anntad
05.12.02, 18:56
Proszę nie śmiejcie się ale dzisiaj 5.12.2002 zasnął na zawsze mój kanarek.
Miał 12 lat, był dla nas członkiem rodziny. Nawet nie przypuszczacie jak
bardzo można sie przyzwyczaić do tak malutkiego ptaszka. Każdego rana mnie
budził, ale mi to nie przeszkadzało - kochałam go - taką kruszynkę. Był
wesoły, pieknie spiewał, siadał na ramieniu, na uchu na nosie. Kilka miesięcy
temu miał lekki wylew i nie widział na jedno oczko. Już nie fruwał po
mieszkaniu bo źle widział, ale nadal śpiewał i cieszył się życiem.
Rozpieszczaliśmy go.
Nie przypuszczałam że........ się popłaczę. Smutno mi.
Ania