Gość: łodzianka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.03.06, 19:56
jadłam obiad na mieście -zarułam się.Wracając do domu stałam na przystanku na
rogu Rzgowskiej i Wesołej koło sklepu spożywczego.Ból brzucha i mdłości były
na tyle nieznośne ,że postanowiłam spytać w tymże sklepie czy mogłabym
skorzystać z toalety.zaję sobie sprawę,że to nie szalet publiczny licyłam
jednak ,że złesamopoczucie jest jakimś argumentem a sprzedawca też człwiek...
Mówiąc krótko-myliłam się.Pania odpowiedziała mi krótko- ''nie''
Nie pomogły prośby-z soilnymi zawrotami głowy i bólem brzuucha musiałam
opuścic skelp.Zastanawiam się czy tej pani nigdy nie zdażyła się podobna
sytuacja czy dolegliwości?czy pomoc w takiej sytuacji jest zakazana przez
prawo handlowe?
kiedyś rozpisywano się tu na temat sprzedawcy z Kruka w Galerii-uważam
jednak ,że zachowanie tej pania było conajmniej tak samo nietaktowne.