Gość: per pedes
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
22.09.04, 16:23
W poniedziałek (jak to w poniedziałek...) zapomniałem wziąć ze sobą
dokumentów, w tym migawki i dowodu. W tramwaju była kontrola, jako
praworządny obywatel posłusznie udałem się z kanarami na komisariat w celu
ustalenia mojej tożsamości, gdzie niestety okazało się to niemożliwe, więc z
dwoma policjantami i jeszcze jedną gapowiczką skorzystałem z niebieskiej
taksówki z białym paskiem, światełkami na dachu i bez klamek (po raz pierwszy
i, mam nadzieję, ostatni w życiu), którą zawieziono mnie do domu po zagubioną
tożsamość. To tyle, jeżeli chodzi o pozytywne rozpoczęcie tygodnia.
Dziś udałem się z migawką do biura firmy kontrolerskiej. Do rozpatrywania
reklamacji mają tam pana, którego same gabaryty lekko zniechęcają petenta do
dyskusji. Ale pan przyjął moją reklamację i anulował mi mandat. Jednakże
kiedy poprosiłem go o jakiś dowód, stempelek, czy zaświadczenie, że mandat
został anulowany, odmówił twierdząc, że "my żadnych zaświadczeń nie wydajemy"
i mimo moich dalszych nagabywań nie zmienił zdania więc odszedłem, nawet bez
kwitka.
Teraz pluję sobie w brodę, że nie zanotowałem sobie jego nazwiska albo nie
wziąłem chociaż stempla - anulacja polegała na przekreśleniu otrzymanego od
kanara kwitka i napisaniu "Anulowane" i schowaniu do biurka.