Dodaj do ulubionych

Wątek surrealistyczny

      • aard Re: Już wystarczy tego zapitalania 05.09.02, 14:42
        Szkoda, że się poddałeś w kluczwym momencie (właśnie dochodziłem...). Nic to,
        wyjmy do księżyca, tak jest taniej. Oby zawsze razem na stole była flądra i
        ogórek. One to nierozłączną parę Tworzą. Z parową twarzą. Z parówą zamiast
        twarzy. Chciałem uruchmić pisanie automatyczne, zostawić ręce na klawiaturze i
        iść do toalety, ale te sflądrysyny nijak nie chcą się ode mnie odczepić! Czyżby
        za mało grzybków?

        Ciekawe, co na to Cruach...
      • yavorius Linki dla aarda i w ogóle dla wszystkich 06.09.02, 00:11
        Mocne marki (aard):
        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=2809983
        Niecne wargi (aric):
        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=2888256
        Mocne nerki (Yavorius):
        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=2887995
        Nocne parki (Eyemakk):
        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=2888349
    • cruach C29 06.09.02, 10:14
      ŚNIADANIE NIE TRAWIĘ, CZYLI Z KLASYKI MISTRZÓW; DZISIAJ:
      ============
      Realistyczny ZBIGNIEW ZAPASIEWICZ dał kiedyś wywiad do GW:

      "Młodzi ludzie teraz, tzn. od 1989, żyją w zupełnie innym świecie. Wśród innych rekwizytów. Robiłem z nimi
      np. "W malinowym chruśniaku" Leśmiana, ale jakoś nie mogliśmy się porozumieć. Nie z powodu jakiejś
      niechęci, tylko dlatego, że oni tego świata nie rozumieją. Nie rozumieją tej muzyki łąki, w której brzęczą
      pszczoły i idzie Dusiołek�Ani tego, że ktoś się tam kocha, w tym upale, w tych malinach. Nie czują tego.
      Teraz jedzie się samochodem, puszcza radio i idzie w krzaki."
      ============
      Nadrealistyczny BOLESŁAW LESMAN napisał kiedyś: (1)

      W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
      Zapodziani po głowy, przez długie godziny
      Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
      Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

      Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
      Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
      Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
      I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

      Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
      A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
      Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
      Owoce, przepojone wonią twego ciała.

      I stały się maliny narzędziem pieszczoty
      Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
      Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
      I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

      I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
      Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
      Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu,
      A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.
      ============
      Nierealistyczny CRUACH pogodził i dał asumpt (1):

      W malinowym próchniaku, z brawurą, z rympałkiem
      Wzwikłani w levisy przez piętnaście minut
      Pukaliśmy zerwane tej nocy dziewczyny,
      Które dały się skusić na browar i działkę.

      Ktoś po lewej tchnął bąka, ktoś po amfie pawia,
      Rdzawe guzy mózgowia ów wygniatał myślą,
      Si wzwiódł pokuszenie, przedwcześnie wytrychnął,
      Discobol się od rufy z kosmatą rozprawiał.

      Duszno było i techno. Dym z obocznej huty
      Dłubał nam w olfaktorach i w oczy tumanił
      Dioksydem pokusy a spadał sęp dłoni
      Na padlinę wszeteczną przez uda na skróty.

      Nakąsalim malinek na grdykach przespanek,
      My najpierwsza brygada, aż parskały w niebo
      Wykrzykiem rozpiszczonym. I szły za potrzebą
      Korekty makijażu i otarcia piany.

      Choć nie wiem jak się stało, że któryś z patroli
      Dopadł naszą czwórkółkę, gdy pruła przeplotem
      Sweter autostrady - w następną sobotę
      Znów próchniak malinowy będzie koka kolił.
      • aard Już nawet nie skomentuję (aqrat!) 06.09.02, 11:06
        Cruach, wstyd mi ciągle powtarzać te same zachwyty, ale piać je muszę, boś Ty,
        stosując te chwyty, dotkął mą surrealistyczną duszę! Człowieku to jest bomba,
        co tyka, kto nie czytał ten trąba - syn gdańskiego elektryka.
        Pozdrawiam i czekam na C 30.
    • aard Mam kilka żyraf 06.09.02, 10:54
      Rząd chce, ja też chcę. Zawsze myślałem, zę w tym cały jest ambaras. A tu się
      okazuje, że chęci obu stron nie wystarczą i nadal mamy wielkie gołe D.
      Cóż, realizm bez sur.
    • p8 Dogs of War... 06.09.02, 17:59
      Z kłębów dymu z płonących torfowisk wynurzyła się dziwna armia obszarpańców
      ubrana w markowe garnitury, krawaty oraz futrzane papachy i betonowe różowe i
      zielone gumofilce. Na ich zaciętych nienawiścią twarzach przyklejone były
      kawałki folii po parówkach z Pamso. Szli nieustannie na zachód przyjmując kurs
      na północy wschód, gdyż wbrew wczesniejszym zamierzeniom nie udało się tej
      zgrai najemników wyrwanych z najgorszych snów pijanego chłoporobotnika przebyć
      rzeki prawdy i nadziei na lepsze jutro. Ponieważ lepsze jutro było
      przedwczoraj musieli zmienić kierunek marszu aby wreszcie osiągnąć, zdobyć,
      zburzyć i zgwałcić święte TU i TERAZ... Nie dane im jednak było zakosztować
      smaku cielęcych cynaderek w sosie własnym, gdyż ich biegły w geografii dowódca
      dostał sępem pocztowym wiadomość, że TU jest TAM - a TERAZ będzię POJUTRZE.
      Spragnieni łatwych łupów najemni handlarze nożykami do obierania ziemniaków
      zaryczeli gromkim głosem "Nie pij Piotrek, nie pij w piątek" i zaczęli tupać,
      piszczeć i to bezgłośnie. W tejże chwili, po okopaniu się na środku jeziora
      zostały wysłane pierwsze podjazdy w żeliwnych dmuchanych kajakach. Ich
      zadaniem było nauczenie się na pamięć Biblii Tysiąclecia oraz książki
      Telefonicznej dawnego województwa wełbrzyskiego wspak. Nie utrzymało to jednak
      hordy dziarskich 120-latków na wodzy. Z hukiem wypadających szczęk, trzaskając
      kulami o brewniany bruk asfaltowych autostrad założyli związek zawodowy i
      pojechali protestować pod Sejm. Ale to już inna historia...
      • Gość: Sali Dali Zyrafy IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl 06.09.02, 18:08
        Dluga szyja
        Sali nie Dali
        Ladna szyja Sali Dali
        Nikt nie pije sali dali
        bo samochod to nie paliwem jest wodka
        Sali Dali
        Cwiczyc pamiec trzeba
        Sali TO DOBRZE DALI
        Suurrr Reeeall Wirrtuaalll
        Dali Sali
        Analiza
        Zupy
        Sali Dali
        Specjalnosc Analizy przeprzyprawionej
        ZUPY
        wyciadgnie nawet mikro ziarenko kosmosu
        Sali Dali
        Zupe
        A N A liza
        jelizawieta?
        <>
        oko wolu patrzy
        Sali Dali
        Oddervatore Salvadore



        • p8 Re: Zyrafy in action 06.09.02, 18:26
          Płonąc Żyrafa skinęła kopytem,
          na Salvadora co wisiał w niebycie,
          ach Sali, Sali - mój miły Dali,
          czemuś mi głabie zadek podpalił.

          Com ci zrobiła, gnido niemiła,
          że przeokrutnie cierpieć mi każesz,
          czym nie wisiała, czym nie leżała
          czym nie siedziała w ogronym garze???

          Czyś dla swej chorej rozpustnej chęci,
          nie zmuszał mnie do picia rtęci,
          jedzenia lodów wprost z twego ryja,
          gdyś mnie w tym czasie kwasem upijał.

          Ty każesz cierpieć Mój Salvadorze,
          W ten piękny lipiec, gdy mróz na dworze,
          stapia wzór w plamy na mojej głowie,
          ty wklejasz gwiazdy na wymię krowie.

          Wtem wstał Salvador, dumny, skupiony,
          powolnym ruchem zdjął kalesony,
          Podnosząc ręce w bezsilnej wierze, rzekł z wolna:
          Całuj mnie w dupę cholerne zwierzę
    • yavorius EY 1 (Eyemakk&Yavorius SAGA 1) 07.09.02, 00:47
      OD AUTORÓW:

      Osoby i wydarzenia przedstawione poniżej są prawdziwe,
      prawdziwe ale nieco ubarwione, lub fikcyjne.

      Osoby występujące:

      Ziemia:
      Baba Ze Sklepu - obleśna sprzedawczyni;
      Mario Feex - student socjologii, powolny i flegmatyczny;
      Grubas Bimbacz - student socjologii, bełkocze i bimba;
      Jowita - studentka socjologii z Gostynina, blondynka;
      dr Michalska - pracownica Uniwersytetu Łódzkiego;
      Mlekopij - student socjologii, typowy przeszkadzacz, lubi mleko i Inforadio;
      Neuromancer - absolwent Politechniki Łódzkiej, obecnie działa w czarnej
      strefie informatyki;
      Olak - studentka socjologii, femme fatale;
      dr Piotrowski - pracownik Uniwersytetu Łódzkiego, socjolog;
      i inni.

      Planeta Grubasa:
      Czerwony Kapturek - seksowna nimfomanka;
      Duch Trolla - zabity przez Jowitę, straszy;
      Hydrant - olewa wszystko;
      Guzikowy Joe - kowboj, właściciel knajpy "Bonanza";
      Leśniczy - "przyjaciel" Czerwonego Kapturka;
      Nadczekan i Czekany - rdzenni mieszkańcy planety, strażnicy porządku;
      Podpalacz - uratowany przez Grubasa mieszkaniec innej planety;
      Trolle - pluszate stwory;
      Wilk - erotoman zafascynowany Czerwonym Kapturkiem;
      i inni.


      PROLOG PIERWSZY

      Grubas Bimbacz już od najmłodszych lat był niezwykły. Przyczyną tego mogło
      być środowisko rodzinne. Nieustannie karmiony przez matkę, strasznie kochany
      przez ojca i uwodzony przez starszą siostrę (której nigdy nie miał), uciekł we
      własny świat. Niezwykłość Grubasa przejawiała się w przeróżny sposób, np.
      potrafił on godzinami siedzieć na strychu razem z gołębiami. Ludzie mówili, że
      rozmawia z nimi, ale jego rodzice uważali, że to bzdury. Potrafił znikać z
      domu na okres kilkunastu dni, a gdy wracał, pokazywał na migi (mówić zaczął
      dopiero w wieku lat dwunastu), że był w swoim świecie. Rok później opanował
      sztukę bezproblemowego przemieszczania się między światami. Był
      intergalaktycznym podróżnikiem, który znał język wszechświata - my, prymitywni
      Ziemianie, uważamy go za bełkot. I istotnie, Grubas nieustannie mówił z
      intergalaktycznym akcentem, co denerwowało wszystkich jego znajomych. Dlatego
      ich nie miał.

      Sytuacja uległa lekkiej poprawie na drugim roku studiów. Poznał on wtedy
      Mlekopija i Mario Feexa - studentów, którzy ni stąd, ni z owąd przypałętali
      się na socjologię. Nie manifestowali oni początkowo wobec niego niechęci, co
      już wystarczyło, by Grubas z miejsca ich polubił. Książka niniejsza opowiada o
      wydarzeniach, mających miejsce na drugim roku studiów Grubasa.

      * * *

      Podczas jednej ze swych podróży znalazł on malutką planetkę, na której
      postanowił zamieszkać. Na planecie tej jedynymi mieszkańcami były czekany (tak
      przynajmniej nazwał je Grubas, gdyż przypominały mu one narzędzia używane
      przez jego wujka-alpinistę). Kilka tygodni później zawitał do świata wyżej
      rozwiniętego technologicznie niż nasz. Pojawił się na wielkim placu, obok
      psychopaty, który chciał wyssać lawę z jądra swojej planety i spalić
      dwadzieścia miliardów jej mieszkańców. Za to czekała go publiczna egzekucja -
      pierwsza od ośmiuset siedemnastu lat. Grubas, w przypływie altruizmu,
      postanowił uratować skazanego. Chwycił go za rękę i momentalnie przeniósł go
      na swoją planetę. Podpalacz, bo tak nazywał się uratowany przez Grubasa,
      poprosił go o przeniesienie do Grubasowego świata swojej kochanki, która w
      zamian za to ofiarowała Grubasowi urządzenie kontrolujące nanotechnikę (polega
      ona na użyciu olbrzymiej ilości mikroskopijnych robotów, do zmian w budowie
      substancji, np. mogłyby one tworzyć złoto z piasku). Podpalacz stworzył na
      podobieństwo Grubasa trolle - pluszate stwory, które zasiedliły planetę
      Grubasa; Czerwonego Kapturka (ucieleśnienie Grubasowych fantazji o kobiecie-
      nimfomance) i jeszcze inne postacie, których poczęcie pozostawił inwencji
      nanotechniki. I tak, maszyna wytworzyła np. Hydrant, olewający wszystkich.
      Podpalacz - na wszelki wypadek - nauczył Grubasa wykorzystywać pulpit kontroli
      nanotechniki tylko do produkcji jedzenia.

      Kiedy Grubas zaczął udawać studenta, w oko wpadła mu koleżanka z grupy
      imieniem Jowita. Nie wiedząc, jak ją oczarować, postanowił śledzić ją i w
      odpowiednim dla siebie momencie przenieść ją do swojego świata, by została tam
      z nim na stałe. Niestety, Jowita nie dość, że wykazała się odpornością
      na "wdzięki" Grubasa (co nie było specjalnie trudne), to jeszcze zapałała
      gwałtowną namiętnością do Czerwonego Kapturka, która była w istocie kreacją
      chorego umysłu Grubasa.


      PROLOG DRUGI

      Jowita siedziała na wykładzie ze Struktur Pośrednich. Rozejrzała się.
      Zauważyła swojego kolegę Grubasa Bimbacza (spał). Popatrzyła na sufit. Ze
      zdumieniem spostrzegła, że w samym jego środku rośnie drzewo. Już po chwili
      spadł na jej głowę owoc. Rozległ się huk.
      - Au! - krzyknęła Jowita - Wybuchła mi głowa!
      Okazało się jednak, że to wybuchła skorupa owocu. Ze środka wypełzł mały
      robaczek, zamrugał do Jowity trojgiem oczu i popełzł gdzieś dalej.
      - Stój! - syknęła Jowita, ale nie mogła nic zrobić. Była bowiem na wykładzie
      i jakoś głupio było jej wstawać - I spróbuj mi tylko fiknąć! - zagroziła mu.
      Robaczek fiknął i zrobił to doskonale. Jowita zapiała z zachwytu.
      - Jestem weryfikatorem - wyjaśnił robaczek - Doskonale fikam.
    • yavorius EY 2 (rozdział 1) 07.09.02, 00:49
      ROZDZIAŁ PIERWSZY

      Dr Piotrowski, prowadząc zajęcia z antropologii, zaczął właśnie mówić o
      sprzężeniach zwrotnych, gdy zauważył, że za oknem stoi jakiś tajemniczy
      osobnik i wpatruje się w jego kubek z kawą.
      - Nie dam!!! - wrzasnął histerycznie dr Piotrowski i zasłonił plastikowy
      kubek własnym ciałem.
      - Ale ja fak bardzo chcę! - wrzasnął osobnik - Tak bardzo! Łaaa...!
      - No dobrze, już dobrze - niechętnie zgodził się pan Piotrowski i poczęstował
      nieznajomego kawą.
      - Alef bofka ta kafa - mlasnął osobnik - Nifdy fakiej nie fiłem!
      - Ja też nie - wykładowca nalał nieznajomemu kolejny kubek - Mniam.
      - Fy mogę pfyfodzić tu częściej? - zapytał osobnik z nadzieją w głosie - Mogę
      nafet pfynieść fłasny kubek! - dodał.
      - No, nie wiem - zadumał się dr Piotrowski - Ja tu prowadzę wykłady dla
      studentów socjologii.
      - No to może gdzief f innym miejscu - nie rezygnował nieznajomy - Może f
      Łondynie?
      - Nie, już lepiej będzie, gdy będziesz tu przychodził jako student -
      zaproponował socjolog.
      - Dobfe! - ucieszył się gość.
      I odtąd Grubas Bimbacz udawał studenta, pijąc w piątki od 16:45 do 18:20
      kawę z panem Piotrowskim na zajęciach z antropologii.

      * * *

      Na kolejnych ćwiczeniach z antropologii Mario Feex powiedział coś bzdurnego.
      Jowita pod wpływem oburzenia postanowiła rzucić się na niego i go udusić.
      - Oj! - krzyknął Feex - Niech mi ktoś pomoże!
      - Ja ci pomogę! - wrzasnął Grubas i uciekł z klasy.
      - Jestem Atrybutem Kulturowym - stwierdziła Jowita dławiąc Feexa. Grubas w
      tym czasie żłopał kawę z wielkiej cysterny.
      - Jeżeli atrybutem kulturowym ma być morderczyni - zaczął swój wykład dr
      Piotrowski, oglądając ciało Feexa - to ja umywam ręce od takiej antropologii.
      - To pan mi nie pomoże?! - wrzasnął Feex w histerii - Nawet pan?!
      - Nawet ja. Muszę oddzielać pewne rzeczy od siebie, nawet jeśli miałoby to
      odbyć się kosztem czyjegoś życia - i dr Piotrowski podniósł do ust kubek z
      kawą.
      - Jestem Łospem [White Anglo-Saxon Protestant - przyp. aut.] - próbował
      zagadać Feex dr Piotrowskiego.
      - O, to ciekawe. Poszukam ci moich lektur - dr Piotrowski łyknął sobie kawy,
      żałując że nie może iść w ślady Grubasa, który żłopał kawę do nieprzytomności.
      W tej właśnie chwili Grubas Bimbacz wtoczył się do sali spuchnięty od kawy.
      Jowita widząc go zostawiła Feexa i wróciła na swoje miejsce.
      - Ostatnio mówił pan coś o kacu - przypomniał sobie Mario Feex - Chciałbym
      wiedzieć coś więcej...
      - Auu! - wrzasnął dr Piotrowski rozlewając kawę na spodnie.
      - Rozumiem, rozumiem - Feex wycofał się - Nie chce pan poruszać tego tematu...
      Tymczasem Grubas zaczął wysysać kawę ze spodni wykładowcy.
      - Przepraszam - wycedził przez zęby dr Piotrowski - Czy mógłby pan przestać
      lizać moje spodnie?
      - Juf, juf - Grubas zmieszał się i posadził swoją wielką, grubą i ciężką pupę
      na krześle.
      - Trrr! - zatrzeszczało krzesło - Trochę ostrożniej!
      - Przepraszam - wycedził przez zęby dr Piotrowski - Czy mógłby pan przestać...
      - Mam deja vu! - krzyknął Feex i próbował wybiec z sali, ale potknął się o
      kocioł z kawą i wpadł do niego.
      - Wara od kawy! - wrzasnęli dr Piotrowski i Grubas wyciągając Feexa z kotła.
      - O! Ale dobra kawa - mlasnął Feex - Czy mogę dostać trochę?
      - Następny! - skrzywił się dr Piotrowski - Może otworzymy kółko kawowe? -
      dodał ironicznie.
      - Tak, tak, o tak! - krzyknęli dwuosobowym chórem Feex i Bimbacz łapiąc się
      za ręce i tańcząc.
      - Won, darmozjady! - wrzasnął pan Piotrowski - Won z mojej kawoteki!
      Bimbacz i Feex wyszli trzymając się za ręce i poszli na kawę do dr Kawki.
      - Szwaby! - krzyknął za nimi dr Piotrowski - Kaszubi was nie lubią - trzasnął
      drzwiami - Przetrzebiłem Krzyżaków - stwierdził, zanurzając się w wannie z
      kawą - Czuje się jak najeżdżany przez tatarskie hordy krwiopijców.
      - O, przepraszam! Nie jestem Tatarem! - pisnął Komar.
      - Ja też - powiedział Nietoperz.
      - Ja także nie - dodał Wampir.
      - O, rany! Tatarzy! Pełne zanurzenie! Cała naprzód! - zarządził dr
      Piotrowski - Mamy do czynienia z antropologią! Łaaa!
      - Przecież mówiłem, że nie jestem Tatarem - krzyknął Komar, wbijając rurkę
      (bez skojarzeń!) w ciało dr Piotrowskiego. Wampir i Nietoperz także wkurzeni
      wyzywaniem od Tatarów wbili swoje zęby w szyję socjologa, wysysając z niego
      kref.
      - Łaaa! Krfiopijcy! Łaaa! Pomocy! - darł się pan Piotrowski. Po chwili w
      drzwiach stanęli Bimbacz z Feexem.
      - Co się dzieje? - spytał Feex (Bimbacz chlał kawę w wannie).
      - Pijemy kref pana Piotrowskiego - odpowiedzieli chórem Komar, Wampir i
      Nietoperz.
      - Fy to inna nasfa kafy? - spytał Bimbacz z pełnymi ustami i nadzieją w
      głosie.
      - Co to jest kawa? - zapytali chórem Komar, Wampir i Nietoperz.
      - Znów mam deja vu! - krzyknął Feex, próbując uciec, ale potknął się o wannę.
      Komar spróbował kawy.
      - Rewelacja! - zapiszczał - Pijcie!
      - O, nie! - westchnął dr Piotrowski - Moja kawa! Moje Archiwum K!
      Po chwili Archiwum K już nie istniało.
    • yavorius EY 3 (rozdział 2) 07.09.02, 00:50
      ROZDZIAŁ DRUGI

      - Wcześniej do domciu! Wcześniej do domciu! - śpiewał Mlekopij w podskokach
      wracając z uczelni. Nagle zza rogu wyskoczyła dr Michalska, jego wykładowczyni
      od metod i technik badań społecznych.
      - Hola, hola! - powiedziała - Jak to "wcześniej"?! Czyżbyś zapomniał o
      wykładzie z socjologii mleczarstwa?
      - Ja już zaliczyłem ten przedmiot - powiedział Mlekopij dumnie unosząc
      podbródek - Oto dowód - dodał.
      Pani Michalska obejrzała dokładnie dowód osobisty Mlekopija, ale nie
      zauważyła niczego szczególnego. Chociaż w rubryce "znaki szczególne" nie było
      nic, była pewna, że ma do czynienia z mlekofilem. Postanowiła się upewnić.
      - Inforadio - wypowiedziała hasło rozpoznawcze mlekofili.
      - O! - ożywił się Mlekopij. Odzew był prawidłowy. A więc miała rację.
      - Może trochę mleczka? - zapytała - Chcesz trochę mleczka?
      - Warszawa jest stolicą Polski - zawył Mlekopij i uciekł.
      Dr Michalska była zdziwiona. Nie wiedziała, czy uciekł, bo pytanie było za
      trudne, czy może dlatego, że było za łatwe. Mlekopij siedział pod drzewem i
      dłubał coś patykiem. Dr Michalska podeszła do niego. Na ziemi wyryty był
      napis: "Dziewiętnasty wiek był wiekiem wojen".
      - Dlaczego? - zapytała.
      - Nie wiem - zmieszał się Mlekopij - Ale tak było. Naprawdę! To jest
      skończona liczba desygnatów! - wrzasnął i znów uciekł.
      - I tak cię złapię - krzyczała dr Michalska za Mlekopijem, goniąc go.
      - O! - krzyknął Mlekopij i wskoczył do studni.
      Pani Michalska stanęła nad studnią. Zajrzała. W środku był Mlekopij. Pływał
      w mleku.
      - Jestem liderem! - wrzeszczał - Liderem!!! - krzyczał i żłopał mleko. Dr
      Michalska niepostrzeżenie spuściła mu na głowę wiadro i wciągnęła go na górę.
      Mlekopij był nieprzytomny.
      - Powiedz coś, Mlekopiju - krzyknęła z nadzieją, że jednak nic nie powie. I
      tak za dużo mówił.
      - Ble ble ble - wybełkotał Mlekopij.
      - Nie rozumiem - zdziwiła się dr Michalska.
      - Za to ja rozumiem fszystko - zza drzewa wylazł Grubas Bimbacz - Mówi, że
      chce posłuchać Inforadia.
      - Skąd wiesz?
      - Bo sam bełkoczę. Ble ble ble - zademonstrował Grubas.
      Dr Michalska nie mogła znieść dwóch bełkotów na raz, odwróciła się więc i
      odeszła.
      - Idziemy fa fawę! - zagadał Mlekopija Bimbacz.
      - Fa fawę! - zgodził się Mlekopij.
      Nie minęło pięć minut, gdy już siedzieli w pobliskiej kawiarni.
      - Dla mnie małą farną - poprosił Bimbacz w nadziei, iż dostanie kobietę.
      - Dla mnie młeko z fawą - wybełkotał Mlekopij.
      Kelner obsłużył ich.
      - Fuj, ble - wybełkotał Bimbacz - Co za lura!
      - Rzeczywiście, ble - zgodził się uprzejmie Mlekopij - Za mało mleka.
      I poszli do pana Piotrowskiego na pyszną antropologiczną kawę.
    • yavorius EY 4 (rozdział 3) 07.09.02, 00:52
      ROZDZIAŁ TRZECI

      Grubas czekał na Jowitę pod jej domem. Od godziny zapuszczał wąsy dla niej i
      chciał się jej nimi pochwalić. W końcu przyszła.
      - Co robisz? - spytała.
      - Nie wiem - odpowiedział Grubas - Dlafego fani od statyftyki traktuje naf
      jak debili? - próbował zmienić temat.
      Jowita poczuła, że musi skoczyć na piwo: skoczyła więc na Grubasa. Ten
      strasznie się ucieszył z tego powodu. Wzdychał niemiłosiernie. Aż cały się
      popluł. Struga ciepłej śliny spłynęła na krawężnik, który pod jej wpływem pękł.
      - Osz, ty - syknął Krawężnik i rzucił się na Grubasa odpoczywającego po
      niedawnym wysiłku.
      - Krafensznik chce mnie pobić! - Grubas nie krył rozbawienia - Choleła, nie
      pamiętam, co błałem...
      - Mnie nie brałeś - zza węgła wyszła Baba Ze Sklepu Spożywczego, zaśmiała się
      obleśnie i uciekła.
      - A fuj - powiedział Grubas - Błe.
      Baba zawróciła. Odepchnęła Jowitę, która wpadła do studzienki
      kanalizacyjnej.
      - Coś ty powiedział?! Hę?! - zapytała i strzaskała Grubasa spinaczem do
      mleka, a na głowie przypięła mu spinacz o bardzo szerokich warach.
      - Jestem fięty! - krzyknął Grubas - Kto mnie uratuje?!
      - Ja! - krzyknął Mario Feex i uciekł - Widzisz! Ja też tak potrafię!
      - Ja! - spod ziemi wyrósł Mlekopij, zdjął z Grubasa spinacz i przypiął go na
      mleko.
      - I co, niezły byłem? - zapytał Feex, który właśnie wrócił.
      - Wypchaj się, głupku - zdenerwował się Mlekopij.
      Mario wziął potężną garść trocin i wsadził je sobie do ust.
      - Juf - powiedział - Wypfałem fę.
      Mlekopij zapomniał, że jeszcze niedawno sam bełkotał.
      - To samospełniające się proroctwo! - wrzasnął - Jesteś Grubasem: bełkoczesz
      jak on - dodał.
      Feex wyjął lusterko i popatrzył na swoje odbicie. Faktycznie, miał trochę
      pucułowate policzki, ale było to konsekwencją wypchania ich trocinami. "Ale
      żeby od razu »grubas«? Chyba, że chodzi o Grubasa Bimbacza - tego, któremu on
      nie pomógł" - myślał gorączkowo Mario - "A teraz stanę się taki sam. To
      straszne!". Postanowił wynagrodzić Bimbaczowi swoją wcześniejszą
      nieuprzejmość - może wtedy przestanie zmieniać się w Grubasa.
      - Przepraszam - powiedział, wypluwając trociny i zbliżając się do Bimbacza -
      Chciałem ci się tylko zrewanżować za to, że nie pomogłeś mi, gdy rzuciła się
      na mnie Jowita. Zostaniemy przyjaciółmi? Pójdziemy na kawę?
      - O! - wtrącił się Mlekopij - Dla mnie z mlekiem! Właściwie... - zamyślił
      się - ...właściwie może być samo mleko.
      - Samo mleko! - Grubas i Mario wybuchnęli ironicznym śmiechem. Grubas śmiał
      się tak bardzo, że wybuchł naprawdę. Feex tylko na to czekał.
      - Cała kawa dla mnie! - krzyknął, w podskokach kierując się w stronę kawiarni.
      Mlekopij został sam.
      - Cóż - zamruczał - Łaski mi nie robicie - odpiął mleko i napił się.
    • yavorius EY 5 (rozdział 4) 07.09.02, 10:55
      ROZDZIAŁ CZWARTY

      Po nocy spędzonej w kanałach Jowita uznała, iż należy jej się trochę
      odpoczynku. Następnego dnia zwiała z zajęć i udała się nad jezioro wraz z
      swoim chłopakiem z Gostynina.
      Gdy już leżała ubrana tylko w czarną, półprzezroczystą bluzkę i takie same
      legginsy (obok siedział jej chłopak) zjawił się Feex. Jowita, zawstydzona,
      postanowiła się wykąpać. Przetoczyła się więc (dosłownie!) w stronę jeziora i
      weszła doń.
      Płynęło się jej bardzo przyjemnie. Nagle jednak zauważyła coś dziwnego:
      - Dlaczego woda w cieniu jest cieplejsza niż nasłoneczniona? - zapytała sama
      siebie, czując narastającą falę strachu - Tu się dzieje coś dziwnego! -
      pomyślała, zawracając do brzegu - Aligator! Tu na pewno jest gdzieś aligator! -
      myślała Jowita płynąc szybko w kierunku lądu.
      Po chwili wszyscy w trójkę byli jakieś 20 metrów od brzegu, w pobliskiej
      szopie (a raczej jej szczątkach), stojącej już nie na plaży, lecz wśród drzew.
      Wokół drzew leżało mnóstwo ubrań.
      - To jasne - stwierdził Feex - ludzi zjadł aligator, a ich pozostawione na
      plaży ubranie przypływ przygnał aż tutaj.
      Nagle Jowita zauważyła coś osobliwego. Na ścianie szopy zobaczyła bowiem
      rysunek dziwnej, jakby nieludzkiej twarzy, a pod nim podpis: "PORWAŁ NAS
      NIEBIESKI CZŁOWIEK".
      - A więc to tak! - pomyślała Jowita - to nie aligatory! To UFO!
      Nie wiedzieć czemu, szopa była teraz wykutym w skale tunelem. Jowita i jej
      chłopak uciekali z niego, trzymając się za ręce. Feex stał już przed wejściem.
      Nagle rzucił dynamit wprost pod nogi Jowity. To skłoniło ją do szybszego
      biegu. Jednak okazało się że dynamit ma opóźniony zapłon.
      - Taki jeden może zabić dziewięćdziesięciu ludzi - pochwalił możliwości
      dynamitu Mario Feex.
      Uciekali zbiegając z zalesionego wzgórza. Wiedzieli, że ktoś lub coś ich
      śledzi. Mario co chwilę pozostawiał czerwony, gruby dynamit. Jeden z nich
      zaplątał się w krzaki przy próbie zrzucenia go w dolinę. Trzeba go było
      (zapalonego) wyjąć i rzucić ponownie. Najdziwniejsze jednak zdarzyło się
      chwilę potem. Wszyscy troje zauważyli, że dynamity uprzednio pozostawione
      staczają się w ich stronę, jakby ktoś je pchnął.
      - Trzeba uciekać po płaskim terenie, by dynamity nie mogły się za nami
      turlać! - powiedziała Jowita.
      Właśnie dobiegli do krańca pagórka zakończonego niewysokim, kilkumetrowym
      urwiskiem. W dole płynął górski potok.
      - Skaczemy! - krzyknął Feex i skoczył. Jej chłopak gdzieś uciekł.
      - A ja? - spytała przerażona Jowita.
      - Napnę mięśnie i skoczysz na mnie - odpowiedział Mario - Skacz, szybko!
      Jowita skoczyła. Niestety, źle obliczyła trajektorię lotu i zamiast na
      brzuch Feexa, spadła na jego genitalia. Mario wrzasnął z bólu i na chwilę
      zemdlał. W tej samej chwili na pagórku eksplodowały goniące ich dynamity. Na
      szczęście oni byli już kilka metrów niżej. Rozległ się olbrzymi huk. Siwy dym
      spowił okolicę. Jowita napiła się trochę wody z górskiego potoku i ruszyli
      dalej. Szli przez ciemny, zamglony las. Jowicie przypomniał się ostatni
      oglądany przez nią odcinek "Z Archiwum X", w którym Fox Mulder i Dana Scully
      zajmowali się sprawą osobnika, który potrafił zmieniać twarze jak rękawiczki
      (lub jak Jowita chłopaków). Po dwóch godzinach wędrówki znaleźli się nagle na
      dworcu kolejowym, który Jowicie wydawał się dziwnie znajomy. Godzinę później
      Jowita wpadła na to, że to dworzec Łódź-Kaliska, a ponieważ miała już dość
      Feexa (który właśnie się odlewał), postanowiła mu uciec. Na peronie trzecim
      stał pociąg do Gdyni. Tylko kibel Warsu jechał do Częstochowy przez Bydgoszcz,
      o czym informowała tablica umieszczona naprzeciwko tegoż kibla. Jowita wsiadła
      do wagonu, znalazła kibel. Tam się schroniła i postanowiła czekać, dopóki nie
      zdarzy się coś przyjemniejszego.

      * * *

      Gdy się obudziła, zauważyła, że usnęła. W kiblu panował okropny zaduch, więc
      Jowita szybko otworzyła okno. Pociąg stał na stacji w Bydgoszczy. Wsiadających
      nie było. Za to z peronowych głośników słychać było tekst (mówiony przez
      dziewczynę o bardzo namiętnym głosie) następującej treści: "Wojewódzka
      hipermetropolia, nasza cudowna, kochana, przepiękna BYDGOSZCZ, wita ubikację
      Warsu, jadącego do Czecze... nie.. chwilę... jak się to cholera... aha... do
      Częstochowy - miasta, które już wojewódzkie nie będzie! (słychać gromkie brawa
      i okrzyki radości.) Ubikacja zostanie poddana dezynfekcji, renowacji i
      deratyzacji. Sponsorami akcji są miasta Bydgoszcz oraz Gdynia, która nigdy nie
      była stolicą województwa, a która jakoś wcale tego nie żałuje."
      Jowita zamknęła okno. W tej samej chwili do kibla wtargnęło dwóch mężczyzn:
      - Patrz, szczur! - krzyknął jeden pokazując palcem na Jowitę.
      - Taki duży?! - spytał drugi z niedowierzaniem.
      - Pewnie mutant po Czarnobylu! - wyjaśnił pierwszy wyjmując trutkę z torby.
      - Wcale nie jestem... - próbowała protestować Jowita.
      - Nie pyskuj! - powiedział drugi - Żryj!
      - Ale ja naprawdę nie... - Jowita rozpaczliwie się broniła, zaciskając zęby
      jak najmocniej.
      - Żryj, mówię! - drugi z mężczyzn rozwarł usta Jowity i wcisnął jej w usta
      trutkę.
      Jowita połknęła trutkę. Po chwili zemdlała. Naprzemian traciła przytomność i
      odzyskiwała ją. Wtedy wymiotowała; mniej więcej co pięć minut. Jeden atak
      wymiotów trwał średnio dwa dni. Po n-tym ataku Jowita była straszliwie
      wyczerpana i nie wiedziała, co się z nią dzieje. Była to u siebie w domu, to
      na uczelni; to gonił ją Umięśniony Facet, to była przygnieciona przez jakieś
      obleśne cielsko. Cały ten koszmar trwał BARDZO długo... W końcu się ocknęła.

      * * *

      Znajdowała się w wielkim lesie. Bolał ją żołądek i miała straszliwe zawroty
      głowy. Zaczęła iść przed siebie. W pewnym momencie napadł na nią Hydrant.
      - To jest atak! - krzyknął Hydrant - Kto jesteś?!
      - Jowita - szepnęła wycieńczonym głosem - A w ogóle to mówi się "napad".
      - A może dasz się skusić na kowboja z serem w "Bonanzie"? - spytał Hydrant
      zmieniając temat, jednocześnie puszczając strugę wody w kierunku
      przechodzącego obok dziwnego stwora, które strumień wody cisnął o drzewo.
      - Dobrze - zgodziła się Jowita, pomagając stworowi nie wstać.
      Jowita myślała bowiem, że nadal jest w Łodzi. Była zbyt zmęczona, by
      uzmysłowić sobie, że hydranty nie mówią, a tym bardziej nie chodzą. Ujęła
      Hydrant pod rękę i ruszyli. Jowita zdziwiła się, że ciągle idą przez las. W
      końcu doszli do drewnianej karczmy.
      - To ma być "Bonanza"? - zdziwiła się Jowita.
      - Tak, to tu - potwierdził Hydrant.
      Jowita wpadła w panikę, myślała bowiem, że zostanie zaproszona do baru
      znajdującego się na dworcu Fabrycznym w Łodzi. Jednak głód dotkliwie dawał
      znać o sobie, weszła więc. Za ladą stał kowboj Guzikowy Joe i robił ser. Przy
      stołach siedzieli inni i jedli ser. Jeden z nich, kowboj Boguś Bill, krzyknął:
      - Cześć Hydrant, kto to?
      - Nie wiem - odpowiedział Hydrant - Znalazłem ją na polance.
      - Ale dupcia! - odezwał się siedzący w kącie klient. Jowita z przerażeniem
      zauważyła, iż jest nim... wilk.
      Dziewczyna momentalnie uciekła z baru. Hydrant pognał za nią.
      - Zaczekaj! - krzyczał Hydrant - Zrobię ci swój, wodny serek a'la Hydro!
      Pomimo tego, że Hydrant usilnie się starał, oblewając przy tym pluszate
      stwory, sera nie było. W końcu uznał, że potrzebuje kogoś do pomocy.
      - Jowito, pomożesz mi? - zapytał.
      - Jasne - powiedziała - Co mam zrobić?
      - Usiądź tu - polecił Hydrant.
      - Już - Jowita usiadła, choć "tu" oznaczało pastwisko, gdzie leżało pełno
      krowich placków.
      - Zrób pięści z palców stóp - powiedział Hydrant.
      - Nie umiem - zaszlochała Jowita po dwóch minutach usilnych prób - Masz coś,
      co mogłoby mi pomóc?
      - Hmmm - zamyślił się Hydrant - W takim razie spróbuj ugryźć się w nos.
      - Nie mogę - zapłakała po pięciu minutach prób - Nie dosięgnę.
      - To wejdź na płot - odpowiedział wyraźnie zniecierpliwiony Hydrant.
      Gdy Jowita wykonała jego polecenie, Hydrant znieruchomiał i przez pewien
      czas wydawało się jej, że znów jes
    • Gość: Sala Tego sali nie dali IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 08.09.02, 10:42
      Sali milosci ne dali
      sali nie dali
      nie dali
      zdradzona
      upokorzona
      sali to dali
      a artysta jeszcze
      nie uwazal
      sali zdrade dali
      wielokrotnie
      sali to dali
      zdeptal sali
      zgnoil sali
      a sali kochala
      mocno
      nie gniewala sie
      nia gniewalam sie!
      plakalam
      sali to dali
      byc moze
      ma nadzieje
      sali
      ze moze blogoslawieni
      sali
      ktorzy
      placza bo oni
      pocieszenia
      dostapia
      powiedz sali
      co dali
      xczemu tak
      <ukochany>
      zabil serce sali
      to dali sali
    • cruach C30 09.09.02, 08:23
      ŚNIADANIE NIE TRAWIĘ, I TU DALEJ:
      ============
      Realistycznego ZBIGNIEWA ZAPASIEWICZA wywiadu do GW fragment jest tu, na samej górze:
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775============
      Nadrealistyczny BOLESŁAW LESMAN napisał kiedyś: (2)

      Śledzą nas�Okradają z ścieżek i ustroni,
      Z trudem przez nas wykrytych. Gniew nasz w słońcu pała!
      Śpieszno nam do łez szczęścia, do tchów naszych woni,
      Chcemy pieszczot próbować, poznawać swe ciała.

      Więc na przekór przeszkodom źrenicą bezradną
      Chłoniemy się nawzajem, niby dwa bezdroża,
      A gdy powiek znużonych kotary opadną,
      Czujemy, żeśmy wyszli z uścisków i z łoża.

      Nikt tak nigdy nie patrzał, nie bywał tak blady,
      I nikt do dna rozkoszy ciałem tak nie dotarł,
      I nie nurzał swych pieszczot bezdomnej gromady
      W takim łożu, pod strażą takich czujnych kotar!
      ============
      Nierealistyczny CRUACH pogodził i dał asumpt (2):

      Śledzą nas�Chcą okradać z uzębień i moszen
      Tkliwie przez nas pieszczonych. Lęk nasz w słońcu homo!
      Pluton łysych i gniewnych pod chmielem, pod bronią
      Chce nas współpłci pozbawić i trzydziestu wiosen.

      My na przekór religii i zmowie większości
      Chłoniemy się nawzajem podle greckich modeł
      A kiedy nam spełnienia wykwita asfodel
      Liżemy bez pośpiechu swe biodrowe kości.

      Lecz teraz czas ucieczki! Po prędce, po skrócie,
      Zdradzeni, ciężkodyszni zbiegamy przez hałdy
      Kryć się! A gdy nas minie zgiełk nóg i pogardy
      Wrócimy młodym żonom udawać uczucie!
      ============
      SYN OPTYK UM:
      (1) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775
    • cruach C31 09.09.02, 08:27
      ŚNIADANIE NIE TRAWIĘ, I TU DALEJ:
      ============
      Realistycznego ZBIGNIEWA ZAPASIEWICZA wywiadu do GW fragment jest tu, na samej górze:
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775============
      Nadrealistyczny BOLESŁAW LESMAN napisał kiedyś: (3)

      Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze
      Żaden szelest, co chętnie taje w niej i ginie.
      Czerwieniata wiewiórka skacze po sośninie,
      Żółty motyl się chwieje na złotawym koprze.

      Z własnej woli, ze śpiewnym u celu łoskotem
      Z jabłoni na murawę spada jabłko białe,
      Łamiąc w drodze kolejno gałęzie spróchniałe,
      Co w ślad za nim - spóźnione - opadają potem.

      Chwytasz owoc, zanurzasz w nim zęby na zwiady
      I podajesz mym ustom z miłosnym pośpiechem,
      A ja gryzę i chłonę twoich zębów ślady,
      Zębów, które niezwłocznie odsłaniasz ze śmiechem.
      ============
      Nierealistyczny CRUACH pogodził i dał asumpt (3):

      Taka cisza w obozie, że się jej nie oprze
      Żaden cierpki fantazmat, iż nas bliźni kocha.
      Z czerwieniatą pochodnią zeszła cała wiocha,
      Patrzą baby kudłate, myślą co najgorsze.

      Z mściwej łapy, z ponurym, wojennym świergotem
      Lecą śruby, kamienie w kratowane okna,
      Tłuszcza skoble rozgryza, chrzęści w uszach zwrotka:
      "Zatłuczmy trędowatych, tnij kosą hołotę!"

      Częstujecie nas jabłkiem poznania i śmierci,
      Chcecie wygnać z edenu za świata ostrokół.
      Czekam was ze strzykawką, do siego wyroku,
      By mój miecz gorejący w wasz daimonion wzębić.
      ============
      SYN OPTYK UM:
      (1) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775
      (2) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918949
    • cruach C32 09.09.02, 08:29
      ŚNIADANIE NIE TRAWIĘ, I TU DALEJ:
      ============
      Realistycznego ZBIGNIEWA ZAPASIEWICZA wywiadu do GW fragment jest tu, na samej górze:
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775============
      Nadrealistyczny BOLESŁAW LESMAN napisał kiedyś: (4)

      Hasło nasze ma dla nas swe dzieje tajemne:
      Lampa, gdy noc już zdąży świat mrokiem owionąć,
      Winna zgasnąć w tej szybie, a w tamtej zapłonąć.
      Na znak ten oddech tracę. Już schody są ciemne.

      Czekasz z dłonią na klamce i, gdy drzwi otwiera,
      Tulę tę dłoń, co jeszcze ma chłód klamki w sobie,
      A ty w zamian przyciskasz moje ręce obie
      Do serca, które zawsze u drzwi obumiera.

      Wchodzę ciszkiem, jak gdyby krok każdy knuł zbrodnię,
      Między sprzęty, co dla mnie są sprzętami czarów.
      Sama ścielesz swe łóżko według swych zamiarów,
      By szczęściu i pieszczotom było w nim wygodnie.

      I zazwyczaj dopóty milczymy oboje,
      Dopóki nie dopełnisz podjętego trudu.
      Ile w dłoniach twych pieczy, miłości i cudu!
      Kocham je, kocham za to, że piękne, że twoje.
      ============
      Nierealistyczny CRUACH pogodził i dał asumpt (4):

      Cyrograf twój ma dla nas podpunkty tajemne:
      Lampa, łóżko, lekarstwa, zwróć paszport i utarg,
      Twoja szpryca, strój, pasza i niewida cuda,
      Zadumy podobłoczne, spełnienia przyziemne.

      Czekasz w mini do pępka aż cię przyuważy
      Otłuszczony dewiant lub chudy filozof.
      Czy odegrasz diablicę czy posłankę bożą -
      Staraj się, by napiwkiem przyrobić do gaży.

      I nie ucz się języka. Ja cię przetłumaczę
      Mundurom, konkurencji i samemu diabłu:
      Swym mlecznobiałym ciałem zarabiasz na czarno
      By się lepiej twej matce marło w wiejskiej chacie.

      I zazwyczaj dopóty milczymy oboje,
      Dopóki nie popełnisz karalnej pomyłki
      By się wyrwać na oślep z przyportowej zsyłki.
      Morduję ciało twoje, bo wiem, że jest moje.
      ============
      SYN OPTYK UM:
      (1) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775
      (2) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918949
      (3) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918978
      • aard Drogi Cruachu 09.09.02, 11:45
        ja co prawda już się zgubiłem, ale wydrukuję sobie całość obu wersji w dwóch
        kolumnach onok siebie i może wtedy się połapię. Póki co dziękuję, bo robi dobre
        wrażenie ;-)
    • cruach C33 09.09.02, 08:32
      ŚNIADANIE NIE TRAWIĘ, I TU DALEJ:
      ============
      Realistycznego ZBIGNIEWA ZAPASIEWICZA wywiadu do GW fragment jest tu, na samej górze:
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775============
      Nadrealistyczny BOLESŁAW LESMAN napisał kiedyś: (5)

      Zazdrość moja bezsilnie po łożu się miota:
      Kto całował twe piersi, jak ja, po kryjomu?
      Czy jest wśród twoich pieszczot choć jedna pieszczota,
      Której, prócz mnie, nie dałaś nigdy i nikomu?

      Gniewu mego łza twoja wówczas nie ostudzi!
      Poniżam dumę ciała i uczuć przepychy,
      A ty mi odpowiadasz, żem marny i lichy,
      Podobny do tysiąca obrzydłych ci ludzi.

      I wymykasz się naga. W przyległym pokoju
      We własnym się po chwili zaprzepaszczasz łkaniu,
      I wiem, że na skleconym bezładnie posłaniu
      Leżysz jak topielica na twardym dnie zdroju.

      Biegnę tam. Łkania milkną. Cisza niby w grobie.
      Zwinięta, na kształt węża, z bólu i rozpaczy
      Nie dajesz znaku życia - jeno konasz raczej,
      Aż znienacka za dłoń mnie pociągniesz ku sobie.

      Jakże łzami przemokłą, znużoną po walce
      Dźwigam z nurtów pościeli w ramiona obłędne!
      U nóg twych rozemknione pieszczotami palce
      Jakże drogie mym ustom i jakże niezbędne!
      ============
      Nierealistyczny CRUACH pogodził i dał asumpt (5):

      Zazdrość moja wściekliście po myślach się miota:
      Kto się tknąć ośmielił tatusia królewnę,
      Jej niewinność gwałciła czyja to miernota,
      Kto pąs jej zróżowień brukał tknięciem zgrzebnem?

      Gniewu mego łza twoja wówczas nie ostudzi!
      Musisz spuścić piżamkę, posmakować kary!
      I nie patrz fiołkowymi oczami ofiary
      Jak się w twoim tatusiu czarny demon budzi!

      Lecz uciekasz golaskiem. W przyległym pokoju
      Mama śpi w papilotach i przez sen coś buczy.
      Nie obawiaj się, córuś, tatuś się przyuczy
      Do życia dorosłego. Patrz - ruszam do boju!

      Więc nie łkaj. Cicho! Nie becz. Lekcję skończę szybko.
      Poruszaj się jak lubię. Całuj jak prosiłem.
      Wyginaj się do przodu i wymykaj tyłem.
      Mojaż ty, o tak właśnie! liliowa lolitko.

      Już dobrze�I pamiętaj: ani słowa mamie,
      Niech to naszym zostanie słodziutkim sekretem.
      Nim skończysz lat dwanaście, samiec-pomaganiec,
      Zrobi z ciebie prawdziwą, dojrzałą kobietę!
      ============
      SYN OPTYK UM:
      (1) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775
      (2) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918949
      (3) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918978
      (4) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918989
    • cruach C34 09.09.02, 08:34
      ŚNIADANIE NIE TRAWIĘ, I TU DALEJ:
      ============
      Realistycznego ZBIGNIEWA ZAPASIEWICZA wywiadu do GW fragment jest tu, na samej górze:
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775============
      Nadrealistyczny BOLESŁAW LESMAN napisał kiedyś: (6)

      Z dłońmi tak splecionymi, jakbyś klęcząc, spała,
      W niedostępne mym oczom wpatrzona widzenie,
      Płaczesz przez sen i wstrząsem wylękłego ciała
      Błagasz o nagłą pomoc, o rychłe zbawienie.

      Jeszcze płaczu niesytą do piersi cię tulę,
      A ty goisz się we mnie, niby lgnąca rana,
      A ja płacz twój całuję, biodra i kolana
      I ramię i zsuniętą z ramienia koszulę.

      Lecz karmiony ust twoich spłakanym oddechem,
      Nie pytam o treść widzeń. Dopiero z porania
      Zadaję ciemną nocą tłumione pytania.
      Odpowiadasz bezładnie - ja słucham z uśmiechem.
      ============
      Nierealistyczny CRUACH pogodził i dał asumpt (6):

      Dłonie splatam na tobie, może jest co jeszcze
      Niedostępne mym oczom a czczone przez usta?
      Czy to z ciebie mysz biała bąbelkiem w powietrze
      Uciekła? Czyś ty moja czy już może pusta?

      Nadal toksyn niesyty do piersi cię tulę,
      A ty goisz me zjawy jak siostra rodzona.
      Ostatnią kroplę spijam nabożnie i czule
      I pozbawioną sensu - zrzucam cię od łona.

      Mam pod leżem bliźniaczkę, skradłem ją Cyganom,
      Gdy patykiem mieszali w zupie nieczystości.
      Z nią się kochać będę, ją poproszę w gości -
      A potem się obudzę, by wyć jak co rano.
      ============
      SYN OPTYK UM:
      (1) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775
      (2) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918949
      (3) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918978
      (4) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918989
      (5) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919007
    • cruach C35 09.09.02, 08:37
      ŚNIADANIE NIE TRAWIĘ, I TU DALEJ:
      ============
      Realistycznego ZBIGNIEWA ZAPASIEWICZA wywiadu do GW fragment jest tu, na samej górze:
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775============
      Nadrealistyczny BOLESŁAW LESMAN napisał kiedyś: (7)

      Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze,
      Spłodzone samo przez się w sennej bezzadumie.
      Nieoswojone z niebem patrzy w podobłocze
      I węszy świat, którego nie zna, nie rozumie.

      Swym cielskiem kostropatym kąpie się w kałuży,
      Co nęci, jak ożywczych jadów pełna misa,
      Czołgliwymi mackami krew z kwiatów wysysa
      I ciekliną swych mętów po ziemi się smuży.

      Zwierzę, co trwać nie zdoła zbyt długo na świecie,
      Bo wszystko wokół tchnieniem zatruwa i gasi,
      Lecz gdy ty białą dłonią głaszczesz je po grzbiecie,
      Ono, mrucząc, do stóp twych korzy się i łasi.
      ============
      Nierealistyczny CRUACH pogodził i dał asumpt (7):

      Wyszło z piwnic ślepawe, jesionkowe zbocze
      Kulejąc o butelce, by szmerać bajerać.
      Nieprzywykłe do świata, mruży śliskie ocze,
      Niucha przed którą panną ma wnętrze rozwierać.

      Swe cielsko nieiskane głaszcze pod paltotem
      I drażni rachityczność lichej konduity,
      By robaczywą mackę odmotać a potem
      Cieklinę z niej wytrząsnąć w betonowe płyty.

      Bydlę, co śmie urągać normom i kanonom
      A nie gaśnie w przytułku dla zgrzybów i próchen
      Lecz starczy gdy dasz razę z półbuta cedzoną
      A stopnieje na paszczę, smużąc po się juchę.
      ============
      SYN OPTYK UM:
      (1) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775
      (2) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918949
      (3) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918978
      (4) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918989
      (5) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919007
      (6) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919025
    • cruach C36 09.09.02, 08:39
      ŚNIADANIE NIE TRAWIĘ, I TU DALEJ:
      ============
      Realistycznego ZBIGNIEWA ZAPASIEWICZA wywiadu do GW fragment jest tu, na samej górze:
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775============
      Nadrealistyczny BOLESŁAW LESMAN napisał kiedyś: (8)

      Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie
      Pragnę w tobie mieć czujną na byle skinienie
      Sługę, co pieszczotami gasi me pragnienie,
      A ty jesteś tak zmyślna i zwinna w pieszczocie!

      Gdy twój warkocz, jak w słońcu wybujałe ziele,
      Tchem rozwartych ogrodów mą duszę owionie,
      Głowę twą, niby puchar, ujmuję w swe dłonie
      I wargami w ślad dreszczu prowadzę po ciele.

      I raduję się, śledząc tę wargę, jak zmierza
      Do mej piersi kosmatej, widnej w niedomroczu,
      W której marzę pierś w lesie ryczącego zwierza
      I staram się, gdy pieścisz, nie tracić go z oczu.
      ============
      Nierealistyczny CRUACH pogodził i dał asumpt (8):

      Zawsze gdy mnie chuć ślepa podejdzie wiosenna
      Pragnę w tobie mieć czujną na byle skinienie
      Panią, co udrękami poi me pragnienie,
      A ty jesteś tak zmyślna i zwinna w gehennach!

      Gdy twe pejcze stalowe jak warkocz zaplatasz
      Na mym karku otwartym rozjątrzeniem rany,
      Gdy rykiem mym rozginasz swych koszmarów bramy,
      Leśna dacza zataja ofiarę - i kata.

      I raduję się, śledząc ten młotek, gdy spada
      Do gwoździ w mych nadgarstkach, i kaźnią mnie wzrusza,
      Bo wiem, że skromny mleczarz, pył z dziada pradziada
      Może choć raz w roku zastąpić Chrystusa.
      ============
      SYN OPTYK UM:
      (1) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775
      (2) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918949
      (3) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918978
      (4) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918989
      (5) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919007
      (6) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919025
      (7) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919053
    • cruach C37 09.09.02, 08:41
      ŚNIADANIE NIE TRAWIĘ, I TU DALEJ:
      ============
      Realistycznego ZBIGNIEWA ZAPASIEWICZA wywiadu do GW fragment jest tu, na samej górze:
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775============
      Nadrealistyczny BOLESŁAW LESMAN napisał kiedyś: (9)

      Ty pierwej mgły dosięgasz, ja za tobą w ślady
      Zdążam, by się w tym samym zaprzepaścić lesie,
      I tropiąc twoją bladość, sam się staję blady,
      I zdybawszy twój bezkres, sam ginę w bezkresie.

      A potem wzieram w oczy, by zgadnąć, czy dość ci
      Omdlenia, co się nogom udziela, jak szczęście,
      I twe dłonie, jak w paki, mnę w zdrobniałe pięście,
      By się w nich docałować twych chrząstek i kości.

      A one wypukleją na dłoni przegibie,
      Niby pestki owoców, zróżowionych znojem,
      I nieśmiałym do ust mych garną się wyrojem,
      Zatajone w swej ciepłej od pieszczot siedzibie.

      Ich dotyk budzi wzruszeń zaniedbanych krocie,
      A ty, tuląc je w warg mych rozrzewnioną ciszę,
      Dziecinniejesz w uścisku, malejesz w pieszczocie,
      Chwila - a już cię do snu z lat dawnych kołyszę.
      ============
      Nierealistyczny CRUACH pogodził i dał asumpt (9):

      On pierwszy krzyż odrzuca, a ja za nim w ślady,
      Lecz żem grzesznej natury - tak wmawiam sam w siebie,
      Że mój wierny zbawiciel wybaczy mi zdrady
      I nienawiść do wroga policzy mi w niebie.

      Najpierw tłumnie prześmiewam a potem przeklinam
      Brody, kahał, czapeczki i walkę o ziemię,
      I modlę się za owo nieszczęśliwe plemię:
      "Jego jest wina, jego bardzo wielka wina!"

      A nie ufam szczególnie szatańskim wersetom
      By kochać wroga swego jak siebie samego.
      Młodsi bracia w niewierze znajdą armagedon,
      Szubienice przydadzą zarosłym macewom.

      Jak mohel, jak wilkołak wychłepcę mecycę
      Gniewu z napletków gazet, z tradycji pokuszeń,
      I chcę wroga uciszać - a im głośniej krzyczę,
      Tym większy płomień czyści moją wieczną duszę.
      ============
      SYN OPTYK UM:
      (1) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775
      (2) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918949
      (3) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918978
      (4) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918989
      (5) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919007
      (6) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919025
      (7) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919053
      (8) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919074
    • cruach C38 09.09.02, 08:43
      ŚNIADANIE NIE TRAWIĘ, I TU DALEJ:
      ============
      Realistycznego ZBIGNIEWA ZAPASIEWICZA wywiadu do GW fragment jest tu, na samej górze:
      www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775============
      Nadrealistyczny BOLESŁAW LESMAN napisał kiedyś: (10)

      Zazdrośnicy daremnie chcą pochlebić pierwsi
      Czarom skrytym w twym ciele z moją o nich wiedzą!
      Oczy, co się rzęsami nie tknęły twych piersi,
      Czyliż pustym domysłem te czary wyśledzą?

      Kto w chwili pocałunków nie zagrzał swej dłoni
      Na twych bioder nawrzałej żądzą przegięcinie.
      Nie potrafi określić upojeń tej woni,
      Co z ciebie, jako z róży, snem potartej, płynie.

      Kto ustami w nóg twoich nie wdumał się dreszcze,
      Nigdy dość nie wysłowi twych oczu omdlenia,
      A choćby je dzień cały badał bez wytchnienia,
      Nie wypatrzy z nich tego, co ja z nich wypieszczę!
      ============
      Nierealistyczny CRUACH pogodził i dał asumpt (10):

      Zazdrośnicy daremnie chcą krzywić zwierciadła,
      W których są moje dzieci - bo cóż oni mogą!
      Choć na oczy zasłona prawieku opadła,
      Dusza wie, wędrując dobroduszną drogą

      Kto pocałunkiem syna nie zagrzeje w dłoni
      Bo go losy uwodzą po dalekich stronach,
      Kto radośnie jak córka śmiechu nie uroni
      Bo ją rytm życia dzierży w czasożernych szponach.

      W fotelu rozbujanym wdumuję się w deszcze:
      Może czarna wichura przywiedzie mi dzieci,
      Może czarna rozgwiazda kiedyś je przyświeci
      Do domu, gdzie starych mam sto milionów jeszcze?
      ============
      SYN OPTYK UM:
      (1) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2895775
      (2) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918949
      (3) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918978
      (4) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2918989
      (5) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919007
      (6) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919025
      (7) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919053
      (8) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919074
      (9) www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=1397610&a=2919085

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka