kropka.
17.09.01, 19:51
Mój syn jadąc ze mną autobusem zapytał nagle głośno:
- Jak ja się urodziłem? Pasażerowie zamilkli.
- normalnie synku, główką do przodu - powiedziałam nienaturalnie spokojnie.
- aha - odparło rezolutnie dziecię i zajęło się skubaniem sweterka.
Zwycięsko rozejrzałam się po autobusie.
Sensacją wakacji spędzanych na wsi były narodziny cielaka w zaprzyjaźnionym
gospodarstwie. Po szczęśliwym połogu krowa została wyprowadzona na pole, gdzie
pilnowano, aby nie zjadła łożyska (podobno trujące dla krów).
Po powrocie do Łodzi dziecko jadąc autobusem zapytało z głebokim namysłem:
- czy ja się urodziłem tak jak cielaczek?
- tak, kochanie, ciszej troszkę, bo ta pani odpoczywa.
- a gdzie się urodziłem? - kontynuowało dziecię nieco głosniej.
- w szpitalu. Popatrz, jaki ładny samochód!
- Muszko, krzyknął mój pierworodny, a kto cię pilnował, żebyś nie zjadła
łożyska?
Wysiedliśmy na najbliższym przystanku.
A wy, jak dowiedzieliście się, jak się rodzą dzieci?
Jaką metodę zastosowaliście wobec własnych dzieci?
macierzyńskie pozdrowienia