Dodaj do ulubionych

Wątek surrealistyczny

    • aard Re: Wątek surrealistyczny 14.08.02, 15:59
      Forumowicze łódzcy podziękowali kwiatami surrealistom, zatrzymanym za pobicie
      redaktora naczelnego Wątku Surrealistycznego aarda. Mówili, że czują się
      współwinni. Zatrzymani surrealiści powiedzieli, że jak będzie trzeba to zawsze
      mogą liczyć na ich pomoc.

      Przewodniczący "Wątku surrealistycznego (2)" przekazał dziś dziennikarzom
      dokumenty, między innymi, odmowę wszczęcia dochodzenia w sprawie łamania praw
      forumowiczów w "wątku" przez jego rednacza.

      Odmowa była z 20 lipca 2002 roku.

      Prokurator kropka stwierdziła na podstawie dokumentów, że sytuacja tego wątku
      jest trudna. Zaległości wobec forumowiczów sięgnęły prawie 500 postów, a wobec
      GW prawie 2 miliony.

      Przewodniczący "Wątku(2)" powiedział, że o sytuacji w "WS" wiedziała także
      Państwowa Inspekcja Pracy.

      Wicewojewoda Hubar wyraził głębokie współczucie i zatroskanie losem wątku.
      Pismo takiej treści złożył na ręce komitetu protestacyjnego w "Wątku".

      "Społeczeństwo jest bezradne" - powiedział szef "Wątku (2)" podczas dzisiejszej
      konferencji.

      Wieczorem zbierze się Kapituła "Wątku" (bez rednacza), która ma odwołać
      redaktora naczelnego aarda.




      Dla dociekliwych niezmieniony, ale wystarczająco surrealistyczny nius pod
      linkiem:
      info.onet.pl/534788,11,item.html
    • Gość: aard Jak wam się powodzi? IP: 195.117.14.* 14.08.02, 16:33
      Polsce nie grozi cruach - zapewnia wiceminister spraw surrealistycznych i
      surrealizacji ChrisBTO.

      ChrisBTO uspokaja, że z tych informacji wynika, iż Polsce nie grożą kataklizmy
      jakie nawiedziły Czechy, Niemcy czy Austrię.

      Eyemakki, którymi dysponują służby cywilne wskazują, że od czwartku sytuacja
      powinna się poprawić.

      Zdaniem wiceministra w kraju mogą wystąpić lokalne aardowienia, szczególnie na
      Dolnym Śląsku, gdzie mogą nagle przybrać małe ariki górskie.

      Wiceminister podkreślił, że najtrudniejsza sytuacja może wystąpić w Małopolsce,
      jednak nie powinna ona zagrażać yavoriusom w tym regionie.

      Także rednacze wszystkich powiatów dolnośląskich uspokajają, ze sytuacja w
      regionie stabilizuje się.

      Lokalne cruache występują m. in. w Lubaniu, Świeradowie Zdroju, Jeleniej Górze
      oraz Gryfowie Ślaskim.

      Według służb dyżurnych może wzrosnąć poziom p8 w Nysie Łużyckiej, dlatego
      mieszkańcy Porajowa i Sieniawki zostali poinformowani o ewentualnym aardzie.

      Rednacz zgorzelecki do~ uspokaja jednak, że nie ma powodu do paniki.

      W związku z zagrożeniem aricowym straż graniczna do odwolania zamyka
      następujące przejścia graniczne: Yavorzyna Surrealecka, Surrealka - Zittaric,
      Poraardów - Zittaric , Poraardów - Hraardek.

        • yavorius Eyemakk i Yavorius -> prolog, rozdz. 1 i 2 15.08.02, 11:15
          Wobec braku zainteresowania na ogólnym wklejam nasze opowiadanie, które
          pisaliśmy na studiach:

          OD AUTORÓW:

          Osoby i wydarzenia przedstawione poniżej są prawdziwe,
          prawdziwe ale nieco ubarwione, lub fikcyjne.

          Osoby występujące:

          Ziemia:
          Baba Ze Sklepu - obleśna sprzedawczyni;
          Mario Feex - student socjologii, powolny i flegmatyczny;
          Grubas Bimbacz - student socjologii, bełkocze i bimba;
          Jowita - studentka socjologii z Gostynina, blondynka;
          dr Michalska - pracownica Uniwersytetu Łódzkiego;
          Mlekopij - student socjologii, typowy przeszkadzacz, lubi mleko i Inforadio;
          Neuromancer - absolwent Politechniki Łódzkiej, obecnie działa w czarnej
          strefie informatyki;
          Olak - studentka socjologii, femme fatale;
          dr Piotrowski - pracownik Uniwersytetu Łódzkiego, socjolog;
          i inni.

          Planeta Grubasa:
          Czerwony Kapturek - seksowna nimfomanka;
          Duch Trolla - zabity przez Jowitę, straszy;
          Hydrant - olewa wszystko;
          Guzikowy Joe - kowboj, właściciel knajpy "Bonanza";
          Leśniczy - "przyjaciel" Czerwonego Kapturka;
          Nadczekan i Czekany - rdzenni mieszkańcy planety, strażnicy porządku;
          Podpalacz - uratowany przez Grubasa mieszkaniec innej planety;
          Trolle - pluszate stwory;
          Wilk - erotoman zafascynowany Czerwonym Kapturkiem;
          i inni.


          PROLOG PIERWSZY

          Grubas Bimbacz już od najmłodszych lat był niezwykły. Przyczyną tego mogło
          być środowisko rodzinne. Nieustannie karmiony przez matkę, strasznie kochany
          przez ojca i uwodzony przez starszą siostrę (której nigdy nie miał), uciekł we
          własny świat. Niezwykłość Grubasa przejawiała się w przeróżny sposób, np.
          potrafił on godzinami siedzieć na strychu razem z gołębiami. Ludzie mówili, że
          rozmawia z nimi, ale jego rodzice uważali, że to bzdury. Potrafił znikać z
          domu na okres kilkunastu dni, a gdy wracał, pokazywał na migi (mówić zaczął
          dopiero w wieku lat dwunastu), że był w swoim świecie. Rok później opanował
          sztukę bezproblemowego przemieszczania się między światami. Był
          intergalaktycznym podróżnikiem, który znał język wszechświata - my, prymitywni
          Ziemianie, uważamy go za bełkot. I istotnie, Grubas nieustannie mówił z
          intergalaktycznym akcentem, co denerwowało wszystkich jego znajomych. Dlatego
          ich nie miał.

          Sytuacja uległa lekkiej poprawie na drugim roku studiów. Poznał on wtedy
          Mlekopija i Mario Feexa - studentów, którzy ni stąd, ni z owąd przypałętali
          się na socjologię. Nie manifestowali oni początkowo wobec niego niechęci, co
          już wystarczyło, by Grubas z miejsca ich polubił. Książka niniejsza opowiada o
          wydarzeniach, mających miejsce na drugim roku studiów Grubasa.

          * * *

          Podczas jednej ze swych podróży znalazł on malutką planetkę, na której
          postanowił zamieszkać. Na planecie tej jedynymi mieszkańcami były czekany (tak
          przynajmniej nazwał je Grubas, gdyż przypominały mu one narzędzia używane
          przez jego wujka-alpinistę). Kilka tygodni później zawitał do świata wyżej
          rozwiniętego technologicznie niż nasz. Pojawił się na wielkim placu, obok
          psychopaty, który chciał wyssać lawę z jądra swojej planety i spalić
          dwadzieścia miliardów jej mieszkańców. Za to czekała go publiczna egzekucja -
          pierwsza od ośmiuset siedemnastu lat. Grubas, w przypływie altruizmu,
          postanowił uratować skazanego. Chwycił go za rękę i momentalnie przeniósł go
          na swoją planetę. Podpalacz, bo tak nazywał się uratowany przez Grubasa,
          poprosił go o przeniesienie do Grubasowego świata swojej kochanki, która w
          zamian za to ofiarowała Grubasowi urządzenie kontrolujące nanotechnikę (polega
          ona na użyciu olbrzymiej ilości mikroskopijnych robotów, do zmian w budowie
          substancji, np. mogłyby one tworzyć złoto z piasku). Podpalacz stworzył na
          podobieństwo Grubasa trolle - pluszate stwory, które zasiedliły planetę
          Grubasa; Czerwonego Kapturka (ucieleśnienie Grubasowych fantazji o kobiecie-
          nimfomance) i jeszcze inne postacie, których poczęcie pozostawił inwencji
          nanotechniki. I tak, maszyna wytworzyła np. Hydrant, olewający wszystkich.
          Podpalacz - na wszelki wypadek - nauczył Grubasa wykorzystywać pulpit kontroli
          nanotechniki tylko do produkcji jedzenia.

          Kiedy Grubas zaczął udawać studenta, w oko wpadła mu koleżanka z grupy
          imieniem Jowita. Nie wiedząc, jak ją oczarować, postanowił śledzić ją i w
          odpowiednim dla siebie momencie przenieść ją do swojego świata, by została tam
          z nim na stałe. Niestety, Jowita nie dość, że wykazała się odpornością
          na "wdzięki" Grubasa (co nie było specjalnie trudne), to jeszcze zapałała
          gwałtowną namiętnością do Czerwonego Kapturka, która była w istocie kreacją
          chorego umysłu Grubasa.


          PROLOG DRUGI

          Jowita siedziała na wykładzie ze Struktur Pośrednich. Rozejrzała się.
          Zauważyła swojego kolegę Grubasa Bimbacza (spał). Popatrzyła na sufit. Ze
          zdumieniem spostrzegła, że w samym jego środku rośnie drzewo. Już po chwili
          spadł na jej głowę owoc. Rozległ się huk.
          - Au! - krzyknęła Jowita - Wybuchła mi głowa!
          Okazało się jednak, że to wybuchła skorupa owocu. Ze środka wypełzł mały
          robaczek, zamrugał do Jowity trojgiem oczu i popełzł gdzieś dalej.
          - Stój! - syknęła Jowita, ale nie mogła nic zrobić. Była bowiem na wykładzie
          i jakoś głupio było jej wstawać - I spróbuj mi tylko fiknąć! - zagroziła mu.
          Robaczek fiknął i zrobił to doskonale. Jowita zapiała z zachwytu.
          - Jestem weryfikatorem - wyjaśnił robaczek - Doskonale fikam.


          ROZDZIAŁ PIERWSZY

          Dr Piotrowski, prowadząc zajęcia z antropologii, zaczął właśnie mówić o
          sprzężeniach zwrotnych, gdy zauważył, że za oknem stoi jakiś tajemniczy
          osobnik i wpatruje się w jego kubek z kawą.
          - Nie dam!!! - wrzasnął histerycznie dr Piotrowski i zasłonił plastikowy
          kubek własnym ciałem.
          - Ale ja fak bardzo chcę! - wrzasnął osobnik - Tak bardzo! Łaaa...!
          - No dobrze, już dobrze - niechętnie zgodził się pan Piotrowski i poczęstował
          nieznajomego kawą.
          - Alef bofka ta kafa - mlasnął osobnik - Nifdy fakiej nie fiłem!
          - Ja też nie - wykładowca nalał nieznajomemu kolejny kubek - Mniam.
          - Fy mogę pfyfodzić tu częściej? - zapytał osobnik z nadzieją w głosie - Mogę
          nafet pfynieść fłasny kubek! - dodał.
          - No, nie wiem - zadumał się dr Piotrowski - Ja tu prowadzę wykłady dla
          studentów socjologii.
          - No to może gdzief f innym miejscu - nie rezygnował nieznajomy - Może f
          Łondynie?
          - Nie, już lepiej będzie, gdy będziesz tu przychodził jako student -
          zaproponował socjolog.
          - Dobfe! - ucieszył się gość.
          I odtąd Grubas Bimbacz udawał studenta, pijąc w piątki od 16:45 do 18:20
          kawę z panem Piotrowskim na zajęciach z antropologii.

          * * *

          Na kolejnych ćwiczeniach z antropologii Mario Feex powiedział coś bzdurnego.
          Jowita pod wpływem oburzenia postanowiła rzucić się na niego i go udusić.
          - Oj! - krzyknął Feex - Niech mi ktoś pomoże!
          - Ja ci pomogę! - wrzasnął Grubas i uciekł z klasy.
          - Jestem Atrybutem Kulturowym - stwierdziła Jowita dławiąc Feexa. Grubas w
          tym czasie żłopał kawę z wielkiej cysterny.
          - Jeżeli atrybutem kulturowym ma być morderczyni - zaczął swój wykład dr
          Piotrowski, oglądając ciało Feexa - to ja umywam ręce od takiej antropologii.
          - To pan mi nie pomoże?! - wrzasnął Feex w histerii - Nawet pan?!
          - Nawet ja. Muszę oddzielać pewne rzeczy od siebie, nawet jeśli miałoby to
          odbyć się kosztem czyjegoś życia - i dr Piotrowski podniósł do ust kubek z
          kawą.
          - Jestem Łospem [White Anglo-Saxon Protestant - przyp. aut.] - próbował
          zagadać Feex dr Piotrowskiego.
          - O, to ciekawe. Poszukam ci moich lektur - dr Piotrowski łyknął sobie kawy,
          żałując że nie może iść w ślady Grubasa, który żłopał kawę do nieprzytomności.
          W tej właśnie chwili Grubas Bimbacz wtoczył się do sali spuchnięty od kawy.
          Jowita widząc go zostawiła Feexa i wróciła na swoje miejsce.
          - Ostatnio mówił pan coś o kacu - przypomniał sobie Mario Feex - Chciałbym
          wiedzieć coś więcej...
          - Auu! - wrzasnął dr Piotrowski rozlewając kawę na spodnie.
          - Rozumiem, rozumiem - Feex wycofał się - Nie chce pan poruszać tego
        • zamek niu, niu 15.08.02, 15:18
          Na zachodnich rubieżach Eyemakkszczyzny pojawiła się
          niewielka populacja sklągłwy przetocznej. Jest ona
          ograniczona do 50 km na niuton poza godzinami porannymi,
          kiedy to użycie sygnałów dźwiękowych jest wskazane. W
          godzinach nocnych samce sklągłwy wysyłają sygnały
          wdziękowe. Populacja rozszerza się przez pączkowanie,
          choć niektóre osobniki mają skłonności do ptysiowania
          (czyżby objawy flipania?), rurkowania z kremem i
          ciastkowania półfrancuskiego z kruszonką. Kruszonki, jak
          też piaskarki będą rozprowadzane przed Świętami Wieśka
          Mocnymi w drodze lasowania. Po odbiór proszę się zgłaszać
          codziennie na falach średnich (czyli tak gdzieś do pasa
          sklągłwy włącznie).
    • zamek Z ostatniej chwili 15.08.02, 15:20
      Agencja Wywiadu podała średnie prędkości pielgrzymek
      udających się w bieżącym sezonie na Jasną Górę. Wynoszą
      one od 43 do 52 godzinek na kilometr.
    • zamek A ja mam kota... 15.08.02, 16:29
      ...na punkcie psa mojej wiewiórki, która, gdy na nią
      wołam "Basia!", odpowiada: :"Dla Ciebie panna Barbara, a
      poza tym proszę mnie nie zaczepiać, bo jestem
      zaręczona!". I w ogóle ostatnio jakoś wydrowato się
      czuję. Przy okazji - zarysowały się u mnie tendencje. Co
      radzicie: łatać czy zburzyć i stawiać nowe?
      --
      Stoi Yavor na gór szczycie...
      --
      Szarik! Strzelca struj!
                • eyemakk.i.yavorius Wahadłowcy 16.08.02, 15:32
                  WAHADŁOWCY, SĄ TO PÓŁ-HARACZE PÓŁ-ROBACZKOJADZI. NA POCZĄTKU MIESIĄCA, GDY
                  MAJĄ PIENIĄDZE Z PENSJI LUB ZASIŁKU, STAĆ ICH NA ZAKUP ROBAKÓW. POD KONIEC
                  MUSZĄ ZADOWOLIĆ SIĘ HARACZOSTWEM. POSIADANIE WŁASNYCH DOCHODÓW JEST PODSTAWOWĄ
                  RÓŻNICĄ MIĘDZY ZWYKŁYMI HARACZAMI A WAHADŁOWCAMI. POZWALA TO NA ZAKUP
                  HARACZOWYCH FETYSZY NIEDOSTĘPNYCH DLA PODRZĘDNYCH LUB ZWYKŁYCH HARACZY.
                  WAHADŁOWCY RZĄDZĄ HARACZAMI, KTÓRZY SĄ IM BEZWZGLĘDNIE ODDANI. ZWYKLI
                  HARACZE CZUJĄ SIĘ DUMNI, GDY MOGĄ ROZMAWIAĆ Z KIMŚ, KTO JESZCZE KILKA DNI TEMU
                  BYŁ ROBACZKOJADEM (ROBACZKOJADZI ZWYKLE GARDZĄ HARACZAMI). I NA PEWNO NIE
                  ODWAŻĄ SIĘ WYSSAĆ WAHADŁOWCA, CO NIEJEDNOKROTNIE ZDARZA SIĘ Z NORMALNYM
                  ROBACZKOJADEM (HARACZE, CHOĆ FIZYCZNIE SŁABSI, NIE SĄ BEZ SZANS, PORUSZAJĄ SIĘ
                  BOWIEM W GRUPACH, ZWYKLE W PIĘCIU).

                  WAHADŁOWCY MAJĄ KSYWY STYLIZOWANE NA KOWBOJSKIE. NAJCZĘSTSZĄ, CHOĆ
                  ZAREZERWOWANĄ DLA NAJLEPSZYCH, JEST "GUZIKOWY JOE". INNE TO NP. "FARMER TED"
                  CZY "BOGUŚ BILL".

                  WAHADŁOWCY SĄ HARACZAMI LEPSZYMI OD NICH SAMYCH. POSIADANIE GOTÓWKI STAWIA ICH
                  W KOMFORTOWEJ SYTUACJI. POSIADAJĄ WIĘC NAJWIĘCEJ (I NAJWYŻSZEJ JAKOŚCI)
                  PRZEDMIOTÓW WYZNACZAJĄCYCH STATUS HARACZA. DO UNIKALNYCH, ZBYT DOBRYCH DLA
                  ZWYKŁYCH HARACZY, NALEŻĄ: KAMIENNY PALEC (NAJDOSKONALSZA POSTAĆ PALCA DO
                  MIERZENIA) I PALEC DO SSANIA;


                  - PALEC DO SSANIA: SŁUŻY WAHADŁOWCOM DO DELEKTOWANIA SIĘ EKSKLUZYWNĄ
                  HARĄ (ZWŁASZCZA ŚLUZEM); WYGLĄDEM PRZYPOMINA PALEC DO MIERZENIA, RÓŻNI SIĘ
                  JEDYNIE TYM, ŻE JEST PUSTY W ŚRODKU (ABY MOŻNA BYŁO WLAĆ DO NIEGO HARY), ORAZ
                  MATERIAŁEM, Z KTÓREGO JEST WYKONANY (SZKŁO); PALEC DO SSANIA JEST
                  PRZEZROCZYSTY, BY ŁATWO KONTROLOWAĆ POZIOM HARY; ZWYKŁYCH HARACZY NIE STAĆ NA
                  JEGO ZAKUP, GDYŻ SPRZEDAWANY JEST WYŁĄCZNIE ZA PIENIĄDZE;

                  WIĘCEJ O WAHADŁOWCACH W DZIALE "HARACZE".

      • aard Re: Moja tabaka... 19.08.02, 10:02
        yavorius napisał:

        > Wcale nie jest ciemna!!!
        > Aardzie, pomocy!
        > (niuch, niuch)
        > TabakowYavorius


        Yavoriusie!
        Jeśli zażywasz białą tabakę, to ja aARd modlę się do Świataka o opamiętanie dla
        Ciebie. Nie niszcz sobie życia!
    • yavorius Re: Wątek surrealistyczny 16.08.02, 23:42
      Co o tym sądzisz? Umotywuj.















      pterodaktyl i zupa
      zakrywka i dupa

      Mięta i bekon, dobranoc Panie Smoku.



      ==========================
      O godz. 18.19 na krakowskim lotnisku w Balicach wylądował samolot włoskich
      linii lotniczych z aardem na pokładzie. "Polska wita Cię" - śpiewały tysiące
      eyemakków. Na spotkanie gościa wyszedł na pokład samolotu aric. Po chwili aard
      pojawił się na stopniach samolotu i powoli, o własnych siłach, zszedł na dół,
      pozdrawiając zgromadzonych.

      aard, po opuszczeniu samolotu, w towarzystwie swojego osobistego, sekretarza
      Yavoriusa, ucałował ziemię z Pszczyny Wielkiej, umieszczoną w koszyku podanym
      przez pijanego rolnika. Jako pierwszy powitał go (rolnika) prezydent Andrzej
      Lepper, jego małżonka Aleksander Kwaśniewskii prymas Polski, kardynał Jerzy
      Urban.

      Następnie przemówił aard - Mam dwie żyrafy... Słowa aarda były wielokrotnie
      przerywane oklaskami.
    • aard Co to, *****, jest??!!! 19.08.02, 10:47

      "Ten wątek jest super"

      "Skasujcie ten wątek" (prawy górny róg postu)

      Co to, w mordę, jest??!!! Niech no mi tylko ktoś spróbuje skasowqać surreal!
      Yavoriusem poszczuję!!!
    • aard Wielki Zlot surrealistów 19.08.02, 11:12
      Ogłaszam propozycję zorganizowania Wielkiego Zlotu Surrealistów!!!

      Czas: w tym tygodniu (między wtorkiem a piątkiem - sugeruję czwartek), godz. 19
      Miejsce: jakieś surrealowe, może Stereo Krogs?
      Zaproszeni są wszyscy, którzy się poczuwają, a szczególnie:
      Aric
      ChrisBTO
      Cruach
      Do~ /wiem, że raczej niemożliwe :-(
      Eyemakk
      PanBozia
      Yavorius
      Zamek
      (porządek alfabetyczny - wybaczcie jeśli o kimś zapomniałem).
      Obowiązkowy bezsensowny strój i surrealistyczne teksty.
      W programie grzybki i mnóstwo innych atrakcji.

      KTO PRZYJDZIE?
      /Podawajdzie dzień, który Wam najlepiej odpowiada - wybierzemy najczęściej
      sugerowany./

      Jeszcze raz zapraszam!!
    • Gość: aard Towarzysze! IP: 195.117.14.* 19.08.02, 14:53
      Towarzyszcie sobie, komu chcecie, a ode mnie się od********cie.
      Mam takie dziwne wrażenie, że towarzyszenie towarzyszącym
      znów stało się modne. Albo płodne. Albo wygodne.

      Z drugiej strony mamy tu pary wiernych towarzyszy,
      którzy z surrealem są od początku i aż do (smutnego
      zapewne) końca. Co począć z takimi? Pół biedy, jeśli płci są
      przeciwnej, ale w gros przypadków to chłopy jak dęby. Ech, życie...
      Tak czy owak powstańmy i powidzmy sobie jasno: do góry nie
      spadniesz. Niech to motto towarzyszy Wam, Towarzysze, jak najwierniejszy
      towarzysz spod husarskiej chorągwi Jana Skrzetuskiego.

      aA


      Rd
    • aric Dziś w nocy dotykałem wisielca... 20.08.02, 10:53
      Nie wiem czy to surrealizm czy senne koszmary, ale nie mogę tego pozostawić bez
      komentaża.
      Gdy zasypiałem, nawiedził mnie sen, który mnie zmęczył do granic możliwości.
      Ciągle się budziłem, ale tylko we snie. Najdziwniejsze, że budiłem sie we
      własnym łóżku, obok spała ukochana, a miedzy nami leżała noga. Znów zasypiałem,
      budziłem się leżała inna część ciała. Poszedłem do ubikakacji, tam dyndał nagi
      wisielec. Obudziłem się znów i znów to samo, leżę w łóżku, miedzy nami odcieta
      noga. I tak w kółko. Wreszcie obudziłem żonę i poszlismy do pokoju porozmawiać
      o moim koszmarze. Gadamy gadamy i znów się budzę we śnie, a miedzy nami ciało.
      Nie wiem ile razy tak sie działo, ale wreszcie się zbudziłem. Wtedy udałem się
      do WC w realu i sikając stwierdziłem, że chyba to skutki odwyku od grzybków.
      Poradźcie, zerwać z grzybkami i miewać sny, czy wrócić do podświadomego, ale
      przyjemnego stanu zawieszenia, spowodowanego dobrodziejstwami pobliskich łąk?
      PS
      Te koszmary sa cholernie męczące.
      • aric Tak więc wiemy 20.08.02, 12:38
        Że potrafimy się kłucić w sposób kulurowy i impotencjalny. To sprawaia, że
        nasze spory są jak dziury w dachu płachty rozciągnietej nad forum. Surreal
        propaguje wzniosłą ideę kłótni konwencjonalnych o zabarwieniu nierzyczywistym.
        Kto się czubi ten się nie gubi. Więc od czasu do czasu żyjmy w świadomości
        popeliny i młodych inwencji susurrealistycznych.
        • eyemakk Re: Tak więc wiemy 20.08.02, 14:54
          Surreal jest tylko onomatopeją naszych odwiecznych fobii i kompleksów. Nikt
          przy zdrowych zmysłach nie zaryzykuje tezy, że surreal inwokuje naszą jaźń w
          sensie ontologicznym. Aczkolwiek niektore czynniki wskazują na metodologiczną
          spójność więzi surrealnych, niemniej jednak badania wykazują, iż każda
          surrealna akcja powoduje surrealną erekcję.
    • aard Sucharki ziołowe 21.08.02, 10:09
      Przewaga WS nad innnymi wątkami polega między innymi na tym, że można na nim
      napisać o WSZYSTKIM i ZAWSZE będzie to na temat. Dlatego ja dziś postanowiłem
      napisać o sucharkach ziołowych.
      Leżą przede mną dwa. Jeden nadgryziony. Przed chwilą powiedział mi, żebym się
      częstował, więc nie omieszkałem. Ciekaw jestem, czy w leżąc pogryziony moim
      żołądku nadal będzie posiadał zdolność mowy. Wtedy zostałbym brzuchomówcą.
      Drugi przygląda się tamtemu z zazdrością. Skąd wiem, ze z zazdrością? Bo zżółkł
      cały od zjełczałego masła, którym go posmarowałem. Powiedział też coś w
      stylu "ja też chcę", ale nie jestem pewien, bo przez to masło słabo go słychać.
      Chyba jest zaklajstrowany. Inna sprawa, że właśnie go napocząłem. Ale się będą
      mi w brzuchu kłócić!
      Że też nawet w sucharkowym społeczeństwie musi być tyle antagonizmów...
    • aard "Marchewkowe pole" 21.08.02, 13:29
      Nie uważacie, że ten tekst Lady Pank to czysty surreal?

      "Marchewkowe pole rośnie wokól mnie
      W marchewkowym polu jak warzywo tkwię
      Głową na dół, zakopany niczym struś
      Chcesz mnie spotkać, głowę obok w ziemię wpuść.
      Wszystko się może zdarzyć...

      Marchewkowe o ogrodzie miewam sny
      W marchewkowym stanie jest najlepiej mi
      Rosnę sobie - dołem głowa górą nać
      Kto mi powie, co się jeszcze może stać?
      Wszystko się może zdarzyć..."

      Niech sobie jajogłowi gadają, że to była satyra na system i w ogóle... My,
      surrealiści, wiemy lepiej!!
    • bieski_toperz Jeeeeeeeeeeeezu... 21.08.02, 13:40
      Jaki wątek! Myślałam, że będzie coś o sztuce surrealistycznej, ale to wygląda
      na jakieś wygłupy. Cały jest w tym stylu jak pierwsze kilka wpisów?

      Może to nawet fajne, ale ZA DUŻO!
    • yavorius ROZDZIAŁ 3 i 4 21.08.02, 20:42
      ROZDZIAŁ TRZECI

      Grubas czekał na Jowitę pod jej domem. Od godziny zapuszczał wąsy dla niej i
      chciał się jej nimi pochwalić. W końcu przyszła.
      - Co robisz? - spytała.
      - Nie wiem - odpowiedział Grubas - Dlafego fani od statyftyki traktuje naf
      jak debili? - próbował zmienić temat.
      Jowita poczuła, że musi skoczyć na piwo: skoczyła więc na Grubasa. Ten
      strasznie się ucieszył z tego powodu. Wzdychał niemiłosiernie. Aż cały się
      popluł. Struga ciepłej śliny spłynęła na krawężnik, który pod jej wpływem pękł.
      - Osz, ty - syknął Krawężnik i rzucił się na Grubasa odpoczywającego po
      niedawnym wysiłku.
      - Krafensznik chce mnie pobić! - Grubas nie krył rozbawienia - Choleła, nie
      pamiętam, co błałem...
      - Mnie nie brałeś - zza węgła wyszła Baba Ze Sklepu Spożywczego, zaśmiała się
      obleśnie i uciekła.
      - A fuj - powiedział Grubas - Błe.
      Baba zawróciła. Odepchnęła Jowitę, która wpadła do studzienki
      kanalizacyjnej.
      - Coś ty powiedział?! Hę?! - zapytała i strzaskała Grubasa spinaczem do
      mleka, a na głowie przypięła mu spinacz o bardzo szerokich warach.
      - Jestem fięty! - krzyknął Grubas - Kto mnie uratuje?!
      - Ja! - krzyknął Mario Feex i uciekł - Widzisz! Ja też tak potrafię!
      - Ja! - spod ziemi wyrósł Mlekopij, zdjął z Grubasa spinacz i przypiął go na
      mleko.
      - I co, niezły byłem? - zapytał Feex, który właśnie wrócił.
      - Wypchaj się, głupku - zdenerwował się Mlekopij.
      Mario wziął potężną garść trocin i wsadził je sobie do ust.
      - Juf - powiedział - Wypfałem fę.
      Mlekopij zapomniał, że jeszcze niedawno sam bełkotał.
      - To samospełniające się proroctwo! - wrzasnął - Jesteś Grubasem: bełkoczesz
      jak on - dodał.
      Feex wyjął lusterko i popatrzył na swoje odbicie. Faktycznie, miał trochę
      pucułowate policzki, ale było to konsekwencją wypchania ich trocinami. "Ale
      żeby od razu »grubas«? Chyba, że chodzi o Grubasa Bimbacza - tego, któremu on
      nie pomógł" - myślał gorączkowo Mario - "A teraz stanę się taki sam. To
      straszne!". Postanowił wynagrodzić Bimbaczowi swoją wcześniejszą
      nieuprzejmość - może wtedy przestanie zmieniać się w Grubasa.
      - Przepraszam - powiedział, wypluwając trociny i zbliżając się do Bimbacza -
      Chciałem ci się tylko zrewanżować za to, że nie pomogłeś mi, gdy rzuciła się
      na mnie Jowita. Zostaniemy przyjaciółmi? Pójdziemy na kawę?
      - O! - wtrącił się Mlekopij - Dla mnie z mlekiem! Właściwie... - zamyślił
      się - ...właściwie może być samo mleko.
      - Samo mleko! - Grubas i Mario wybuchnęli ironicznym śmiechem. Grubas śmiał
      się tak bardzo, że wybuchł naprawdę. Feex tylko na to czekał.
      - Cała kawa dla mnie! - krzyknął, w podskokach kierując się w stronę kawiarni.
      Mlekopij został sam.
      - Cóż - zamruczał - Łaski mi nie robicie - odpiął mleko i napił się.


      ROZDZIAŁ CZWARTY

      Po nocy spędzonej w kanałach Jowita uznała, iż należy jej się trochę
      odpoczynku. Następnego dnia zwiała z zajęć i udała się nad jezioro wraz z
      swoim chłopakiem z Gostynina.
      Gdy już leżała ubrana tylko w czarną, półprzezroczystą bluzkę i takie same
      legginsy (obok siedział jej chłopak) zjawił się Feex. Jowita, zawstydzona,
      postanowiła się wykąpać. Przetoczyła się więc (dosłownie!) w stronę jeziora i
      weszła doń.
      Płynęło się jej bardzo przyjemnie. Nagle jednak zauważyła coś dziwnego:
      - Dlaczego woda w cieniu jest cieplejsza niż nasłoneczniona? - zapytała sama
      siebie, czując narastającą falę strachu - Tu się dzieje coś dziwnego! -
      pomyślała, zawracając do brzegu - Aligator! Tu na pewno jest gdzieś aligator! -
      myślała Jowita płynąc szybko w kierunku lądu.
      Po chwili wszyscy w trójkę byli jakieś 20 metrów od brzegu, w pobliskiej
      szopie (a raczej jej szczątkach), stojącej już nie na plaży, lecz wśród drzew.
      Wokół drzew leżało mnóstwo ubrań.
      - To jasne - stwierdził Feex - ludzi zjadł aligator, a ich pozostawione na
      plaży ubranie przypływ przygnał aż tutaj.
      Nagle Jowita zauważyła coś osobliwego. Na ścianie szopy zobaczyła bowiem
      rysunek dziwnej, jakby nieludzkiej twarzy, a pod nim podpis: "PORWAŁ NAS
      NIEBIESKI CZŁOWIEK".
      - A więc to tak! - pomyślała Jowita - to nie aligatory! To UFO!
      Nie wiedzieć czemu, szopa była teraz wykutym w skale tunelem. Jowita i jej
      chłopak uciekali z niego, trzymając się za ręce. Feex stał już przed wejściem.
      Nagle rzucił dynamit wprost pod nogi Jowity. To skłoniło ją do szybszego
      biegu. Jednak okazało się że dynamit ma opóźniony zapłon.
      - Taki jeden może zabić dziewięćdziesięciu ludzi - pochwalił możliwości
      dynamitu Mario Feex.
      Uciekali zbiegając z zalesionego wzgórza. Wiedzieli, że ktoś lub coś ich
      śledzi. Mario co chwilę pozostawiał czerwony, gruby dynamit. Jeden z nich
      zaplątał się w krzaki przy próbie zrzucenia go w dolinę. Trzeba go było
      (zapalonego) wyjąć i rzucić ponownie. Najdziwniejsze jednak zdarzyło się
      chwilę potem. Wszyscy troje zauważyli, że dynamity uprzednio pozostawione
      staczają się w ich stronę, jakby ktoś je pchnął.
      - Trzeba uciekać po płaskim terenie, by dynamity nie mogły się za nami
      turlać! - powiedziała Jowita.
      Właśnie dobiegli do krańca pagórka zakończonego niewysokim, kilkumetrowym
      urwiskiem. W dole płynął górski potok.
      - Skaczemy! - krzyknął Feex i skoczył. Jej chłopak gdzieś uciekł.
      - A ja? - spytała przerażona Jowita.
      - Napnę mięśnie i skoczysz na mnie - odpowiedział Mario - Skacz, szybko!
      Jowita skoczyła. Niestety, źle obliczyła trajektorię lotu i zamiast na
      brzuch Feexa, spadła na jego genitalia. Mario wrzasnął z bólu i na chwilę
      zemdlał. W tej samej chwili na pagórku eksplodowały goniące ich dynamity. Na
      szczęście oni byli już kilka metrów niżej. Rozległ się olbrzymi huk. Siwy dym
      spowił okolicę. Jowita napiła się trochę wody z górskiego potoku i ruszyli
      dalej. Szli przez ciemny, zamglony las. Jowicie przypomniał się ostatni
      oglądany przez nią odcinek "Z Archiwum X", w którym Fox Mulder i Dana Scully
      zajmowali się sprawą osobnika, który potrafił zmieniać twarze jak rękawiczki
      (lub jak Jowita chłopaków). Po dwóch godzinach wędrówki znaleźli się nagle na
      dworcu kolejowym, który Jowicie wydawał się dziwnie znajomy. Godzinę później
      Jowita wpadła na to, że to dworzec Łódź-Kaliska, a ponieważ miała już dość
      Feexa (który właśnie się odlewał), postanowiła mu uciec. Na peronie trzecim
      stał pociąg do Gdyni. Tylko kibel Warsu jechał do Częstochowy przez Bydgoszcz,
      o czym informowała tablica umieszczona naprzeciwko tegoż kibla. Jowita wsiadła
      do wagonu, znalazła kibel. Tam się schroniła i postanowiła czekać, dopóki nie
      zdarzy się coś przyjemniejszego.

      * * *

      Gdy się obudziła, zauważyła, że usnęła. W kiblu panował okropny zaduch, więc
      Jowita szybko otworzyła okno. Pociąg stał na stacji w Bydgoszczy. Wsiadających
      nie było. Za to z peronowych głośników słychać było tekst (mówiony przez
      dziewczynę o bardzo namiętnym głosie) następującej treści: "Wojewódzka
      hipermetropolia, nasza cudowna, kochana, przepiękna BYDGOSZCZ, wita ubikację
      Warsu, jadącego do Czecze... nie.. chwilę... jak się to cholera... aha... do
      Częstochowy - miasta, które już wojewódzkie nie będzie! (słychać gromkie brawa
      i okrzyki radości.) Ubikacja zostanie poddana dezynfekcji, renowacji i
      deratyzacji. Sponsorami akcji są miasta Bydgoszcz oraz Gdynia, która nigdy nie
      była stolicą województwa, a która jakoś wcale tego nie żałuje."
      Jowita zamknęła okno. W tej samej chwili do kibla wtargnęło dwóch mężczyzn:
      - Patrz, szczur! - krzyknął jeden pokazując palcem na Jowitę.
      - Taki duży?! - spytał drugi z niedowierzaniem.
      - Pewnie mutant po Czarnobylu! - wyjaśnił pierwszy wyjmując trutkę z torby.
      - Wcale nie jestem... - próbowała protestować Jowita.
      - Nie pyskuj! - powiedział drugi - Żryj!
      - Ale ja naprawdę nie... - Jowita rozpaczliwie się broniła, zaciskając zęby
      jak najmocniej.
      - Żryj, mówię! - drugi z mężczyzn rozwarł usta Jowity i wcisnął jej w usta
      trutkę.
      Jowita połknęła trutkę. Po chwili zemdlała. Naprzemian traciła przytomność i
      odzyskiwa
    • p8 Miło zdrowo na sportowo... 21.08.02, 21:47
      Dwóch pseudokibiców z Bytomia w wieku 72 i 83 lat, którzy uczestniczyli w
      sobotniej bójce na białostockim dworcu lotniczym, zostało tymczasowo
      aresztowanych - poinformował zespół prasowy szczecińskiej policji. Postawiono
      im zarzut czynnej napaści na konduktorów z użyciem niebezpiecznego narzędzia,
      za co grozi kara 10 lat do nawet 35 lat pozbawienia wolności. Do wydarzeń
      doszło w sobotę nad ranem. Grupa sympatyków Polonii Elbląg zaatakowała na
      lotnisku samolot relacji Białystok - Grajewo wiozący z Poznania, po meczu z
      Jagiellonią, kibiców Arkonii Szczecin. W ruch poszły kosmetyczki, szminki do
      ust i wibratory. W wyniku bójki zdemolowany został Jumbo Jet 647, wypito
      kilkadziesiąt butelek mocnego piwa marki Karmi. Żołnierze norwescy zatrzymali
      od razu czterech najbardziej agresywnych rwących się do całowania -
      chuliganów. Piąty "prowodyr" został zatrzymany w sobotę po południu w kiblu na
      stacji kolejowej w Ustrzykach.



      (jest to przedruk z forum innego:))
    • cruach C16 22.08.02, 09:15
      POWRÓP OWSIK NOGI MARNIE STRAWNEJ (Z URLOPA)

      Co z Bąbelkiem? Dalej, przecież wiem, gdzie się ukrywasz. Nurzyłeś się w tokaju zmierzchu, z wysokości
      krzesła elektrycznego przekleństwie; puściłeś perfumerią coiti interrupti, spłynąłeś w dół rzeki, z której się
      nie wraca, zaśmiałeś między kooparatywą nastolatków na tyłkach kina, gdy gaśnie światło, zagrałeś na
      perkatym nosie marzeniom pod dyktando rzeczywistości, z uwagą wysłuchałeś ciemności kwitnących
      epoka po epoce.
      Lord znalazł Bąbelka. Skulony w sercu, starczyło połechtać go piórkiem imaginacji, by natychmiast napiął
      cięciwę grzechu. Leci strzała. Kontynent bez granic. Mowa bez słów. Lord bez wstydu i zahamowań.
      Kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham
      kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham kocham mojego Bąbelka. Bąbelek
      bywa smutny. Mówi że. Połowa miłości to żadna miłość. Komu dana mądrość, niechaj zrachuje liczbę
      smutku.
    • aard Aśka - za dzisiejszą plażą 22.08.02, 09:58
      Dla mnie bomba:

      Nowa „Baśka”

      Aśka miała fajną rzecz
      Ala nos, a Gośka rzeczy obie
      Ola odkurzała cudnie
      Ale miała wstążki na głowie
      Z Kryśką można było radia kraść
      I w trabancie chciała przeżyć
      Ze mną swój pierwszy raz
      Majka – pstro, Ulka też
      I na nogach miała sierść
      A Aneta była jak zwierz

      Piękne jak traktor
      Z ogromnymi światłami
      Jak słonie na niebie
      Jak sernik z muchami

      Ewelina w Lądku Zdrój
      Z Baśką wszystko zdawało się słodkie
      Karolina zimna jak lód,
      Więc na noc umówiłem się z Włodkiem
      I Markowi wszystko mógłbym dać
      – jak Tomkowi,
      Ale oni wolą pod klatką stać
      Ciotka Wanda – jeden pies
      Obojętne już mi jest
      Stryj Mieczysław może być też.

      Piękni jak traktor
      Pod Skierniewicami
      Jak portki na chłopie
      Jak śledź z rodzynkami.
      • bieski_toperz A w ogóle 22.08.02, 15:20
        To fajny ten wątek - zaczęłam trochę czytać i nawet mi się podoba. Może
        spróbuję przeczytać całość? Żeby tylko tak wolno nie chodziło...
        Pozdrowionka dla wszystkich surrealistów.
        • aard Bieska Toperko :-)) 22.08.02, 15:51
          Cieszę się bardzo widząc Cię tutaj. Czytaj i pisz surrealowo. Wiem, na początku
          nie jest łątwo przymusić się do pisania takich głupot, ale spróbuj ;-)))

          Pozdrawiam.
          • yavorius Re: Bieska Toperko :-)) 23.08.02, 02:49
            Dyletant, zupa, wiatrak, światło. Pytań więcej nie mam, chyba że jednakoż.
            Zapraszam na wątek mój i Eyemakka:

            www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=524&w=2764504
            Lecz tylko dlaczego owszem, nie za bardzo?
          • cruach C17 23.08.02, 09:31
            HEUTE GEFÄLLT MIR RAMMSTEIN, UND MORGEN DIE GANZE WELT

            A jak ma pisać o Rammsteinie? Przecież Gertrud (Ramm) Stein był mężczyzną. Może nie?! To może i Curie
            Skłodowska
            była kobietą? O, niedouki małej wiary! Majta i czytajta:

            STEIN Ramm Gertrud (ur. 1874), głośno rykański powieściopisarz, powieścią paser i (p)ese(m)ista. Wykształty
            (101-45-69, biceps 55, łydka 99) odebrał się w USAma College, gdzie twardy, jak Roman Bratny, taki był, że zyskał
            przy (z ogródkiem) domek Stein, z teutońskiego Kamol, a na tym kamolu zbudował sławę swą nieśmiertelną (póki my
            zyjemy). Studiował echologię; rozpoczął też nauki w oddziale (sanitariuszko-medycznym) Johna Hopkinsa.
            W 1903 przeniósł się do Paryża, gdzie do 1912 mieszkał z bratem Leo, krytykiem sztuki. Wzbudziło to, i cóż że w
            liberalnym światopoglądowo Paryżu, moralny niepokój. (Że z bratem, to jeszcze ujdzie, ale krytykować sztukę?!!)
            ***
            W domu przy rue Defleur Stein, zafascynowany arriergardą malarską, zwłaszcza kubazmem, przyjmował chętnie P.
            Pickassa, doznając nierzadko wielokrotnego kubazmu właśnie. Z pisarek E. Hemingway, E. Pound, T. S. Eliot, F.S.
            Fitzgerald i inne (przyjmował (ale bez przesady (dla zasady))).
            ***
            Napisał teksty na ponad 40 płyt, w których eksperymentował nad poszerzeniem możliwości języka niemieckiego
            (aby
            Polak nie gęś też mógł verstehen, dlaczego nie verstehen, my wszystko verstehen). Ponieważ zespół Rammstein nie
            nagrał jeszcze 40 płyt, (prawie) wszystko, że tak zabełkocę, bevor uns.
            ***
            Stein stosował zasadę �ciągłej teraźniejszości� (unikanie wybiegania w przyszłość poprzez cofanie się w
            przeszłość
            przy zadanym continuum wielowymiarowym odwzorowanym ponadczasowo)
        • dwoch_mezczyzn Nowy surrealista? 23.08.02, 11:34
          Jak miło. Witaj.
          Wściekłokrystaliczne kompasy nie sprawdzają się pod wodą, bo kryształ się
          uspokaja. Nie wiedzieć czemu, wszak to zależy tylko od ilości mleka na metr
          sześcienny. Przynajmniej tak mówią w Kathmandu.
          Pozdrawiamy.
    • aard Wielki Zlot Surrealistów - surrelacja 23.08.02, 08:54
      Wczoraj się odbył. Wielkim Zlotem był. Obecność (obowiązkowa) była następująca:
      starszy surrealowy Aric i starszy surrealowy Aard.
      Stroje: ss Aric: czarne dżinsy (chyba), czarny podkoszulek z krótkim rękawem,
      ciemna koszula w kratę (rozpięta i wypuszczona na spodnie). ss Aard: zielone
      obcisłe szorty nad kolana, zielony podkoszulek z krótkim rękawem i
      reklamą "Lecha", granatowy krawat w myszki Minnie, biała czapka z czerwonym
      daszkiem i napisem "Detroit Red Wings".
      Przebieg spotkania: powitanie - rozpoznanie i przedstawienie się
      słowami "korniszony demolujące korę hiacyntów drzewiastych mają fatalny wpływ
      na stan światowej mikroekenomii"; zamówienie piwa i drinka; picia, palenie,
      gadanie i oczekiwanie na resztę; znudzenie oczekiwaniem (ok. 20) i zmiana
      lokalu na tańszy (tj. pasaż Schillera); picie, palenie i gadanie; zakończenie
      spotkania ok. 21.20.
      Efekty: zadzierzgnięcie, zacieśnienie, zbliżenie, wzajemne zrozumienie i
      sympatia, rozczarowanie pozostałymi "git" surrealowcami. Brak kaca.

      Surrelację sproqrował
    • dwoch_mezczyzn Mąty pajton 23.08.02, 11:24
      Znacie piosenkę "Money"? Właśnie jej słucham. Wypassus.

      Acha, kantabryjskie rododendrony są łatwiejsze w hodowli niż kolibry znad morza
      martwego. Nie tylko dlatego, że trzeba je ożywić. największy problem jest w
      glebie - trzeba ją zaliczyć. Dle rododendrona to żaden problem, ale spóbuj
      namówić do tego kolibra...
      No i te grzybki! koliber nie ruszy...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka