Dodaj do ulubionych

Wasze przygody w warsztatach samochodowych

04.04.06, 14:59
Miałeś kiedyś jakąś przygodę w warsztacie samochodowym? Złapałeś gumę w
tylnim kole, a wymienili Ci przednie? Zapłaciłeś duże pieniądze za
skomplikowaną naprawę, a chodziło tylko o wymianę żarówki? W warsztacie
popsuli Ci samochód? Źle Cię potraktowano? - opowiedz o tym na forum!

Na zachętę przygoda jednego z dziennikarzy Gazety:
Żarówka
Mama poprosiła mnie bym pojechał jej samochodem do warsztatu, by wymienili
przepaloną żarówkę. Mamie się nie odmawia więc pojechałem. Najbliżej miałem
do warsztatu przy Geancie na al. Włókniarzy. Jest duży, efektowny, zresztą to
zachodni koncert. Żarówkę wymieniono mi dosyć szybko, chociaż przyznam, że
dostęp do niej nie jest taki prosty. Próba świateł. Nadal nie działają. Już
trzech mechaników zanurkowało pod maską (jeden z podbitym okiem). Sprawdzili
bezpieczniki. Wszystkie działały.
- Trzeba rozebrać pół samochodu, żeby znaleźć przyczynę. Wie pan, tu chodzi o
wiązkę prądu, to skomplikowane rzeczy - usłyszałem.
- To nie naprawicie mi zwykłego światła?
- Nie da rady. Nie robimy takich rzeczy.
- Ale to warsztat samochodowy!
- Nie robimy wszystkiego. Jak chce pan zjeść rosół to przecież nie pojedzie
pan do McDonalda.
Ręce mi opadły. Postanowiłem pojechać gdzie indziej, ale okazało się, że to
nie takie proste. Najpierw miałem zapłacić za wymienioną żarówkę - 37,99 zł!
Mimo że reflektor wciąż się nie świecił! Po kilkuminutowej dyskusji
zaproponowałem, by z powrotem włożyli mi moją starą żarówką, a swoją sobie
zabrali. Nie opłacało mi się wymieniać dobrej na dobrą, płacić za to prawie
40 zł i wyjechać z warsztatu z niedziałającym reflektorem. Prośba o
sprawdzenie mojej żarówki - czy jest dobra - niestety została odrzucona. -
Nie mamy takiej możliwości, a poza tym, to mam innych klienta - stwierdził
chyba najważniejszy z mechaników.
Dopiero z kierownikiem warsztatu udało mi się dogadać, przeprosił i zapewnił,
że jego pracowników czeka nagana. Marna to pociecha, bo reflektor nie działał
nadal. A straciłem już 45 minut.
Pojechałem do Motozbytu przy ul Targowej. Jak już wspomniałem dostęp do
żarówki nie jest taki prosty, ale byłem dobrej myśli kiedy Pan Wojtek z
uśmiechem stwierdził, że ma takiej dziury, do której nie można się dostać.
Wymienił żarówkę w kilka minut. Świeciła się! I nie trzeba było rozbierać pół
samochodu! Teraz najlepsze. W pierwszym warsztacie zamiast żarówki od świateł
mijania, wymieniano mi żarówkę od świateł pozycyjnych!
A rosół zjadłem u mamy. Nie musiałem jechać do McDonalda.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka