Gość: kropka.
IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl
19.10.01, 19:15
Używamy ich często, słyszymy je powszechnie w miejscach wszelkich, najbardziej
do tego nieprzystosowanych (ulica, tramwaj, kino itp.), czytamy na forum (na
szczęście coraz mniej, bo jest grupa walczących z tym forumowiczów - cmok!).
Nie mówię tu o ludzich z marginesu, spod budki z piwem.
Osoby kulturalne, z tzw. "dobrych domów", wykształceni - bluźnią, aż uszy bolą.
Sama też bez grzechu nie jestem i dziś na widok pewnego pisma puściłam wiązkę
tak soczystą, że dziadek - szwoleżer z zadziwieniem zza chmurki się wychylił
i z dumy zarumienił.
Wiem. Rozładowanie emocji. Ale dlaczego cytat z "Pana Tadeusza" emocji nie
rozładowuje, a stek przekleństw - tak?
Tylko bez cytatów, bardzo proszę! Znam i mogę spokojnie innych uczyć.
Chodzi mi o rozważania psychologiczno-lingwistyczno-filozoficzne.
Co takiego jest w tych wyrazach?