Kazimierz, czyli brat Luz Mariana (w powijakach)

07.02.05, 22:55
Już na samym wstępie lojalnie uprzedzam, że ten post, choć może to się wydać
nieprawdopodobne, zapowiada się na jeszcze gorszy od beznadziejnego, a
przecież nie dokończonego, posta o bracie Kazimierza, niejakim Luz Marianie.
Tak więc osoby o słabych nerwach, kłopotach kardiologicznych i cechujące się
gwałtownością, objawiającą się wyrzucaniem monitorów przez okno z czwartego
piętra, proszone są o zaprzestanie czytania tego knota najpóźniej w tej
chwili. W innym wypadku, Autor w żadnym razie nie bierze odpowiedzialności za
ewentualne samookaleczenia, rozdarte szaty, dzikie okrzyki i przeklinanie na
czym świat stoi. No więc tak:


Luz Kazimierz był całkowitym zaprzeczeniem Luz Mariana. Był mianowicie do
zrzygania nudny i przewidywalny. Bo jak inaczej powiedzieć o gościu, który
codziennie dwa razy się kąpał. Regularnie się golił, szczotkował włosy, po
każdym posiłku oraz po przebudzeniu i przed położeniem się do łóżka, mył
dokładnie przez trzy minuty zęby. Nie zapominał przy tym oczywiście, o
używaniu nici dentystycznej, której używał, jakże by inaczej, do higieny jamy
ustnej. Miał do bólu zadbane paznokcie i to zarówno u rąk jak i nóg. Ponieważ
był skąpy, to sam robił sobie manicure. Czyli, krótko mówiąc, bo naprawdę nie
chcę nikogo zanudzić już na wstępie, wycinał osobiście skórki przy
paznokciach. Z takich codziennych toaletowych zabiegów, należy jeszcze
wspomnieć o niezwykle dokładnym czyszczeniu przez Luz Kazimierza, jego dość
kształtnych uszu. Do tego celu używał patyczków higienicznych, a miał ich
spory zapas. W łazience Luz Kazimierza roiło się zresztą od wszelakich
kosmetyków, kremów, balsamów, mleczek, toników i Bóg wie czego jeszcze. Jego
słabością było mydło lawendowe. Mógł godzinami błogo nacierać swoje
wypielęgnowane ciało prostokątną kostką takiegoż mydła. Stałym, można śmiało
powiedzieć, że rytualnym elementem kąpieli, było także kilkunastominutowe
szorowanie jego alabastrowego ciała gąbką. Wydatki, jakie Luz Kazimierz
ponosił w związku z zaopatrzeniem własnej łazienki w te wszystkie potrzebne i
zbędne dla innych produkty, trawiły istotną część jego dochodów. Ale może
ograniczę się tylko do tych paru zdań jeśli chodzi o ten łazienkowy temat, bo
już oczami wyobraźni widzę kilku gości z lufą pistoletu przy własnej skroni.
Ok, to teraz nieco o kulinarnych przyzwyczajeniach Luz Kazimierza. W tym
miejscu, muszę to otwarcie przyznać, raczej nikogo nie zszokuję. Bo Luz
Kazimierz nie różnił się w jakiś dramatyczny sposób od przeciętnego zjadacza
chleba w swoich żywieniowych upodobaniach. Nie jadał gorących kubków, nie dało
rady spotkać go u Mc Donaldsa, nie zrobił na nim fortuny żaden Chińczyk,
Wietnamczyk, Francuz, ani nawet Włoch. Nasz bohater jadał typowo polskie
potrawy. Wśród nich prym wiódł tradycyjny schabowy, oczywiście z ziemniakami z
wody i kapustą zasmażaną. Przed tym głównym daniem lubił się posilić zupą
pomidorową z makaronem. Na deser preferował dobry, zaznaczam dobry, a więc
gęsty, niezbyt słodki kompot truskawkowy. Jadł go powoli, niemal celebrując tę
chwilę, rozkoszował się zwłaszcza kompotem z truskawek z gatunku "murzynek".

Wiem, słyszałem! Do mnie również dotarły informacje o kilku udanych próbach
samobójczych. Tą drogą składam rodzinom desperatów wyrazy głębokiego
współczucia. Łączę się z Wami w bólu.

Kontynuuję.
Kolejna sprawa, którą koniecznie należy omówić, to hobby Luz Kazimierza. Tu
też nie można mówić, iż Luz Kazimierz był specjalnie oryginalny. Bo czy
zbieranie znaczków w jakikolwiek sposób kogoś wyróżnia? Oczywiście, że nie. A
jest to tym bardziej zrozumiałe, że zbiór znaczków jakie posiadał, to zaledwie
dwie serie ptaków nie chronionych występujących w Polsce, a także niepełna
seria z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, w której zaprezentowano Ratusze
miejskie.

Przerywam ponownie, bo właśnie słyszę okropnie lamentującą sąsiadkę z
czwartego piętra. To Jej mąż na samą wieść o pisaniu przeze mnie tej krótkiej
opowiastki, rzucił się z balkonu na betonowe podwórko. Szkoda mi Go, bo wcale
nie był taki zły, jak się pominie tę Jego wiertarkę.

Piszę dalej, chociaż mam coraz większe obawy, że robię to właściwie sobie a
muzom, bo dotąd to już napewno nikt nie dobrnął.

A właściwie to tymczasem przerwę. Zobaczę czy będzie jakiś odzew. Bo może
faktycznie robię za dużo krzywdy nic niewinnym ludzim. Straszliwie nudny jest
ten Luz Kazimierz. Nie ma dwóch zdań::(
Obejrzę sobie tymczasem program Jana Pośpieszlskiego, który się właśnie
rozpoczyna. Może to natknie mnie na wyszukanie w postaci Luz Kazimierza jakiś
bardziej żywych cech. Zobaczymy.
No i nie mówcie, że nie uprzedzałem.
    • neochuan to ja może coś o Krowach Jako takich 07.02.05, 22:58
      tak, o Kurach.


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=16348828&a=20353360
      • big_news Re: to ja może coś o Krowach Jako takich 07.02.05, 23:02
        Proszę mnie chwilowo nie rozpraszać, gdyż oglądam program w tv i właśnie
        wypowiada się pan Wroński. O!
    • Gość: lelo Re: Kazimierz, czyli brat Luz Mariana (w powijaka IP: *.lodz.msk.pl / 81.219.126.* 08.02.05, 00:42
      napisałbym coś więcej ale już śpię z nudów:)
      ....hrrrrrrrrrrr....hrrrrrrrrrr.....hrrrrrrrrr....
    • Gość: Kmicic Czy to prawda, że wnuczek Mariana IP: *.toya.net.pl 08.02.05, 01:07
      niejaki Luzik Mateusz to sąsiad pomnika stoczniowców?
      Był kiedyś na tyle dorosły , że nie przeszkadzały mu żadne szykany.
      Formuła 1 była bowiem jego konikiem.
    • Gość: dova to ja poprosze o (po)ciąg dalszy IP: 194.106.210.* 09.02.05, 22:09
      ale innego pamiętnika :)

      np. tego: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=19193985&a=19210261

      bo Artur tez wyLUZowanym facetem jest :D
Inne wątki na temat:
Pełna wersja