Gość: byłylogowany
IP: *.radogoszcz.arise.pl
07.09.04, 02:47
- Cześć, kur.a. Ale się wczoraj kur.a napier.oliłem. Łeb mi pęka, nie macie
kur.a czegoś do kur.a picia? - przywitał się Stasiek. Pod sklepem stali już
Heniek, Meler i Obrzydliwiec. - Siema kurw.a - wystękał Heniek. - Nie widzisz
kur.a jego mać, że te rury jeszcze nie otworzyły kur.a sklepu? Już kur.a dwie
po szóstej, a tu kur.a c.uj. Te kur.a małpy chyba nigdy w życiu nie otworzą
punktualnie! - zdenerwowany nie na żarty Heniek podsumował ekspedientki ze
sklepu osiedlowego. - Kur.a, kiedyś to przynajmniej można było wpisać się do
Książki Życzeń i Zażaleń, a teraz kur.a to wszyscy mają klientów w dupie -
powiedział Obrzydliwiec. Mówiąc pluł co chwila na chodnik. Taką już miał
manierę. Meler zdjął okulary. - Ja pier.olę. Wczoraj kur.a ta stara franca
teściowa znowu mi kur.a zrobiła awanturę - powiedział przecierając szkła. -
Dopier.oliła się, że wziąłem trzy pięćdziesiąt reszty z zakupów. Do c.uja pana
poje.ało ją tak samo jak moją kobitę. A skąd ja mam kur.a brać na wypicie?
Myślą, że jak mi kur.a kupią fajki, to już kur.a wystarczy!? Człowiek przecież
musi kur.a jakoś żyć, co nie? - wodził przymglonym wzrokiem po kumplach Meler.
- Dzień dobry pani Teresko - ukłonił się szarmancko Heniek. - Jak się w nocy
spało? - spytał wyszczerzając trzy mocno pożółkłe zęby. - Mężulek nie chrapał
za mocno? - spluwając wycedził Obrzydliwiec. - Dobry, a co panom do tego -
odpowiedziała otwierając drzwi sklepowa - niech się panowie martwią o swoje
żony lepiej. - Ale pani dzisiaj nie w humorze, pani Teresko - zabasował
Stasiek - tak samo jak moja - skonstatował. - No już, dobra, co mam podać, jak
zwykle? - spytała. - Tylko od razu mówię, na zeszyt już nic nie ma - stanowczo
zaznaczyła. - Ależ kochaniutka, ja dzisiaj dostaję rentę! - słodkim głosem
oznajmił Heniek. - Wszystkie długi ureguluję jak tylko przyjdzie listonosz -
zapewniał dumnie. - No to jak pan dostanie pieniądze, to niech pan przyjdzie -
powiedziała pani Tereska. - Niech pani nie będzie taka, pani nas poratuje,
najpóźniej o jedenastej przynoszę w zębach wszystkie długi - podchlibiał się
Heniek. - O jedenastej to pan już będzie nieprzytomny, jak codzień -
odpowiedziała sklepowa. - Żebym tak trupem padł, jak nie oddam długów. Czy
kiedykolwiek nie oddałem? - spytał. - A bo to raz musiałam czekać!? -
odpowiedziała ekspedientka. - Pani Teresko, bardzo proszę, jak Boga kocham, że
przyniosę! - gwarantował Heniek. - Dobrze, ostatni raz panu zaufam, czyli dwie
nalewki, tak? - spytała. - Niech pani da cztery, przecież dzisiaj Matki
Boskiej Pieniężnej - zarechotał Heniek. - Ma pan cztery, ale jak pan dzisiaj
nawali, to żeby pan wiedział, już nigdy pan nic ode mnie nie dostanie. Żeby
nawet pan był umierający - powiedziała sklepowa podając cztery nalewki "Raj w
ustach". - Dziękujemy pani Teresko, pani to jest złota kobita, żeby taka moja
była - rozmarzył się Heniek. Wyszli przed sklep. Czym prędzej każdy z nich
otwierał trzęsącymi się rękoma swoją flaszkę. Po chwili dało się słyszeć
błogie bulgotanie. Upili po parę łyków i odstawili butelki na murek. Każdy z
osobna wyciągnął papierosa. Tu nikt fajkami nie częstował. Ten towar był
ściśle reglamentowany w tym towarzystwie. Nie miałeś swoich, to nie paliłeś.
Kielichem, nalewką, czy łykiem piwa jeszcze kogoś poczęstowali. Papierosem
prawie nigdy. Takie mieli zasady. - O kur.a, już myślałem, że ta kur.a zołza
dzisiaj nie da - głęboko się zaciągając powiedział Stasiek. - Ty, Heniek, a
ten kur.a listonosz to naprawdę dzisiaj ma ci kur.a przynieść rentę? - spytał
Meler. - Dzisiaj, ale c.uj z tego będzie, bo kur.a moja stara go pilnuje i ja
c.uj z tego będę miał, w mordę je.ane - zasyczał Heniek. - No to skąd my kur.a
oddamy tej pi.dzie? - zastanawiał się Stasiek. - A co się będziesz kur.a
martwił na zapas, bo to pierwszy raz kur.a? - pytająco odpowiedział Meler. _
Coś się kur.a wykombinuje, nie? - wycedził Obrzydliwiec przykładając nalewkę
do ust. - Do jedenastej kur.a to ta cipa da jeszcze przynajmniej ze cztery
kur.a nalewki, a potem to niech się kur.a ona martwi, nie? - zaśmiał się
Heniek. - Oj ciężkie jest kur.a nasze życie - użalał się Meler. - W domu kur.a
nie da się wytrzymać, te c.uje z rządu robią kur.a co chcą, je.ane złodzieje
kradną co się kur.a da, a człowiek nie ma kur.a nawet na flaszkę - zaskomlał.
- C.uj by to wszystko kur.a spalił - podsumował Obrzydliwiec. - Tak tak, mamy
przeje.ane, a przecież nam też się kur.a coś od tego kur.a życia należy, co
nie? - powiedział Heniek, spoglądając na pobliski przystanek autobusowy, na
którym jak co dzień o tej porze stała spora grupa pasażerów udających się do
pracy.