Dodaj do ulubionych

Jak to jest z autokarami... Refleksje powyjazdowe

IP: *.retsat1.com.pl 30.06.02, 23:02
Wczoraj wieczorem powróciłem z ćwiczeń terenowych w Polsce południowej. Nie
będę tu przedstawiał historii całego wyjazdu, lecz ograniczę się do
przestawienia jednego wyjazdowego epizodu - wątku autokarowego.

W związku z tym, że jest nas na roku około 90 osób, a jeśli doliczy się
wyjazdową kadrę to na wyjazd wybrało się coś koło setki, wynajęto dwa autokary
i busa. W dzień wyjazdu najpierw podjechał dosyć nowy Mercedes Sprinter.
Później czekaliśmy na podjazd dwóch pozostałych pojazdów. Wreszcie zza zakrętu
wyłonił się Neoplan, na pierwszy rzut oka całkiem porządnie wyglądający.
Wszyscy rzucili się do niego chcąc zająć jak najlepsze miesca, zwłaszcza, że za
Neoplanem pojawił się MAN, wyglądający na kilkunastoletniego. Ja, (na
szczęście - jak okazało się później), znalazłem się w MAN-ie. Wszyscy się
zapakowali do środka, po czym autokary ruszyły. Co było niepokojące, ruszyły
dosyć wolno. Kierowca Neoplana jeździł trochę dziwnie, zbaczał z trasy, musiał
zawracać, co też szło mu dosyć nieporęcznie. No ale nic to. Po około 100 km
pierwszy postój. Zajeżdżamy na parking i czekamy na Neoplana, który "gdzieś się
zgubił". Po kilkunastu minutach podjeżdża Neo, ludzie z niego wysiadają. No i
mówią, że z autobusem jest coś nie w porządku, czuć w śroku spaliny, pojazd się
wlecze, z rury potwornie kopci. Uważniej przyglądamy się autobusowi. Na
blacharce kilka plam, wskazujących na naprawy. Ramy okien wyglądają "dziwnie".
No ale nic. Wsiadamy i jedziemy dalej. Pierwszy dzień miał zakończyć się
dojechaniem do Krakowa, po odwiedzeniu wcześniej kilku miejsc. W końcu nasz MAN
dojechał. Wysiedliśmy, po Neoplanie nawet śladu. Rozeszliśmy się po kwaterach.
Po kilkunastu minutach dochodzą nas sms-y z drugiego autokaru, że się ów zepsuł
pod Krakowem, a ludzie idą ku Miastu Kraka piechotą. Oczywiście zaraz wyjechał
po nich MAN i zgarnął ich z trasy. Okazało się, że w pewnym momencie coś z tyłu
Neoplana pękło, autobus opadł na tylnią oś i przez kilkdziesiąt metrów jechał z
walącym ku środkowi dymem. Z tyłu Neo nie było czym oddychać, a kierowca po
zatrzymaniu się nie raczył otworzyć nawet tylnich drzwi. No, ale nic. Awaria
autokaru spowodowała, że pojawiła się nadzieja na pojawienie się jakiegoś
sprawniejszego środka transportu. Bo chociaz Neo miał zrobione przed
kilunastoma dniami badania, to jakoś wszyscy zaczęli wątpić w jego sprawność.

Następnego poranka pojawiła się informacja, że Neo został naprawiony. Lepiej
nie będę pisał jakie słowa komentarza wywołało to u nas. Pojawiła się
koncepcja, żeby wezwać policję by sprawdziła stan techniczny. Ale to by mocno
skomplikowało ćwiczenia i zdania w tej sprawie były mocno podzielone. W każdym
razie rano Neo się nie pojawił. Przez to połowa roku miusiała piechotą udać się
na wędrówkę po Krakowie. Po południu Neo podjechał. Ruszyliśmy ku Zakopcowi.
Neo jechał z przodu by w razie jakiejś awarii można było szybciej zadziałać.
Autobus pokonywał każde wzniesienie wypuszczając z rury dosłownie kłęby, chmury
dymu. W pewnych momentach dolne tylnie światła były prawie niewidoczne. Obok
nas przemykały autosany, jelcze i wszystkie inne pojazdy, a my wspinaliśmy się
na kolejne wzniesienia z prędkością 40 km na godzinę. Ostatecznie pod Zakopiec
dojechaliśmy mocno po 22, chociaż wyruszyliśmy z Krakowa koło 19. Rankiem
następnego dnia gdy Neo odpalał, wyrzucił z siebie tyle spalin, że został
opieprzony z ludzi z pobliskiego domu.

Jakoś na szczęście udało sie nam przejechać góry, dojechać do GOP. W sobotę
ruszyliśmy do Łodzi. Ekipa Neoplana (ochrzczonego mianem "Srebrnej Strzały"),
chyba się przyzwyczaiła do swojego pojazdu. Autobus trochę mniej śmierdział,
nie zepsuł się drugi raz i chociaz wolno, to toczył się do przodu. Ale spotkała
nas jeszcze jedna przygoda. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się na drodze przy
jakimś lasku z wiadomego względu. Kierowca Neo coś tam mówił, że nie będzie się
co chwila zatrzymywał bo mu się spieszy, jutro jedzie do Niemiec i chce się
wyspać. Połowa ludzi wysiadła z autokaru. Szofera Strzały zdenerwowało podobno
to, że ludzie zaczęli przechodzić na drugą stronę szosy. Zamknął drzwi,
zatrąbił i ruszył naprzód. Wkoło konsternacja. O co chodzi?? Połowa ludzi
została na drodze. W pogoń za kierowcą Strzały, który najwyraźniej poniósł
ruszył bus. Pozostali ludzie zapakowali się do MAN-a. Strzała odnalazła się po
kilku minutach na pobliskim parkingu. Słowa jakimi został przywitany kierowca
są nie do przytoczenia. No ale ruszyliśmy dalej. Wjechaliśmy na jedynkę. MAN
jechał z przodu, po chwili Strzała ku ogólnemu zaskoczeniu go wyprzedziła.
Jechaliśmy jakiś czas w takim szyku. Później MAN ponownie wyprzedził Strzałę.
Ale ta tym razem od razu zjechała na lewy pas i dodała gazu. Kopcąc niemożebnie
Neo po raz pierwszy na wyjeździe przekroczył prędkość 80 km/h, urządzając sobie
wyścig. Zabawa nie była najbezpieczniejsza biorąc pod uwagę koleiny. MAN
zwolnił, a NEO wypruł do przodu.

Jakoś udało się wszystkim bezpiecznie dojechać do celu. Nikt nie zginął, obyło
się bez rannych. Ale od tej pory będę uważniej przyglądał się jeżdżącym po
naszych drogach starym zachodnim autokarom.

W rolach głównych wystąpiły:
Neoplan - lat około 20 (ale o kształcie nowoczesnym :o)
MAN - lat około 18

pozdrawiam
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka