Gość: Łukasz M. z DA 5
IP: *.math.uni.lodz.pl / *.math.uni.lodz.pl
05.04.05, 14:23
Odszedł od nas wszystkich Wielki Człowiek. Normalnym odruchem jest w takim
momencie żałoba. Ale ja jako student i Chrześcijanin jestem szczęśliwy. Teraz
bowiem Ojciec Święty ma naprawdę ogromną moc, większą od tej niż miał na
Ziemi. Gdy żył modliliśmy się za Niego, natomiast teraz powinniśmy się modlić
do Niego o wstawiennictwo w naszych intencjach. Jestem szczęśliwy również z
tego powodu, że spełniło się Jego marzenie, aby zjednoczyć religie świata na
wspólnej modlitwie. Nie negując całego pontyfikatu, wzruszające jest to czego
dokonał w ciągu ostatnich dni Swojego życia, w czasie gdy był bezsilny ale
tylko cieleśnie. Pozwolił mu na to Bóg, napełniając go siłami życiowymi w
chwilach gdy już było Mu bardzo ciężko. Poza tym udało mu się Swoim
przejściem do Domu Ojca poruszyć serca Polaków i Jego charyzma zaczyna teraz
działać cuda (rzesze wiernych masowo się spowiadają i przyjmują Komunię Św.,
ludzie w ogromnych ilościach przychodzą do Kościoła). To jest powód do naszej
wdzięczności i dumy z Ojca Świętego :). Wierzę także głeboko w to że od nas
zależy najwięcejw tej chwili. On nas będzie napełniał siłą do bycia blisko
Boga, jeśli tylko będziemy tego chciali ("Ziarno zostało zasiane, upadło na
grunt i od nas zależy czy wyda plon"). Moim zdaniem najbliższe dni młodzieży
w Kolonii na które się wybieram dowiodą, jak ogromna była Jego charyzma
(będzie On obecny wśród nas bardziej niż kiedykolwiek) i sądzę, że wybierze
się na nie większa niż dotychczas rzesza młodzieży z całego świata :). Na
koniec zadam wam wszystkim pytanie, na które jeśli sobie odpowiecie to
będziecie wiedzieli dlaczego jestem szczęśliwy: "Czy jeśli ciało umiera
umiera dusza? Nie, dusza bowiem może żyć bez ciała. Pochowamy ciało naszego
Ojca ale jego Duch Miłości pozostanie wśród nas".