Łódzcy kierowcy to nie chamy ...

IP: *.retsat1.com.pl 06.09.01, 11:26
... to kretyni! *)
Zatrzymałem się dziś przed przejściem dla pieszych, żeby przepuścić kobietę (a
mam taki dziwny jak na łódzkie warunki zwyczaj). Ja się zatrzymałem, ale inne
samochody jadące za mną - nie! Na siedem jadących za mną samochodów tyleż samo
ominęło mnie przed tym przejściem (o prędkości już nie wspominam). Ja już nie
mówię tu o łamaniu przepisów (bo co to przepisy dla kierowcy przeciętnego), czy
też kulturze, ale takie zachowanie to już kompletny po prostu chyba idiotyzm!
Omijanie, wyprzedzanie na przejściu i przed nim ... zgroza.

*) oczywiście pomijając coraz mniej liczne wyjątki.
    • Gość: Paweł Re: Łódzcy kierowcy to nie chamy ... IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 06.09.01, 22:04
      Tak jest w całej Polsce . Niestety.
      • Gość: Michał Re: Łódzcy kierowcy to nie chamy ... IP: *.retsat1.com.pl 07.09.01, 09:41
        Nie mówię, że tylko w Łodzi, ale że w Łodzi tak jest. Dodam jeszcze, że kilka
        godzin później znów mnie podkusiło i ustąpiłem pierwszeństwa dwóm dziewczynkom.
        No na szczęście nie wbiegły radośnie na przejście, tylko wyjrzały zza mojego
        samochodu i mało im nosa nie urwały dwa auta prowadzone przez debili. Dogoniłem
        później jedno z nich (pomarańczowy maluch, niestety z tego wszystkiego nie
        zapamiętałem numerów), okazał się mało wzruszony tym, że mógł zabić ludzi.
        • Gość: Radek Re: Łódzcy kierowcy to nie chamy ... IP: *.p.lodz.pl 07.09.01, 10:45
          Gość portalu: Michał napisał(a):

          > Nie mówię, że tylko w Łodzi, ale że w Łodzi tak jest. Dodam jeszcze, że kilka
          > godzin później znów mnie podkusiło i ustąpiłem pierwszeństwa dwóm dziewczynkom.
          >
          > No na szczęście nie wbiegły radośnie na przejście, tylko wyjrzały zza mojego
          > samochodu i mało im nosa nie urwały dwa auta prowadzone przez debili. Dogoniłem
          >



          > później jedno z nich (pomarańczowy maluch, niestety z tego wszystkiego nie
          > zapamiętałem numerów), okazał się mało wzruszony tym, że mógł zabić ludzi.

          Opowiem Ci bardzo pouczajaca historyjke z mojego powrotu z wakacji:
          Przejezdzalem przez niewielka miescine na drodze Lodz-Gdansk, kiedy nagle wprost pod kola wybiegl mi
          pies. Zahamowalem odruchowo i gwaltownie, zastanawiajac sie jednoczesnie: czy uslysze huk z przodu
          (pies), czy z tylu (bialy Opel, ktory jechal za mna). Na szczescie nie uslyszalem ani jednego, ani drugiego -
          pies umknal, zas Opel w ostatniej chwili mnie ominal. I tu zaczyna sie najciekawsze. Otoz Opel zaczal
          jechac powoli, srodkiem, wyraznie mnie blokujac. Kiedy probowalem go wyprzedzic (a robilem to
          ostroznie, bo czulem, ze typek cos kombinuje), facet otworzyl boczna szybe, wyjal jakas pale i probowal
          stluc mi prawy reflektor !!! Poniewaz bylem przygotowany na niespodzianki (choc nie takie), wybronilem
          auto, zas gosc sobie pojechal.
          Nie dziwie sie, ze facet mnie przeklinal - ale w koncu nie hamowalem, zeby zrobic mu na zlosc. Mysle, ze
          sam fakt posiadania owej paly na podoredziu swiadczy o jego mentalnosci - prawdopodobnie bylby
          rownie "oburzony", gdybym hamowal, zeby uratowac zycie dziecku.
          Podziwiam Twoj idealizm - niestety, ja ze swojego sie juz wyleczylem dawno temu. Sam staram sie
          zachowywac przyzwoicie (nie tylko na drodze) - ze strony innych jestem natomiast przygotowany na
          rozmaite "popisy".
          Co do zatrzymywania sie przed przejsciami dla pieszych - nie zawsze to robie, ale do glowy by mi nie
          przyszlo omijac kogos, kto to zrobil - w koncu to elementarne zasady nie tylko kodeksu drogowego, ale
          zwyczajnego zdrowego rozsadku. Do przykladow niebezpiecznej tepoty kierowcow zaliczylbym tez
          przejezdanie obok tramwaju, ktory stoi na przystanku na srodku jezdni. O ile pamietam, kierowcy wolno
          ruszyc po odjezdzie tramwaju - natomiast osobiscie musialem jako pasazer tramwaju niejednokrotnie
          uciekac przed durniami, ktorzy probowali mnie przejechac, kiedy wysiadalem. A jako kierowca - znosilem
          trabienie i mruganie swiatlami tych samych durniow, kiedy stalem spokojnie za ramwajem,
          uniemozliwiajac im ich wyczyny.

          Pozdrawiam serdecznie

          • Gość: Michał Re: Łódzcy kierowcy to nie chamy ... IP: *.retsat1.com.pl 07.09.01, 11:04
            Gość portalu: Radek napisał(a):

            > Opowiem Ci bardzo pouczajaca historyjke z mojego powrotu z wakacji:
            > [...]
            > Nie dziwie sie, ze facet mnie przeklinal - ale w koncu nie hamowalem, zeby zrob
            > ic mu na zlosc.

            Hmmm, a ja się dziwię.

            > [...]

            > Podziwiam Twoj idealizm - niestety, ja ze swojego sie juz wyleczylem dawno temu

            Dzięki, tak czy siak.

            > . Sam staram sie
            > zachowywac przyzwoicie (nie tylko na drodze) - ze strony innych jestem natomias
            > t przygotowany na
            > rozmaite "popisy".

            No ja też, ale nad niektórymi nie jestem w stanie przejść do porządku dziennego.

            > Co do zatrzymywania sie przed przejsciami dla pieszych - nie zawsze to robie, a
            > le do glowy by mi nie
            > przyszlo omijac kogos, kto to zrobil - w koncu to elementarne zasady nie tylko
            > kodeksu drogowego, ale
            > zwyczajnego zdrowego rozsadku.

            W tym sęk, dlatego już nie mówię o przepisach nawet, ale o myśleniu.

            >Do przykladow niebezpiecznej tepoty kierowcow za
            > liczylbym tez
            > przejezdanie obok tramwaju, ktory stoi na przystanku na srodku jezdni. O ile pa
            > mietam, kierowcy wolno
            > ruszyc po odjezdzie tramwaju

            Dokładnie to chyba tak jakoś:
            Jeżeli przystanek nie jest wyposażony w wysepkę dla pasażerów, a na przystanek
            wjeżdża tramwaj lub stoi na nim, kierujący jest obowiązany zatrzymać pojazd w
            takim miejscu i na taki czas, aby zapewnić pieszemu swobodne dojście do tramwaju
            lub na chodnik.

            No ale w końcu pewność taka, że pieszy będzie miał swobodę nie naruszonę przez
            samochód jest wtedy, kiedy faktycznie tramwaj już ruszył. Chyba :)

            >- natomiast osobiscie musialem jako pasazer tramwa
            > ju niejednokrotnie
            > uciekac przed durniami, ktorzy probowali mnie przejechac, kiedy wysiadalem.

            Miałem to, kiedy usiłowałem wsiąść

            > A j
            > ako kierowca - znosilem
            > trabienie i mruganie swiatlami tych samych durniow, kiedy stalem spokojnie za r
            > amwajem,
            > uniemozliwiajac im ich wyczyny.

            Oj znam to znam. Cóż, większość nie myśli o innych uczestnikach ruchu, tylko o
            sonie. Co tam pieszy, niech skacze międzu autami jak mu do tramwaju śpieszno.

            >
            > Pozdrawiam serdecznie

            Ja również :-)

    • Gość: deuce Re: Łódzcy kierowcy to nie chamy ... IP: *.toya.net.pl 07.09.01, 12:12
      dobrze wiedziec, ze oprocz tych opisywanych przez idiotow istnieja jeszcze
      normalni kierowcy tacy jak wy. moze kiedys sie to zmieni i bedzie takich ludzi
      wiecej niz idiotow bez wyobrazni.
      pozdrawiam was serdecznie ;-)))
      • Gość: Radek Re: Łódzcy kierowcy to nie chamy ... IP: *.p.lodz.pl 07.09.01, 13:28
        Gość portalu: deuce napisał(a):

        > dobrze wiedziec, ze oprocz tych opisywanych przez idiotow istnieja jeszcze
        > normalni kierowcy tacy jak wy. moze kiedys sie to zmieni i bedzie takich ludzi
        > wiecej niz idiotow bez wyobrazni.
        > pozdrawiam was serdecznie ;-)))
        Dziekuje i nawzajem.
        Generalnie, uwazam, ze wiekszosc ludzi jest, powiedzmy, przecietnie przyzwoita i niechetna chamstwu
        (we wszelkich jego postaciach). Problem moim zdaniem w tym, ze chamstwo jest agresywne i
        pozbawione skrupulow - dlatego bedac w mniejszosci, spycha wiekszosc zwyczajnych ludzi na margines.
        Co gorsza - narzuca swoj styl, bo latwo jest narzucic cos, co nie wymaga krzty myslenia i karmi sie
        wylacznie wrzaskiem. Co gorsza, chamstwo czesto bywa skuteczna metoda osiagania sukcesu. Wyobraz
        sobie: stoisz grzecznie w ogonku czekajacym na zielone swiatlo do skretu w lewo. A jakis chamek,
        niczym sie nie przejmujac, omija cala kolejke prawym pasem, wpycha sie przed wszystkich, zajezdza
        komus droge - i przejezdza pierwszy. Oczywiscie mozesz mu to uniemozliwic - w rownie chamski sposob.
        Ale Ty jestes przyzwoitym czlowiekiem, wiec tego nie zrobisz. On osiagnie sukces, wiec stanie sie
        wzorcem do nasladowania dla kolejnych chamkow. A Ty (lub ja) bedziesz uwazany za ciolka i
        nieudacznika. Obawiam sie, ze podobne mechanizmy dzialaja w polityce, biznesie itd. I dlatego dalem
        sobie spokoj z osobista krucjata przeciw chamstwu - za maly jestem na to.

        Pozdrawiam
    • Gość: Margo Re: Łódzcy kierowcy to nie chamy ... IP: *.unregistered.formus.pl 07.09.01, 13:41
      Opowiem Wam inną mrożącą krew w zyłach historię. Otóżmoja znajoma stanęla na
      czerwonym świtle i właczyła migacz chcąć skręcićw prawo. Zgodnie z nowymi
      przepisami czekała aż zapali sie zielona strzałka. Gosć stojący za nią zaczął
      trąbic ale ona nie dala sie podpuścić i spokojnie czekała az strzałka sie
      zapali. Gdy w końcu ruszyła i skęciła w prawo, po jakic 100 m musiała sie
      zatrzymac na skrzyżowaniu na czerwonym światle. I tu nastepia kulminacja
      wydarzeń. cały czas za nią jadący "trębacz" wysiadł z samochodu, podszedł do
      jej opla, otworzył drzwi i rąbnął ją pięścią w twarz po czym wrócił do swojego
      samochodu i gdy w chwile potem zapaliło sie zielone światło z piskiem opon
      odjechał !!! To już nawet słow brakuje.
      • Gość: Michał Re: Łódzcy kierowcy to nie chamy ... IP: *.retsat1.com.pl 07.09.01, 13:44
        Gość portalu: Margo napisał(a):

        > Opowiem Wam inną mrożącą krew w zyłach historię.
        > [...]
        > To już nawet słow brakuje.

        Faktycznie. Mi zabrakło. Świat marnieje

Pełna wersja