Gość: byłylogowany
IP: *.radogoszcz.arise.pl
12.11.04, 11:07
powiedział dziadek. Ania i Kubuś, jak zawsze o tej porze, leżeli w swoich
łóżeczkach.
- To dzisiaj nie będzie bajki? - spytała wnuczka.
- Nie, opowiem Wam jak dawno, dawno temu, jak dziadziuś był malutki tak jak Wy
teraz, żyło się w Łodzi.
- Eee, to będzie nudne! Lepiej opowiedz o złym królu Kwaśniaku i dzielnym
giermku Romanie - poprosił Kubuś.
- Obiecuje Wam, że historyjka nie będzie nudna. Bajki o królu Kwaśniaku,
księciu Żyrardowiaku, baronie Kaszniaku, królewnie Jolancie i wałęsającym się
Lechu znacie już na pamięć. Dzisiaj opowiem jak było kiedyś w Łodzi - dziadek
nie ustąpił.
- A więc, kiedy dziadziuś był jeszcze malutki, Łódź była jeszcze małym
miastem. Nie było jeszcze metra, drapaczów chmur, pięknych basenów,
Disneylandu, ludzie byli biedni, nie mieli pracy, dzieci tylko mogły pomarzyć
o tym wszystkim co teraz macie. W telewizji były tylko 62 programy, moja mama
musiała sama sprzątać w domu, mój tata ciężko po 12 godzin pracował, żebyśmy
mieli co jeść.
- Dziadku? Jak to Twoja mamusia musiała sama sprzątać? To nie było wtedy pani
Berty Schulz? - spytała Ania.
- Nie dziecko, nie było jeszcze ani pani Schulz, ani ogrodnika jak pan van
Himst, ani kierowcy jak pan Macaroni, nie było u nas w domu kucharza jak pan
Lee, masażysty jak pan Renkowoj, nie było nikogo prócz mnie i moich rodziców -
dokończył dziadek.
- Dziadku! A oni wszyscy tak śmiesznie mówią! Nie mówią "proszę bardzo" tylko
"plosim baldzio", albo nie mówią "przepraszam" tylko "psieplasiam" - buzię Ani
rozświetlił uśmiech.
- Widzisz dziecko, cała nasza służba przybyła do naszej Światowej Stolicy ze
wszystkich zakątków globu. Kiedy Łódź została najbogatszym miastem i
największą metropolią, zjechali sie najróżniejsi ludzie. Wszyscy przybyli tu
za chlebem, bo u nich było chłodno i głodno.
-Dziadku, a Franio to mi opowiadał, że słyszał jak jego tatuś mówił, że trzeba
coś zrobić, bo Niemcy to ciągle kradną samochody, Włoszki źle opiekują się
dziećmi w przedszkolach, Chińczycy ociągają się w pracy, Amerykanie piją na
umór, Anglicy nie chcą się uczyć polskiego, a Rosjanie napadają staruszki. Czy
to wszystko prawda dziadziu? - z oczu Kubusia biło niepomierne zdumienie. -
Jak tak można dziadziu, czy my jesteśmy nie dobrzy dla tych ludzi? - dopytywał.
- Ależ skąd. Poprostu ci niewdzięcznicy nie potrafią docenić tego co dla nich
robimy. Już dawno poumieraliby z głodu, gdybyśmy ich nie przygarnęli. Dajemy
im pracę, dzięki temu mają co jeść, od czasy do czasu mogą pojechać w swoje
rodzinne strony, nawet płacimy za nich za samolot. Taka to już natura tych
wszystkich podupadłych, kiedyś dumnych narodów. Żeby nie my, Łodzianie, już
dawno nie byłoby nawet śladu po nich wszystkich - zamyślił się na chwilę dziadek.
- Dziadku, a kiedy Łódź stała się taka wielka i bogata? - spytała Ania.
- To się zaczęło w 2008 roku. To właśnie wtedy trysnęła ropa naftowa w
Nowosolnej i za chwilę okazało się, że mamy największe złoża na świecie.
Szybciutko zapanowaliśmy nad całym rynkiem paliw, bo było tego tyle, że
obniżyliśmy dziesięciokrotnie ceny, wszystkie inne konsorcja upadły, świat
opanował kryzys, a my zaczęliśmy dyktować warunki. I tak, w ciągu pięciu lat
Łódź stała się potęgą. Teraz wszyscy chcą tu mieszkać, oglądać nasze piramidy,
spacerować po naszych bulwarach, zjeżdżac z naszych narciarskich stoków,
odwiedzać nasz najwspanialsze muzea, grać w kasynach, chodzić na
najświetniejsze koncerty i oglądać najlepsze drużyny piłkarskie. To co
najlepsze jest właśnie w Łodzi - uśmiechnięty dziadek spojrzał na łóżeczka. I
Kubuś i Ania już słodko spali. Pan Niesiołowski Junior wodził wzrokiem po
ścianach pałacowej komnaty. Olbrzymie gabloty z najwspanialszymi okazami
owadów pokrywały niemal pół 235 metrowej sali. Pamiętał oczywiście, że to jego
ojciec Stefan zapoczątkował tę kolekcję jeszcze na długo przed tym, nim został
Namiestnikiem.