą. Poza kto tym
        znajdzie się Po Południu w Argentueil ten może sobie za drobne manety kupić
        bułeczki, kostkę masła, dżem i zjeść Śniadanie, chyba że Nie Trawi.
    • pijaw Grzech pierworodny. 14.01.03, 23:23
      Jest to pierwsza, nieudana, próba spożycia jabola z pominięciem procesu
      fermentacji. Taki wniosek wyciągnąłem razem z robaczkiem z dzisiejszego
      śniadania, którego częścią był właśnie owoc niezgody prowadzący do wojny
      trojańskiej, tylko w kolorze papieskiej purpury miast midasowego blasku. Tak
      już jest z jabłkami - zerwiesz, ugryziesz i zaraz ktoś Cię z sadu wywali i
      psami poszczuje. Trzeba więc założyć własny sad. Albo przerzucić się na
      brzoskwinie z puszki.
      • cruach C72 15.01.03, 12:53
        W ten oto sposób Autor, mydląc nam oczy foczym łojem i lodem Eskimo rozpoczątkował podwąt
        mogolski. A ja mam wąty:

        WHOONE BUTTU (czytaj: Ułan Bator)

        Raz pewien Huan w Ułan Bator
        Na drodze zrobił, uu-ła!, zator
        Wziął się w Bator zator stąd
        Że ułan Huan gnał pod prąd
        Jaka, het, wiśta, jako-takor.
    • aric Wielkie święto 15.01.03, 12:26
      Jakże mógłbym odpuscić ten finałowy cykl krótkich listów miłosnych. I
      dzienkczynnych, co dzień czynnych od 0 do 0.
      Tak więc jestem, choc mnie nie ma, ale bedę, chociaż byc nie moge. Ale
      spróbuję, mocno spróbuję nie zapomnieć jak się pisze słowo Światak. On
      przyswiecał mnie przez tygodnie mej niewiedzy. Bo kto by wiedział, że istnieje,
      gdyby Genewa nie nadała wiesci takowej, że sam on narodził się z niczego, a
      raczej chyba w sumie to jednak rodowód został jego opisany. Mr Cruach nam go
      spisał dawno temu, a ja nie swiadomy com uczinił dalej głupa paliłem
      niesłychanego. Aveeeeeeeeeeeeee, ehe, ehe... Odkaszlnąłem i wypadła mi slina.
      • philip_marlowe Czy chce dostać po łbie?? 15.01.03, 12:33
        Ja ci mogę to załatwić. Znam kiku kolesi co ci zrobią z twarzy farsz na
        pierogi. Siedź cicho i sie nie wychylać a przetrzymasz w tej norze jeszcze 10
        lat. A tak wogóle to co ja tu robie, przecież mnie nie ma. O ja cie pieprze,
        gdzie ja jestem? Kurwa, czas działać, gdzie jest moja splówa?
        • hruplo Cos mnie hrupło w kowadełku 15.01.03, 12:45
          Spadaj stąd ty fajańsiarski łapsie. Won w lata 40 tam twoje miejsce pirdzielu.
          Ja mu dziesięć lat nie pozwole tu gnic. On szybciej stąd wyjdzie niz ty
          myslisz, popelino z gorzołą zamiast limfy. Zaraz przyjdzie tu moja siostra i
          spuscimy ci łomot. Co? Juz sie boisz, a tak, uciekaj, nie bedzie długiego
          pożegnania, bedzie spadaj laleczko z fajfuskiem tycic tyci.
          • kitana Nie masz pojecia siostro 15.01.03, 12:50
            Jak tu się długo idzie, wiele przszkód musiała mokonać aby tu dojść.
            Ale jestem, aaaa widzę, że pilip dał dyla. Oooo szkoda, a ja tu tachałał
            rakietę marki Donay, szkoda. A może komus innemu łep rozwalimy. Aric gdzie
            jesteś, bo cię nie widzę. Hruplo i ja chcemy komuś spuścić łomot. Idziesz z
            nami tatusiu??
            • aric Ja mam to wszystko 15.01.03, 12:54
              W okrężnicy. Ide zajarac szluga. Nikotyna, smoła, dym, samo dobre. A wy róbcie
              co chcecie. Ta ra ri ra ri ra, czeka mnie miła faja, aja ja ja.
              • philip_marlowe Hej bracie 15.01.03, 13:00
                Tak na zgode ide z tobą, czas zakonczyś wszystkie basnie. Dziewczyny, dajcie
                spokój, przecież żyjemy wspólnie. Czas sie pogodzic. Chodźcie na dyma.
                • the_borg My Borg 15.01.03, 13:19
                  Poszlismy z nimi. A natrafilismy na jednego. Dziwny gatunek, ale asymilację
                  podjelismy. I cos sie spierdoliło. Gryyyyy, zgrzyyyyyt, brrr, wrrrr, ughhhhhh,
                  trachhhhhhh, jednostka nieasymilowalna. Umysł nieasymilatywny. Próba asymilacji
                  zakonczona niepowodzeniem. To niemozliwe, nastapił wyjąstek BHD245571281!
                  2^$^&jhfk6284721834, ostatnia drona gasi swiatło.
                  • aric Dupek 15.01.03, 13:28
                    Wiedziałem że tak bedzie i odpaliłem osłony antyasymilacyjne. Gdzie was szkolą?
                    W sześcianie?? Sapdać w otchłan galaktyki. Czas do domu.
                • cruach C73 15.01.03, 13:28
                  Co się porobiło! Co się porobiło!
                  Niniejszym mój wniosek z C71 wylał się z formaliny i stał nad wyraz nieaktualny.
                  Ponieważ, jak tuszę, liczba 2M jest już tak tuż, tuż, że orkiestra tusz, tusz�
                  TUSZ PILOTA PIRXA
                  - Aric, nie dotykaj postownika! - krzyknął z wysiłkiem Pirx. Twarz wgniotło mu w zagłówek fotela. Uszy
                  zeszły rękawem skafandra. - Nie dotykaj postownika!!
                  Tymczasem Aric Calder trwał. Pirx przyspieszył ostatkiem sił oraz ręką. Przez łzy widział
                  ekran:�1,2M�1,5M�1,8M�
                  Wreszcie przyspieszenie wyniosło (rakietę w kosmos), wyniosło otóż: 2M.
                  Calder nadal pisał.
                  To nie mógł być człowiek. Żaden człowiek nie wytrzymałby takiego ciągu.
                  (Ciąg dalszy wywiało.)
    • cruach C71 15.01.03, 12:33
      JA W KWESTII FORMALINOWEJ ORAZ AARD VOCEM
      O ile mnie słuch nie zmyliły zajęczy, Rednaardczelny chce puścić WS Klona, gdy WS Macierz dobije z
      hukiem do postów dwu tysięcy. Ponieważ liczba ta już blisko, proponuję zawczasu ustalić (czy to w ogóle
      możliwe?) kto się jeszcze wpisze w tym tu oto, boć potem z rozpędu przekroczymy magiczne 2000.
      A właściwie, to wcale nie są magiczne 2000. Cóż w nich magicznego? Równie dobre 1971, cha.
      No ale jeśli klamka zapadła, a choćby w celu ułatwienia otwierania wątku, to może niech się WS Prim
      zakończy na 2003 - iż niby w tymże roku się on dopełnił?
      Wtedy WS Secundus kończyłby się (w wariancie realnym) na 2004 postach, (w opcji malkontent) na 2005
      albo (w wariancie surrealnym) takoż na 2003.
      Czego ostatniego wam i sobie, sam w osobie, muzom amusom, stary koń, (r)życzę.
    • aric I tak wielkim krokiem 15.01.03, 13:30
      Staję na krawędzi. Skok wykonać czy się oszczedzić. Jeden mały kroczek i 2000
      skocze.:) Żylaki na nogach, siniaki na rekach, gałeze zamiast włosów, była
      wielka sprawa, a teraz zrzadzenie nastapiło losu. Więc czy ma skoczyc czy nie
      skoczyć a może kasztany do pasa przytroczyć. Czasem się zastanawiałem, jak
      daleko dojśc możemy i czy dalej jeszcze pójdziemy, czy osiągniemy nieosiągalne
      i czy na tym poprzestaniemy. A teraz widzę, że da się jeszcze dalej, może więc
      nie konczmy, a rozpocznijmy, nie zamykajmy a orwórzmy. Równoległe swiaty, niech
      jeden goni drugi i niech stanie się światło, by Swiatak świetlisty był i cienia
      nie rzucał.
    • Gość: Dos Mollendos Poszło IP: 212.191.74.* 15.01.03, 14:51
      Nie ma go, nie ma. Wszystko poszło. Jak po Masmiksie. Tfu, Matriksie. Nie mam
      serrca, ale muszę. Dos Mollendos wykitował. Kitował, kitował i się STAŁO.
      Gdzieś jest NEO???!!! NEOŻYRRAFA?
      NEOAARD???
      NEOARIC?
      NEOCRUACH?
      NEOEYEMAKK?
      NEOPIJAW?
      NEOSZPROTA z Neoborgiem?
      NEOYAVORIUS?
      Neochułan...

    • aard Rocznica założenia WSa!!!!! [[-: 18.03.03, 11:30
      Więc to już rok...

      Z okazji Pierwszej Rocznicy założenia Wątku surrealistycznego Kapituła Konkursu
      o Złote Salvadory w Kolorowe Ciapki postanowiła przyznać Czystozłotego
      Supersalvadora Bez Ciapek, Ale Za To Z Wtryskiem i Dwiema Poduszkami
      forumowiczowi, który zamieścił surrealny wpis roku. Postanowiliśmy wybrać go
      spośród tych nagrodzonych zwykłymi Salvadorami wychodząc z błędnego/słusznego
      założenia, że są one kwintesencją surrealu na Forum Łódź.
      Walka zaciętą i zażartą była, ale że Kapituła głosowała w całości i co do
      jednego Członka, to też i werdykt najsprawiedliwszym z możliwych być musi.
      Przedstawmy zatem wyniki.
      W głosowaniu udział wzięło dwanaście dotychczas nagrodzonych postów, w
      kolejności: ChrisaBTO, Kropki, Kasiprim, Zamka, Kx, Dziada Borowego, Saidy,
      Yeego, ponownie Zamka, Ixtlilto, Szalonego Kefira i Lavinki. Poszczególne
      kandydatury otrzymały następującą liczbę głosów:
      Kx - 2
      Zamek (strażnicy) – 2
      ChrisBTO – 1
      Kropka – 1
      Kasiaprim – 1
      Sszalony Kefir – 1
      Zamek (agrafka) – 0
      Dziad Borowy – 0
      Saida – 0
      Yaa – 0
      Ixtlilto – 0
      Lavinka - 0

      W sytuacji równej liczby głosów Kx i Zamka decydujące dla wyniku było zdanie
      Przewodniczącego Kapituły. Zadecydował on, że wiekszy wkład w surrealność Forum
      Łódź oraz większe nasycenie nadrealnością swoich Salvadorowych postów
      zaprezentował... Zamek.

      Toteż niniejszym Kapituła ogłasza Zamka ZWYCIEZCĄ KONKURSU O SUPERSALVADORA
      oraz SURREALISTĄ ROKU na Forum Łódź.

      Serdeczne gratulacje od całej Kapituły ma zaszczyt przekazać
      aA
      Rd
      • aric Jakoże wpis byc musi... 18.03.03, 11:45
        Bo się wątek już nie dusi, dokonam takowego, by upamietnic rocznice bytu
        nieskonczonego, surrealistycznego, aricowego...
        I pewnie wpisze się tu jeszcze, jak mnie kiedys przejda dreszcze. Jak spadna
        deszcze, jak mysli nawiedza złowieszcze.
        Za dni kilka życie zaczne, i opicze w tym watku zacnie, jakby obserwujac
        bacznie, to co dziać się bedzie, jak przemiana nastapi, a morze się rozstapi.
        Wtedy to tez niebawem zagoszcz i zdam sobie sprawe, że wątek ten, choć nie
        udzielam sie własciwie, był dla mnie czyms, ważnym, niczym szale Temidy w walce
        o sprawiedliwość.
        Ale bredzę, napisałem, i sobie siedzę.
        burarum.....
          • aric Willa dla Villas 18.03.03, 12:06
            Tak sobie mysle, że Lewin Kłodzki to fajna miejscowość, byłem tam razy dwa. I
            tam własnie stoi willa państwa Villas. Troche zaniedbana, ze strzecha, ale
            zawsze. Fajny basen tam, w tym Lewinie mają, no i most po którym ciuchcia
            jeździ, no i mają też fajny cmentarz, na którym jadłem poziomki porastające
            groby ze sredniowiecza.:)))
            • dziad_borowy Re: Willa dla Villas 18.03.03, 12:43
              aric napisał:

              Fajny basen tam, w tym Lewinie mają, no i most po którym ciuchcia
              > jeździ, no i mają też fajny cmentarz, na którym jadłem poziomki porastające
              > groby ze sredniowiecza.:)))
              A mnie sie Lewin kojarzy z pivem i majtaniem dziadoborowymi nogami. Na wyzej
              wspomnianym basenie, pustym jeszcze jak przystalo na maj, siedzialem sobie
              popijajac pivo i majtalem nogami raz w jedna a raz w druga strone. To samo
              robilem na rowniez wspomnianym wiadukcie. Tyle tylko ze wiadukt byl wtedy bez
              ciuchci, ale tak jak basen jak przystalo na maj rowniez byl bez wody. A
              cmentarz byl wtedy odwolany. A niebo bylo niebieskie.
              darzbor

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka