p8
03.04.02, 16:27
Przetarł oczy. Słońce wpychało mu się pod powieki z siłą pietnastu pijanych
mamutów. W jego ogromnym mózgu wielkkości piłeczki golfowej słychać było
gromki głos tysiąca skrzatów z Madagaskaru - "Wstawaj, do dzieła!!!". "Jeszcze
pięc minut mamo" szepnął i obrócił się na drugi bok przytulając się do
ogromnego kaktusa z Tajwanu. Coś jednak nie dawało mu spokoju. Zagwizdał na
czajnik i ten zaczął zdawać mu relację z Mistrzostw Kenii w Lepieniu
Śniegowych Bałwanów. Wtedy radosny podmuch gazu wydobywajacy się z piekarnika
podniósł go na równe cztery łapy, cztery łapy, a na łapach pies kudłaty. Kto
dogoni psa, kto dogoni psa. Może ty, może ty, może jednak ja. Podszedł do
okna, wyjrzał na zewnątrz swojego wykopu, i gromko zakrzyknął "Mości
burgrabio"!!!. Odpowiedź tej pięknej rudej mulatki była jedna - Wici!!!.
Zastanowił się i odrzekł - TAK! VENI, VIDI, VICI, VIDEO. DUmny to był
człowiek, piękny, młody i przystojny. W dzieciństwie wpadł przez przypadek do
zlewu pełnego petów. To uodporniło go na wszelakie niedogodności losu. Twardy
był jak masełko z ŁSM po tygodniu leżenia na śliskim od słońca parapecie -
koniec końców był przecież Mistrzem Kenii w Lepieniu Śniegowych Bałwanów i
Miedzynarodowym CZempionem Mongolii w Smarkaniu Lewą Dziurką od Nosa!!! Tak,
zdecydowanie to będzie mój dzień westchął i podrapał się brudną piętą lewej
nogi w prawy pośladek. Noblesse oblige - westchnął ponownie. Wyszedł z domu,
zobaczył łunę. To płonął Paryż...