absztyfikant
25.06.06, 15:04
Wczoraj wczesnym wieczorem korzystałem z usług polskiego przewoźnika kolejowego PKP. I jak zwykle z przygodami. Po opuszczeniu uroczej Pietryny skierowałem się (przecinając menelski park przy cerkwi) do równie pieknego i starożytnego dworca Łódź Fabryczna, gdzie powitał mnie dziarski głos zawiadowcy stacji, który w języku niemieckim instruował pasażerów.
Tutaj mała dygresja: nie dalej jak tydzień temu byłem w Berlinie i podziwiałem tamtejszy meganoweczesny dworzec Hauptbahnhof (Lehrterbahnhof). Pani przepięknym i kojącym głosem zwracała się do podróżnych formułą "sehr geehrte Damen und Herren". Łódzki spiker natomiast z manierą której nie powstydziłby sie pruski żandarm krzyczy "Achtung, Achtung". Ale nie o tym miało być.
Pociąg mój do Warszawy ruszył prawie planowo (20.23). Szczęście jednak nie trwało długo, bo po dojechaniu do stacji Łódź Widzew okazało się, że zabawimy tam dlużej i to ponad pół godziny.
Co się stało? Otóż pani konduktorka zajęta żmudnym sprawdzaniem biletów nie zauważyła, że chłopak z ekipy polskich rugbistów podrróżujących tym pociągiem był tak nietrzeźwy, że jak tylko zauważył plecy naszej konduktorki, to postanowił się na nie zrzygać (przepraszam za wulgaryzm). No i długo nie mysląc pani konduktorka zatrzymała pociąg na Widzewie i zadzwoniła po policję, która przyjechała po 30 minutach.
Najzabawniejsze było jednak to, kiedy konduktorka egzaltowanym tonem ochrzaniła panów policjantów za opieszałość. - To jest śmierdząca sprawa - rzuciła gniewnie. Ktoś z pociągu poirytowany opóźnieniem rzucił - nomen omen..
Do Warszawy dotarłem z ponadpółgodzinnym opóźnieniem. I jak tu nie kochać polskich kolei?:))