Gość: FJR
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
01.11.05, 14:36
8 lat podstawówki, 4 lata liceum lub 5 technikum i wymarzone (mniej lub
bardziej) studia. Przychodzi czas na wybór specjalizacji lub seminarium
magisterskiego i tu nagle się okazuje, że:
1) jeśli ludzi jest za mało, to seminarium się likwiduje;
2) jeśli ludzi jest za dużo - nie tworzy się dodatkowej grupy, lecz zmusza
się ich do przeniesienia się na zupełnie inną specjalizację.
I jaki sens mają studia, jeśli nie można pisać pracy magisterskiej na temat,
który człowieka interesuje? Czy uniwersytet to wielka fabryka bezbarwnych
magistrów czy miejsce kształcenia ludzi, którzy chcą się rozwijać? Jasne, że
niektórzy studiują tylko dla papierka, zaliczają na zasadzie "byle być na
następnym roku" i jest im wszystko jedno, ale dlaczego dla tych, którzy
naprawdę mają swoją pasję, potrafią nie spać, by przeczytać kolejną krytykę
prac swojego ulubionego pisarza lub jego dzieło, nie ma miejsc? W tym
momencie uniwersytet zaczyna przypominać podstawówkę - nie jest ważne, co
człowieka interesuje - ma się uczyć tego, co jest w programie.