O facetach, ktorzy jezdza na ryby.

IP: 217.153.10.* 27.05.02, 10:24
Zawsze mnie fascynowali tym, ze cale dnie potrafia bez ruchu
tkwic z wedka w reku i czekac. Obok termos, bula z kielbasa,
puszka z robalami, skladaczek lub motorowerek i skrzynka z
haczykami. Chcac sie przekonac nim zbuduje opinie,
postanowilem pojechac na taki czelendz. Rozstawilem sprzet
pod okiem fachowca - p.Kazika kioskarza i siedze. Jako, ze
naleze do grupy spoleczenstwa, ktora z tzw. tylkiem dlugo nie
usiedzi, po 30 min. juz bylem utwierdzony, ze to nie dla mnie.
Mimo to siedzialem nieruchomo, czasem poprawiajac sie na
mikrolezaku. Wtedy p.Kazik sugerowal, ze sie wierce i polosze
"material". Chcialem tez z facetem zagaic, ale ten zrobil "pssst -
material"...
Ogolnie klimat jest taki, jakby goscie czekali na rybe pile albo
jakiegos100 kg marlina, a tymczasem przez pol dnia nacieli
raptem 4 ryby niewiele wieksze od mojego palca wskazujacego.
Nie pamietam nawet nazw.

Powrot do domu tez nie dodawal adrenaliny, poniewaz p.Kazik
toczyl sie w tepie w jakim siedzial nad stawem. Mysle, ze byl to
ciag dalszy ceremonii samokontroli i wyciszenia. Jedyne co
uslyszalem to "Duszno. Bedzie burza". Wtedy zrozumialem ze
zeby jezdzic na ryby nie wystarczy byc stoikiem, ale trzeba byc
po prostu Zen, a do tego z moim charakterem nie osiagne w
tym wcieleniu.

Pozdr.
Snake
    • Gość: kasiaprim Re: O facetach, ktorzy jezdza na ryby. IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 27.05.02, 10:43
      Stary, wlasnie dokladnie chodzi o to, by bylo tak, jak opisales!
      Cisza, spokoj, itp...
      Tylko po co Ci ten cholerny Pan Kazik ?!
      • Gość: J. Re: O facetach, ktorzy jezdza na ryby. IP: *.pik / *.pik.gliwice.pl 27.05.02, 11:05
        No właśnie - na ryby najlepiej jeździć samemu.
        I właśnie o to chodzi - o to siedzenie nad jeziorkiem, wyciszenie się
        i "kontakt z naturą". Czasem jest i tak że w ciągu tygodnia nie masz ani
        jednego brania i też jesst fajnie.
        Nawet już o te ryby nie chodzi. Ja swoje prawie zawsze wypuszczam.

        PS - znam też takich co jeżdżą "z kumplami na ryby" czyli po prostu na mocno
        zakrapianą imprezkę nad jeziorem.
    • yaa Re: O facetach, ktorzy jezdza na ryby. 27.05.02, 11:02
      A yaa uwiebiam jeździć na ryby, choć ostatnio robię to baaaardzo rzadko. I
      jestem kompletnym przeciwieństwem cech o których pisałeś - jestem nerwowy,
      roztrzepany i pełen emocji. I w życiu nie usiedzę nieruchomo przez 30 minut.
      Na rybach "łapię" drugi oddech, odrywam się od codziennych obowiązków, mam
      kontakt z przyrodą. Chciałbym tak częściej, najlepiej bez przerwy. Ech
      marzenia !
      Pozdrawiam
      Yaa
    • tulka Re: O facetach, ktorzy jezdza na ryby. 27.05.02, 13:11
      To, że rezultatem połowu były tylko cztery ryby, nie ma żadnego znaczenia! Na
      rybach tak jak w życiu: "nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić
      go". Choc w tym przypadku gonienie jest dosyć "stacjonarne" ;-)
      • Gość: J. Re: O facetach, ktorzy jezdza na ryby. IP: *.pik / *.pik.gliwice.pl 27.05.02, 13:26
        tulka napisał(a):

        > To, że rezultatem połowu były tylko cztery ryby, nie ma żadnego znaczenia! Na
        > rybach tak jak w życiu: "nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić
        > go". Choc w tym przypadku gonienie jest dosyć "stacjonarne" ;-)

        No właśnie – lekarz zalecił mi żebym się wziął za siebie... jakiś sport czy jakoś
        tak, byleby nie ooznaczało to brydża ;-))
        No i wybrałem – wędkarstwo hi hi hi
        Obowiązkowo opowiastka na koniec. Ot typowe samcze podejście ;-)))).
        Z góry przepraszam Panie, które mogą poczuć się urażone. Powiedzcie mi jak zacznę
        przeginać ;-)))

        Wielki, ogromny wielopietrowy supermarket w USA, w ktorym kupicie wszystko. Szef
        przyjmuje do pracy nowego sprzedawce, z tym, ze przed tym na jeden dzien okresu
        probnego zeby go przetestowac.
        Po zamknieciu szef wzywa nowego sprzedawce do biura:
        - no to ile dzis zrobil pan transakcji?
        - Jedna szefie
        - Co? Jedna?! Nasi sprzedawcy maja srednio od szescdziesieciu do
        siedemdziesieciu transakcji w ciagu dnia! Co Pan robil przez caly
        dzien? A wlasciwie to ile pan utargowal?"
        - trzysta osiemdziesiat tysiecy dolarow
        Szefa zatkalo.
        - Trzy...sta osiem...dziesiat tysiecy? Na Boga co Pan sprzedal?!
        - No, na poczatku sprzedalem maly haczyk na ryby
        - Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiat tysiecy?
        - Potem przekonalem klienta zeby wzial jeszcze sredni i duzy haczyk.
        Nastepnie przekonalem go ze powinien wziac jeszcze zylke. Sprzedalem mu trzy
        grubosci: cienka, srednia I gruba. Wdalismy się w rozmowe. Spytalem gdzie bedzie
        lowic. Powiedzial ze na Missouri
        Dwadziescia mil na polnocy. W zwiazku z tym sprzedalem mu jeszcze porzadna
        wiatrowke, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce poniewaz tam mocno wieje.
        Przekonalem go ze na brzegu ryby nie biora, no i tak poszlismy wybrac lodz
        motorowa. Spytalem go jakie ma auto i wydusilem z niego, ze dosc male i zeby na
        nim nie mogl odwiezc lodzi w zwiazku z czym sprzedalem mu przyczepe.
        - I wszystko to sprzedal Pan czlowiekowi ktory przyszedl sobie kupic jeden,
        jedyny haczyk na ryby?!
        - Nieee. On przyszedl z zamierem kupienia podpasek dla swojej zony.
        Zaproponowalem mu, ze skoro w weekend nici z seksu to może pojechalby
        przynajmniej na ryby...
        • tulka Re: O facetach, ktorzy jezdza na ryby. 27.05.02, 13:40
          Nie przeginasz :-)))))))))
          • Gość: Snake Re: O facetach, ktorzy jezdza na ryby. IP: 217.153.10.* 27.05.02, 13:59
            Lubie przylgnac do ludzi i posluchac czym zyja, stad wypad z
            panem Kazikiem, ktory jednoczesnie stanowil profesjonalny
            support. Bez niego nie wiedzialbym gdzie jest staw, nie mialbym
            wedki i nie wiedzialbym po co np. zamaszyscie rzuca sie
            twarogiem do wody.

            Czesto obcuje z natura ale troche bardziej aktywnie.
            Poobcieram sie i czasem pokalecze, ale teraz i ryby zaliczam do
            extreme, tylko w druga strone. Nie wiem czy nie trudniejsza.
            Pozdr.


        • Gość: kirka1 Re: O facetach, ktorzy jezdza na ryby. IP: *.widzew.net / *.tvsat364.lodz.pl 27.05.02, 17:48
          słyszałam to już kiedyś i to od kobiety.:-)))

          ale kawał jest o.k.
    • ixtlilto Re: O facetach,.... + sposoby na wyciszenie 28.05.02, 08:29
      Ja tez przyznaję, ze nierozumiem "wyciszania się" nad jeziorkiem, bo mio
      znajomi jak jadą na ryby to właśnie tak jak kasiaprom napisała...

      Ja mam swoje sposoby na wyciszenie:
      albo spokojna muzyczka, albo poleżeć i popatrzeć sobie w niebo, albo pożądnie
      się zmęczyć fizycznie i odczuć błogą przyjemność po wyjściu spod prysznica...

      A wasze sposoby na wyciszenie?
    • Gość: J. Re: O dżdzownicach, ktorzy jezdza na ryby. IP: *.pik / *.pik.gliwice.pl 29.05.02, 09:44
      Przychodzi dżdżownica do sąsiadki i pyta:
      - Zastałam męża?
      Na to druga
      - Niee – jakąś godzinę temy chłopaki go na ryby wyciągnęli...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja