stare_pudlo_od_telewizora
24.02.06, 21:21
Wracam właśnie z Teofilowa.Dziś jest piątek. Tygodnia koniec i początek. Co
widać, słychać i czuć. Grupki rozwydrzonych wyrostków którym jedno "Dębowe
Mocne" zwarzyło mleko pod nosem, snują się między blokami. Skuleni z szyjkami
wbitymi w ramiona z bluzgami na ustach od których uszy więdną. Bohaterowie.
Władcy dzielnicy. Ultras.Skażeni na wejściu, na progu życia.Do głowy nie
przychodzi im aby pić z kieliszków na wysokiej nóżce. Byłem niedawno we
Francji i widziałem jak w lokalnym zadymionym, podrzędnym barze, który można
by porównać z jakąś naszą ostatnią speluną, francuskie niedogolone lumpy piły
wino w kieliszkach na wysokiej nóżce. Piękne to było. A u nas? Na wszelki
wypadek, aby nie usłyszeć "no co się tak gapisz" patrzyłem prosto przed
siebie.Trza by się całe życie bić.Już mi się znudziło.