Dodaj do ulubionych

Chryzantemy i inne takie....

03.11.01, 01:35
Mam takie małe, nieszkodliwe hobby- przez cały rok uwielbiam świeże kwiaty w
mieszkaniu. Zwykle kupuję je na rozmaitych ryneczkach, od babć albo dziadków,
bo wtedy oprócz kwiatów mam świadomość, że w drobny, malutki sposób pomagam
biednym staruszkom....
Dzisiaj jednak nie miałam czasu na ryneczki i po zakupach w hiperze wpadłam do
kwiaciarni „sieciowej”, w tymże sklepie, by kupić te cholerne kwiatki.
Wchodzę, panna sprzedawczyni na drabinie myje wyimaginowane smugi na lustrach
powyżej kwiatów. Chodzę, oglądam, pochrząkuję- ona nic.
Jako, że dzień był miły, a weekend przede mną, postanawiam się nie zrażać i
mówię do pannicy:
- „Dzień dobry, szukam kwiatów do domu, żywych i nie-chryzantem, co może mi
pani zaproponować?”
Nie spoglądając na mnie panna odpowiada:
- „Wszystkie kwiaty są wystawione”
Normalnie na tym etapie trzaskam drzwiami, ale pomna nauk Kropki o konieczności
nawracania niewiernych, postanawiam mimo wszystko siać dobry przykład swoją
miłością do bliźniego. Rozglądam się, oglądam i wreszcie znajduje coś ciekawego-
takie czerwone, a la jarzębina, tylko bez listków i o dłuższych łodygach.
Zagaduję lodową księżniczkę:
-To mi się podoba- to jakaś odmiana naszej jarzębiny?
- Nie! Nazwy kwiatów umieszczone są na kartonikach przymocowanych do wazonów!-
wysyczała przez zęby.
Pannica wypowiedziała 10 niepotrzebnych słów, zamiast prostego:
„Nie. To lilak" ( czy jakoś tak).
Czwarty raz nie próbowałam i wymaszerowałam ze sklepu.

Kurczę, gdybym ja pracowała w kwiaciarni Skrzydlewskiej, też pewnie byłabym
zgorzkniała i niemiła dla świata, ale na Boga- nie okazywałabym tego
zesmutnienia klientom!

Obserwuj wątek
      • kropka. Re: Chryzantemy i inne takie.... 03.11.01, 19:40
        Jak sie ludziom w pracy przeszkadza, to tak sie ma!
        I po co było ci wiedzieć, jak sie to coś nazywa? Ładne było i wystarczy!
        Trzeba było wyjąć kwiatka, poczekać 2-3 minuty spokojnie i jesli panienka nadal
        myłaby lustro - wyjść z kwiatkiem mówiąc uprzejmie "do widzenia".
        Zobaczyłabyś dopiero, jak szybko zbiega się z drabiny i biega po ulicy!
        Oj, kx, jeszcze musisz się wiele uczyć, zanim staniesz sie samodzielną
        czarownicą!
        :)
        • kx Re: Chryzantemy i inne takie.... 03.11.01, 21:27
          Tak właśnie czułam, że jest jakieś dobre, proste rozwiązanie, którego ja w swym
          zamiłowaniu do komplikowania rzeczy banalnych nie widzę....
          A jeśli ktoś mnie zignoruje w sklepie AGD przy lodówce, to też mam ją wynieść na
          plecach???
        • vladip Re: Chryzantemy i inne takie.... 04.11.01, 00:26
          kx napisał(a):

          > Wielkie dzięki Vladipku :))
          > To ot tak, czy masz jaki ukryty cel? :)))
          ehh kobiety...
          kochacie za cos...
          we wszystkim szukacie drugiego dna...
          nie wierzycie w bezinteresownosc...
          i czyste intencje...
          a to mialo byc tylko tak sobie... :(((
          pzdr
          vladip

          • kx Re: Chryzantemy i inne takie.... 04.11.01, 12:40
            Skoro tylko „tak sobie”- moje podziękowania tym większe :)))

            Nie ukrywam, że okres dziecięcej ufności mam już za sobą (choć bardzo żałuję),
            ale przyznasz, że niemożność założenia z góry czystości męskich intencji
            (podobnie zresztą jak damskich), nie wzięła się przecież z księżyca....

            Więc z tym się zgadzam. Ale, że kochamy „za coś”?????
            Jedyne, co można dziś robić bezinteresownie, w tym materialistycznym świecie,
            to właśnie kochać. Dla pieniędzy można się oddawać, sprzedawać, żenić,
            pracować, pomagać, wyznawać wiarę i robić tysiąc innych rzeczy, ale sam sobie
            spróbuj pokochać nawet najpiękniejszy banknot (czy może lepiej monetę :)))....
    • jasam Re: Chryzantemy i inne takie.... 04.11.01, 13:29
      kx napisał(a):

      > Kurczę, gdybym ja pracowała w kwiaciarni Skrzydlewskiej, też pewnie byłabym
      > zgorzkniała i niemiła dla świata, ale na Boga- nie okazywałabym tego
      > zesmutnienia klientom!

      A ja lubię kupować kwiaty u Skrzydlewskiej blisko domu - (śledzący wątki wiedzą
      więc gdzie). Są tam dwie miłe młode kobiety, które już znają moje upodobania i
      zawsze powstaje jakaś ciekawa kompozycja.
      To nie sklep oddziaływuje na ludzi. To kwestia charakteru.
      Np. mam obawy zaglądać do sklepu z butami, bo zazwyczaj sprzedawcy chcieliby
      przymierzyć na moją noge połowe asortymenu. Od sandałek do kozaków. A ja właśnie
      szukam np. domowych pantofli. Więc wolę z nimi nie zaczynać i zaglądam jedynie
      przez okno.
      Są ludzie i ludziska.

      A i tak podziwiam, że tak długo wytrzymałaś w tamtej kwiaciarni. Ja wychodząc
      potrąciłbym (niechcący) tę drabinę.

      pozdr.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka