Dodaj do ulubionych

Doktryner czy oportunista?

IP: *.izet.pl 18.12.02, 08:53
Chciałbym poznać zdania i opinie szacownego grona forum, jaka postawa wobec
rzeczywistości jest lepsza oportunistyczna czy doktrynerska?
Myślę, że przed świętami nie jest to specjalnie nudny temat. Po prostu naszła
mnie taka refleksja :-).
Obserwuj wątek
        • aard Re: A może wyjaśnisz te trudne słowa? 18.12.02, 11:07
          Gość portalu: amentalodz napisał(a):

          > Żeby nie popaść w definicje wprost tych pojęć, chyba -ze względu na
          > rzeczywistść-najlepiej wyjaśnić je przez postulaty. Oportunista-postawa
          > nieschematyczna, twórcza-odważna. Oportunista - posługiwanie się schematami,
          > statystykami, postawa rzemieślicza, zachowawcza, często mieszczańska, naiwny
          > intelektualizm.

          Dwie aż tak rozbieżne definicje tego samego słowa? A może któreś z nich to
          jednak doktryner? Ja stawiam na drugie.

          Ale co do pierwszej (jeśli to ma być definicja oportunisty) to się ABSOLUTNIE
          nie zgadzam. Oportunista to ktoś, kto korzysta z nadarzających się okazji,
          często przedkładając doraźne korzyści nad honor czy inne zasady moralne. Dobry
          przykład to politycy, którzy stworzyli Platformę Obywatelską, szczególnie zaś
          Ci, którzy przeszli do niej z innych partii, w tym z Unii Wolności. Dla mnie
          oportunista to przede wszystkim człowiek bez zasad moralnych.

          Przechodząc do meritum Twojego pytania, to przyjmując podane przez Ciebie
          definicje (zakłądając, że jedna z nich jednak oznacza doktrynera) jesteśmy
          skazani na opowiedzenie się za ewentualnością nr 1. Gdzie tu miejsce na
          dyskusję?
          • Gość: amentalodz Re: A może wyjaśnisz te trudne słowa? IP: *.izet.pl 18.12.02, 11:46
            Rzeczywiście moja nieuwaga, oczywiście masz rację, chodzi w przypadku nr.2 o
            doktrynera. Poza tym, no cóż? Oportunista, który korzysta z nadarzających się
            okazji? To nie oportunista, raczej cwaniaczek-a to przeciez dwa różne
            pojęcia.Oportunista-polityk P.O., to chyba populista, zresztą, jak każdy
            polityk. Wracjąc zatem do mojego postawowego pytania (i odpowiadając tym samym
            na twoje o dyskusję)czy będąc oportunistą-m.in.twórcą jest się bliżej
            rzeczywistości, czy bliżej się jej jest będąc doktrynerem?
            • aard No to podyskutujmy 18.12.02, 11:54
              oportunista (słownik języka polskiego)
              rz. mos VIa, lm M. ~iści ‘człowiek łatwo zmieniający zasady w celu
              odniesienia osobistych korzyści; konformista’
              To ma się nijak do Twojej (prywatnej?) definicji.

              cytuję za:
              slowniki.onet.pl/index.html?tekst=oportunista&tr=pol-slo&x=25&y=11
              • Gość: amentalodz Re: No to podyskutujmy IP: *.izet.pl 18.12.02, 12:22
                Dzięki za definicję słownikową. Ale ja zastrzegłem się już wcześniej, że nie
                wazna jest definicja wprost (znam tę ze słownika) tylko, pełniejszą właśnie
                przez postulaty. No,ale jeżeli do naszej dyskusji potrzebne jest ustalenie
                pojęć to nie widzę przeciwskazań.
                Pozowolę sobie zobrazować pytanie. Posłuzę się przykładaem z zakresu ekonomii.
                Często (oczywiście nie zawsze) bywa tak,że menedżerowie na ODPOWIEDZIALNYCH
                stanowiskach w firmach przy podejmowaniu swoich decyzji kierują się postawą
                doktrynerską, tzn. w oparciu o dane statystyczne, wzory matematyczne, badania
                marketingowe...itd., planują swoje strategie. Innymi słowy minimalizują w ten
                sposób ryzyko skutków swoich decyzji-przynajmniej się starają. Niestety
                szczególnie w naszej rodzimej rzeczywistości zwyczajnie przegrywają rynek.
                Natomiast oportunista to menedżer, który jest zdolny ponieść ryzyko decyzji w
                sposób tylko jemu właściwy (właśnie jaki?),totalnie odrzucając drogę metod
                doktrynerskich. Przy tym, często odnosi sukces. Ale mimo to pytam, która
                postawa wobec rzeczywistości jest lepsza.Moje pytanie ma charakter symboliczny.
                Dobrym materiałem do dyskusji jest kolejna odpowiedź na moje pytanie i
                hasło "najlepiej być Epikurejczykiem"-autor tego-mam wrażenie- zrozumiał idee
                mojego pytania
                • aard Hmm... chyba jednak sam sobie przeczysz 18.12.02, 12:50
                  Gość portalu: amentalodz napisał(a):

                  > Dzięki za definicję słownikową. Ale ja zastrzegłem się już wcześniej, że nie
                  > wazna jest definicja wprost (znam tę ze słownika) tylko, pełniejszą właśnie
                  > przez postulaty.

                  Zastrzegłeś sobie może i sprytnie (skoro nie znasz znaczenia słowa, którego
                  używasz, to warto się zabezpieczyć), ale nie przeszkadza Ci samemu sobie
                  przeczyć. Skoro twierdzisz, że znasz definicję słownikową (tj. MIARODAJNĄ, w
                  przeciwienstwie do Twojej), to dlaczego kiedy podałem ją po raz pierwszy (z
                  pamięci) stwierdziłeś, że podana definicja nie oznacza oportunisty?

                  Jak możesz chcieć dyskutować o czymś, jeśli nawet nie wiesz, co dokładnie
                  oznaczają użyte przez Ciebie słowa?

                  Podany przez Ciebie poniżej przykład najpewniej oznacza, że zetknąłeś się z
                  tymi określeniami (doktryner, oportunista) na jakimś wykładzie z zarządzania
                  (czyżby UŁ? Szkoda, że prof. Marcin Bielski już nie żyje, ten to umiał
                  wykładać, źe ho...) i bezkrytycznie cytujesz wykładowcę lub autora podręcznika.
                  A ekonomiści, no cóż, mimo że są przedstawicielami nauki społecznej, na języku
                  polskim znać się nie muszą.

                  > Pozowolę sobie zobrazować pytanie[...] Ale mimo to pytam, która
                  > postawa wobec rzeczywistości jest lepsza. Moje pytanie ma charakter
                  symboliczny.

                  To znaczy, że nie oczekujesz odpowiedzi? Czy też odpowiedzi obejmującej
                  szersze spektrum tematyczne niż przykład, którym się posługujesz? Czy może
                  znaczy to coś, czego nie rozumiem?

                  Teraz, kiedy określiłeś, o co Ci naprawdę chodzi, mogę Ci mimo to spokojnie
                  odpowiedzieć. Nie ma jednoznacznej reguły na życie. w obecnych czasach
                  otwartość umysłu jest zaletą i skłonność do ryzyka, naprawdę dużego ryzyka
                  potrafi przynosić spektakularne korzyści. Jednak jest wiele osób, które
                  trzymały się, trzymają i trzymać będą schematów, a mimo to nieźle na tym
                  wychodzących. Może nie są na liście miliarderów Forbesa, ale stanowią znaczny
                  procent tzw. klasy średniej. Może nie są genialnymi naukowcami, wynalazcami czy
                  twórcami, ale kupują w hipermarketach i to dzięki, między innymi, nim ta
                  gospodarka jakoś (ostatnio marnie, fakt) ciągnie do przodu.

                  Tylko nie weź mnie czasem za konsumpcjonistę. Ja osobiście zawsze ceniłem i
                  cenię ludzi nowatorskich (zajrzyj na mój Wątek surrealistyczny na tym forum-
                  link w mojej sygnaturce), ale mimo to w zarzązaniu firmą radziłbym ostrożnie
                  traktować podejście, które nazwałbym raczej "intuicyjnym" (żeby nie trwać przy
                  Twojej bezsensownej definicji oportunizmu), ponieważ duże ryzyko porowadzi
                  równie często do spektaularnych sukcesów, jak i spektakularnych bankructw.
                  Natomiast doktrynerstwo zastosowane w tej dziedzinie (jak i w każdej innej)
                  rzadziej prowadzi na szczyty, ale i rzadziej strąca w przepaść.

                  Pozdrawiam,
                  aA
                  Rd (mgr finansów przedsiębiorstw, jeśli to ma jakiekolwiek znaczenie)

                  PS. A może Ty jesteś po prostu tak "oportunistyczny", że ukułeś nowe,
                  intuicyjne znaczenie tego słowa? Byłbyś wtedy wcieleniem własnych tez, brawo!
                  • aard Re: Hmm... chyba jednak sam sobie przeczysz 18.12.02, 12:57
                    Skoro twierdzisz, że znasz definicję słownikową (tj. MIARODAJNĄ, w
                    > przeciwienstwie do Twojej), to dlaczego kiedy podałem ją po raz pierwszy (z
                    > pamięci) stwierdziłeś, że podana definicja nie oznacza oportunisty?

                    Aha, "człowiek korzystający z okazji", to sięgnięcie do źródłosłowu (chyba
                    łacinskiego, choć ja posłużę się angielskim). Opportunity = okazja.
                  • Gość: amentalodz Re: Hmm... chyba jednak sam sobie przeczysz IP: *.izet.pl 18.12.02, 13:17
                    Fajnie się z tobą dyskutuje, masz schematyczne poglądy, ale jednak.
                    Ekonomia to, ciekawa nauka, ale tylko nauka i w historii nauki bardzo młoda.
                    Niepotrzebie położyłeś nacisk na przykład- chodziło o obraz.
                    A może tak, oczywiście istnieją różne religie, które posługują się własną
                    symboliką.W.g. ciebie czy te symbole są dyskutowalne?,
                    (a może ustalimy pojecie dotyczące rzeczywistości, zawarte w moim podstawowym
                    pytaniu?)
                    Dlaczego to piszę. Bo mam wrażenie, że cały czas się mijamy.Ale oczywiście
                    dobrze jest poznać sposób myślenia forumowicza G.W. często udzielającego się.
                    Ach wątek surrealistyczny. Z całym szacunkiem, ale Breton popadł by w chyba w
                    nadrealistyczną nostalgię.Idea jego manifestu często jest w wątku przez aarda
                    nadużywana.
                    • aard Dyskusja o dyskusji i nie tylko... 18.12.02, 13:32
                      Gość portalu: amentalodz napisał(a):

                      > Fajnie się z tobą dyskutuje, masz schematyczne poglądy, ale jednak.
                      Nudno się z tobą dyskutuje. Cały czas cię prowokuję, a ty nic.

                      > Ekonomia to, ciekawa nauka, ale tylko nauka i w historii nauki bardzo młoda.
                      Truizm. Poza tym co to znaczy "tylko nauka"? Jeśli nauka jest "tylko", to co
                      jest "aż"?

                      > Niepotrzebie położyłeś nacisk na przykład- chodziło o obraz.
                      Niepotrzebnie, powiadasz. Bo ja już jestem taki typ, co niepotrzebne poglądy ma.

                      > A może tak, oczywiście istnieją różne religie, które posługują się własną
                      > symboliką. W.g. ciebie czy te symbole są dyskutowalne?,
                      Z punktu widzenia teologii danej religii czy z oderwanego? Zresztą w sumie to
                      bez znaczenia, w obu przypadkach odpowiedź jest ta sama: nie wiem. Jeśli chcesz
                      udowdnić tu możliwość lub jej brak dyskusji nad krzyżem, czy krzewem gorejącym,
                      to ja chętnie poczytam. Przepraszam, ze ograniczam podane przykłądy do symboli
                      chrześcijańskich, ale innych właściwie nie znam.

                      > (a może ustalimy pojecie dotyczące rzeczywistości, zawarte w moim podstawowym
                      > pytaniu?)
                      Zatem w podstawowym pytaniu zawarłeś jakieś "pojecie dotyczące rzeczywistości"
                      i nie chodzi tu bynajmniej ni o oportunizm ni o doktrynerstwo? O cóż zatem?
                      Chyba mi umknęło.

                      > Dlaczego to piszę. Bo mam wrażenie, że cały czas się mijamy.
                      To pewna. Mam wrażenie, że to dlatego, że niejasno formułujesz myśli.

                      Ale oczywiście
                      > dobrze jest poznać sposób myślenia forumowicza G.W. często udzielającego się.
                      Czyżbyś prowadził nad Forum badania socjologiczne?

                      > Ach wątek surrealistyczny. Z całym szacunkiem, ale Breton popadł by w chyba w
                      > nadrealistyczną nostalgię.Idea jego manifestu często jest w wątku przez aarda
                      > nadużywana.

                      Pochlebiasz mi. Może jest ona nawet w oportunistyczny sposób rozwijana?
                      A tak na marginesie, chcesz powiedzieć, ze czytałeś wątek i NIGDZIE nie uznałeś
                      za stosowne się dopisać? Szkoda...
                        • aard Re: Dyskusja o dyskusji i nie tylko... 18.12.02, 14:49
                          Gość portalu: amentalodz napisał(a):

                          > Sorry atomizowanie nie prowadzi do żadnych konkluzji.
                          Sądzę, że na Forum dyskusja może spokojnie być celem (i w tym przypadku jest),
                          a konkluzja, o ile będzie, co najwyżej jej (dyskusji) skutkiem ubocznym.

                          Wykpiłeś się od dyskusji, bo ci zabrakło argumentów?
                          • Gość: amentalodz Re: Dyskusja o dyskusji i nie tylko... IP: *.izet.pl 18.12.02, 15:21
                            Rzecz jasna, dyskusja moze byc celem, tak samo na Forum. Lecz twoje kolejne
                            subwątki mówią coraz mocniej, że tutaj odpuść sobie.Wygląda na to, że każdy
                            wyraz w zdaniu musielibyśmy sprecyzować słownikowo (no właśnie,ale który
                            słownik),a i tak sens po złożeniu tych definicji do kupy będzie inny ,niz ten,
                            wynikający z z pytania pierwotnego. Zadałem pytanie o byt, jako taki w żaden
                            sposób niedefiniowalny w sposób semantyczny czy semiotyczny. Oparłem się na
                            symbolach (stąd moje pytanie o symbole w religiach) czy symbolozmie w ogóle.
                            Sorry nie mam już siły tego tłumaczyć.
                            To nie ucieczka, po prostu odpuść sobie.
                            • aard KOŃkluzja (?) 18.12.02, 15:43
                              Gość portalu: amentalodz napisał(a):

                              > Wygląda na to, że każdy
                              > wyraz w zdaniu musielibyśmy sprecyzować słownikowo (no właśnie,ale który
                              > słownik),a i tak sens po złożeniu tych definicji do kupy będzie inny ,niz
                              ten, wynikający z z pytania pierwotnego.
                              Sęk w tym, że sens "wynikający z pytania pierwotnego" widzisz tylko Ty. Ja,
                              chcąc go dostrzec, potrzebuję uzgodnienia pojęć (być może dowodzi to braku
                              inteligencji). Ale dobrze, odpuszczam.

                              Chociaż szkoda, dawno tak ciekawej dyskusji na forum nie było. Dodaję ten wątek
                              do ulubionych.
                  • finneznam O/T 18.12.02, 13:54
                    aard napisał:
                    > Jak możesz chcieć dyskutować o czymś, jeśli nawet nie wiesz, co dokładnie oznaczają użyte przez Ciebie słowa?

                    Ale skorzystajmy (oportunistycznie) z okazji i zajrzyjmy do Tatarkiewicza tu:
                    www.slownik-online.pl/kopalinski/F378736421037562C1256571007EAB99.php
                    "Ugodowość"? Czy to aby pejoratywne?
                    "Uchylanie się od walki"? Czy to aby be?

                    A tu: www.slownik-online.pl/kopalinski/9124C217D3BA4C9BC12565E900422113.php
                    "Konformizm
                    • Gość: Zainteresowany Re: O/T IP: *.izet.pl 18.12.02, 14:18
                      Ciekawy głos w dyskusji. Rzeczywiście są duże klopoty z ustaleniem pojęć w
                      dialogu z aardem. W swoim braku zrozumienia sensu bytu istnienia, ucieka się
                      nawet do złośliwości. Chyba zwyczajnie brak mu inteligencji żeby podejmować ten
                      wątek.
                      Moim zdaniem oportunista jest bliżej rzeczywistości. Mało tego, sam ją kreuje i
                      wyznacza stanadardy zachowań dla doktrynerów. Jednym słowem popycha do przodu
                      rozwój natury ludzkiej. I w tym sensie można go nazwać artystą. Natomiast
                      doktrynerów rzemieślnikami.
                      • Gość: amentalodz Re: O/T IP: *.izet.pl 18.12.02, 14:32
                        Nie chce dyskutować na temat aarda. Przecież każdy ma prawo do własnego zdania.
                        Inna sprawa, że jest to czasami przejaw zwykłej ignorancji i arogancji-stąd te
                        złośliwości.
                        Wracając do spraw merytorycznych. Dzięki za słowa otuchy. Staram być się w
                        swoim pytaniu obiektywny, ale poza całym bezpieczenstwem płynącym z
                        doktrynerstwa, postawa pozwala na życie pełnią życia (i to nie w sposób-co do
                        zasady- np.hedonistyczny),na pewno kreuje rzeczywistość.Skoro zatem ją kreuje,
                        to być może?? i ją wyprzedza,a w związku z tym może dać szansę no rozwój
                        osobowy. Czy może tak być??
                      • finneznam Re: O/T 18.12.02, 14:39
                        Gość portalu: Zainteresowany napisał(a):
                        > Ciekawy głos w dyskusji. Rzeczywiście są duże klopoty z ustaleniem pojęć w dialogu z aardem.

                        Proponuję zacząć od ustalenia procedury ustalania pojęć. Wtedy dopiero się rzecz zawikli :)

                        > W swoim braku zrozumienia sensu bytu istnienia, ucieka się
                        > nawet do złośliwości. Chyba zwyczajnie brak mu inteligencji żeby podejmować ten wątek.

                        Nie jestem adwokatem Aarda ALE jeśli założyć, że jest on złośliwy (np. diablo złośliwy), to znaczy, że jest
                        ex definitione inteligentny.

                        > Moim zdaniem oportunista jest bliżej rzeczywistości. Mało tego, sam ją kreuje i
                        > wyznacza stanadardy zachowań dla doktrynerów. Jednym słowem popycha do przodu
                        > rozwój natury ludzkiej. I w tym sensie można go nazwać artystą. Natomiast
                        > doktrynerów rzemieślnikami.

                        Dyć powtórzę, że wszystko zależy, na jaką się definicję ugodzita.
                        Np. dla mnie oportunista to (może być) ktoś, kto zawija do portu.
                        A konformista - kto trzyma formę dzięki ćwiczeniom hippicznym.
                        A doktryner - kto się wtrynia doktorowi bez kolejki.
                        Piękna rzecz, taka złota wolność (definiowania)...
                      • aard Re: O/T 18.12.02, 15:12
                        Gość portalu: Zainteresowany napisał(a):

                        > Ciekawy głos w dyskusji. Rzeczywiście są duże klopoty z ustaleniem pojęć w
                        > dialogu z aardem. W swoim braku zrozumienia sensu bytu istnienia, ucieka się
                        > nawet do złośliwości.
                        Chyba zwyczajnie nie rozumiem tego zdania. Co to jest "sens bytu istnienia"?
                        Coś w rodzaju "nóżek łóżka posłania"? Wybacz złośliwość, ale zamieściłeś tu
                        klasyczny pleonazm. Możesz przybliżyć, do czego zmierzałeś? Bo mój brak
                        zrozumienia naprawdę mi zaczął doskwierać.

                        > Chyba zwyczajnie brak mu inteligencji żeby podejmować ten wątek.
                        Jest taka możliwość, sam się nad nią zastanawiałem. Jest też inna. Nie
                        interesuje go meritum poruszanej tu sprawy, natomiast sporą wagę przykłada do
                        szeroko rozumianej poprawności językowej. Ergo: jest w tej kwestii doktrynerem.

                        > Moim zdaniem oportunista jest bliżej rzeczywistości. Mało tego, sam ją kreuje
                        i wyznacza stanadardy zachowań dla doktrynerów. Jednym słowem popycha do przodu
                        > rozwój natury ludzkiej. I w tym sensie można go nazwać artystą. Natomiast
                        > doktrynerów rzemieślnikami.
                        Nie sposób się z tobą nie zgodzić, przyjąwszy "amentolodzką" definicję
                        oportunizmu. Ładnie powiedziane. I lapidarnie.
                    • vladip mała uwaga 18.12.02, 15:02
                      finneznam napisał:


                      > Wniosek?
                      > Słownik słownikowi nierówny.

                      moim zdaniem błędny... gdzie widzisz istotne różnice miedzy tymi definicjami (z
                      naciskiem na istotne)

                      > Czyli?
                      > Definicja niekoniecznie wtedy jest dobra, kiedy jest słownikowa.
                      > Ona jest dobra (=funkcjonalnie zdatna) wtedy, kiedy jest rozumiana tak samo >
                      > przez jej użytkowników.

                      takie sytuacje mają miejsce jedynie jeżeli wszyscy rozmówcy posługują się tym
                      samym zakresem pojęciowym, w dyskusji publicznej obowiązują ( a przynajmniej
                      powinny) definicje słownikowe
                    • aard Finne... (jak to odmienić w wołaczu?) 18.12.02, 15:03
                      finneznam napisał:

                      > Ale skorzystajmy (oportunistycznie) z okazji i zajrzyjmy do Tatarkiewicza tu:
                      > "Ugodowość"? Czy to aby pejoratywne?
                      > "Uchylanie się od walki"? Czy to aby be?
                      To rzeczywiście nie, ale dodaj resztę:
                      "rezygnacja z zasad dla doraźnych korzyści", to już jest "be".

                      > Wniosek?
                      > Słownik słownikowi nierówny.
                      > Czyli?
                      > Definicja niekoniecznie wtedy jest dobra, kiedy jest słownikowa.
                      > Ona jest dobra (=funkcjonalnie zdatna) wtedy, kiedy jest rozumiana tak samo
                      > przez jej użytkowników.
                      Słusznie, stąd moje pytanie z posta nr 2 na tym wątku. Natomiast moja niezgoda
                      na definicję z posta nr 3 wynika stąd, że nawet jeśli roboczo przyjmiemy tu
                      podane przez "amentolodz" objaśnienie, to i tak nic nam po nim poza tym wątkiem
                      (ergo wśród innych użytkowników słowa oportunista), stąd lepiej przyjąć normę
                      bliższą definicji słownikowej, która może być uśrednieniem podanych, jako że
                      tak naprawdę niewiele się one między sobą różnią.


                      > > A ekonomiści, no cóż, mimo że są przedstawicielami nauki społecznej, na ję
                      > zyku polskim znać się nie muszą.
                      >
                      > Jeśli przez "znać" rozumiemy "poprawnie z języka korzystać", to muszą, muszą.
                      "Znać", rzeczywiście tak rozumiemy, natomiast "nie muszą" - inaczej. Chodziło
                      mi o to, że jest bardziej prawdopodobne, że mogą popełnić błąd, niż,
                      przykładowo, poloniści, stąd nie należy traktować używanych przez nich określeń
                      jako miarodajnych językowo.

                      > > Ja osobiście zawsze ceniłem i cenię ludzi nowatorskich [...]
                      > > nie trwać przy Twojej bezsensownej definicji oportunizmu
                      >
                      > Wyrwałem zdania z kontekstu, ale nie szkodzi. Doceńże nowatorstwo w
                      proponowani
                      > u definicji :)
                      Doceniłem w post scriptum do tego samego posta. Jeśli cytujesz, cytuj
                      kompletnie.
                      • finneznam Do Aarda i Vladipa 19.12.02, 11:11
                        ======DO AARDA
                        aard napisał:
                        > finneznam napisał:
                        > > "Ugodowość"? Czy to aby pejoratywne? "Uchylanie się od walki"? Czy to aby be?
                        > To rzeczywiście nie, ale dodaj resztę:

                        Jeżeli "rzeczywiście nie", to znaczy, że jedno słowo może oznaczać różne rzeczy. Więcej nawet - różne rzeczy
                        niekoniecznie sobie bliskie.
                        Wskazuję, że u samego Tatarkiewicza, czyli w jednym źródle, wyczytać można różne rzeczy.
                        Zareagowałem tym samym na Twój zarzut wobec Amentalodz:
                        "Jak możesz chcieć dyskutować o czymś, jeśli nawet nie wiesz, co dokładnie oznaczają użyte przez Ciebie słowa?"
                        Może Amentalodz bardzo dobrze zna znaczenia użytych słów, tyle że znaczenia te są różne od Twoich znaczeń?
                        Może nie wszyscy obstawiają pejoratywne brzmienia słów "oportunizm" czy "konformizm"?

                        Piszesz też: "ale dodaj resztę"? Podałem link do słownika, gdzie reszta jest.

                        > "rezygnacja z zasad dla doraźnych korzyści", to już jest "be".

                        Nie takie to oczywiste. Cóż będzie, jeśli dla doraźnych korzyści zrezygnuję z zasad etycznie nagannych? A jeśli
                        doraźne korzyści uszczęśliwią ludzkość? [Ale to tak na zupełnym marginesie.]

                        [...]
                        > Natomiast moja niezgoda na definicję z posta nr 3 wynika stąd, że nawet jeśli roboczo
                        > przyjmiemy tu podane przez "amentolodz" objaśnienie, to i tak nic nam po nim poza tym wątkiem

                        Skoro dostaniemy w rezultacie "wątek", to nie nic! Wątek to dużo. Chyba że Twoje zdanie "Sądzę, że na Forum
                        dyskusja może spokojnie być celem" (post 18-12-2002 14:49) miał odcień ironiczny, którego nie wychwyciłem?

                        [...]
                        > > > A ekonomiści, no cóż, mimo że są przedstawicielami nauki społecznej, na języku polskim znać się nie muszą.
                        > > Jeśli przez "znać" rozumiemy "poprawnie z języka korzystać", to muszą, muszą.
                        > "Znać", rzeczywiście tak rozumiemy, natomiast "nie muszą" - inaczej. Chodziło
                        > mi o to, że jest bardziej prawdopodobne, że mogą popełnić błąd, niż,
                        > przykładowo, poloniści, stąd nie należy traktować używanych przez nich określeń
                        > jako miarodajnych językowo.

                        Ale co to znaczy: "miarodajnych językowo"? (Zdefiniuj to jakoś :))
                        Czy może to, że ekonomista musi się podeprzeć słownikową definicją oportunizmu, by o oportunizmie rozmawiać?

                        I dlaczego polonista miałby być bardziej "miarodajny" w używaniu określeń?
                        Jeśli już, to nie polonista, ale twórca słowników? Miarodajny w cytowaniu słowników zatem?
                        Nie zrozumiałem Cię, ale może wyjaśnisz
                        • aard Do Finneznam 19.12.02, 12:06
                          finneznam napisał:

                          > Jeżeli "rzeczywiście nie", to znaczy, że jedno słowo może oznaczać różne
                          rzeczy. Więcej nawet - różne rzeczy niekoniecznie sobie bliskie.
                          ~~Jest też ina możliwość, tak jak w tym przypadku, gdzie oznacza to, że
                          definicję należy traktować sumarycznie a nie alternatywnie (oddzielenie
                          przecinkami, a nie średnikami). Oportunista jest słowem złożonym semantycznie i
                          oznacza wszystkie te rzeczy RAZEM. A skoro część z nich jest naganna, naganna
                          jest też postawa oportunistyczna.

                          > Może nie wszyscy obstawiają pejoratywne brzmienia słów "oportunizm"
                          czy "konformizm"?
                          Może rzeczywiście. Ale tym bardziej należy dążyć do uniformizacji interpretacji
                          tych pojęć by się łątwiej POROZUMIEWAĆ. Kluczem do uniformizacji definicji ma
                          jedynie szansę być słownik.

                          > Ale co to znaczy: "miarodajnych językowo"? (Zdefiniuj to jakoś :))
                          ~~miarodajny (słownik języka polskiego)
                          przym. Ia, ~ni
                          1. ‘dający gwarancję pewności, zasługujący na wiarę, zaufanie; pewny,
                          sprawdzony, wiarygodny’
                          Miarodajny językowo= pewny, sprawdzony, wiarygodny w kwestii języka.

                          > I dlaczego polonista miałby być bardziej "miarodajny" w używaniu określeń?
                          > Jeśli już, to nie polonista, ale twórca słowników? Miarodajny w cytowaniu
                          słowników zatem?
                          ~~Od polonisty (specjalisty od języka polskiego), z racji jego wykształcenia,
                          oczekuje się posługiwania się poprawną polszczyzną, w tym, słownikową. A twórcy
                          słowników języka polskiego są z reguły polonistami.

                          > > > Wyrwałem zdania z kontekstu, ale nie szkodzi. Doceńże nowatorstwo w p
                          > roponowaniu definicji :)
                          > > Doceniłem w post scriptum do tego samego posta. Jeśli cytujesz, cytuj komp
                          > letnie.
                          >
                          > To, co zacytowałem starczyło, żeby wskazać, że sam sobie z lekka zaprzeczasz -
                          > i to w jednym zdaniu (cóż z tego,
                          > że długim). Z jednej strony lubisz, jak kto nowatorski. Z drugiej nowatorstwa
                          wyrażanego w kuciu nowych definicji nie lubisz.
                          ~~Nie jest prawdą, jakoby starczyło. Znów popełniasz grzech atomizacji
                          (zarzucony mi m.in. przez "amentautolodz"). Jeśli chcesz czyjąś wypowiedź
                          zrozumieć, rozpatruj ją holistycznie, w tym przypadku: wspólnie z PS.

                          > Taka np. "kobza". [...] Ale zaryzykuję tezę, że dla większości ludzi w
                          Polsce, którzy w ogólę kobzę kojarzą, oznacza kobza toto,
                          > w co Szkot dmie. Czyli dudy. I kto rozsądzi? Słownik? Który? Tatarkiewicza
                          może, skoro był wspomniany? > I rybki, i akwarium.
                          Nieprawda, definicja podkreśla, że używanie słowa "kobza" w znaczniu "dudy"
                          jest błędne. Zwraca uwagę na powszechny błąd, aby tym skuteczniej go wykorzenić.

                          Ogólnie Fineznam: bardzo cenię Twój sposób dyskusji, jako inteligentny i lekko
                          kąśliwy, ale w tym przypadku stosujesz metodę naginania faktów z jednej
                          (interpretacja definicji "kobzy" na ten przykład) i podważania znaczenia
                          oczywistych pojęć (np. "miarodajny", "polonista") z drugiej strony, byle tylko
                          wykazać słuszność swojej tezy.

                          Mimo to (a może właśnie dlatego) pozdrawiam jak najserdeczniej! :-)
                          • finneznam Re: Do Finneznam 19.12.02, 13:10
                            aard napisał:
                            > ~~Jest też ina możliwość, tak jak w tym przypadku, gdzie oznacza to, że
                            > definicję należy traktować sumarycznie a nie alternatywnie (oddzielenie
                            > przecinkami, a nie średnikami). Oportunista jest słowem złożonym semantycznie i
                            > oznacza wszystkie te rzeczy RAZEM. A skoro część z nich jest naganna, naganna
                            > jest też postawa oportunistyczna.

                            Definicji NIE należy traktować sumarycznie. Chyba że w celu komediowym albo / i surrealistycznym.
                            Zamek (w Łodzi) a zamek (w Szkocji) a zamek (w spodniach) NIE są tym samym.
                            Podobnie: konformizm w znaczeniu A i konformizm w znaczeniu B nie są tym samym.

                            > > Może nie wszyscy obstawiają pejoratywne brzmienia słów "oportunizm" czy "konformizm"?
                            > Może rzeczywiście. Ale tym bardziej należy dążyć do uniformizacji interpretacji
                            > tych pojęć by się łątwiej POROZUMIEWAĆ. Kluczem do uniformizacji definicji ma
                            > jedynie szansę być słownik.

                            Po pierwsze: nie ma tylko jednego słownika. Jest wiele słowników. Słowniki się różnią. Powtarzam do znudzenia.
                            Słownik NIE ma być kluczem do uniformizacji definicji. (I przyjmij to na wiarę, proszę.)
                            Nie bez kozery wspomniałem o gramatyce preskryptywnej i gramatyce opisowej.
                            Prost(ack)o pisząc, ta pierwsza PODAJE "jak powinno być", a ta druga OPISUJE "jak faktycznie jest".
                            Podobnie: w słowniku "preskryptywnym" napiszą, że kobza to instrument strunowy i basta (a w domyśle: i kto się nie
                            posłucha, ten głąb). Słownik "opisowy" dostrzeże, że ludzie mówiąc "kobza" mają na myśli "dudy".

                            [...]
                            > ~~Od polonisty (specjalisty od języka polskiego), z racji jego wykształcenia,
                            > oczekuje się posługiwania się poprawną polszczyzną, w tym, słownikową. A twórcy
                            > słowników języka polskiego są z reguły polonistami.

                            Nadal się nie rozumiemy. Nie napiszę, że Ty nie rozumiesz mnie, bom grzeczny :)
                            (Znowu na marginesie: czy Amentalodz to polonista?)

                            > ~~Nie jest prawdą, jakoby starczyło. Znów popełniasz grzech atomizacji
                            > (zarzucony mi m.in. przez "amentautolodz"). Jeśli chcesz czyjąś wypowiedź
                            > zrozumieć, rozpatruj ją holistycznie, w tym przypadku: wspólnie z PS.

                            Zanim odpowiem, odpowiedz: czy tamten PS był ironiczny?

                            [...]
                            > Nieprawda, definicja podkreśla, że używanie słowa "kobza" w znaczniu "dudy"
                            > jest błędne. Zwraca uwagę na powszechny błąd, aby tym skuteczniej go wykorzenić.

                            Aby wykorzenić?! Huh. Wybacz, ale mnie na zajęciach z leksykografii czego innego uczono.

                            > Ogólnie Fineznam: bardzo cenię Twój sposób dyskusji, jako inteligentny i lekko
                            > kąśliwy, ale w tym przypadku stosujesz metodę naginania faktów z jednej
                            > (interpretacja definicji "kobzy" na ten przykład) i podważania znaczenia
                            > oczywistych pojęć (np. "miarodajny", "polonista") z drugiej strony, byle tylko
                            > wykazać słuszność swojej tezy.

                            Ech. Ciśnie się pod palce...Nie, nie powiem co.

                            > Mimo to (a może właśnie dlatego) pozdrawiam jak najserdeczniej! :-)

                            Oksymoronizujesz? Tautologizujesz? Nieważne :))
                        • vladip finneznam 19.12.02, 13:13
                          finneznam napisał:

                          >> ======DO VLADIPA

                          > > finneznam napisał:

                          > a koncentrując się na słownikach od autorów "uznanych" (nie kłócąc się, kto
                          > kogo uznaje, żeby nie przekomplikować)
                          • finneznam ============================ Koniec wieńczy post 19.12.02, 14:14
                            vladip napisał:
                            > słowniki "uznanych" autorów w większości wypadków są porównywalne,
                            > ale wcześniej nieco uprościłem.. chodziło mi tylko i wyłącznie o te 2 definicje
                            > przytoczone powyżej

                            No więc piszesz, że nieco uprościłeś. I że właściwie nie chodziło o sprawy ogólne, ale szczególne.
                            Tylko skądże jakże ja mam się tego domyślić?!
                            Dalej piszesz: "Z wyjątkiem przykładu z dudami, tutaj podpisuję się pod tym, co napisał aard ".
                            No więc jak Wam, kochani, odpowiadać? Aardowi osobno, Tobie osobno? Dudy osobno?
                            Z Aardem to nawet na dwa fronty, bo postami w górnej i postami w dolnej części wątku? Jak temu podołać?

                            Przykład z dudami jest znaczący. Powtórzę jeszcze raz:
                              • finneznam Heh. Tyle masz, co nic ;)) 20.12.02, 08:41
                                vladip napisał:
                                > moje wnioski są zupełnie inne
                                > gdyby Iks posłużył się definicją słownikową (czyli powiedział dudy) [...]

                                Vladipie, przepraszam, że już tu utnę, ale czegoś nie załapałeś (przypuszczę, że z mojej winy):
                                Gdyby "Iks posłużył się definicją słownikową", to na równych prawach powiedziałby "kobza", co i "dudy".
                                Ponieważ w haśle KOBZA u Tatarkiewicza jest _zarówno_, że kobza to kobza, jak i to, że kobza to dudy.
                                Embarras de richesse.

                                > a powodów wydawania nowych słowników jest wiele, ale dwa pozwolę sobie wymienić
                                > - nowe (lub rozszerzone) znaczenie niektórych wyrazów

                                Jeśli nowe i rozszerzone - to masz dowód, że słowniki się różnią.

                                > - chęć zarobienia kasy

                                Jeśli dwa słowniki prezentują ten sam materiał leksykograficzn (a różnią się np. tylko okładką, ceną,
                                wydawnictwem), to Twoje założenie jest słuszne przy co najmniej jednym z następujących założeń
                                pobocznych:
                                (a) ludzie nie mają co z pieniędzmi robić;
                                (b) ludzie uwielbiają kolekcjonować słowniki różniące się tylko okładką, ceną...itp.
                                (c) ludzie są głupi.

                                > itd... itp...

                                Itd? Itp? Brakło innych powodów?
                                Nie odpowiadaj :) Podobnie jak Aard, jestem zmęczony.
            • aard Aha, doktryner 18.12.02, 12:01
              doktryner [źródło to samo] (słownik języka polskiego)
              rz. mos I ‘osoba mająca ciasne, sztywne poglądy na jakąś kwestię, kurczowo
              trzymająca się ustalonych reguł i formuł’

              Tu, jak widać, jesteś bliski/ -a prawdy, ja jednak podtrzymuję pytanie: czy
              tych postaw nie można połączyć? Przykładaowo: jestem doktrynerem w kwestiach
              religii i np. odrzucam zapłodnienie in vitro, ale jestem oportunistą
              politycznym i dla kilkuset głosów nie zawaham się zostawić kolegów z partii i
              pójść tam, gdzie dadzą więcej. W koncu religia tego nie zabrania, to świadczy
              tylko o braku zasad.
        • Gość: Ano Re: Najlepiej być epikurejczykiem IP: *.kappa.com.pl 18.12.02, 14:56
          W sposób definicyjny czyli:
          Epikureizm,
          1) hellenistyczny system filozoficzny, którego twórcą był Epikur i który
          wypływał z dwóch źródeł:
          A) kultu życia i pragnienia szczęścia.
          B) z trzeźwej postawy umysłu, ufającego temu, co mu bezpośrednio jest dane i
          operującego wyłącznie konkretnymi wyobrażeniami.

          Epikureizm głosił:
          - sensualizm psychologiczny, opierający poznanie na wrażeniach zmysłowych.
          - zasady logiki indukcyjnej określającej, jak należy poprawnie uogólniać
          spostrzeżenia poznawcze.
          - etykę hedonistyczną opartą na przeświadczeniu, że szczęście polega na
          doznawaniu przyjemności, a nieszczęście na doznawaniu cierpienia.

          Brak cierpienia (eudajmonia) był odczuwany jako przyjemność. Zgodnie z zasadą
          hedonizmu radość jest wrodzona człowiekowi i nie potrzebuje on o nią zabiegać,
          wystarczy tylko, by ciało było zdrowe i dusza spokojna a życie będzie rozkoszą.

          Wg epikureizmu wartość posiadają jedynie dobra doczesne. Człowiek jest
          odpowiedzialny za własne szczęście i nieszczęście. Spokój jest najdoskonalszym
          stanem a oświecony umysł jedynym środkiem przeciwko niepokojowi.

          W filozofii przyrody epikureizm wyrzeka się czynników nadprzyrodzonych i uznaje
          wszelkie byty za cielesne, ciała za zbudowane atomistycznie, zdarzenia za
          uwarunkowane przyczynowo, a przyczyny za działające mechanicznie.

          2) epikureizm okresu cesarstwa rozwinięty przez Diogenesa z Ojnoanda, żyjącego
          za czasów Trajana, występował przeciwko wierze w objawienie i narastającym
          tendencjom mistycznym.

          3) epikureizm okresu renesansu (odrodzenia) stał się podstawą rozwoju filozofii
          przyrody, popularyzacji zasad etycznych upowszechnianych w literaturze i sztuce.

          • aard Re: Najlepiej być hedonista....(nt) 18.12.02, 13:36
            Gość portalu: amentalodz napisał(a):

            > Jestem za,ale czy dążenie do doznawania przyjemności i rozkoszy- powoduje
            > to,że jesteśmy bliżej rzeczywistości? :-)))
            Ach więc ty chcesz być bliżej rzeczywistości? No nareszcie zaczyna być wiadomo,
            o co Ci chodzi. Tylko po co chcesz tam być? Nie lepiej być ponad
            rzeczywistością (sur-real)?
            • Gość: amentalodz Re: Najlepiej być hedonista....(nt) IP: *.izet.pl 18.12.02, 13:48
              Nie niechce być ponad rzeczywistością w sensie mentalnym, dlatego też nie
              chcialem się dopisywać. Wątek surrealistyczny ze względu na nie prawdziwą
              przesłankę, aczkolwiek logiczny (niestety tylko logiczny) jest
              nieprawdziwy.Poza tym, obecnie to już tylko ciekawa historia.
              Może osoba trzecia,np. "Młody" uwspólni naszą płszczyznę porozumienia.Jak
              myślisz hedonizm, doktryny czy symboliczny oportunizm przybliżają do
              rzeczywistości?
              • aard Teraz jestem dotknięty 18.12.02, 14:44
                Gość portalu: amentalodz napisał(a):

                > Wątek surrealistyczny ze względu na nie prawdziwą
                > przesłankę, aczkolwiek logiczny
                Wątek surrealistyczny ABSOLUTNIE NIE JEST logiczny.

                > Poza tym, obecnie to już tylko ciekawa historia.
                Znów piszesz "tylko". Co jest "aż" w tym przypadku?

                > Jak
                > myślisz hedonizm, doktryny czy symboliczny oportunizm przybliżają do
                > rzeczywistości?
                Żadne z powyższych. W rzeczywistości jesteśmy zanurzeni sine qua non i żadne
                dodatkowe "przybliżenie" nie jest ani możliwe, ani potrzebne.
                • Gość: amentalodz Re: Teraz jestem dotknięty IP: *.izet.pl 18.12.02, 14:57
                  Niepotrzebnie. Surrealizm był co do swoich manifestów precyzyjnie określony w
                  związku z tym jest logiczny. Przecież manifesty Bretona nie są zbiorem
                  przypadkowych wyrazów, które nie tworzą żadnego sensu. A pisze o surrealiźmie
                  jako o fakcie kulturowym, społecznym, politycznym, który miał już miejsce w
                  historii. Obecnie jest już coś lepszego dla ludzkiej egzystencji niż
                  surrealizm.
                  W związku z tym, śmiem twierdzić że jeżeli już zanużeni w rzeczywistości to
                  wyłącznie doktrynerzy. W sumie zgadzam się z "Zainteresowanym", dobrze ujął
                  problem.
                  • aard Czytaj sam siebie 18.12.02, 15:37
                    Po raz kolejny twierdzisz, że piszesz coś, o czytm słowa nie ma w twoich
                    poprzednich postach:

                    Gość portalu: amentalodz napisał(a):

                    > Surrealizm był co do swoich manifestów precyzyjnie określony w
                    > związku z tym jest logiczny.
                    W poprzednim poście pisałeś o moim Wątku surrealistycznym, który nie jest
                    logiczny, a nie o surrealizmie bretonowskim, który, być może, logiczny był.

                    > W związku z tym, śmiem twierdzić że jeżeli już zanużeni w rzeczywistości to
                    > wyłącznie doktrynerzy.
                    A ja śmiem twierdzić, że zbyt wąsko rozumiesz słowo
                    rzeczywistość. "Oportuniści" też jeżdżą samochodami.
                      • aard Wyja snie nia 18.12.02, 15:55
                        Gość portalu: amentalodz napisał(a):

                        > ....a może "wątek surrealistyczny" - nie mający nic wspólnego z "klasycznym"
                        > surrealizmem
                        "Klasyczny surrealizm" to bełkotliwy oksymoron (wg definicji bełkotu podanej
                        przez J.M.Bocheńskiego w "Stu zabobonach"). WS zawiera elementy bretonowskiego
                        surrealizmu, zawiera też inne (przede wszystkim zabawę słowem, vide: Dos
                        Mollendos). Nikt na nim nie narzuca, co to jest surrealizm. Nasz surrealizm
                        zakłada bowiem właśnie brak jakich kolwiek ograniczeń

                        > Czy zatem, twój "wątek surrealistyczny", to nadrealizm? Wyjaśnij mi
                        Wyjaśnij mi, czy "rogalik maślany" to tłuszcz zwierzęcy służący do smarowania
                        chleba i robienia kanapek?
                        • Gość: amentalodz To już żenada IP: *.izet.pl 18.12.02, 16:13
                          A jak myślisz, co innego Breton, ojciec Surrealizmu zakładał, jak właśnie nie
                          brak ograniczeń.
                          Do twojej informacji: Nadrealizm to synonim Surrealizmu.
                          Mnie o swojej ignorancji już przekonałeś. Pamiętaj jednak, że czytają cię
                          (niestety b.często pojawiasz się na Forum) i ludzie bardzo młodzi.Może
                          powinieneś byc bardziej merytoryczny w swoich sformułowanich. Chyba ktoś za to
                          płaci?
                          Mimo wszystko dzięki za konwersację. Szkoda tylko, że poza przepychankami
                          słownymi, nic konstruktywnego do niej nie wniosłeś.
                          • aard Że nada (się) to pewna 18.12.02, 16:35
                            Gość portalu: amentalodz napisał(a):

                            > Do twojej informacji: Nadrealizm to synonim Surrealizmu.
                            Dla twojej informacji: właśnie to oznaczał moja uwaga o maśle maślanym jako
                            komentarz do twojego "nadrealistycznego wątku surrealistycznego"

                            > Mnie o swojej ignorancji już przekonałeś.
                            Ty mnie dla odmniany o swojej nieumiejętności zapisania w czytelny własnych
                            myśli, jak również króciutkiej pamięci.

                            > (niestety b.często pojawiasz się na Forum)
                            Ja tam nie żałuję, ale może wspólnie spytamy innych, czy to jest "niestety"?

                            Pamiętaj jednak, że czytają cię i ludzie bardzo młodzi.Może
                            > powinieneś byc bardziej merytoryczny w swoich sformułowanich.
                            Może.

                            Chyba ktoś za to
                            > płaci?
                            Niby kto? I komu? A może w twoim zdaniu zabrakło słowa "Ci"? Wtedy odpowiedź
                            brzmi: nie.

                            > Mimo wszystko dzięki za konwersację. Szkoda tylko, że poza przepychankami
                            > słownymi, nic konstruktywnego do niej nie wniosłeś.
                            Ja też Ci bardzo dziękuję. Szkoda tylko, że nie potrafisz się wyzwolić ze
                            schematu "dyskusji na zadany (przez ciebie) temat" i swobodnie żeglować po
                            niezmierzonych polach wzajemnej interakcji miast doktrynersko trzymać się
                            swojego pytania o "sens bytu istnienia", czyli o gatunek masła masła.
                            Szkoda też, że brak ci inteligencji, by dostrzec ją u innych. I tylko tu ci jej
                            brak, bo poza tym bardzo doceniam twój potencjał umysłowy.
                            • Gość: Dos Mollendos Coś z Huculska... IP: 212.191.74.* 18.12.02, 17:06
                              >>>A w mniędzyczasie z pewnością już się zagrzała zagorzała gorzała. A cóś mi
                              się Panocki uwiduje, że "biez vodki (a raczej vodek) NIE RAZBIERIOSZ..."
                              Pozdrawiam Surrealno-nadrealno-nierealnie i pamiętajcie w ferworze, że są 3
                              prawdy góralskie, a i tak każdy ma swoją... :)))
    • vladip jeszcze czepiając się pojęć... 18.12.02, 15:24
      co powiesz na
      doktrynalnego oportunistę
      człowieka który za swoją filozofię życiową przyjął zmianę poglądów w taki
      sposób aby żyło mu się wygodniej..

      a wracając do tematu za innowacyjnościa i osiąganiem sukcesu w każdej
      dziedzinie leży najczęściej właśnie mrówcza praca i trzymanie się zasad...
      problem polega na tym że poznanie tych zasad i definicji jest dopiero pierwszym
      krokiem na drodze do sukcesu
    • aard Drogi "amentalodz" 18.12.02, 16:43
      Niestety nie mogę nominować twojej definicji oportunizmu do nagrody Złotego
      Salvadora w kolorowe ciapki, bo piszesz jako gość. Może pomyślisz nad
      zalogowaniem się i przepisaniem tych banialuk raz jeszcze?
      • Gość: amentalodz Re: Drogi 'aard' IP: *.izet.pl 19.12.02, 08:47
        Na Forum produkuje się dużo ciekawych, otwartych umysłów.Podzieliłem się
        nurtującą mnie refleksją. Zadałem proste pytanie ontologiczne. Odpowiedzi były
        ciekawe. Niestety nie twoja. Nawet nie zbliżyłeś się do jego zrozumienia.A
        szkoda. No, ale gratuluje - w drodze do zrozumienia - uporczywego posługiwania
        się epitetami (niezbyt przy tym wyszukanymi), schodzenia na wątki oboczne
        (patrz: pomysłodawca "wątku", twórca "surrealizmu"-może nawet
        neosurrealizmu!!!).
        I w imię czego?;że zacytuję"...oportuniści też jeżdżą samochodami".No,ale
        trudno nie docenić inteligibilności takiej postawy interlokutora w procesie
        poznawczym.
        Pozdr.
        • markiza_de_kotlet_mielony Re: Drogi 'aard' 19.12.02, 09:03
          Gość portalu: amentalodz napisał(a):


          Zadałem proste pytanie ontologiczne. Odpowiedzi były
          > ciekawe.

          Dla Ciebie zapewne niezwykle ciekawe, biorąc pod uwagę fakt,że nie zrozumiałeś
          pytania, które sam zadałeś...



          > I w imię czego?;że zacytuję"...oportuniści też jeżdżą samochodami".No,ale
          > trudno nie docenić inteligibilności takiej postawy interlokutora w procesie
          > poznawczym.

          inteLLigibilności - znowu chyba używasz wyrazu, którego znaczenia nie znasz...

          • Gość: amentalodz No cóż IP: *.izet.pl 19.12.02, 10:10
            Nie chce mi się kolejny raz tłumaczyć konstrukcji pytania. Albo ktoś je rozumie
            albo nie.
            Co do wyrazu inteligibilość- to również oznacza adekwatność
            a hasło: "trudno nie docenić inteligibilności takiej postawy interlokutora w
            procesie poznawczym"- innymi słowy mówiąc: człowieka coś przerasta, ale
            próbuje zrozumieć (blisko też jest: ile zje, tyle wie).Inną sprawą jest to, w
            jaki sposób radzi sobie z procesem rozumienia.Np. w sposób arogancki: rzucając
            epitetami, szukając braków merytorycznych u inych, a z ignorancji robić katedrę.
            • aard Amentologu od sporej liczby boleści 19.12.02, 10:33
              Gość portalu: amentalodz napisał(a):

              > Np. w sposób arogancki: rzucając
              > epitetami,

              POWTARZAM I APELUJĘ: Wskaż choć jeden epitet (w zanczeniu drugim,
              tj. "przezwisko", bo chyba o to Ci chodzi) w moich postach. Jeśli nie
              potrafisz - a nie ma w tym nic dziwnego, bo epitetów nie używam - to nie rzucaj
              oskarżeń na wiatr, bo się tylko coraz bardziej ośmieszasz.

              Pozdrawiam życząc więcej samokrytycyzmu i zdrowego rozsądku,
              aA
              Rd

              PS. Może przyjdziesz na spotkanie jutro i przedyskutujemy to osobiście? Mam
              wrażenie, że byłoby bardzo interesujące. Jeśli nie wiesz, jakie spotkanie,
              znajdź jakikolwiek post HuBara i kliknij na jego sygnaturkę.
              Serdecznie zapraszamy - szczerze!
              aard
              • finneznam Do Aarda ponownie 19.12.02, 12:40
                aard napisał:
                > POWTARZAM I APELUJĘ: Wskaż choć jeden epitet (w zanczeniu drugim,
                > tj. "przezwisko", bo chyba o to Ci chodzi) w moich postach.

                To może ja - nie tyle wskażę - co zapytam (przypuśćmy, że retorycznie):
                1) Jak ugryźć "Amentologu od sporej liczby boleści"?
                2) Czy tu można znaleźć posądzenie o nieudolność: "Jak możesz chcieć dyskutować o czymś, jeśli nawet nie wiesz,
                co dokładnie oznaczają użyte przez Ciebie słowa?" - jeśli założyć, że niewiedza nie została udowodniona?
                3) Czy wyraz 'bezsensowny' w: "nie trwać przy Twojej bezsensownej definicji oportunizmu" jest pejoratywny?
                5) Czy "życząc więcej samokrytycyzmu i zdrowego rozsądku" nie przemyca ktoś czegoś owegoś?

                I jeszcze w kwestii nad- / surrealizmu.
                Cytujesz, Aardzie, swojego Przyjaciela: "SURREALIZM - gdy dupa, posiadająca (jak każda) swego psa, szczeka
                NADREALIZM - gdy szczekanie, posiadające (jak każde) swą dupę, psuje"
                == Czyli NAD i SUR nie to samo? (Zakładam (naiwnie?), że "dupa" i "pies", "psucie" i "szczekanie" to nie synonimy?)

                A potem czytam takie coś:
                (Amentalodz) > Do twojej informacji: Nadrealizm to synonim Surrealizmu.
                (Aard) > Dla twojej informacji: właśnie to oznaczał moja uwaga o maśle maślanym [itd.]
                == Czyli jednak to samo?

                Wytłumaczcie: jak w końcu? A może nie tłumaczcie. Już i w tym, co mam, się zgubiłem. (Przez co nie chcę, o nie!, dać
                do zrozumienia, że (C)Huan jest mniejszym geniuszem niż Breton.)

                Poniższe też jest bardzo ciekawe (bez kpiny pisząc):
                "Nikt na nim [wątku surrealistycznym - przyp. F] nie narzuca, co to jest surrealizm."
                Czy istnieje jakiś byt NIEsurrealistyczny? A jeśli istnieje, to czy mogę jakiś przykład? A jeśli dostanę przykład, to czy
                mogę go umieścić na WS? A jeśli go umieszczę, to:
                (1) czy WS przestanie być surrealistyczny jako zbrukany niesurrealizmem?
                (2) czy element niesurrealistyczny stanie się surrealistyczny mocą samego faktu umieszczenia go w WS?
                (3) czy jakieś tertium datur est?

                Pytanie pomocnicze 1:
                Czy lepszy bełkotliwy oksymoron - czy nadmierne tautologizowanie - czy niesurrealistyczny surrealizm?

                Pytanie pomocnicze 2:
                Piszesz, Aardzie: "Ad.1. Przydawek i ty, choć często bez zrozumienia, używasz."
                Wytłumacz jakie jest Twoje zrozumienie fragmentu "Ad.1"?
                • aard To już jest nudne, dlatego zmilczałem 19.12.02, 15:00
                  Ale niech i tak będzie, że się jeszcze chwilę pobawimy.

                  finneznam napisał:

                  > To może ja - nie tyle wskażę - co zapytam (przypuśćmy, że retorycznie):
                  > 1) Jak ugryźć "Amentologu od sporej liczby boleści"?
                  ~~Nie schodzę nigdy w dyskusji niżej niż poziom kultury dyskusji rozmówcy
                  (zazwyczaj staram się też nie schodzić poniżej pewnego z góry ustalonego
                  poziomu, ale tu zrobiłem jeden z nielicznych wyjątków). Ten - zgoda - epitet
                  był odpowiedzią na "spoconego Kazia".

                  > 2) Czy tu można znaleźć posądzenie o nieudolność: "Jak możesz chcieć
                  dyskutować o czymś, jeśli nawet nie wiesz, co dokładnie oznaczają użyte przez
                  Ciebie słowa?" - jeśli założyć, że niewiedza nie została udowodniona?
                  ~~Założenie jest błędne, bowiem niewiedza została udowodniona poprzez
                  porównanie definicji "amentautolodz" i słownikowej i wykazanie istotnych
                  różnic. Rozumiem Twoją argumentację o różnych słownikach, a w nich różnych
                  definicjach, ale się z nią nie zgadzam. Więcej na ten temat nie będę dyskutował.

                  > 3) Czy wyraz 'bezsensowny' w: "nie trwać przy Twojej bezsensownej definicji
                  oportunizmu" jest pejoratywny?
                  Tak. NIE jest natomiast epitetem.

                  Gdzieś Ci umknęło 4) - czy przejście od razu do 5 miało stworzyć wrażenie, że
                  zarzutów jest więcej niż w rzeczywistości, czy też było przypadkowe?

                  > 5) Czy "życząc więcej samokrytycyzmu i zdrowego rozsądku" nie przemyca ktoś
                  czegoś owegoś?
                  ~~Sugeruje tenże ktoś, że adresatowi ww. cech brak, co NIE jest epitetem.

                  > == Czyli NAD i SUR nie to samo?
                  > A potem czytam takie coś:
                  > (Amentalodz) > Do twojej informacji: Nadrealizm to synonim Surrealizmu.
                  > (Aard) > Dla twojej informacji: właśnie to oznaczał moja uwaga o maśle maśla
                  > nym [itd.]
                  > == Czyli jednak to samo?
                  ~~Czyli nie umiesz się wyluzować. Przy odrobinie dobrej woli zrozumiałbyś, że
                  przytoczone za Chuanem definicje to żart i to żart - że się tak wątkowo wyrażę -
                  surrealistyczny. Tymczasem Ty albo nie chcesz (tak sądzę), albo nie potrafisz
                  (w to wątpię) tego zrozumieć.
                  Natomiast to, że przedrostek "sur" znaczy po francusku "nad" oraz, że
                  słowo "surrealizm" pochodzi z języka francuskiego (jako że jego autorem był
                  Andre Breton, Francuz), ergo surrealizm=nadrealizm jest faktem oczywistym i
                  znanym mi od dawna (niniejszy wątek nie był iluminacją), a o czym wiedziałbyś,
                  gdybyś poczytał wspomniany Wątek surrealistyczny, są tam bowiem posty np. z
                  wiosny tego roku, gdzie problematyka ta była, niejako mimochodem, dotykana.

                  > (1) czy WS przestanie być surrealistyczny jako zbrukany niesurrealizmem?
                  > (2) czy element niesurrealistyczny stanie się surrealistyczny mocą samego
                  faktu
                  > umieszczenia go w WS?
                  > (3) czy jakieś tertium datur est?
                  ~~Od jakiegoś czasu uprawisz sofistykę, tu mamy jej wyjątkowo klarowny
                  przykład. Odpuść sobie jako i ja odpuszczam.

                  > Pytanie pomocnicze 1:
                  > Czy lepszy bełkotliwy oksymoron - czy nadmierne tautologizowanie - czy
                  niesurrealistyczny surrealizm?
                  ~~Dobre.

                  > Pytanie pomocnicze 2:
                  > Piszesz, Aardzie: "Ad.1. Przydawek i ty, choć często bez zrozumienia,
                  używasz."
                  > Wytłumacz jakie jest Twoje zrozumienie fragmentu "Ad.1"?
                  ~~Szczerze mówiąc, nie chce mi się. spróbuj sam do dojść "co autor miał na
                  myśli". Nie sądzę, by było to specjalnie trudne.

                  Pozdrawiam z rosnącymi: szacunkiem i zmęczeniem tematem.
                  • finneznam To nieweryfikowalne czy właśnie dlatego zmilczałeś 20.12.02, 08:30
                    aard napisał:
                    [...]
                    > Ten - zgoda - epitet był odpowiedzią na "spoconego Kazia".

                    No czyli jednak. To drugą razą nie POWTARZAJ, nie APELUJ.

                    > > [...] jeśli założyć, że niewiedza nie została udowodniona?
                    > ~~Założenie jest błędne, bowiem niewiedza została udowodniona poprzez
                    > porównanie definicji "amentautolodz" i słownikowej i wykazanie istotnych
                    > różnic. Rozumiem Twoją argumentację o różnych słownikach, a w nich różnych
                    > definicjach, ale się z nią nie zgadzam. Więcej na ten temat nie będę dyskutował

                    Założenie nie jest błędne, tylko wynikające z mojej oceny. Że z Twojej wynika co innego, to rozumiem.
                    Rzeczywiście: o tym EOT.

                    > > 3) Czy wyraz 'bezsensowny' w: "nie trwać przy Twojej bezsensownej definicj i oportunizmu"
                    > > jest pejoratywny?
                    > Tak. NIE jest natomiast epitetem.

                    Czyli (teoretycznie), gdybym użył wobec Ciebie określeń pejoratywnych, ale bez epitetów, byłoby OK?

                    > Gdzieś Ci umknęło 4) - czy przejście od razu do 5 miało stworzyć wrażenie, że
                    > zarzutów jest więcej niż w rzeczywistości, czy też było przypadkowe?

                    Nie zmieniłem numeracji, fakt, przepraszam. Natomiast zarzut był, tylko postawiłem go gdzie indziej.
                    (Zależał od odpowiedzi na pytanie, czy sławetny pees był ironiczny, czy nie.)

                    > > 5) Czy "życząc więcej samokrytycyzmu i zdrowego rozsądku" nie przemyca ktoś czegoś owegoś?
                    > ~~Sugeruje tenże ktoś, że adresatowi ww. cech brak, co NIE jest epitetem.

                    Rozumiem. Ale patrz wyżej przy punkcie 3. (Problem z Tobą, IMHO i przy całym szacunku, Aardzie, że
                    widzisz źdźbło epitetu w oku bliźniego a we własnym oku nie widzisz belki pozaepitetowego obrażania,
                    choćby subtelniejszego.)

                    [...]
                    > ~~Czyli nie umiesz się wyluzować. Przy odrobinie dobrej woli zrozumiałbyś, że
                    > przytoczone za Chuanem definicje to żart i to żart - że się tak wątkowo wyrażę
                    > surrealistyczny. Tymczasem Ty albo nie chcesz (tak sądzę), albo nie potrafisz
                    > (w to wątpię) tego zrozumieć.

                    Rozumiem, że Ty umiesz wyluzować.
                    Dlaczego nie wyluzowałeś, kiedy pytano "Czy zatem, twój "wątek surrealistyczny", to nadrealizm?"?
                    Może to było pytanie dowcipne i z ironią między literkami?

                    Nie rozumiem natomiast Twej niechęci do stuknięcia gdzieś emotikonu.
                    Definicje Chuana _treściowo żartobliwe_ bronią się same - tzn. nie trzeba do nich dopisywać :) czy ;)
                    Natomiast przydałoby się toto w Twoim cytowaniu definicji Chuana: bo nie wiadomo, czy cytowałeś je,
                    żeby podzielić się żartem, czy żeby wskazać, że NAD- i SUR- to jednak nie to samo.

                    [...]
                    > > (1) czy WS przestanie być surrealistyczny jako zbrukany niesurrealizmem?
                    > > (2) czy element niesurrealistyczny stanie się surrealistyczny mocą samego faktu umieszczenia go w >
                    > WS?
                    > > (3) czy jakieś tertium datur est?
                    > ~~Od jakiegoś czasu uprawisz sofistykę, tu mamy jej wyjątkowo klarowny przykład.
                    > Odpuść sobie jako i ja odpuszczam.

                    Nie wiem, z którego znaczenia "sofistyka" korzystasz? (Bue, znowu będzie o definicjach?)
                    Chciałem Ci tylko zwrócić uwagę, że definiowaniu czegoś "SURREALIZM jest tym, co X, Y, Z w wolności
                    swej nieskrępowanej uznają za surrealizm" daleko do definicji, ba!, daleko choćby do sofistyki. To jest
                    afunkcjonalna tautologizująca nieporadność. Przykro mi, [je]że[li] Cię uraziłem.
                    Ale reasumujesz słusznie. A więc: odpuszczam Tobie jako i ja odpuszczam.

                    [...]
                    > > Piszesz, Aardzie: "Ad.1. Przydawek i ty, choć często bez zrozumienia, używasz."
                    > > Wytłumacz jakie jest Twoje zrozumienie fragmentu "Ad.1"?
                    > ~~Szczerze mówiąc, nie chce mi się. spróbuj sam do dojść "co autor miał na
                    > myśli". Nie sądzę, by było to specjalnie trudne.

                    Ja się domyśliłem. Chciałem tylko zestawić Twój zarzut, że ktoś bez zrozumienia używa przydawek z tym,
                    że Ty bez zrozumienia używasz skrótu (skrótu?) "Ad.". Tak się nie godzi, że się szumnie wyrażę.

                    > Pozdrawiam z rosnącymi: szacunkiem i zmęczeniem tematem.

                    I bardzo wzajemnie.
          • finneznam Do Markizy_D_K_M 19.12.02, 11:31
            markiza_de_kotlet_mielony napisała:
            > > No,ale trudno nie docenić inteligibilności takiej postawy interlokutora w procesie
            > > poznawczym.
            > inteLLigibilności - znowu chyba używasz wyrazu, którego znaczenia nie znasz...

            Amentalodz przesadza, fakt. Przesadza, gdy zamiast "inteligibilność" może napisać "adekwatność" - a nie pisze.
            Chyba że (!) daje tym do zrozumienia, że chce dyskutować z ludźmi, którzy znają ten wyraz a nie inny. Wolno mu / jej.
            Miejscie go / ją za bufona, snoba, lingwistę - ale i tak mu / jej wolno. Natomiast:
            (1) "znajomość znaczenia" to _niekoniecznie_ znajomość ortografi
            (2) wiedza o ortografii to _niekoniecznie_ niepopełnianie nigdy zwykłych literówek
            (3) inteligibilność to _niekoniecznie_ zapis błędny.
            • markiza_de_kotlet_mielony Re: Do Markizy_D_K_M 19.12.02, 15:53
              finneznam napisał:

              > Amentalodz przesadza, fakt. Przesadza, gdy zamiast "inteligibilność" może
              napis
              > ać "adekwatność" - a nie pisze.

              Tym akurat nie przesadza, nawet jak ktoś nie zna tego słowa, to pewnie chętnie
              pozna, nie o to chodzi...chodzi o to,żeby używać słów zgodnie z ich znaczeniem,
              Jeżeli to takze znaczy adekwatny - nie wiedziałam..., ale w temacie występuje
              oportunista, a z treści postów autora wynikałoby,ze chodzi bardziej o
              nonkonformistę, a to jest diametralna różnica- stąd całe zamieszanie na tym
              wątku, tzn. z ignorancji autora,do której każdy w zasadzie ma prawo (ja też
              nie znałam znaczenia inteligibilny , jako adekwatny), ale chodzi o to,żeby na
              chama nie przekonywać wszystkich ,że kot to ryba, jak już się samemu
              zobaczyło,ze kot to jednak kot...


              Natomi
              > ast:
              > (1) "znajomość znaczenia" to _niekoniecznie_ znajomość ortografi
              > (2) wiedza o ortografii to _niekoniecznie_ niepopełnianie nigdy zwykłych
              literó
              > wek

              Z tm się zgadzam...

              > (3) inteligibilność to _niekoniecznie_ zapis błędny.
              A tego to nie wiem, tzn.pewności nie mam,ze tylko przez 2L jest poprawnie

              • finneznam Re: Do Markizy_D_K_M z ukłonami przez zmęczenie 20.12.02, 09:01
                markiza_de_kotlet_mielony napisała:

                > > Amentalodz przesadza, fakt. Przesadza, gdy zamiast "inteligibilność" może napisać "adekwatność" - a nie pisze.
                > Tym akurat nie przesadza, nawet jak ktoś nie zna tego słowa, to pewnie chętnie

                Moim zdaniem ten, kto zamiast "zubożenie" pisze "pauperyzacja" a zamiast "zgoda" mówi "konsens" (albo, co gorsze,
                "konsensus" ) a wypowiadałby się na forum publicznym - coś tam jednak przesadza. No bo dlaczego używa słów,
                które (domyślnie) trafią (zrozumieniowo) do mniejszej liczby odbiorców?
                Dla mnie to jednak razwiedka bojem: kto zrozumie pauperyzację, ten jest na moim (domyślnie: odpowiednio wysokim)
                poziomie - może nie intelektualnym - ale semantofilnym :)
                Nie do końca tak jest, jak piszę, bo niektórzy nie zdają sobie sprawy, że dany wyraz jest trudny, brzmi napuszenie
                itede. A może ktoś studiował filozofię, przepełny potem różnorakich paradygmatów reifikujących hermeneutycznie?
                Sam nie wiem.
                Masz rację: nie przesadza :)

                > pozna, nie o to chodzi...chodzi o to,żeby używać słów zgodnie z ich znaczeniem,
                > Jeżeli to takze znaczy adekwatny - nie wiedziałam..., ale w temacie występuje

                Ja też nie wiedziałem, że zamiast "inteligibilność" może napisać "adekwatność", ale mniej więcej coś takiego
                zaproponował Amentalodz a ja wierzę, że w dobrej wierze proponował.

                [...]
                > > Natomiast:
                > > (1) "znajomość znaczenia" to _niekoniecznie_ znajomość ortografi
                > > (2) wiedza o ortografii to _niekoniecznie_ niepopełnianie nigdy zwykłych literówek
                > Z tm się zgadzam...

                Cieszę się.

                > > (3) inteligibilność to _niekoniecznie_ zapis błędny.
                > A tego to nie wiem, tzn.pewności nie mam,ze tylko przez 2L jest poprawnie

                Ja też nie mam pewności, bo wyrazu nie znam. Pierwsze, co zrobiłem to wstukałem oba warianty pisowniane w
                gugle i porównałem liczby wyników. Słabe to źródło dla wniosków frekwencyjnych, ale z braku laku...
                Drugie, co zrobiłem, to zastanowiłem się nad jakimś innym przykładem. O, "collegium" (łacina) albo "college" (angielski)
                traci w polszczyznie jedno L. Przykładów może być więcej.
                Wiobec czego stawiam na jedno L.
                Pozdrawiam.
        • aard Tani "amentolodz" 19.12.02, 09:05
          Gość portalu: amentalodz napisał(a):

          Nawet nie zbliżyłeś się do jego zrozumienia.
          To prawda. Może powinieneś rozważyć jaśniejsze formułowanie pytań?
          • Gość: amentalodz aard IP: *.izet.pl 19.12.02, 09:40
            Rzeczywiście jaśniej się naprawdę nie da. Wspomniałem już, że nic do dyskusji
            nie wniosłeś. Natomiast argumenty, jakimi się posługujesz, czyli: epitety i
            zwykła nieporadność intelektualna, która nie pozwala na zrozumienie całości są
            zwyczajnie pseudointelektualne. I rzeczywiście wieje taniochą spoconego Kazia.
            Kończymy
            • aard Ładnie piszesz, ale spójrz w lustro 19.12.02, 09:58
              Gość portalu: amentalodz napisał(a):

              > Rzeczywiście jaśniej się naprawdę nie da.
              ~~Tobie rzeczywiście się to nie udało ani razu. Teraz ponadto ponownie nie
              zrozumiałeś zarzutu.

              > Natomiast argumenty, jakimi się posługujesz, czyli: epitety
              ~~No cóż, zastanawiałeś się kiedyś, co znaczy słowo "epitet"? Najwyraźniej jego
              również nie rozumiesz.
              Epitet:
              1. ‘przydawka przymiotnikowa, wyraz stanowiący określenie danego rzeczownika,
              uwydatniający właściwości przedmiotu lub stosunek mówiącego do tego przedmiotu’
              2. pot. ‘przezwisko’

              Ad.1. Przydawek i ty, choć często bez zrozumienia, używasz.
              Ad.2. Wskaż choć jedno w moich postach.

              i
              > zwykła nieporadność intelektualna, która nie pozwala na zrozumienie całości

              > zwyczajnie pseudointelektualne.

              ~~Masz wyraźnie słabość do tautologii. "Nieporadność intelektualna [...][jest]
              zwyczajnie pseudointelektualna." Nie ośmieszaj się.
              • Gość: amentalodz aard IP: *.izet.pl 19.12.02, 10:36
                No i poraz kolejny nie złapałeś całości. Być może tak musi być. Wiem że na
                Wydziale Filozoficznym U.Ł. i U.W.(a zepewne i nie tylko tu),trwa wieczny spór
                o metodę. Katedra Logiki stoi na gruncie, że jedyną drogą do poznania są zasady
                logiki. Stąd historia myśli logicznej dorobiła się nawet tzw. języka
                sztucznego, jak również róznych metajęzyków. Natomiast Katedra Filozofii,uważa
                że jedyną drogą poznania jest metoda filozoficzna.
                Nasz dialog- o ile nie ma w nim inwektyw pod moim adresem (epitet został użyty
                przeze mnie w znaczeniu potocznym,ale ocz. masz rację)-również trochę
                przypomina spór o metodę. (Nie sil się na oryginalność w tym momencie i nie
                cytuj dialogów z "Rejsu").Rozumiem jednak,że jakiś względów osobiste zapędy
                potrzebne są tobie żeby zrozumieć zagadnienie.
                Co do tautologii. Jeżeli chcesz, napisz co przez nią rozumiesz.Mam do niej
                słabość. I żałuję, że mimo swoich zalet nie może stać się uniwersalna.
                • aard Inwektywy 19.12.02, 10:42
                  Gość portalu: amentalodz napisał(a):

                  > Nasz dialog- o ile nie ma w nim inwektyw pod moim adresem
                  Faktycznie, nie ma. Miło, że wreszcie to zauważyłeś. Tautologię sprawdź sobie w
                  słowniku.
                  • Gość: amentalodz Tautologia IP: *.izet.pl 19.12.02, 10:52
                    Widzę, że robisz bokami, ale to już od samego początku. Wybierasz element
                    wybrany z kontekstu i nie rozumiesz całości.
                    Tautologia:

                    1.Tautologia, w logice zdanie analityczne, którego uzasadnienie nie wymaga
                    odwoływania się do doświadczenia. Obowiązuje na zasadzie reguł języka.
                    Przykładem tautologii jest zdanie "p to jest p".

                    2.Tautologia, w językoznawstwie zdanie przekazujące niepotrzebną, nadmierną
                    informację, np. " straszne jest to, co budzi strach".

                    3.Tautologia (gr. tautó(n) ‘to samo’ od tó autó(n) + lógos ‘mowa; nauka’) 1.
                    językozn. wyrażenie, powiedzenie powtarzające zawartą wcześniej w wypowiedzi
                    treść, np. wrócić z powrotem. 2. log. wzór, konstrukcja zdania, w którym każde
                    zdanie przystające do tego wzoru jest prawdziwe.

                    Którym zatem znaczeniem tautologii się posługujesz?

                    • aard Re: Tautologia 19.12.02, 11:00
                      Gość portalu: amentalodz napisał(a):

                      1. językozn. wyrażenie, powiedzenie powtarzające zawartą wcześniej w wypowiedzi
                      > treść, np. wrócić z powrotem.

                      > Którym zatem znaczeniem tautologii się posługujesz?

                      Tym powyżej.

                      PS. Przyjdziesz na spotkanie?
                      • Gość: amentalodz Re: Tautologia IP: *.izet.pl 19.12.02, 11:38
                        Moze nawet bym się i zdecydował, ale już wiemy przecież, że nie potrafisz
                        rozmawiać. Chyba,że miałbym sprawdzić, na ile jesteś silny, bo twoje konotacje
                        intelektualne (Konotacja, w logice - tzw. treść charakterystyczna nazwy, czyli
                        zbiór minimum cech, jakie musi posiadać każdy z przedmiotów, by mogła ona być
                        do niego stosowana)już znam.
                        Jednak szczerze dziękuje za zaproszenie
                        Tautologia dla mnie to zdania zawsze prawdziwe.
                        Zadam pytanie retoryczne: czy każde zdanie logiczne musi być prawdziwe?
                        A jak się ma to do rzeczywistości?
                        • aard Spotkanie 19.12.02, 12:11
                          Gość portalu: amentalodz napisał(a):

                          > Moze nawet bym się i zdecydował, ale już wiemy przecież, że nie potrafisz
                          > rozmawiać.
                          Może zatem zdecydujesz się dla innych walorów spotkania?
    • pijaw HAHAHA!! Najbardziej podoba mi się: 18.12.02, 23:49
      "Oportunista-postawa nieschematyczna, twórcza-odważna." - HAHAHAHAHAHA!!!
      Musiałem to sobie zapisać, bo nikt mi nigdy nie uwierzy, ze ktoś mógł tak
      zdefiniować oportunizm :-)))))))) To pewnie dlatego jest to coraz bardziej
      popularna postawa w polityce - gdy amentalodzy biora się za definicje :-))))
      Z niecierpliwością oczekuję nowych definicji pojeć: "dziura budżetowa" (moja
      propozycja - "Długoplanowa inwestycja skredytowana z przyszłych krociowych
      zysków państwa"), "populista" (może: "ulubieniec narodu, charyzmatyczny
      przywódca"), "slogan" (np: "dosadne stwierdzenie, nie podlegająca dyskusji
      puenta"), "demagog" ("wielki mówca, orator, patrz: populista")

      Amentalodzu!!! JA CHCĘ JESZCZE!!!

      pijaw_uhahany_:-)

      P.S. Nie ma to jak ludzie prubójacy prowadzic pseudonaukowa dysputę z użyciem
      słów sobie nieznanych :-) Z boku wygląda to żałośnie :-)))
    • aard Krótki kurs definicji 19.12.02, 10:00
      Przekopiowałem z Chułana. Wybacz, Przyjacielu, ale WS ładuje się zbyt wolno, by
      wstawić link. Zamieszczam z myslą o naszym amentologu, ale bez specjalnej
      nadziei, że zrozumie.

      " Definicje Huana Chuana:
      REALIZM - gdy pies, posiadający (jak każdy) dupę, szczeka
      SURREALIZM - gdy dupa, posiadająca (jak każda) swego psa, szczeka
      NADREALIZM - gdy szczekanie, posiadające (jak każde) swą dupę, psuje"
    • aric Taaaaaaa....... 19.12.02, 15:31
      Długo się zastanawiałem czy brać udział w tej dyskusji. I wreszcie mi zeszło i
      nie zrobiłem tego. Z tego co widzę wiele madrych ludzi tu sie wypowiedziało,
      zdecydowanie dla mnie za madrych, 90% tego co napisano nie zrozumiałem.
      I w sumie się cieszę, dlalej bede sobie ignorantem. Najlepiej być pogodzony z
      otaczającym swiatem. Czy jest jakaś definicja, albo słowo okreslające życie w
      równowadze? Miedzy smutkiem a radością, między bogactwem a biedą, między
      miłością a nienawiscia, między narodzinami a śmiercią, miedzy dobrem a złem?
      • pijaw Re: Taaaaaaa....... 19.12.02, 23:06
        aric napisał:

        "Czy jest jakaś definicja, albo słowo okreslające życie w równowadze? Miedzy
        smutkiem a radością, między bogactwem a biedą, między miłością a nienawiscia,
        między narodzinami a śmiercią, miedzy dobrem a złem?"

        Jest. Podobno niektórzy tak definiują zen.
        • aard Ciekawe 20.12.02, 09:27
          pijaw napisał:

          > Jest. Podobno niektórzy tak definiują zen.
          Ciekawe, którzy i czy jest wśród nich "amentautolodz". Jeśli tak, to ja bym się
          tej definicji (nawet mimo Twojej, Fratrze, rekomendacji) wystrzegał...
          ;-)
          aard_ostrożny
          • pijaw Re: Ciekawe 20.12.02, 11:04
            Hehe :-)
            Poważnie. Kiedyś czytałem jakąś rozprawkę, w której definicja zen była baaardzo
            zbliżona do pytania Arica. Niestety, przeszukałem całą swoją biblioteczkę i nie
            znalazłem źródła, ale sposób definiowania zapadł mi w pamięć. Jak gdzieś to
            znajdę, to zacytuję z podaniem źródła :-)
            A tak na marginesie: Zauważyliście, że takie religie/filozofie jak zen, czy
            tao, europejscy i amerykańscy autorzy definiują dość dowolnie? Nie podam
            przykładów, bo literatury nie posiadam zbyt wiele, ale jak kiedyś się trochę
            tematem interesowałem, to mnie to właśnie uderzyło.

            pijaw_zbyt_leniwy_by_uprawiać_jakąkolwiek_religię
      • finneznam Z boku... 20.12.02, 09:57
        aric napisał:
        [...]
        > Czy jest jakaś definicja, albo słowo okreslające życie w
        > równowadze? Miedzy smutkiem a radością, między bogactwem a biedą, między
        > miłością a nienawiscia, między narodzinami a śmiercią, miedzy dobrem a złem?

        Zen: to bym się nie upierał :) Ale w porządku. Może być dualizm, ewentualnie gnostycyzm.
        I cóż warte te trudnobrzmiące słowa, skoro i tak najcelniejsze znasz Ty, Aricu :))
        Takie coś to właśnie: Równowaga.
        Pozdrawiam
      • Gość: Dos Mollendos Re: Taaaaaaa.......-o kurze IP: 212.191.74.* 20.12.02, 11:42
        aric napisał:

        > Długo się zastanawiałem czy brać udział w tej dyskusji. I wreszcie mi zeszło
        i
        > nie zrobiłem tego. Z tego co widzę wiele madrych ludzi tu sie wypowiedziało,
        > zdecydowanie dla mnie za madrych, 90% tego co napisano nie zrozumiałem.
        > I w sumie się cieszę, dlalej bede sobie ignorantem. Najlepiej być pogodzony z
        > otaczającym swiatem. Czy jest jakaś definicja, albo słowo okreslające życie w
        > równowadze? Miedzy smutkiem a radością, między bogactwem a biedą, między
        > miłością a nienawiscia, między narodzinami a śmiercią, miedzy dobrem a złem?

        Życie w estetyce. Bardzo estetyczny wątek. Ja jestem Esteta. Dla mnie może być
        zakurzone, byle równo. Dlatego najbardziej nie znoszę, jak mi ktoś przeciąga
        palcem po kredensie, żeby pokazać "jak tu brudno!". A może tak ma być? A jak
        przeciągnie burzy chwiejną RÓWNOWAGĘ i muszę zetrzeć do perfekcji, żeby znów
        było równo...

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka