Gość: Warschau
IP: *.nm.matrix.pl
10.10.01, 10:01
Ten wątek powstał niejako celem wyjaśnienia...wyjaśnienia zamieszania jakie
wynikło w poprzednim moim wątku: "No,no...Łódź urządziła mi niezłe powitanie".
Spieszę wyjaśnić więc, że wyżej wymieniony wątek nie miał na celu pobudzić
waśnie i antagonizmy między Łodzią a Warszawą. Chciałem jedynie w przypływie
rozgoryczenia moim pechem opowiedzieć historię jaka mi się zdarzyła podczas
pierwszego, dłuższego, weekendowego pobytu w Łodzi. Bo nie zaprzeczycie, ze w
dniu imienin taka historia to oznaka pecha...Fakt, tytuł wątku nadałem może
niefortunny. Zostałem więc oskarżony o pomawianie całej Łodzi o czyny, które
mnie dotknęły. Zapewniam jednak, ze byłem daleki od tego. Zostałem także
obrzucony przysłowiowym "błotem". Ale zdążyłem się także i do tego
przyzwyczaić. W wielu wątkach także na innych forach podchodząc do ludzi "z
sercem" zostawałem zbluzgiwany, i myślę, że tak dla zasady "zaj...ć
warszawiaka", "zaj...ć krawaciarza". Nie ważne co pisałem, co myślałem - ważne,
ze jestem warszawiakiem i należy mi dopiec, należy mnie obrazić. Nie twierdzę,
że należę do świętych, często także i mnie ponosiło i może zbyt ostro
podejmowałem dyskusję o różnych sprawach, ale....zawsze staram się najpierw być
otwartym wobec innych.
Jeszcze jedno do wyjaśnienia z mojej strony. Łódź jak lubiłem, tak lubię nadal.
Inaczem nie podjąłbym się przecież studiowania w Waszym mieście. I Ci co znają
mnie na forum łódzkim, wiedzą jaki mam stosunek do Łodzi. Jest to stosunek
bardzo pozytywny. Bo jak takiego nie mieć wobec ciekawych ludzi, exstra knajp i
pięknych kobiet (sic! tu spieszę z wyjaśnieniem dla żony, gdyby czytała -
stosunek do pięknych łodzianek jest wyłącznie natury estetyczno-wizualnej)...
Tak więc jeżeli ktoś poczuł się urażony moim poprzednim wątkiem - przepraszam.
Ale wiedzcie, że też nie należy do przyjemności być obrzuconym "błotem" tylko
dlatego, ze jest się warszawiakiem. A nikt nie patrzy jakim jest się
człowiekiem...
Pozdro!!!