Dodaj do ulubionych

Wątek Neosurrealistyczny

    • cruach C84 26.02.03, 08:58
      WSPOMNIENIA SRRUACHA, CZYLI CO MI SIĘ GŁUPIO ZDARZAŁO
      EPIZOD 1

      Wczoraj wpadł mi w oczy zakurzony binarnie plik, który miałem już za pradawno zginiony w otchłani Format C:; w
      tymże odkryły się mnie magdalenki bzdur mniejszych i większych. Z Wami się nimi podzielę, bom nadal bzdurny.
      Dziś Epizod 1.

      Pamiętacie Terminatora 2, że się Arniemu wyświetlały różne screeny? Towarzysz Srruach, zaledwie film się w
      kinach jako tako umościł, ubrał się na poszukiwanie kasety VHS. Na targu sprzedawali tylko gówno kręcone
      chybotliwą kamerą w czas seansu. Odpada. Obszedł Towarzysz Srruach wypożyczalni z tuzin, a tylko w trzech
      mieli film do pożytku domowego, a w jednej jedynej udało mnie się odkupić kasetę i mieć jako swoją. Cena była taka, że
      przez pół roku lodów nie jadłem.
      A jak już Terminator 2 znalazł się w łapach moich a sidłach magnetowidu, to dalej, klatka po klatce, ramka po ramce,
      stop, pauza, owe screeny, co się Modelowi 101 pokazuje przed cyberoczyma wyłapywałem i spisywałem co do
      cyferki. Oto przykład mojego zajefajnego pojefajnia:

      TRAJECTORY LOGGING: --
      5430 543 5435 65311______ PAN
      6465 656 7689 10530______3430
      54312 6432 676 76 75744___7347
      32096 6643 765 21 12025___2392
      45758 7000 163 78 10690___6643
      ________3459
      ________4535
      ________3261
      ________9937
      ________1123
      ________5345
      ________6475
      PRIORITY OVERRIDE MULTIPLE TARGETS
      THREAT ASSESSMENT: POTENTIAL DAMAGE
      953 643596 876 674799 4745757 44
      SELECT ALL
      TERMINATE ALL
      DISABLE TARGETS
      • eyemakk Przepis na AntyŚwiataka 01.03.03, 00:16
        Wiem jak wygląda Szatan
        Jest jak tramwaj od przodu
        Tyle że jak Krzyż odwrócony

        Rogi jak szyny tramwajowe
        I jedno oko
        Bo więcej mu nie potrzeba

        Możesz zobaczyć jego twarz
        Wejdź pod nadjeżdżający tramwaj
        Stań na głowie i spójrz...
        • aard Zgodnie z życzeniem, zrobiłem jak przykazano (Eye) 05.03.03, 10:22
          eyemakk napisał:

          > Wiem jak wygląda Szatan
          na Balu podszedłem do kapelmistrza
          a ten palec do ust podniósł: sza! tan...
          i walc jak wystrzał!

          > Jest jak tramwaj od przodu
          Nie byłem pewien modelu
          więc spróbowałem wszystkich, a na pewno
          wielu.

          > Tyle że jak Krzyż odwrócony
          od Południa patrzałem
          aż się postarzałem,
          odszedłem więc
          obrażony
          spojrzałem od Północy
          tylko drżałem z niemocy,
          nie przywdział dla mnie
          korony
          Przyglądałem się od wschodu
          szkoda było zachodu
          a tramwaj wciąż szatanem jak bimbrem
          napędzony.
          punkt widzenia na Zachód przesunąłem
          niechcący się w łeb walnąłem.
          więc spać poszedłem
          zmęczony.

          > Rogi jak szyny tramwajowe
          Srebrne, błyszczące, złą w środku ,
          zdobią głowę

          > I jedno oko
          srebrzyście błyszczące
          jak jezioro się lśniące, a zwrócone
          na Maroko

          > Bo więcej mu nie potrzeba
          Skoro i tak jako jedyny nie chce
          do nieba

          > Możesz zobaczyć jego twarz
          > Wejdź pod nadjeżdżający tramwaj
          > Stań na głowie i spójrz...
          Ciekawe, co na to tramwajarz
          czy z wiązanką wyjedzie
          zza wzgórz?

          --
          Każda prawda ma wymiar czasowy i jakościowy, bowiem rodzi się jako herezja, a
          kończy żywot jako przesąd.
          • eyemakk :) 06.03.03, 17:58
            Szanowni Państwo,

            Zwracam się do Państwa z prośbą o rozważenie możliwości zatrudnienia
            mnie w Państwa firmie na stanowisku pracownika hali.


            Obecnie uczę się w Liceum Ogólnokształcącym dla
            dorosłych. Zajęcia odbywają się w trybie zaocznym więc nie będą mi
            przeszkadzały w obowiązkach zawodowych.


            Jestem osobą młodą, dobrze zorganizowaną i
            zdyscyplinowaną. Mam zdolności organizacyjne, lubię pracę zespołową, ale
            doskonale sprawdzam się też w pracy indywidualnej. Nie mam problemów z
            adaptacją w nowym środowisku, jestem otwarty na nowe doświadczenia.


            Jezeli uznają Państwo za interesującą moją ofertę z
            przyjemnością zgłoszę się na rozmowę, w trakcie której mogę przedstawić
            szczegółowo moją kandydaturę.





            Z poważaniem



            --
            "Czasem, gdy próbujemy sięgnąć gwiazd przegrywamy. Ale zbieramy się w sobie i
            próbujemy dalej. Mimo bólu."
    • cruach C85 27.02.03, 09:42
      WSPOMNIENIA SRRUACHA, EPIZOD 2
      Ktoś wpadł na pomysł, iżby pobudować ludziom bloki. Miejsce znaleziono: na wysypisko śmieci wylano
      beton czy co tam. A potem mury do góry i zasiadcy zasiedli na metrażach. Nie pamiętał jeno główny
      konstruktor, że karakany przeżyją nawet zimną wojnę. Zaczęły wychodzić spod zalewy betonowej, spod
      murew, przez szpary mniejsze i większe, przez rury, spusty, wpusty i dopustyboże. (No, z tym boże
      przesadziłem, bo to nie te czasy były.)
      I ja do takiego bloku pojechałem na krótkie wakacje. Zagraniczne, żeby była jasność. Przywykałem.
      Przykazania sobie powtarzałem:
      -- Nie spać z otwartą gębą, bo insekt może spaść z firanki.
      -- Za długo nie zostawiać szklanki z czajem w bezruchu.
      -- Albo: wytrząsać kapcie przed użyciem (chyba że chce kruszonkę).
      -- Albo: spryskanie toalety insektycydem zda się na nic: owszem, będzie kobierzec z karalucha, karakana,
      karakorum, kafka franza, żuczka, pajączka (dosłownie: kobierzec), ale nic to. Reszta żyje i ma się dobrze.
      Trzeba spryskać by osiedle. No więc przywyknąłem (i to bez wódki, wicie rozumicie, sześć lat�)

      Co w tym takie Surdziwne?

      Ano to, że były to jedne z najpiękniejszych feriów w życiu mem. Tyle sympatii do Ukrainy i Kijowa, ilem
      wtedy łyknął, to do dziś mam po górną wargę i z pianką. Te monety pięciokopiejkowe wielkie jak Oko
      Saurona. To metro kleszczące tych, co pięciu kopiejek nie chcieli wrzucać. Wyjeżdżające ze świstem z
      ciemności w jasność, na Dniepr. To katalnaja gorka, czyli ichni rollercoaster w wesołym miasteczku. Te
      ulice szerokie jak stadion. Trolejbusy pierwszy raz widziane, jak Enty mityczne. Te schodów setki co na
      szczyt wiodły, do pomnika czy cerkwia jakiegoś. Ten park tuż za rogiem, przez który jeździła wąskotorówka.
      Ci ludzie w futrach, bo tam futra tanie, złoto tanie. Te czarne Wołgi, te czarne Wołgi. Ech, ech.

      Oglądam czasem czarno biały album z kijowskimi impresjami, a w nim różni ludzie uchwyceni w pół
      kroku do pracy albo na potańcówkę w śniegu�Gdzie teraz ci ludzie? Potem patrzę w zdjęcia siebie z
      tamtego czasu: a ten o, gdzie? Aa, nie ma go, zginął na Ukrainie Zielonej od żuczej posoki i żałkich s'lioz.
    • aard Grecka feta 03.03.03, 11:39
      Wyśpiewam wszystko:
      o winie (słodkie, wprost do głowy idące, nawet bez ziarna sezamowego)
      o kobietach (zabrały mnie dalej niż widziałem, skóra parzyła od pocałunków, aż
      zaczęła schodzić płatami ze schodów)
      tylko jeśli chodzi o gej: sza!
      --
      Każda prawda ma wymiar czasowy i jakościowy, bowiem rodzi się jako herezja, a
      kończy żywot jako przesąd.
    • lavinka Re: Wątek Neosurrealistyczny 04.03.03, 17:28
      A jednak wrzucam. To nie jest surrealizm, ale coś na pewno :)


      Co robić? Czas ciągnie się jak guma do żucia, która dawno straciła swój smak,
      ale nadal pociąga dowolnością formowania jej między zębami. Siedząc za plecami
      barczystego kolegi próbuję zrobić coś bardziej konkretnego niż dłubanie w
      nosie. Przypomina mi się smak powideł w sierpniowe wieczory i mgła nad ranem
      wdzierająca się do pustego domu. Właściwie i ten i tamten czas mają wiele
      wspólnego. Sprowadzają egzystencję do liczenia swoich wdechów i wydechów,
      zatrzymywania wzroku na fragmentach czyjejś odzierzy i detalach wykończenia
      stołu. Kontempluje się nieruchomo wiszące zasłony i doskonałość mosiężnych
      klamek w odrzwiach szafy. Teraz jest tak samo z tą różnicą, że nie widzę zasłon
      ale puste okna, a zamiast drzwi od szafy skrzypią drewniane siedzenia pod
      znudzonymi do granic możliwości studentami. Wracając do tematu: "czas jak guma
      do żucia" obawiam się, że z tej nudy za chwilę zaczną mi wyłazić plomby.
      Zadziwiające, że nikt nie napisał jeszcze pracy drążącej zagadnienie wpływu
      przedłużających się zajęć na stan uzębienia młodzieży. Powiedzmy młodzieży, bo
      niejednemu z moich towarzyszy stuknęła już trzydziestka. Pytanie: jak szybko
      starzeje się człowiek przesiadując w dusznej sali pełnej po brzegi amatorów
      wykorzystywania czasu do bardziej pożytecznych zajęć niż słuchanie tego, co
      czyta z kartki strudzony wykładowca? Takich na przykład jak spożywanie
      wczorajszego obiadu tudzież studiowanie programu tv na najbliższy tydzień?
      Skoro w dzisiejszych czasach nie da się wytrzymać przed telewizorem bez
      poczucia, że coś umyka nam bezpowrotnie - może zmienią coś spisane pozycje
      programów z wyszczególnionymi godzinami i czasem ich trwania (zapewne w celu
      zaznaczenia co ciekawszych bloków reklamowych). Może czytanie ich pozwoli
      łudzić się, że w danej chwili na świecie dzieją się niesłychanie ważne rzeczy.
      Nie dość ważne by powiedziano o nich w wieczornym skrócie wiadomości, ale na
      pewno mające większe znaczenie niż czyjś podpis na liscie krążącej między
      studentami. Niesamowite jak istotny wpływ na frekwencję ma niepozorna kartka
      papieru, gdzie każdy zaznacza swą obecność i byc może jest to ostatnie miejsce,
      gdzie ktoś doceni jego nazwisko. Oczywiście bywa, że czas zapragnie zaplątać
      się na języku i w żaden sposób nie można się od niego uwolnić. Najlepszym
      sposobem na pozbycie się zapętlonego czasu jest zabranie głosu w dyskusji, a
      tym samym wskrzeszenie kilku rokładających się ciał studenckich w promieniu
      paru metrów od siebie. Pod jednym warunkiem: głos powinien tyczyć się
      przedstawianego przez wykładowcę tematu, a nie sugerować pójście do domu. Tego
      typu sugestie są zazwyczaj ignorowane jako głos sumienia ogółu
      współcierpiących. Na czele z prowadzącym dyskusję, który wydaje się być
      najbardziej pokrzywdzonym w danej sytuacji i tym samym najbardziej przychylny
      takim pomysłom. On to przecież, jako jedyny na sali, obowiązany jest wsłuchiwać
      się uważnie w tok swej wypowiedzi i co gorsza, nie może ulotnić się z wykładu
      pod pozorem dolegliwości pęcherza. Co bardziej ambitni studenci mają przedziwną
      metodę znęcania się nad wykładowcą. Polega ona na bezustannym wpatrywaniu się w
      otwór gębowy wykładającego w celu wypatrzenia resztek naprędce spożywanego
      przezeń śniadania. Jest to wysoce niezręczna sytuacja, wymusza ona bowiem na
      wykładowcy dbanie nie tylko o doprowadzenie swoich zajęć do upragnionego końca,
      ale i refleksję nad stanem swego uzębienia. A jest to podczas wykładu zajęcie
      tyle niewygodne co trudne zważywszy na jego położenie. Nasuwa się przy tym
      kolejne pytanie: jak z ciągłością czasu radzi sobie właśnie wykładowca i jakie
      metody rozpętlania go zazwyczaj stosuje. Najczęstszym zjawiskiem jakie się
      obserwuje jest wtrącanie "z życia wziętej" anegdoty - na ogół jednak nie robi
      to na słuchaczach zamierzonego wrażenia. Co więcej jeśli nie doprowadzi to do
      żadnej reakcji ze strony studenta wskutek niezwykle zajmującej go dyskusji ze
      swym sąsiadem, może stać się to przyczyną frustracji prowadzącego, a tym samym
      pogorszenia jego samooceny co może w poważnie odbić się na jego pracy
      dydaktycznej. Szczegółowa analiza tego zjawiska prowdzi do wniosku,że
      ignorowanie wypowiedzi wykłądowcy przez jego słuchaczy może w ogromnym stopniu
      przyczynić się do występowania u niego zaburzeń emocjonalnych natury
      neurotycznej, co w późniejszym wieku objaiwa się niekontolowanymi odruchami. Do
      czestych objawów tej neurozy zalicza się między innymi stukanie pękiem kluczy o
      blat stołu, dziwaczne wymachiwanie rękami czy też chwytanie się tak
      przyziemnych sadystycznym metod jak sprawdzanie notatek studentów podczas
      trwania wykładu. Metody takie sprzyjają występowaniu niebezpiecznych nerwic jak
      też obniżają gwałtownie poziom cukru we krwi studentów, którzy zmuszeni są
      spalać go poruszając narzędziem, które zazwyczaj służy im do prowadzenia
      notatek i nie mam tu na myśli podręcznego kserografu. Wielu wykładowców
      rezygnuje często z owej metody mając na uwadze swoją dalszą karierę na uczelni.
      --
      poprostu bądź, reszta się nie liczy...
      • aard Heh, więc jednak wrzuciłaś,czy to nie jest w Brew? 05.03.03, 10:07
        Netykiecie? Zresztą nieważne, grunt, że jest w POP rzek. Witaj na WNie,
        lavinko, zasypuj nas tekstami lawinowo, a przez wieczną zmarzlinę przyciężkich
        umysłów niech przebija kra, kraaaa znad grobu stęchłego realizmu :-)
        --
        Każda prawda ma wymiar czasowy i jakościowy, bowiem rodzi się jako herezja, a
        kończy żywot jako przesąd.
    • pijaw Upławy za dnia 05.03.03, 01:20
      Upływają za dnia upławy
      Mijają poboczem nocne zabawy
      Chucznie obchodzą
      Cicho odchodzą

      Mówią bezgłośnie
      milczą radośnie
      W promieniach brodzą
      Ciemności grodzą

      I tak upływa czas

      --
      Kochajcie!
      • Gość: aard Dzień Eyemakka IP: 195.117.14.* 06.03.03, 14:52
        Dziś Go spotkałem. Stał na rogu K. i Z. i apatycznie wpatrywał się w gzym
        przejeżdżającej taksówki. Nie byłem z razu pewien, czy mnie poznał, ale po
        chwili twarz rozjśnił mu uśmiech, który natychmiast ustąpił miejsca złości,
        kiedy najwyraźniej sobie przypomniał, co wydarzyło się wczoraj. Zresztą nie
        wiem, może sobie przypomniał mgliście.
        Podszedłem i cichym głosem powiedziałem: "na Wspólnej". Odwrócił się na pięcie
        i poszedł w kierunku postoju taksówek. Mam przeczucie, że jutro znów go
        spotkam...
          • aard Dzień Nowaka 06.03.03, 15:13
            Wstałem jak co dzień.
            --
            Każda prawda ma wymiar czasowy i jakościowy, bowiem rodzi się jako herezja, a
            kończy żywot jako przesąd.
            • eyemakk Dzien Siusiaka 06.03.03, 17:55
              Wstałem, jak każdego dnia. Od razu mnie udeżył, nie wiem za co. Przecież byłem
              grzeczny dziś w nocy, a wstać z samego rana trzeba. Chyba nie lubi gdy wstaję,
              kiedy on wstaje. I nie moge sie nawet podrapać.
              • aard Dzien Buraka 07.03.03, 08:46
                Wstałem rano jak co dzień. Założyłem gumiaki i do traktora wsiadłem. Na
                Mickiewicza zaczepiłem jednego gościa i pytam, "Panie, a gdzie to Tesko na
                piłsuckiego jezd?" Ale jaki dziwny był, bo powiedział, że nawrócić muszę. Co
                un, głupi? Przeca ja mogie też do tyłu jeździć!
                A potem prodjechał z tyłu ten wieśniacki policjant, wyciungnoł te komurkie i
                zadzwonił po tych na sygnale.
                Chciałbym się podrapać, ale nie po plecach!! Ech, żeby chociaż jaką klamkie
                znaleźć...

                No nic, byle do jutra!
                --
                Markizo wróć!!
    • Gość: Neochułan Absolutnie tylko bajka... IP: 212.191.74.* 07.03.03, 17:00
      Dawno, dawno temu, za siedmiami kurami i siedmioma gęsioma, było gospodarstwo
      mlekiem i miodem płynące. Niestety, czas przeszły jest tu jak najbardziej
      dokonany. Pewnego dnia, w tej pięknej krainie, chwilowo przez Ajmakka
      zapomnianej, odbyły się wybory do parlamentu, składającego się ustawowo z 50
      parlamentarzystów. Frekwencja była mizerna - n.p. ryby gremialnie głosu nie
      dały, bo nie miały prawa wyborczego (sorry, Szproty, ale może to i czasem
      lepiej! - patrz dalej). Po podliczeniu wszystkich ważnych głosów wyniki
      przedstawiały się następująco:
      KOTY: 21 mandatów
      GOŁĘBIE: 10 mandatów
      WRÓBLE: 8 mandatów
      i pozostała dróbnica:
      INDORY i PERLICZKI (koalicja): 3+3
      KACZKI: 5 mandatów

      Jak widać z danych komisji wyborczej, żadne ze stronnictw nie uzyskało
      bezwzględnej większości, choć koty były najbliżej. Zaistniała więc konieczność
      zawiązania koalicji. Ponieważ wszystkie małe i średnie ugrupowania (czyli te
      poza kotami) nie mogły się dogadać przeciwko kotom (poszło jak zwykle o ich
      kolejność dziobania - każdy chciał mieć pierwszeństwo, ale nie miał
      dostatecznej przewagi), zaistniała konieczność koalicji kocio - ptasiej. Jak
      wynika z arytmetyki, każde ze stronnictw miało na to szanse. Zaczęto rozmawiać
      z kaczkami, ale te postawiły wygórowane rządania dostępu do błotnistych
      sadzawek, których zbudowano ostatnio tylko 3 metry kwadratowe, choć w planach
      było hohoho. Koty nie chcąc drzeć z nimi kotów, ani utracić poparcia wyborców
      którym musieliby wprowadzić nowy podatek tzw. pobłotne, skierowały swą uwagę
      na koalicję z indorami i perliczkami. Ci z kolei stwierdzili, że koty to
      złodzieje i zablokowali całe podwórko protestując przeciwko jak zresztą
      zawsze. Koty, mimo niewyraźnych min, próbowały je udobruchać dając pełen
      przydział ziarna ponad normę równą dla wszystkich, czym tylko zniechęciły do
      siebie ostastecznie wróble i tak już zaniepokojone siłą kotów na podwórku.
      Tymczasem indory tylko urosły w siłę na tym ziarnie i ani myślały się bratać i
      były maksymalnie wypasione. Pozostała więc koalicja egzotyczna z gołębiami.
      Gołębie, jako smakosze chleba, miały tylko nieznaczne zastrzeżenia co do
      oddania ziarna indorom przez koty. Tak więc stało się to, co musiało się stać -
      koalicja koty+gołębie uzyskała większość (31 głosów na 50 możliwych).
      Uroczyście się ściśnięto i przez pierwsze pół godziny jakoś to szło, dopóki
      gołębie, wiedząc o sile swych głosów zarządały chleba maczanego w mleku! U
      gospodarza, który chodził wiecznie pijany i co chwila zmieniał zdanie, można
      było wytargować to i owo, ale gdy gołębie zarządały mleka, indory zarządały
      jeszcze więcej ziarna, bo jak nie to gospodarza pijanego jak bela zadziobią i
      dopiero nastanie anarchia!!! Kaczki zaś zaczęły kwakać o przerwaniu wodociągu
      i utworzeniu rozległego rozlewiska! Koty zdzierżyły ewentualne zmniejszenie
      dziennych racji mleka dla siebie, ale gdy doszły pozostałe rządania
      postanowiły po cichu skończyć z gołębiami i rządzić same! Pod pozorem dbania o
      Jedynego Naszego Pana Gospodarza przywlekły z jakiegoś śmietnika starą,
      podartą książkę kucharską i położyły otwartą na przepisie na gołąbki.
      Następnie zwabiły pod pozorem dostania wielkich ilości chleba maczanego w
      dużej ilości mleka współkoalicjanta do domu gospodarza. Tam, złapane w pułapkę
      gołębie wystąpiły z koalicji - no, musiały. Żeby jednak nie było krwawo,
      tylko odleciały na najbliższy gzyms i dalej wszystkim swoim wyborcom wmawiać,
      że mleko było załatwione przez nich, a tylko te wredne koty, do których
      zresztą nigdy tak naprawdę ze wzlędu na dobro współziomków (gdzież gołębiom do
      kotów!?) się nie przyznawały, tylko te futrzaki wredne jak zwykle spiły całą
      śmietankę. I przyłączyły się do indorów w blokadzie, ale tamte ich rozdeptały,
      bo gdzież gołębiom do indora! A kaczki, jak to kaczki, tylko się taplały w
      coraz bardziej powiększającej się kałuży z przedziurawonego wodociągu. A potem
      koty nic już nie mogąc utopiły się wszystkie jak jeden mąż w tej kałuży, a
      potem indyki zadziobały kaczki, bo nie mogły blokować już podwórka zalanego
      całego dwumetrową warstwą wody z błotem, a ponadto kaczki im zżerały ziarno
      rozmiękłe w wodzie, więc powód się jak zwykle znalazł, a potem te indory jako
      te koty się potopiły bo indyki też nie umieją pływać, a wróble, o których już
      zapomnieliśmy, poleciały do gospodarza ze skargą, a gospodarz w pijackim
      widzie myśląc, że to obiecane gołąbki ukręcił im łby i wrzucił do garnka i
      zaczął gotować, ale nie nalał przy tym wody, bo wodociąg nie działał. W
      międzyczasie wyszedł na pozostałości podwórka, popatrzył, rzucił "co za
      burdel, idę do mietka, tam przynajmniej jest jeszcze gorzała i można żyć!" i
      se poszedł, a gotowane wróble się przypaliły, powstał pożar który strawił
      gospodarstwo i tak weszliśmy (...)
      • aard Oczywiście... 13.03.03, 09:33
        I widziałem ich wodza
        Przybiegł, w mikrofon chuchnął
        Jak Lew całą Komisję
        jednym wydechem zdmuchnął
        już z Rokity masz Aniołka. (czyt. Engel J. - zasłużony działacz partii biało-
        czerwonych, który na XVII Zjeździe w Korei Południowej załatwił nam medal. W
        postaci kuli u nogi.)
        --
        Z powieszeniem,
        zwykły proszek.
    • Gość: Neochułan Urodziny Starego WS-a IP: 212.191.74.* 09.03.03, 12:54
      Ponieważ nieubłaganie zbliża się święto świętego Patryka (17.03.), duchowego
      patrona wszystkich Pijaków, Świataków i różnych Irlanderów, protoplasty nawet
      być może, propozycja moja brzmi: 17.03.2003 r. (poniedzielnik) n.p. koło 19:00
      lub 20:00 w Irish-u. Co Zacna Kapibara, tfu, Kapituła na to? :)))
      • Gość: eyemakk Re: Urodziny Starego WS-a IP: *.visp.energis.pl 09.03.03, 21:09
        eh, puby, piwo drogie... chyba ze zrobie tak jak kiedys, kupie se jedno, doleje
        spiryt i bede mial oszczednie... no ale moze byc, choc czekam tez na inne
        propozycje.

        a co do Supersalvatorow (aardzie, nie bede pisal tego w mailu tylko tu, jesli
        pozwolisz) 3,4,9,11. czyli Zamek razy dwa, Kefir oraz Kasiaprim. No ja wskazuje
        na Zamka, choć wywód kefira uważam za genialny a opowiadanko Kasiprim za
        prześmieszne. jeśli mają być nominacje - nominuje jednak wszystkie cztery
        posty. jeśli mam tylko podjąć decyzje komu Supersalvador - dla mnie nie ma
        wątpliwości. Zamek - mistrz tworzący arcydzieła...
        • aard Dopisuję się do urodzin. Co uradzim? 10.03.03, 15:36
          Gość portalu: eyemakk napisał(a):

          > spiryt i bede mial oszczednie...
          Jestem za. Spotkaniem. Bo Irish jest chyba najdroższy w Łodzi, więc za nim nie
          jestem. Ale można się tam umówić i przenieść. Tylko dlaczego termin wyznaczyłęś
          na wigilię urodzin WSa Chułanie?

          > jeśli mam tylko podjąć decyzje komu Supersalvador - dla mnie nie ma
          wątpliwości.
          Przyjąłem, ale czy wiesz, że jescze brak nam dwunastego zwykłego Salvadora do
          kompletu, by głosować na Super?
          Może najpierw tamtego wybierzemy?
          Darz (za)wór.
          --
          Z powieszeniem,
          zwykły proszek.
    • eyemakk Obraz siódmy 09.03.03, 21:12
      Dwa kominy parowe, z których unoszą się kłęby (a właściwie jeden kłąb) gęstego,
      ciemnozielonego dymu. Kominy należą do pojazdu przypominającego lokomotywe,
      bądź statek parowy, ciężko stwierdzić. W każdym razie ustrojstwo to zbudowane
      jest ze śmieci (m.i. wanien, szafek, beczek, pieców, zegarów i starych
      telewizorów) a nazywa się "Green Age" o czym świadczy umieszczony na kole
      (będącym kołem lokomotywy bądź też statku parowego, jedno i drugie takowe
      posiada). Jakieś kratery, kaniony za sobą zostawia, bo przed nim delikatna
      dróżka a może rzeczka, a za nim rozharatana ziemia, jakby bardzo ciężki ten
      pojazd był i bardzo niebezpieczny dla otoczenia. W prawym górnym rogu widać
      kawałek korony drzewa... daleko na horyzoncie - jakies miasto.
    • aard Norweskie drewno ze śmietaną 12.03.03, 10:50
      Książęta Beatlesi chodzą dumnie w kapeluszach kardynalskich aż im purpurowe
      grzebienie się trzęsą na rammsteinowatych głowach. Człowiek się zastanawia, czy
      naleśniki, czy też śledź. A może po prostu chodzi o to, by podbić WNa, bo coś
      zapadł był na zdrowiu i frekwencji. Tak czy owak sądziłem, że mi dziś się
      uruchomi pisanie automatyczne, ale jakoś nic z tego.
      Trudno. Mam już pomysł na kolejny wątek, a póki co Jezus mnie zna.
      --
      Z powieszeniem,
      zwykły proszek.
    • szprota1 Melduje się Szprota 12.03.03, 15:18
      Powinnam mniej sypiać. Sen to zdrowie i przestały się mnie imać chore pomysły.
      Za to co jakiś czas śni mi się, że wyjeżdżam w obce miejsce i błądzę po
      korytarzach, łazienkach i sypialniach hotelu. Tylekroć przecież błądziłam w
      obcych miejscach, że powinnam się oswoić z tym lękiem, Widocznie ta ponura,
      ciemnowłosa kobieta, którą znam jako swoją matkę straszyła mnie w sklepach, że
      mnie zostawi, gdy zwierzałam się jej ze swych materialistycznych mrzonek i
      wizja szukania jej po wszystkich piętrach Centralu tak mną wstrząsnęła.
      Niewybaczalny jest ten chłód budzący mnie codziennie. Zapita bezsenność mgli
      wymęczone od wpatrywania się w monitor oczy. One protestują przeciwko zimnemu
      światłu jarzeniówek i rzędach przygnębiająco jednostajnych półek. Gdy powoli
      przemierzam klaustrofobicznie wąskie tunele hipermarketów - ich podłogi mają
      kolor zimowego nieba odbijającego zaśnieżoną ziemię odbijającą niebo - wiem, że
      kiedyś zamilknie ogłuszające echo moich skradających się kroków, a w podłodze
      nie odbije się już niezręczna sylwetka ujarzmiająca okratkowanego,
      kilkukołowego golema. Później już tylko waciana, szpitalna cisza, o najbardziej
      szarej godzinie zakłócana przez złowieszczy klekot zwiastujących nowy dzień
      termometrów; skowyt wilków w klatkach bólu; nasiąkanie nieruchawego ciała
      zimnem chropowatych ścian. Już od dawna nie poznawałam własnego ciała, wkradała
      się w nie zradziecka pleśń niemodnego mechatego owłosienia, a od środka
      rozdymał je tłuszczowy potwór. Teraz stało się zupełnie obce, wydłuża się w
      kilometry, palce nieposłusznych stóp usiłują dotknąć kreski światła sączącegio
      się przez uchylone drzwi.
      Powrót oznacza najbardziej ludzkie z doznań: czucie młodej, świeżej trawy pood
      bosymi stopami. Tego nie wyśpiewa żadne gardło, to trzeba wyklaskać mocnym,
      pewnym krokiem, jakim przemierzę ulice mojego miasta w letnie szalone noce.


      --
      LiveLong&Prosper
      Nikt nie spodziewa się Hiszpańskiej Inkwizycji!
    • hollygodtrousers melduje się hollygodtrousers 12.03.03, 15:58
      ja jako ja jestem tu pierwszy raz i jeszcze nie wiem czy jest tu miło bo nie
      zdążyłem nic przeczytać. chciałbym wszystkich pozdrowić gromkim staropolskim
      BANZAI!
      To co, pójdziemy do mnie?
      --
      Wasza dotychczasowa egzystencja dobiegła końca. Nie stawiajcie oporu. Wasza
      świadomość zostanie dodana do naszej. Jesteśmy Borg.
    • aard Z faunocyklu aarda: CHELIKOPTER 14.03.03, 10:34
      Chelikopter - ptak z rodziny srralnych (srralis mazgalis). Gniazduje w bardzo
      niewielu miejscach, w Polsce wyłącznie w Świdniku, na wiosnę odlatuje do
      Ciepłych Krajów. Chelikoptery rozmnażają się pluciowo. Wystarczy splunąć
      kulkuset tysiącami dolarów i już mamy następny chelikopter. Żywią się turystami
      zaginionymi w Tatrach (model Sokół) oraz saddamami (model Apache). W
      odróżnieniu od Ping i pongwinów mogą latać, bo mają śmigła.

      aard_ornitologiczny
      --
      Z powieszeniem,
      zwykły proszek.
    • aard Lewa dziecka 17.03.03, 08:59
      Na plakatach zatytułowanych "prawa dziecka" tekst "prawa człowieka zaczynają
      się od praw dziecka" umieszczony jest na wnętrzu... lewej dłoni!
      Gdybym nie wiedział, że głupota, to bym myslał, że prowokacja...

      Barti natomiast twierdzi, że lewica działa od małego - s_syny!
      --
      Z powieszeniem,
      zwykły proszek.
    • Gość: eyemakk Obraz milionstotysięcystopierwszy - w rocznicę. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 17.03.03, 20:44
      Mój wkład w rocznicę.

      Dostrzegł, że wkład właśnie się wypisał. Popatrzył się na rysowany od godziny
      obrazek. Setki większych i mniejszych pająków, w różnych stanach emocjonalnych.
      Nie był pewien, czy one naprawde potrafią się uśmiechnąć. Był jednak pewien, że
      go odwiedzą.

      "Prawdę mówiąc, nie wiem, od czego zacząć. To wszystko potoczyło się tak
      znienacka. Masz.. często tak masz, że życie ucieka Cipo między palcami a potem
      nagle przyspiesza w zawrotnym tempie i zamiast glutów przelewających się przez
      rękę widzisz precyzyjną do formowania modelinę, którą potrafisz kontorlować
      lepiej, niż Leonardo czy Michał Anioł kontrolowali marmur. Anioł.. jeśli w
      niego wierzysz, możesz mu podziękować, jeśli nie... powiesz że to szczęście,
      zrządzenie losu, przypadek, a może wszystko przypiszesz sobie?"

      Najpierw zginął jego przyjaciel. Był daleko. Wypadek samochodowy. Wtedy jeszcze
      nie był gotowy na większy szok, choć sporo już w życiu przeszedł. Potem było...
      no jakże mógłby zapomnieć ten dzień? Jego rodzice giną przed ich domem, widzi,
      jak ktoś strzela im w tył głowy. Widzi umykające życie z dwojga niemal
      najbliższych mu ludzi. Widzi krew.. ale tylko troche krwi...

      "Osobisty? Tak, czasem lubie. Lubie sie odkrywać, jedno i drugie często wada.
      Niektórzy nie potrafią słuchać. Inni (inne) lubią tajemniczych. Są też tacy co
      szczerość wykorzystają do swoich celów. Kiedyś usłyszałem, ze jestem tak
      szczery że trudno mi sie oprzeć. Za bardzo sobie do serca wziąłem te słowa i
      tak mi zostało, cóż. Wychodzę z założenia, że jak komuś się to nie podoba, to
      nie jest nic wart. Choć tak, kontroluje sie bardziej. Czasem po prostu nie chcę
      wracać do czegoś, co minęło, a co gdzieś utrwalone boli.. może boleć nadal?"

      Nigdy nei mógł zrozumieć, skąd w centrum miasta wzięła się wielka czarna
      pantera. Fakt faktem, że rozerwała jego brata, gdy szli na cmentarz odwiedzić
      rodziców. Szkoda że nie wiedział, że ich dawno tam niema...

      "Szybko mija rok. Pamietam, wtedy. Miałem doła po jednej małolacie. Trafiłem na
      niedojrzałą emocjonalnie. Bywa, w tym wieku. Ha, wtedy jeszcze niewiedziałem,
      co mnie czeka w sierpniu. Niedojrzała psychicznie, choć emocjonalnie bardzo
      bardzo dojrzała. Właśnie dlatego tak bolało..."

      Została mu tylko ona. I trzy świerze groby na cmentarzu. Minęło pare miesięcy,
      jakoś się otrząsnął. Pierwszy raz wyszedł z nią w sobotni wieczór. Chciał o tym
      zapomnieć. Zapomnieć te straszne widoki, pamietać tylko roześmianą rodzinę,
      mamę, tate, brata... Oni? Oni tu są? Nadchodzą z naprzeciwka???

      "Nie no, jak sie ma dobry humorek, też się fajnie pisze takie kawałki. Śmieszne
      opowiadanka, albo jakieś komentarze. Czasem rzeczywistość przerasta surreal,
      nie da się od niej uciec. Małysz, Rywin, Chirac... pozytywni i negatywni
      bohaterowie, z naciskiem na tych ostatnich. Znajdują poczesne miejsce na
      kartach surrealu."

      Byli tak strasznie bladzi, wszyscy troje. Ich oczy martwe a uśmiechy sztuczne i
      wymuszone. Patrzyli na niego, lecz zajęli się nią. W kilka sekund zdążyli
      obnażyć swoje kły, wbić się w jej aksamitną szyję, którą tak uwielbiał całować
      i wyssali z niej całą krew, tak że pozostał tylko suchy strzęp, suchy martwy
      kawałek... człowieka.

      "Mam tendencje do pisania mądrych rzeczy gdy jestem smutny i głupich, gdy
      jestem wesoły. Jeśli ktokolwiek z Was czyta jeszcze fragmenty bez cudzysłowia,
      łatwo odgadnie, że do ponurych dzisiaj nie należe."

      Pięć miesięcy później nadal żył. Kilka razy próbował sobie odebrać życie ale
      jakoś mu się nie udawało. Ostatnia próba z pociągiem zakończyła się tak, że nie
      miał ręki, nogi i członka. Po śmierci rodziców stał się lekko szalony. Gdy
      brata zabiła pantera - opuściło go wszelkie współczucie i miłość za wyjątkiem
      miłości do dziewczyny. Gdy pozostały z niej resztki suche jak papier, stał się
      nieliczącym z niczym psychopatą nastawionym wyłącznie na samounicestwienie.
      Musiał stać się kaleką by odzyskać wewnętrzny spokój, teraz leżał w szpitalu
      zakonnym, modlił się, kontemplował i czytał książki. Był szczęśliwy. Ostatnio
      nawet zaczął rysować.

      "Kiedy wreszcie wstawie ten fragment o pająkach?"

      To był już trzeci zeszyt zarysowany wygiętymi do granic możliwości mordami
      Obcych. To oni byli odpowiedzialni za to wszystko. Oni, wiedział to! Wiedział,
      że wcale nei zwariował, po prostu dzięki medytacji i poznawaniu Wiecznego Bytu
      stał się bardziej otwarty na Nieskończoność a choryzonty jego percepcji
      znacznie zwiększyły swój pułap (wzwyż) i zasięg (wzdłuż). I wtedy właśnie
      pojawiły się te pająki...

      "Nareszcie!"

      Duże, brzydkie pająki, terkoczące jak zdenerwowane wiewiórki (Yeeeee! kocham
      ten cytat, to cytat z prawdziwej książki, jakby co - "Ostroga wywerna",
      wydawnictwo ISA 2003, strona 98) okazały się zwiastunem dobrej nowiny
      (konopczyny). Każdy z nich, od najmniejszego do największego, odkrywał prawde o
      jego życiu i zastanej (wcale nie zasranej) rzeczywistości. A ile było tych
      pająków? Sprawdźmy...

      Miałeś ostatnio kłopoty z pamięcią... powiedzmy.

      Nie wszystko, co się wydarzyło, wydażyło się naprawde...

      A jeszcze wcześniej zrobiłeś.. zrobił pan... coś złego, i poszedł pan do
      więzienia. Eksperymentalnego.

      Kara psychiczna połączona z resocjalizacją. Pare miesięcy a... Taki wstyd...

      Pomimo niewątpliwej kompromitacji ta sprawa nie mogła wyjść na zewnątrz,
      zresztą prawo nie dopuszcza takiej możliwości, by...

      No cóż, pański przyjaciel żyje. I ma się dobrze, aż za dobrze. Na tej posadce,
      którą pan mu załatwił...

      Rodzice oczywiście żyją również. Jeżdzą po świecie, a jak już się zmęczą
      wracają do posiadłości nie za ich pieniądze kupionej, bynajmniej...

      Brat, czyżby? Owszem, ma całe stado panter, to jego hobby. Ale to stanowisko,
      jakie maaa... Konstytucja takiego nie przewiduje, prawda?

      Dziewczyna... a właściwie pańska żona od wielu lat... heh, mamy troche
      późniejsze czasy niż się panu wydaje... panie prezydencie...
      • aard Szampan 18.03.03, 09:17
        187 postów miesięcznie.
        Większość odjechanych, część smutnych, ułamek pochwalnych, kilka przepojonych
        złością. Wszystkie nasze.
        12 miesięcy
        Wszystkie odjechane, niektóre częściowo smutne, sporo z nich radosnych. Każdy
        inny.
        12 Złotych Salvadorów.
        Każdy dla kogoś wartościowego, każdy za niepowtarzalnie surrealny post. Każdemu
        według zasług.

        Byle do 11.30.
        --
        Nostalgiczne:
        Niech będzie odpalony.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka