Gość: Lukasz
IP: *.toya.net.pl
11.07.05, 10:59
Siostra okaleczonego 17-latka będzie skarżyła szpital
Poniedziałek, 11 lipca 2005r.
Pani Agnieszka, siostra 17-letniego Adama, który w ubiegły poniedziałek uległ
wypadkowi podczas wykolejenia tramwaju linii 43 w Konstantynowie, zapowiada
zaskarżenie Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi, gdzie chłopak był
operowany. Jej zdaniem szpital nie zaopiekował się należycie bratem, w
efekcie odcięto mu cztery palce i pół kciuka prawej dłoni.
Prawie 6 godzin czekania
- O godz. 14 dotarł do szpitala, a dopiero o godz. 19.30 rozpoczęła się
operacja - opowiada wzburzona pani Agnieszka. - Jeśli nie było odpowiednich
specjalistów, można było go przewieźć do innej placówki.
- Palce były tak zmiażdżone, że nie udało się ich uratować - mówi doktor
Robert Rokicki, chirurg, który dwie i pół godziny operował nastolatka. -
Konieczna była amputacja. Zrobiliśmy wszystko, by mu pomóc, niczego nie
zaniedbaliśmy.
- Zrobiliśmy, co było w naszej mocy, ale już wstępne rozpoznanie wskazywało,
że pacjentowi nie uda się uratować palców - mówi profesor Zbigniew
Dudkiewicz, kierownik oddziału klinicznego chirurgii ręki Uniwersytetu
Medycznego w Łodzi.
- Natychmiast po przywiezieniu wykonaliśmy prześwietlenie, jednocześnie
została odkażona i zabezpieczona rana. Ponieważ pacjent wykazywał agresję,
spowodowaną bólem, zdecydowaliśmy się na znieczulenie całej kończyny. Jeden
anestezjolog pełnił dyżur na intensywnej opiece, a drugi akurat w tym czasie
operował na urologii. Kiedy skończył o godz. 19:30, nastolatek trafił na salę
operacyjną.
- Nawet jeżeli palce nie były do uratowania - uważa pani Agnieszka - nie
powinni czekać z pomocą prawie sześć godzin! To nie jest normalne, dlatego
będę skarżyła szpital.
Jednocześnie zapowiada, że będzie też wnosiła o odszkodowanie od spółki
Tramwaje Podmiejskie, obsługującej linię 43. - Poza odszkodowaniem zażądam
też renty dla mojego brata - mówi. - Przecież on pozostanie już do końca
życia inwalidą i nie będzie miał szans na znalezienie pracy...
Nikt nie chciał pomóc...
Zdaniem policji przyczyną wypadnięcia tramwaju z szyn był zły stan techniczny
torowiska.
- Nie da się stwierdzić jednoznacznie, że winne jest torowisko - uważa Bogdan
Rynkiewicz, prezes. - Tramwaje nadal jeżdżą tą trasą i nic się nie dzieje, a
my nie dokonywaliśmy od chwili wypadku żadnych napraw. Prowadzimy intensywne
działania, żeby ustalić przyczynę.
17-letni Adam dotarł z Konstantynowa do szpitala w Łodzi dzięki pomocy
swojego kolegi Krzysztofa Gumińskiego, z którym podróżował pechowym tramwajem.
- Jak doszło do wypadku wybiegłem na ulicę, żeby zatrzymać auto i pojechać do
szpitala - opowiada Krzysztof. - Nikt nie chciał stanąć, w końcu zabrał nas
kierowca citroena. Na skrzyżowaniu zobaczyliśmy karetkę, dogoniliśmy ją i
poprosiliśmy o pomoc. Obsługa ambulansu w ogóle się nie zainteresowała
Adamem, powiedzieli tylko, że mają na noszach starszą kobietę. Wezwali drugą
karetkę, ale ta przyjechała dopiero po 20 minutach. A potem jeszcze to
czekanie w szpitalu. To był koszmar!
- Siedziałem w aucie i czekałem na karetkę, a z bólu gryzłem oparcie -
wspomina Adam, zalewając się łzami. - Nikt nie chciał mi pomóc, a teraz nie
mam dłoni...