Izrael idzie na wojne z...

IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 10.09.02, 17:11
...Libanem !!!
Juz wszystko jest tam zakonczone. Zrobili rurociag wiejkiego diametru i beda
brac wode od rzeki Hacbani. (Zrodlo Jordanu 40% przychodzi od tej rzeki)
Zadne panstwo na swiecie nie moze pozwolic sobie zeby wysuszyc rzeki, bez
zadnego ukladu!!
W dniu kiedy zaczna pompy pracowac, w tym dniu Izraelskie wojska przekrocza
granice i linie zawieszenia broni ! I to jest bardzo, bardzo blisko!!!


    • geograf Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 17:37
      poczekajmy...
      będzie dobrze...

      a czy Izrael nie może dogadfać się z Libanem przed faktem zamiast czekać na efekty i wywoływać wojnę??????????

      PEACE
      • kropka. Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 17:55
        wywoływać??? To tam się wojna skończyła???
        Mosze, nie chcę Cię urazić, ale chciałabym powtórzyć swoje stare pytanie: czy
        ktoś jeszcze pamięta o co toczy się ta wojna?
        pozdrawiam serdecznie
        • Gość: Mosze Re: Izrael idzie na wojne z... IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 10.09.02, 18:18
          Ty nie wiesz co znaczy woda w tym regionie...tutaj woda to zycie...

          Egipt kilkanascie lat temu wyszedl prawie do wojny przeciwko Sudanowi, ja oni
          chcieli zrobic tam mala tame nad Nilem...
          w Europie nie rozumiecie to -tutaj jest klimat pustynny, zyje ten co ma wode.

          Juz dlugi czas wszyscy mowia do rzadu Libanskiego zeby przestali...(USA+ONZ)
          ale co, tam siedzi Hizbullah, oni rzadza wlasciwie. Irak daje petrodolary i Bin
          Ladden i inne cholery. Palestynczycy tez nie beda siedziec w spokoju. Caly
          Muzulmanski swiat budzi sie...
          • kropka. Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 18:36
            Mosze, jak Ty żyjesz?
          • geograf Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 20:42
            Mosze- a powiedz Ty mi- o co teraz bijecie się z Palestyńćzykami??
            nie lepiej dac im ten piach i mieć spokój??
            musicie (pomimo wyższego technologicznego zaawansowania i zapewne większej świadomości swiatowej) zachowywac się jak oni?? odwet-za odwet??
            czy kolejna intifada nie nauczy was niczego??
            • kropka. Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 20:45
              geo, znajdź jakąś starą mapę (sprzed 30 lat) i nową mapę tamtego rejonu.
              Porównaj sobie i przestań zadawać głupie pytania.
              pozdrawiam
              • geograf Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 20:58
                Kropko- ja wiem, ale Izrael mógbły b yć mądrzejszy...

                i czasami wziąć na wstrzymanie...
                • maclorcan Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 21:02
                  geograf napisał:

                  > Kropko- ja wiem, ale Izrael mógbły b yć mądrzejszy...
                  >
                  > i czasami wziąć na wstrzymanie...
                  • geograf Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 21:14
                    dobrze, załóżmy taką hipotetyczną sytuację- prosze jedynie o podanie SZCZEGÓŁÓW. komu, w jakich okoliocznościach, z jakich przyczyn, gdzie, dlaczego, pełna historia i plany na przyszłość.

                    Jak chcesz się spytać- cierp :)
                    • maclorcan Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 21:31
                      Geo, a jaka to różnica komu, gdzie i za ile?? Rozumiem jednak, że zakładasz
                      taką możliwość. A Żydzi nie. I tyle
                      • geograf Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 21:44
                        Nie o to chodzi- nie jestem antysemitą.

                        Chodzi mi o to, ze sytuację tamtej części świata z jednej strony znam, a z drugiej nie...nie mogę powiedzieć, że wiem co to znaczy, nie żyjąc tam.

                        Dlatego- jeżeli mielibyśmy przyjąć hipotetyczną sytuację, że ktoś czegoś domaga się od Polski- ustalmy dlaczego...
                        Żebyśmy mieli pryzczynę podaną tak na talerzu, jaką znamy o Izraelu i Palestynie.

                        Nie moge zakładac czegoś, o czym nie mam zielonego pojęcia.
                        Dlatego prosze o konkretny rys historyczny i teraźniejszej sytuacji w "polskiej" sprawie...

                        rozumiesz, czy za bardzo zagmatwałem??:)
                        • maclorcan Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 21:51
                          geograf napisał:

                          > Nie o to chodzi- nie jestem antysemitą.
                          • geograf Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 21:53
                            hmmmmmmmmmmmmmmm

                            mogę jutro odpowiedzieć?? przemyślę to żeby dać dobrą, jednoznaczną odpowiedź.
                            • maclorcan Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 21:57
                              Tylko nie zarywaj nocy z tego powodu ;)) Chyba jednak nie warto... :))
                        • kropka. Re: Izrael idzie na wojne z... 10.09.02, 22:40
                          Jezu Najsłodszy! Geo! Ty mnie wykończysz!
                          O wojnie sześciodniowej napisano tomy i pisze się nadal. Nikt Ci na forum nie
                          streści historii Izraela!!! Zlituj się!
                          Nie jestem historykiem i pomijam wątki religijne, ale w baaaaaaaaaaardzo
                          wielkim skrócie wygląda to tak:
                          Jak wiesz, Żydzi nigdy nie mieli swojego państwa. I ktos łebski wpadł na
                          pomysł, aby wykupić ziemię i załozyć państwo. Nie wiem od kiedy, ale chyba z
                          początkiem wieku. Pomysł podbudowano ideologią i Żydzi z całego świata słali
                          pieniądze i zakładali gaje oliwne w dalekiej Palestynie. Część z nich jechała
                          na te tereny, osiedlała się, budowała domy i organizowała państwo. Zakładali
                          SYJON, czyli Ziemię Obiecaną. Nie wszyscy Żydzi popierali tę akcję. Nie wszyscy
                          chcieli kupować ziemię, choć powoływano się na obowiązki religijne. Nie jestem
                          pewna, ale coś mi sie kojarzy, że zwolenników państwa izraelskiego nazywano
                          syjonistami. Chyba własnie wtedy powstało to sformułowanie. W ten sposób
                          powstało państwo Izraelskie. Z wykupionych terenów, za żydowskie pieniądze.
                          Część Żydów słąła pieniądze, ale zostawała tam, gdzie mieszkała od pokoleń
                          pozostając w diasporze, czyli rozproszeniu (poza własnym państwem).
                          Z czasem Izrael stał się całkiem potężnym państwem, ludności przybywało, robiło
                          się coraz ciaśniej. Potrzebne były nowe tereny. Ale państwa arabskie ani
                          myslały patrzeć spokojnie, jak im pod nosem wyrasta potężny i bogaty sąsiad, o
                          odmiennej religii, uzbrojony po zęby i w świecie zachodnim ustosunkowany jak
                          mało kto. Stąd "wojna sześciodniowa". Dlaczego tak krótko trwała? Bo tereny,
                          które zajął Izrael w 1963 roku, to były pustynie bez zywego ducha. Ile czasu
                          wojska izraelskie potrzebowały na przejście do wzgórz Golan - tyle czasu
                          trwała "wojna". Dopiero na Wzgórzach Arabowie zorientowali sie, co sie dzieje i
                          zareagowali.
                          Izraelczycy zaczęli adaptować pustynie na nowe osiedla. Nawadniali,
                          zagospodarowywali, przystosowywali do życia. Powstały nowe osiedla, nowe
                          miasta. Do Izraela napływali nowi mieszkańcy, m.in. z Polski (po 68 roku).
                          A po pierestrojce - z Rosji.
                          A skąd Palestyńczycy? Mniejszość narodowa, która tamte tereny zamieszkiwała, a
                          chce mieć swoje państwo. I też ma do tego prawo. Chyba Palestyny Żydzi nie
                          wykupili, ale to juz Mosze musi wyjaśnić.
                          W tamtym rejonie przyczyn konfliktów jest co niemiara:
                          1. Dzieki Izraelowi USA ma stału podgląd i kontrole nad arabskimi państwami i
                          ropą.
                          2. Arabowie nie chcą silnego sąsiada i stałego nadzoru Ameryki.
                          3. Palestyńczycy, podpuszczani, czy nie - chca swego państwa.
                          4. Woda - cenniejsza niż złoto, bo wody jak na lekarstwo. Kto ma wodę - żyje.
                          To tyle co wiem i rozumiem.
                          Przepraszam za trywialność niektórych sformułowań, przepraszam za błędy
                          historyczne, za pominięte ważne szczegóły i wątki, ale chciałam jak
                          najprościej: żeby się dało przeczytać i żeby Geo mógł w miarę łatwo zrozumieć.
                          Wszelkie wyjaśnienia, sprostowania i uzupełnienia jak nabardziej wskazane.
                          Mam jedynie nadzieję, że za wiele bzdur nie naplotłam.
                          pozdrawiam
                          • geograf Re: Izrael idzie na wojne z... 11.09.02, 07:30
                            Kropko- o to bym Ciebie nie posądzał...
                            sadze, że wyjaśniłem się jasno, bo MacLorcan zrozumiał...
                            nie chodziło mi o historię narodu Żydowskiego i powodów aktualnej intifady/wojny....


                            chodziło mi o opisanie hipotetycznej sytuacji w Polsce, że ktoś chce kawał gruntu.
                            To była odpowiedź na pytanie MacLorcana czy oddał bym troche Polski komuś...


                            pozdrawiam.
                          • Gość: Mosze Sprostowanie.... IP: 5.2.1R* / 62.90.241.* 12.09.02, 13:40
                            kropka. napisała:

                            > wielkim skrócie wygląda to tak:
                            > Jak wiesz, Żydzi nigdy nie mieli swojego państwa. I ktos łebski wpadł na
                            > pomysł, aby wykupić ziemię i załozyć państwo. Nie wiem od kiedy, ale chyba z
                            > początkiem wieku. Pomysł podbudowano ideologią i Żydzi z całego świata słali

                            Mieli i jeszcze jak, tylko ze to stalo sie 2000 lat temu i ludzie nie pamietaja.
                            Rzymski Tytus zniszczyl nasza Swiatynie i wygnal Zydow z ojczyzny....

                            Kiedy Car Nikolaj jechal po kraju i zobaczyl Zydow placzacych i siedzacych w
                            zalobnych workach, zapytal swoich...: "Co stalo sie Zydom, ze tak placza?"
                            Odpowiedzieli...ze placza za zburzenie Swiatyni....Car zadumiany pytal:
                            "Nic nie slyszalem, kiedy to bylo....?" Odpowiedzieli 2000 lat temu....
                            Car: "Jak to, 2000 lat temu i jeszcze placza.....jesli tak, to oni jeszcze
                            odbudaja Nowa Swiatynie !!" Amen i Amen, Alleluja!!!
                            • Gość: kasiaprim Re: sprostowanie...Do Geo ale nie tylko IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 13.09.02, 10:31
                              Zamiast meczyc biednego Mosze-przeczytajcie Stomme.
                              Bo historii nowozytnego Panstwa Izrael (krotkiej, bo nieco ponad polwiecznej)
                              nie wytlumaczy Wam nikt, bez siegniecia do kilkutysiacletniej historii tych
                              ziem i ich mieszkancow.
                              To zas jest tak skomplikowane , ze niektorzy autorzy poswiecili temu
                              kilkucentymetrowej grubosci, opasle tomy. Czesc z nich mam, czesc czytalam i
                              nadal "wiem, ze nic nie wiem".
                              Ale skoro jest taki Ludwik Stomma, skoro mysli , jak niewielu w tym kraju,
                              skoro potrafi to jeszcze tak napisac- to przeczytajcie:
                              Aha, zastosowanie w tekscie kapitalikow- moje- zamiast wytluszczenia...-K
                              Polityka NUMER 15/2002 (2344)
                              http://polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1081094&M=FS&MP=1

                              LUDWIK STOMMA Nie jestem Palestyńczykiem

                              11 września dokonano krwawego zamachu na Pentagon i centrum Nowego Jorku. W
                              odwecie Stany Zjednoczone wypowiedziały wojnę międzynarodowemu terroryzmowi i
                              zaatakowały domniemane miejsca przebywania winnych. W zmasowanych nalotach na
                              Afganistan – czego nie dało się nijak uniknąć, było więc z góry wliczone w
                              koszta – ginęli też, a może przede wszystkim, cywile nic bezpośrednio z aktami
                              terroryzmu nie mający wspólnego. Opinia publiczna w Polsce zaakceptowała te
                              amerykańskie działania, w telewizji zachwycał się nimi Waldemar Milewicz, a
                              władze nasze na czele z ministrem Siwcem gromko pokrzykującym, że „Polska też
                              jest w stanie wojny” (sic!), usiłowały nawet wysłać w Hindukusz i Paropamis
                              niezłomny Grom, co spełzło na niczym z powodów technicznych oraz małego
                              entuzjazmu Jankesów, a nie z braku chęci.
                              Od paru lat, z dramatycznym nasileniem w ostatnich miesiącach, dokonywane są
                              systematycznie krwawe zamachy na ludność Tel Awiwu, Jerozolimy, Hajfy... W
                              odwecie Izrael stara się punktowymi uderzeniami zbrojnymi sparaliżować główne
                              centra terroryzmu. W kontratakach tych, czego nie da się uniknąć, ofiarami
                              padają również (choć tutaj nie przede wszystkim) bezpośrednio nie mający nic
                              wspólnego z zamachami terrorystycznymi cywile. Tym razem zarówno nasza opinia
                              publiczna jak i władze zachowują bardzo daleko idącą powściągliwość. Natomiast
                              Waldemar Milewicz w telewizji równa spokojnie „ofiary po obu stronach” (czy
                              taka formuła przyszła mu choćby do głowy w Afganistanie), pokazuje trupy
                              palestyńskich milicjantów komentując, że „Żydzi zabili ich z zimną krwią” i po
                              chwili dopiero niechętnie dodając, iż „taka jest przynajmniej jedna z wersji”,
                              jednoznacznie zaś już potępia fakt, że żołnierze izraelscy szukają
                              terrorystów „nawet pośród rannych w szpitalu”, co, kiedy kubek w kubek to samo
                              robili Amerykanie w Kandaharze, jakoś go zupełnie nie oburzało. Telewidz polski
                              ma też możność obejrzenia ślicznej buzi „męczenniczki”, która za chwilę
                              zamorduje niewinnych ludzi w restauracji hotelowej, wzruszyć się jej młodym
                              wiekiem i zapoznać z grubsza z namiętnym przesłaniem. Poprzedniego dnia
                              współcierpi Milewicz z palestyńskim staruszkiem, który nie może spotkać się z
                              synem, albowiem źli Żydzi nie przepuszczają go przez kordon. Szale wagi nie
                              pozostają już nawet w równowadze.
                              Nie chodzi tu o sentymenty, ale minimum konsekwencji, logiki i przykładania
                              jednej miary. Tym bardziej że Waldemar Milewicz podaje nam też receptury
                              polityczne. „Czy Żydzi mają propozycje pokojowego rozwiązania konfliktu?” –
                              zapytuje retorycznie i po chwili odpowiada sam sobie: „Mają ją Arabowie”. Ową
                              pokojową propozycją arabską jest według Milewicza saudyjski dyktat, żeby Izrael
                              powrócił do granic z 1967 r., w zamian za co kraje arabskie go uznają. Tak się
                              jednak dziwnie składa, ŻE W 1967 r. IZRAEL BYŁ W GRANICACH Z 1967 r. Kraje
                              arabskie nie tylko go wtedy nie uznały, ale rozpoczęły wojnę, której celem było
                              dokładnie to samo, co głoszą dzisiaj najzupełniej otwarcie palestyńscy
                              terroryści, czyli „zepchnięcie Żydów do morza”. W tym też czasie wszystkie
                              sporne dzisiaj terytoria znajdowały się w rękach arabskich, były więc niby
                              obiektywne szanse na utworzenie państwa palestyńskiego.
                              Na nic takiego nie mieli jednak przywódcy muzułmańscy najmniejszej ochoty.
                              Wręcz przeciwnie, kiedy po wojnie zaczęli Palestyńczycy wysuwać nawet nie
                              niepodległościowe, ale autonomiczne postulaty, liberalny skądinąd i otwarty
                              król Jordanii odpowiedział w 1970 r. eksterminacyjnym pogromem ich obozów,
                              który przeszedł do historii pod nazwą Czarnego Września, a spotkał się ze
                              zrozumieniem opinii międzynarodowej. Wojna 1967 r. pomimo zwycięstwa Żydów
                              wykazała też, że na dłuższą metę nie da się zapewnić strategicznego
                              bezpieczeństwa państwa, w którym dystans od nieprzyjacielskich granic do morza
                              wynosi w najwęższym miejscu 12 km, co czołgi pokonać mogą w kilkanaście minut
                              rozcinając Izrael na pół; państwa, którego stolica jest podzielona tak, że
                              najważniejsze urzędy, nie wspominając o dzielnicach mieszkaniowych, znaleźć się
                              mogą w każdej chwili pod ogniem przeciwnika; państwa wreszcie, którego cały
                              północny kraj czeka wręcz na atak dysponującego taktyczną i terenową przewagą
                              wroga. Dlatego też, nie odwołując się nawet do racji historycznych czy
                              religijnych, utrzymanie zdobytych w 1967 r. Wzgórz Golan i części przynajmniej
                              regionu Napluzy oraz jedność Jerozolimy nie są dla Izraela imperialistycznym
                              kaprysem, ale najprostszą kwestią życia i śmierci. Arabia Saudyjska wie o tym
                              doskonale i dlatego wysuwa warunki z góry niemożliwe do spełnienia. Wszyscy to
                              rozumieją z wyjątkiem, jak się okazuje, Waldemara Milewicza.
                              Oczywiście niektóre państwa europejskie (ale już nie USA, za którymi minister
                              Siwiec wszystko powtarza, czemu więc nie tym razem?) będą udawały, że biorą
                              pomysły Rijadu na serio. Francja, Belgia, Hiszpania czy Niemcy mają jednak na
                              tyle znaczny odsetek ludności muzułmańskiej na swoich terytoriach, iż – bliższa
                              koszula ciału – w obawie przed fundamentalistami i konsekwencjami ich
                              niezadowolenia oportunistycznie chować będą głowę w piasek lub wygłaszać
                              podniosłe abstrakcje moralne, mające maskować kaca lub też wyższość siły
                              interesów, bo przecież Izrael ropy nie ma, a i rynek zbytu z niego raczej
                              maluśki.
                              Rzeczpospolita nie znajduje się jednak w takiej sytuacji. Nie trzeba już może
                              wspominać, że jest ziemią żydowskich prochów. Są jednak i zaszłości bliższe.
                              Zwycięstwo Izraela w 1967, które skompromitowało w dużej mierze radzieckie
                              uzbrojenie Arabów jak i moskiewskich doradców przy syryjskich i egipskich
                              sztabach, wywołało wściekłość na Kremlu. W przypochlebczej i służalczej
                              nadgorliwości komunistyczne władze PRL rozpętały więc antysemicką nagonkę.
                              Szczycę się, że wyrzucony z liceum za „prosyjonizm” byłem poniekąd jej aryjską
                              ofiarą. Zmuszono do emigracji i opluto tysiące polskich obywateli żydowskiego
                              pochodzenia. Ponura ta heca zhańbiła imię Polski na długie lata, czego skutki
                              odczuwamy do dzisiaj. Wreszcie czas w jakiejś mierze przyniósł zagojenie. Czy
                              dzisiaj, kiedy Izrael znowu walczy o swój byt, mamy brać udział w spektaklu
                              międzynarodowej cynicznej hipokryzji, w imię której nie wolno nazywać rzeczy po
                              imieniu i powiedzieć to chociażby, że nie Palestyńczykom, ale Żydom zagraża
                              samotność i zdrada? „Wszyscy jesteśmy Palestyńczykami” – drą się zgodnym chórem
                              skrajni lewacy i tacyż prawicowcy na francuskich i niemieckich ulicach. Otóż ja
                              nie, ja nie jestem Palestyńczykiem, gdyż nie szykuję się do mordowania Bogu
                              ducha winnych ludzi robiących zakupy na Kirjat Yovel.
                              A czy mam sposób na wyjście z sytuacji? – zapyta mnie Waldemar Milewicz. Nie,
                              nie mam. Nie tak dawno pisałem też krytycznie o niektórych poczynaniach Izraela
                              w stosunku do Palestyńczyków. Dzisiaj jednak pozostaje mi tylko powtórzyć za
                              Amerykanami to, co mówili po 11 września. Czym się różni Al-Aksa od Al-Kaidy?
                              Najpierw koniec z terroryzmem, a potem rozmowy i ustępstw
                              • Gość: Ja Re: sprostowanie...Do Geo ale nie tylko IP: *.stacje.agora.pl 13.09.02, 14:50
                                > Polityka NUMER 15/2002 (2344)
                                > polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1081094&M=FS&MP=1

                                Świetny tekst.
                              • Gość: Ja Re: sprostowanie...Do Geo ale nie tylko IP: *.stacje.agora.pl 13.09.02, 15:27
                                A tutaj dla odmiany ciekawa i wnikliwa analiza krajów arabskich:

                                arch.rp.pl/a/rz/2002/09/20020909/200209090086.html?k=on&t=2002081420020913

                                Bardziej inteligentni zapewne poczują przy czytaniu lekki powiew grozy.
            • Gość: Mosze EL Aqsa ! IP: 5.3R2D* / *.red.bezeqint.net 11.09.02, 06:33
              W roku 2000 kiedy byly umowy w Camp David miedzy prez. Klintonem, Arafatem i
              Barakiem. Barak proponowal Palestynczykom 93%-95% oddac ziemie Zachodniego
              Wybrzeza i Gazy. Odpowiedz byla "Intifada ELAqsa". Kilka miesiecy przedtem byly
              duze wlamania do magazynow z lekarstwami w kraju. Teraz juz wiemy gdzie poszly
              te lekarstwa....

              Prez. Saadat po otrzymaniu polwyspa Synai. Powiedzial do swoich ludzi po
              arabsku: "Nasze pokolenie odbieralo Synai, inne pokolenia odbieraja wszystko..."
              (ciekawym jestem co mial na mysli prezydent, ktory dostal Nobla Pokojowego??)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja