al_
25.01.06, 09:04
Mieszkam na Widzewie. Pare dni temu zawitał do moich drzwi listonosz. Wręczył
mi paczkę. Po kilku godzinach zszedłem na dół do skrzynki. W niej znajdowały
się dwa kwitki na list polecony. Cóż... Nie mógł mi widocznie tego też
wnieść. Jeden z nich był dla mnie drugi dla ojca. Poszedłem na pocztę.
Podałem kwitki. Dziewczyna, niejaka Dominika (nazwiska nie pamiętam ),
zapytała się dla kogo są to przesyłki. Wyjaśniłem. Oznajmiła, że mi mój list
wyda, ojciec musi przyjść osobiście.
Co w tej całej sytuacji zdziwiło mnie najbardziej?? To, że list polecony dla
mnie wydała... bez sprawdzenia czy jest on napewno dla mnie. Nie poprosiła
mnie ani o dowód ani o żaden inny dokument. Jaki jest więc sens wysyłania
czegoś listem poleconym?? Żaden... Poczta Polska weźmie więcej kasy, a paczka
i tak zginie, bo ktoś się włamie do mojej skrzynki, pójdzie na pocztę i
odbierze sobie moją przesyłkę... W ubiegłym roku zginęły mi 3 listy polecone,
wysłane przez kogoś do mnie... teraz już wiem dlaczego...
Nie dostałem listu dla ojca a dostałem list dla kogoś... Śmieszne.
Ów niefortunna poczta mieści się przy ul. Zakładowej na Olechowie a kasjerką
była Pani Dominika jakaśtam...
I teraz rozumiem dlaczego rzeczy, zamawiane przez internet lepiej dostać za
pośrednictwem firmy kurierskiej a nie złodzieja, jakim jest Poczta Polska...