Dziennik słomianego wdowca.

16.09.02, 00:52
(przedruk)

Zostałem sam. Żona wyjechała na tydzień. Całkiem
przyjemna odmiana.
Myślę, że razem z psem miło spędzimy te dni.

Poniedziałek

DOKŁADNIE zaplanowałem rozkład zajęć. Wiem, o której
będę wstawał, ile czasu poświęcę na poranną toaletę i
śniadanie. Policzyłem, ile zajmie mi zmywanie,
sprzątanie, wyprowadzanie psa, zakupy i gotowanie.
Jestem miło zaskoczony, że mimo wszystko zostaje mi
mnóstwo wolnego czasu. Nie wiem, dlaczego prowadzenie
domu jest dla kobiet takim problemem, skoro można
tak szybko się z tym uporać. Wystarczy odpowiednio
zorganizować sobie pracę.

Na kolację zafundowałem sobie i psu po steku. Żeby
stworzyć miły nastrój, ładnie nakryłem do stołu.
Ustawiłem wazon z różami i zapaliłem świecę.

Pies na przystawkę dostał pasztet z kaczki, potem
główne danie udekorowane warzywami, a na deser
ciasteczka. Ja popijam wino i palę dobre cygaro.

Dawno nie czułem się tak dobrze.


Wtorek


MUSZĘ jeszcze raz przemyśleć rozkład dnia. Zdaje się,
że wymaga kilku drobnych poprawek. Wyjaśniłem psu, że
nie codziennie jest święto, dlatego nie może się
spodziewać, że zawsze będzie jadł przystawki i inne
dania z trzech różnych misek, które ja muszę myć. Przy
śniadaniu zauważyłem, że picie soku ze świeżych
pomarańczy ma jedną zasadniczą wadę. Za każdym razem
trzeba potem myć wyciskarkę. Jak rozwiązać ten problem?
Trzeba przygotować sok na dwa dni - wtedy wyciskarkę
myje się dwa razy rzadziej.

Odkrycie dnia: parówki można odgrzewać w zupie. W ten
sposób ma się jeden garnek mniej do zmywania. Na pewno
nie będę codziennie biegał z odkurzaczem tak jak
chciała żona. Raz na dwa dni to aż nadto. Muszę tylko
pamiętać, żeby zdejmować buty, a psu wycierać łapy.
Poza tym czuję się świetnie.

Środa


MAM wrażenie, że prowadzenie domu zajmuje jednak więcej
czasu, niż przypuszczałem. Będę musiał zrewidować swoją
strategię.

I tak: przyniosłem z baru kilka gotowych dań - w ten
sposób nie stracę w kuchni aż tyle czasu. Przygotowanie
posiłku nigdy nie powinno trwać dłużej niż jedzenie.
Kolejny problem to słanie łóżka. Najpierw trzeba się z
niego wygrzebać, potem wywietrzyć sypialnię, a na końcu
jeszcze równo ułożyć pościel - zawracanie głowy. Nie
uważam, żeby codzienne słanie łóżka było konieczne,
zwłaszcza że i tak wieczorem człowiek musi się do niego
położyć. W sumie wydaje się, że jest to czynność
zupełnie pozbawiona sensu. Zrezygnowałem też z
przygotowywania osobnych posiłków dla psa i kupiłem
gotowe jedzenie w puszkach. Pies trochę się krzywił,
ale cóż... skoro ja mogę się obyć bez domowych
obiadków, on też nie powinien grymasić.

Czwartek

KONIEC z wyciskaniem soku z pomarańczy! To nie do
wiary, że z tym niewinnie wyglądającym owocem jest aż
tyle zachodu. Kupię sobie gotowy sok w butelkach.

Odkrycie dnia: udało mi się przespać noc i wysunąć się
z łóżka prawie nie naruszając pościeli. Rano musiałem
tylko wygładzić narzutę. Oczywiście jest to kwestia
wprawy i w czasie snu nie można się za często
przewracać z boku na bok. Trochę bolą mnie plecy, ale
gorący prysznic powinien pomóc. Zrezygnowałem z
codziennego golenia, bo to zwykła strata czasu.
Zyskałem przez to cenne minuty, których moja żona nigdy
nie traci, bo nie ma zarostu.

Kolejne odkrycie: nie ma sensu za każdym razem jeść z
czystego talerza. Ciągłe zmywanie zaczyna mi działać na
nerwy. Pies też może jeść z jednej miski - w końcu to
tylko zwierzę.

UWAGA: doszedłem do wniosku, że odkurzać trzeba
najwyżej raz w tygodniu. Parówki na obiad i na kolację.

Piątek

KONIEC z sokiem pomarańczowym! Za dużo dźwigania.

Odkryłem następującą rzecz: rano parówki smakują
całkiem nieźle, po południu gorzej a wieczorem w ogóle.
Poza tym jeśli żywić się nimi dłużej niż przez dwa dni
z rzędu, mogą wywoływać lekkie mdłości. Pies dostał
suchą karmę. Jest równie pożywna, a miska nie jest
popaćkana. Z kolei ja zacząłem jeść zupę prosto z
garnka. Smakuje tak samo, a nie trzeba brudzić talerza
ani chochli. Teraz już nie czuję się tak, jakbym był
automatyczną zmywarką do naczyń. Przestałem wycierać
podłogę w kuchni. Ta czynność irytowała mnie tak samo
jak słanie łóżka.

UWAGA: żegnajcie puszki!!! Nie będę brudził sobie
otwieracza.

Sobota

PO CO wieczorem zdejmować ubranie, skoro rano znów
trzeba je włożyć? Zamiast marnować czas, lepiej trochę
dłużej poleżeć. Przy okazji można zrezygnować z kołdry
i odpadnie kłopot z jej porannym układaniem.

Pies nakruszył na podłogę. Zbeształem go. Powiedziałem,
że nie jestem jego służącym. Dziwne - nagle zdałem
sobie sprawę, że moja żona też tak czasem do mnie mówi.
Powinienem dziś się ogolić, ale jakoś nie mam ochoty.
Nerwy mam napięte jak postronki.
Na śniadanie zjem tylko to, co nie wymaga
rozpakowywania, otwierania, krojenia, smarowania,
gotowania ani mieszania. Wszystkie te czynności
doprowadzają mnie do rozpaczy.

Plan na dziś: obiad zjem prosto z torebki, nachylony
nad zlewem. Żadnych talerzy, sztućców, obrusów i innych
głupot. Trochę bolą mnie dziąsła. Pewnie jem za mało
owoców, ale nie chce mi się ich taszczyć ze sklepu.
Może to początek szkorbutu?

Po południu zadzwoniła żona i spytała, czy umyłem okna
zrobiłem pranie. Wybuchnąłem histerycznym śmiechem.
Powiedziałem jej, że nie mam czasu na takie rzeczy.

Jest pewien problem z wanną. Odpływ zatkał się
makaronem. Ale niespecjalnie się martwię. I tak
przestałem się kąpać.

UWAGA: jem teraz razem z psem, prosto z lodówki. Musimy
się spieszyć, żeby zbyt długo nie trzymać jej otwartej.

Niedziela

OGLĄDALIŚMY z psem telewizję z łóżka. Na ekranie różni
ludzie zajadali przeróżne smakołyki, a my tylko z
zazdrością przełykaliśmy ślinkę. Obaj jesteśmy
osłabieni i drażliwi. Rano zjedliśmy coś z psiej miski,
ale żadnemu z nas to nie smakowało.

Naprawdę powinienem się umyć, ogolić, uczesać, zrobić
psu jeść, wyjść z nim na spacer, pozmywać, posprzątać,
pójść po zakupy, ale po prostu nie mogę wykrzesać z
siebie dość sił. Mam problemy z utrzymaniem równowagi,
zaczyna szwankować wzrok. Pies zupełnie przestał merdać
ogonem.

Pchani resztką instynktu samozachowawczego,
wyczołgujemy się z łóżka i idziemy do restauracji,
gdzie przez ponad godzinę jemy różne pyszności.
Korzystamy z wielu talerzy, bo przecież nie musimy ich myć.

Później lądujemy w hotelu. Pokój jest wysprzątany,
czysty i przytulny. Wreszcie znalazłem sposób na zmorę
tych okropnych domowych obowiązków. Ciekawe, czy
kiedykolwiek przyszło to do głowy mojej żonie?
    • kropka. Re: Dziennik słomianego wdowca. 16.09.02, 01:48
      No tak. Facet nie czyta forum. Mógłby kupić makrelę.
      • karol_czarnecka Re: Dziennik słomianego wdowca. 16.09.02, 02:07
        /Mężczyzna może zawsze zrobić tak jak mój kumpel....
        Kumpel aby zachęcić swego psa do jedzenia suchej karmy sam zaczął ja wcinać....
        teraz nie lubi już chipsów ani orzeszków, woli kulki o smaku indyka, lub takie
        pomaranczowe o smaku warzyw.
        Jach ohyda...
      • ixtlilto Re: Dziennik słomianego wdowca. 16.09.02, 20:41
        Instrukcja obierania, przygotowania plus kilka przepisów od Zamka byłaby jak
        znalazł :))
    • Gość: blenda Re: Dziennik słomianego wdowca. IP: *.lodz-piaski.sdi.tpnet.pl 16.09.02, 20:34
      Zameczku swietne. dopiero teraz przeczytalam moim domowniko z pewnoscia sie
      spodoba.
    • ixtlilto Re: Dziennik słomianego wdowca. 16.09.02, 20:42
      > Jest pewien problem z wanną. Odpływ zatkał się
      > makaronem. Ale niespecjalnie się martwię. I tak
      > przestałem się kąpać.
      :)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
      Przecudne!
Pełna wersja