big_news
12.09.05, 16:59
Nie mam lekko, o nie! Ale przecież jakoś sobie radzę. Prowadzę tę firmę,
dochody mam nie najgorsze, znajomości tu i ówdzie, kiepełe mam na swoim
miejscu, wiem gdzie i kiedy zapukać, no potrafię się poruszać. I nagle co?!
Przyjdzie nowa władza, zrobią gó..ane porządki, wyczyszczą z przyjaznych
ludzi urzędy, zamkną porządnym obywatelom możliwości rozwoju. Kto mi zaręczy,
że od nowego roku będę mógł sobie dowolnie zawieszać działalność? Kto da
słowo, że za drobną opłatą lekarz wystawi mi zwolnienie, a ZUS wypłaci zasiłek
chorobowy? Jaką mam pewność, że za niewinną przysługę to ja otrzymam od
urzędnika rentowne zlecenia? Tu sobie załatwiłem fakturkę na glazurę, tam
podkładkę na panele, zbierałem skrzętnie swoje i cudze paliwowe kwitki,
odpisywałem wielokrotne przejazdy kolejowe (no przecież, że nie swoje) do
różnych europejskich stolic, kto mi zwróci kasę za wyposażenie "biura" (tv,
rtv, komp, meble, agd, hihihi), czy zwrócą mi koszty "reprezentacyjne"
(obiadki, przyjęcia, kanapki, picie(!), pizza, hot-dogi)?!? Sporo kumpli już
się ogląda za innymi zajęciami, niektórzy kupują LOT-owskie bilety w jedną
stronę, o majątek się wprawdzie nie martwię (teściowa kocha mnie jak syna, nie
zrobi przekrętu), ale czy w nowych uwarunkowaniach trzymać się swojej żony?
Wszystko wskazuje na to, że za chwilę nie będzie tu miejsca dla kreatywnych.
Zmienią odwieczne porządki, trzeba będzie wygrywać przetargi, a nie załatwiać
po znajomości, nie da rady wyskoczyć na fuchę w ramach zwolnienia, chyba
trudniej będzie co i rusz zawieszać działalność lub często i gęsto rejestrować
ją na kogoś innego, nie uświadczę przychylnych decyzji, bo braknie znajomych w
urzędach. Tak było miło, kręciło się od dziesięcioleci, a tu nagle szlak to
trafi. Chyba się zdesantuję w bardziej przyjazne miejsce. Może za 4 lata, jak
już się wszyscy poznają na tych "odnowicielach", wrócę tu z tarczą, a ze mną
tacy różni fajni i sprawdzeni goście. Oby do 2009 roku.
:)