Dodaj do ulubionych

Augustyn o polskiej szkole

01.11.06, 12:04
Kilka zdań o polskiej szkole, w kontekście serii tragedii, które się
wydarzyły w ostatnim tygodniu (pisałem o brakach polskiej szkoły
wielokrotnie, ale nikt tego nie czyta; ministrami zaś zostają, ostatnio,
ludzie, którzy o szkole mają takie samo pojęcie jak „wszyscy goście cioci na
jej imieninach”, ale może tym razem...).
1. Polską szkołę niszczy (mocne słowo, ale właściwe) system tzw. awansu
zawodowego nauczycieli. Nie wchodząc w szczegóły (nie chcę męczyć
Forumowiczów), w tym systemie nauczyciel kontraktowy zarabia dwa razy mniej
od dyplomowanego, choć wykonuję tę samą pracę!!! Nie ma drugiej takiej
instytucji!!! Powtórzę: zakres obowiązków jest (w 99%) ten sam, a pensja
dwukrotnie niższa/wyższa!!! To oczywiście złamanie wszelkich reguł prawnych(o
zdrowym rozsądku nie wspominam). Bez komentarza pozostawię fakt, że
nauczyciele nigdy (!!!) nie zwracali się w tej właśnie sprawie do Trybunału
Konstytucyjnego. Dziwi mnie natomiast brak reakcji rodziców (o których
niżej). Otóż, dlaczego im jest wszystko jedno, jaki nauczyciel uczy ich
dzieci (teoretycznie wszak ten stażysta, czy kontraktowy uczy gorzej od
mianowanego, czy dyplomowanego) tego już pojąć nie mogę. Kilka lat temu na
dużej konferencji w Warszawie zaproponowałem m.in. żeby odejść od awansu
prof. Handke i wprowadzić podział na: nauczyciela stażystę (niechby się ze
dwa lata podszkolił w dydaktyce, poobserwował starszych kolegów, dopracował
swoich rozwiązań) i nauczyciela po prostu (który powinien się szkolić po to,
żeby lepiej uczyć i być po prostu „atrakcyjniejszym” pracownikiem). Dostałem
owację od wójtów, burmistrzów, prezydentów (tzw. organy prowadzące), kilku
profesorów i polityków... I cisza (plus amatorzy u władzy).
2. Polską szkołę niszczą nauczycielskie przywileje. Dlaczego nauczyciel
odpoczywa dwa miesiące letnie, tak jak jego uczniowie? Dlaczego czas wakacji
nie jest wykorzystany do dokształcania (nie trzeba godzić wtedy studiów, czy
kursów z przygotowaniem do zajęć dydaktycznych)? Dlaczego choć tydzień/dwa
nie jest poświęcony na pracę z młodzieżą mającą kłopoty z nauką, czy tzw.
trudną? Bóg raczy wiedzieć. Dlaczego dyrektor szkoły musi pytać nauczyciela o
możliwość hospitowania jego lekcji (niezłe co?)? Dlaczego nie może
nauczyciela rozliczyć z efektów pracy, które jego (dyrektora) szkoła założyła
sobie w danym roku; nie może bowiem nauczyciela (zatrudnionego na czas
nieokreślony w oparciu o mianowanie) zwolnić (choćby był to
belfer „dyplomowany” od lat paru i od tego samego czasu leniwy do sześcianu-
bo niby co mu można zrobić...)? Dlaczego nauczyciel wf-u pracuje 18 godzin
dydaktycznych w tygodniu, tak samo jak polonista (choć ten drugi chyba trochę
więcej czasu musi poświęcić na przygotowanie się do zajęć)? Dlaczego nikt nie
rozlicza się z 40 godzinnego tygodnia pracy? Dlaczego, dlaczego, dlaczego...
3. Polska szkoła jest sfeminizowana. Faceci, którzy w niej uczą to:
nieudacznicy po prostu albo nieudacznicy pasjonaci. Przyczyna jest prosta:
pensja nauczyciela zaczynającego pracę jest żenująca. W ogóle pensja belfra
jest żenująca. Efekt: uczeń rzadko widzi nauczyciela czytającego gazetę. Bo
nauczycielki gazety czytają rzadko, a facetów jest niewielu. Uczeń rzadko
widzi nauczyciela zaangażowanego społecznie, czy politycznie, bo... Uczeń
rzadko widzi więc nauczyciela, któremu na czymś zależy. Nauczycielki
pracujące w szkole: są żonami swoich mężów, więc ich pensja stanowi miły
dodatek do kasy męża; są samotne (odsetek panien i wdów wśród nauczycielek,
to kolejny temat tabu) i szkolna pensja jest dla nich wszystkim, co mają; a
to rodzi (obok samotności) gigantyczne frustracje (pamiętam zeszłoroczne
zakończenie klas trzecich i uczniowski skecz, w którym pada m.in. zdanie
o „bucikach z Tuszyna za 40 złotych”). Nie jest moim celem obrażanie swoich
koleżanek (i kobiet w ogóle). Zachwiane jednak zostały proporcje (płci) i to
jest po prostu złe.
4. Niskie pensje są zmorą polskiej szkoły. Dziura budżetowa jest wielka, więc
jedyną szansą na nauczycielskie podwyżki jest podwyższenie nauczycielskiego
pensum do 25 godzin dydaktycznych w tygodniu (przy okazji można by
dokonać „selekcji” belfrów).
5. Polską szkołę niszczą związki zawodowe: ZNP i NSZZ Solidarność. Żaden
program naprawienia czegokolwiek nie został napisany ręką związkowca.
Związki ograniczają się jedynie do wściekłej obrony nauczycielskich
przywilejów, przez co utrzymują część szkolnych patologii. A etaty związkowe
kosztują.
6. Polską szkołę niszczy brak nadzoru dydaktycznego. Dyrektor hospituje
nauczyciela (jak już ten się łaskawie zgodzi) raz/dwa razy do roku.
Inspektorzy oświaty (z wydziału) też są w szkole od święta. Kuratorium też
nie ma czasu. Przez to, nauczyciel (pomijam elitarne licea, w których nadzór
obok dyrektora, sprawują sami uczniowie-bo im już po prostu zależy) może
swoje lekcje odbębniać (spiesząc się do innej szkoły-bo jakoś trzeba sobie
wmówić, że aż tak wielkim nieudacznikiem się nie jest).
7. Dodatek wychowawczy w szkole (łódzkiej) to jakieś 30 złotych. Opiekun
zespołu (bo wychowawcami są zgodnie z ustawą wszyscy nauczyciele) powinien
odwiedzać swoich podopiecznych w domu. Wspomagać rodziców,
psychologo/pedagoga, kuratora (jeśli jest) itd. Wychowawca ogranicza się
jednak najczęściej do pilnowania dokumentacji (dopust Boży-vide kasa!). Bo w
papierach wszystko się wszak musi zgadzać.
8. Nikt nie wie, dlaczego nauczyciel nie pracuje w szkole od 8-mej do 16-tej.
Dlaczego nie może w szkole przygotować i sprawdzić prac pisemnych (są zawsze
jakieś wolne sale), będąc przez osiem godzin do dyspozycji ucznia, dyrektora,
rodzica. Może związkowcy wiedzą, ale nie mówią...
9. Słabością polskiej szkoły są polscy rodzice (nie wszyscy, ale wielu). Nie
przypominam sobie, żeby któryś z rodziców zainteresował się programem przeze
mnie realizowanym (a mają prawo go opiniować). Nie przypominam sobie żeby
jakiś rodzic interesował się kwalifikacjami belfrów mających uczyć jego/jej
pociechę (a chyba jest różnica, czy Jasia uczy Pani Jola z 10 letnim stażem i
ukończonymi trzema kierunkami studiów podyplomowych, czy Pan Tomasz, co
dopiero zaczyna). Żeby się nie rozwodzić (i nie pisać o patologiach-czyli np.
matkach, które nie zauważały, że ich konkubenci gwałcą ich córki, albo, że te
córki się prostytuują na Bałuckim) napiszę krótko: rodzicom się nadzwyczajnej
w świecie nie chce.
10. Polską szkołę niszczy tabu demokracji (swoiście pojmowanej). Ludziom się
wydaje, że równi oznacza tacy sami (mniej więcej). Dlatego prości (albo wręcz
prymitywni) rodzice przestali się krępować, że są prości i żądają dla siebie
praw do... zagłaskiwania. Takoż i dla swoich dzieci. Nie można więc
podyskutować o Jasiu bez ogródek. Trzeba kluczyć. Rodzic (prosty) nie rozumie
jak działa rynek i dlaczego chirurg (w normalnym kraju) zarabia więcej od
obsługującego wózek widłowy. Zresztą skoro Begerowa może być posłanką...
Efekt jest taki, że skoro wszyscy są równi i brak punktów odniesienia (tzw.
autorytetów), to właściwie każde zachowanie, każda preferencja, każda
biografia jest tak samo dobra. Mamusia ogląda ciurkiem seriale, to jak córcia
ma czytać klasyków. Gdyby jeszcze ta pierwsza zdawała sobie sprawę, że jej
preferencje są jednak jakoś tam gorsze od preferencji „pani od polskiego”
(zakładając, że ta seriali nie ogląda-co jest tezą ryzykowną), ale gdzie tam!
Dzisiaj Mandaryna jest taka samo wartościowa jak Mozart. I już.
Zdjęcie majtek koleżance i gwałt to tylko „wygłupy”. Wszystko wszak jest
normalne... I to jest wielki problem polskiej szkoły-nie mniej ważny, niż
pozostałe...
Augustyn-nauczyciel XII LO i XVI Gimnazjum w Łodzi
Obserwuj wątek
    • graz.ka Re: Augustyn o polskiej szkole 01.11.06, 12:19
      Dyrektor pyta nauczyciela o zgodę na hospitację? Podaj podstawę prawną takiej
      procedury.
      Do uogólnień subiektywnych się nie odniosę, bo masz do nich prawo.

      Zapraszam na to forum:
      www.vulcan.edu.pl/forum/zpo/forum.php
      poczytaj, porównaj i porozmawiaj (trzeba uzyskać dostęp do forum pisząc do
      administratora).
    • iluminacja256 Re: Augustyn o polskiej szkole 01.11.06, 12:28
      Parę rzeczy napisałeś może i mądrych, ale parę rzeczy napisałeś tak
      idiotycznych, z e tylko się pochlastać ;/ Zwłaszcza w kontekscie tego, ze chyba
      jesteś nauczycielem...Chocby to o dyrektorze, który ma pytać o mozliwość
      hospitacji, o rozliczanei sie z 40 godzin pracy i o samotnych pannach i
      wdowach oraz zoneczkach, które nauczycielstwem zarabiaja na waciki...;/ Weż
      idz 0 normalnie zaczynam wierzyć w to, ze do tego zawodu ciągną niedacznicy
      płci męskiej, po tej "prezentacji"
      • michal19755 Re: Augustyn o polskiej szkole 01.11.06, 15:04
        Dlaczego głupotą nazwałeś/aś konieczność rozliczania się z 40 godzinnego
        tygodnia pracy? W większości krajów U.E. nauczyciel ma grafik, gdzie obok
        godzin dydaktycznych są wyszczególnione jego inne zajęcia.
        Co do hospitacji: dyrektor nie może wejść na lekcję bez zapowiedzi. A
        nauczyciel może nie chcieć być hospitowanym. Vide Karta nauczyciela i Ustawa o
        systemie oświaty.
        Co do "wacików"-to oczywiście subiektywne (badań nie robiłem), ale takie są
        moje (i nie tylko moje) obserwacje. Nikogo nie chcę obrazić-jeszcze raz to
        podkreślę.
        Czy jestem nieudacznikiem? Pewno tak-co to za facet, który po 5-ciu latach
        studiów przyniósł żonie 730 złotych? Staram się jednak, żeby nie tylko na
        chleb, ale i waciki wystarczyło...
        Dziekuję za glos krytyki:
        Augustyn
        • graz.ka Re: Augustyn o polskiej szkole 01.11.06, 15:52
          michal19755 napisał:

          > Dlaczego głupotą nazwałeś/aś konieczność rozliczania się z 40 godzinnego
          > tygodnia pracy? W większości krajów U.E. nauczyciel ma grafik, gdzie obok
          > godzin dydaktycznych są wyszczególnione jego inne zajęcia.
          > Co do hospitacji: dyrektor nie może wejść na lekcję bez zapowiedzi. A
          > nauczyciel może nie chcieć być hospitowanym. Vide Karta nauczyciela i Ustawa
          o systemie oświaty.

          Marzy mi się praca 8 godzin w przedszkolu - gdy zamykam drzwi i zostawiam za
          sobą czas pracy, a zaczynam zyć dla siebiei rodziny. Tylko wiesz co? W moim
          przedszkolu mogłbym sobie dopracować te ponad pensum na krześle w szatni dla
          rodziców - bo nie ma pomieszczenia na pokój nauczycielski. Bo kątem w zmywalni
          też nie usiądę.
          To vide rozwinęłabym dokładniej - nie mam czasu, aby przerabiać teraz ustawy
          (ale sprawdzę), moim zdaniem właściwsze jest rozporządzenie o nadzorze
          pedagogicznym, którego pierwszym organem jest dyrektor.
    • cassani a ja tak się zastanawiam 01.11.06, 12:33
      czy jak już pobudujemy więzienia dla 12-sto latków, czy jak już wszyscy
      nauczyciele będą przechodzili szkolenie pod okiem oficerów NATO, czy jak już
      każda ławka będzie oddzielnie monitorowana, czy jak dziewczynki nie będą mogły
      się zbliżać do chłopców bliżej niż na 2 km, czy jak już każdy naczyciel będzie
      wyposażony w dziennik i paralizator - to czy wtedy własnie ktoś wpadnie na
      pomysł żeby w szkołach działały kółka teatralne czy przyszkolne kluby sportowe
      z prawdziwego zdarzenia, gdzie dzieciaki będą mogły realizować swoje ambicje.
      Czy wtedy któś pomyśli ze w szkole nauka powinna być pochodną wychowania a nie
      odwrotnie.
    • big_news Re: Augustyn o polskiej szkole 01.11.06, 13:02
      Jak dla mnie, to trochę mało tu o uczniach. Żeby nie powiedzieć, że wręcz wcale.
      Rozumiem, że za wszystko odpowiadają dorośli. Ale żeby pisać o szkole i nie
      zająknąć się o młodzieży, to tak jakby mówić o PKP, nie martwiąc się o
      pasażerów. No, ale ja nie jestem nauczycielem, więc się pewnie nie znam.
        • piusss Re: Augustyn o polskiej szkole 01.11.06, 16:21
          Pewnie, że polska szkołą jest chora...ale co Twój post może zmienić? Prawie ze
          wszystkim się zgadzam, ale to nic nie zmienia. TO jak wojna z wiatrakami...
          Wytłumacz mi tylko dlaczego niby kobiety czytają rzadziej gazety niż
          mężczyźni?:> Nie wiem co miałeś na myśli, ale użyłeś takiego sformuowania, ze
          na to wyszło.
          • graz.ka Re: Augustyn o polskiej szkole 01.11.06, 16:35
            Bo - jak słusznie zauważyła moja koleżanka Gaba na forum OSKKO - mężczyzn mniej
            jest w szkole. Dlatego rzadziej widać, że czytają gazety ;>

            Nawiasem mówiąc, wśród licznych obowiązków nauczycieli "Karta Nauczyciela -
            Rozdział 2 - Obowiązki nauczycieli" - nie ma czytania gazet ;>

            Ja czytam w Internecie. I w pociągu.
          • michal19755 Re: Augustyn o polskiej szkole 01.11.06, 18:05
            Mój post niczego (najprawdopodobniej) nie zmieni. Masz rację-to walka z
            wiatrakami. Jesteśmy jeszcze przez jakis czas skazani na pokolenie Solidarności
            (zasłuzone, ale niedouczone).
            Nawet jeśli jeszcze x-razy będę udowadniał, że np. pomysł wprowadzenia tzw.
            bonu edukacyjnego jest bardzo zły, ci, co przejmą w Łodzi władzę, będą
            próbowali go realizować. Tacy są.
            Przepraszam jeżeli uraziłem kobiety. Naprawdę nie pamietam, żeby moje koleżanki
            nauczycielki przychodziły do szkoły z Wyborczą, Dziennikiem, Wprostem, czy
            Polityką... I tyle.
            Pozdrawiam
            • zdanka1 Re: Augustyn o polskiej szkole 01.11.06, 20:29
              Trochę mnie to zastanowiło... Przepraszam, ale o czym swiadczy łazenie z gazetą
              pod pachą ? Co to daje - tak konkretnie , bo ja jakoś w ogóle nei widzę związku
              z niczym, oprócz tego, z e gigantyczna masa papieru jest marnowana, kiedy
              gazety od dawna mają portale. to mi sie kojarzy z tym, jakby ktoś stzrelal do
              mnei z możdzierza, bo czytam e-booki
            • covianna gazeta :) 06.11.06, 23:18
              a ja przychodzę do szkoły z Dziennikiem Polska Europa Świat, Newsweekem,
              Polityką, Deltą, Wiedzą i Życiem, Focusem, Światem Nauki, Charakterami, Gazetą
              Rycerską, dzasem jeszcze czymś innym, zależy co mi aktualnie się czyta danego
              dnia. I JESTEM KOBIETĄ I DO TEGO NAUCZYCIELKĄ W OGÓLNIAKU. KONTRAKTOWĄ. I nie
              życzę sobie żebyś Augustynie jeden obrażał mnie sugerując że kobiety
              nauczycielki są głupie i niec nie czytają. Oglądam też telewizję, chodzę do
              kina, wychowuję dzieci, gotuję obiady, latam koło męża który na mnie zarabia,
              surfuję po internecie, mam dwa koty i jestem całkiem niezłą nauczycielką. Ścisłą
              zresztą. Pomysły masz i niezłe, ale polecam parę przerw na dyżurku w mojej
              szkole - odpoczniesz sobie jak jasna cholera.Ja siedzę w szkole dłużej niż
              powinnam bo zawsze mam coś do załatwienia, porozmawiania, sprawdzenia itd. Ale
              dopóki mi za to porządnie nie zapłacą - nie będę sprawdzała w szkole klasówek,
              przygotowywała się do lekcji itd, żeby być dostępną dla uczniów, rodziców,
              dyrekcji. Wystarczy, że do domu dzwonią rodzice po info o dzieciach. Bez
              przesady, praca charytatywna tez ma swoje granice. Lubię to co robię, mogę mieć
              pensum 25 godzin, poprowadze kółko i kurs przygotowujący do matury, ale do
              pioruna nie za 1000 na konto. Za tyle pracuję to ja teraz pracuję yule ile mam
              etat, staram się to robić dobrze i kropka.
              • michal19755 Wybacz 07.11.06, 20:02
                Bardzo Cię przepraszam!!! Zupełnie niepotrzebnie to napisałem (choć były na ten
                temat badania...). Mogłem sobie odpuścić.
                Przepraszam.
                P.S. Co do płacy-pełna zgoda! Fajnie, że jesteś gotowa pracować więcej. Pytanie
                jak znaleźć środki na publiczną oświatę. Jak ich nie pokażemy, to rozmowa jest
                na poziomie imienin u cioci (ewentualnie związkowej pyskówki).
                Dziekuję za Twój głos.
                Augustyn
    • aaa202 Jedna kwestia, PENSUM, postulujesz podwyższenie. 01.11.06, 16:59
      Mam 25 godzin dydaktyki. Przygotowanie każdej jednostki zajmuje mi średnio tyle
      czasu, ile ona trwa. Raz haftuję, raz macham ze staroci, raz dłubię w kwitach 7
      godzin, lub przekopuję całą bibliotekę. Nie mam czasu kupić sobie pieprzonych
      wacików czy bucików za 40 zyli w Tuszynie. (Od razu zastrzegam - nie uczę w
      szkole, a zarobię sobie też na takie za 400, jeśli się nadmę.)
      Podwyższenie pensum ma pomóc w naprawie polskiej szkoły, poprzez zwiększenie
      satysfakcji finansowej nauczyciela? Co to za logika krętacza? Jeśli, żeby
      zarobić więcej, trzeba pracować więcej, to gdzie tu jest zysk?;-)
      Ja, kurde, wiem, że dla niektórych nauczycielstwo to misja, a belfer zbawia
      ludzkość, ale do jasnej cholery, jeśli frustracja moja ma nie rosnąć, to muszę
      mieć czas na ŻYCIE.
      • michal19755 Re: Jedna kwestia, PENSUM, postulujesz podwyższen 01.11.06, 18:16
        Przy 25 godzinach dydaktycznych (18 godzin to "dzieło" pierwszej Solidarności-
        taki socjalny chwyt, który przetrwał-niestety) i z pewnym doświadczeniem
        (lekcje się powtarzają-po jakims czasie nie trzeba już wszystkiego zaczynać od
        początku)wystarczy 15 godzin na całą resztę.
        Poza tym popełniasz błąd-typowy dla polskiego belfra, że każdy wszystko robi
        sam. Tym czasem w wielu krajach U.E. nauczyciele dzielą między siebie pracę.
        Ktoś przygotowywuje sprawdziany, testy, kartkówki...a ktoś inny je sprawdza
        itd. Jeden robi więcej dydaktyki, drugi resztę... Kwestia elastyczności.
        Co do kasy: buty za 400 złotych też sobie czasem kupię, ale umówmy się-kosztem
        czegoś tam (nadymania się-jak to ujęłaś). Poza tym wyrwałaś zdanie z kontekstu.
        Podwyżek być nie może-bo rynek nie dostarczy więcej kasy (opodatkowanie jest
        podkręcone na maksa). Jedyne wyjście to pracować więcej. Mniej nauczycieli-
        więcej kasy. Znasz inny sposob-napisz. A nie wyzywasz mnie od krętaczy...
        Brzydko!
        • aaa202 Ależ 01.11.06, 18:57
          nie wyzwałam Cię od krętaczy, tylko argumentację uznałam za krętaczą. A to
          różnica! Nie widzieć jej, to dopiero BRZYDKO, panie sorze!:) Wyobraźni
          słowotwórczej ciut!:)
          Co do błędu, jakoby typowego dla polskiego belfra, jaki, również jakoby,
          popełniam - otóż nie ma takiej możliwości, bym podzieliła się swoją pracą z
          drugim nauczycielem. Niemożliwe jest, by ktoś inny przygotowywał testy dla grup
          z którymi ja mam zajęcia. Każda grupa jest inna, każda ma swoje tempo pracy.
          (Oto moja koncepcja "elastyczności"). No i przyczyna najbardziej prozaiczna:
          nie mam dublera. Te przedmioty prowadzę tylko ja. Niewykluczone jednak, że da
          się jakieś usprawnienia organizacyjne wdrożyć w szkołach.
          Zajęcia tak, powtarzają się, ale nigdy nie mogą być takie same. Póki co na
          rutynie jadę jedynie w przypadku jakichś niedyspozycji.
          Jeśli zaś chodzi o buty - jako niewiasta praktyczna i skromna, obuwia
          ekskluzywnego nie wymagam. Wygodne wystarczy:) (Ale dyskusja o pensji nie ma tu
          sensu, bo, jak mówiłam, nie pracuję w szkole i rozliczenia ze mną są nieco
          inne. Techniki nadymania się też. Wyrzeczeń nie praktykuję.)
          Został nam temat obelżywie małego uposażenia nauczycieli. Cóż... optuję za
          innym rozmieszczaniem środków budżetowych. Ale nie będę dziś jadu toczyć na
          darmozjadów. Nie chce mi się, wieczór tak piękny...
          • michal19755 Re: Ależ 01.11.06, 22:02
            A co w niej było krętaczego? I co do tego ma "wyobraźnia słowotwórcza"?
            Nie rozumiem też dlaczego kolega/koleżanka nie miałaby przygotować dla mnie (i
            innych historyków) testów?
            Uczysz jakiegoś żadkiego przedmiotu-o.k. Mojego naucza w każdej szkole kilku
            nauczycieli (tak jest w przypadku większości przedmiotów).
            Nie pracujesz w szkole-a ja o szkole piszę.
            Proszę odnoś się konkretnie do tego co opisałem. Inaczej dyskusja jest
            niemożliwa.
            Co do środków budżetowych-pełna zgoda. Też jestem za likwidacją większości
            agencji, powiatów i czego tam jeszcze... Ale my lecimy na wspomaganiu:30
            miliardów rocznie. Redukcja wydatków i tak więc nie sprawi, że oświata dostanie
            więcej... Pozostaje zwiększenie pensum i redukcja etatów.
            Pozdrawiam.
            • aaa202 Odnoszę się do tego co napisałeś: 02.11.06, 07:30
              zwiększenie pensum nie spowoduje poprawy ani nauczycielskiego losu, ani statusu
              społecznego belfra, nie wpłynie też pozytywnie na polską szkołę, polskich
              uczniów, polski poziom nauczania.
              Zaś przygotowywanie przeze mnie testów dla historyków spowoduje klęskę
              wychowania patriotycznego w polskiej szkole.

              Chętnie odniosłabym się też do podniesionej przez Ciebie kwestii sfeminizowania
              zawodu, ale muszę smarować narty.
              Ruwniesz pozdrawiam.
                    • aaa202 Koleżaneczko:) 02.11.06, 16:09
                      jak ładnie, jak ślicznie!:)
                      Dać mu podwyżkę, albo chociaż z 40 godzin pensum!:)
                      Gdzież bym tam na szwank narażała! Wycofuję się rakiem, a swoje dzieci prędzej
                      poślę do lasu niż do wypisanych wcześniej liceów.
                      Pozdrawiam serdecznie.
                      • michal19755 Re: Koleżaneczko:) 02.11.06, 16:17
                        Jeżeli jestes nauczycielką-opanuj emocje. Jeśli nie potrafisz rzeczowo
                        dyskutować-idź krzyczeć na manifę!
                        Mojemu liceum da sobie radę (co roku ma problem z nadmiarem, a nie niedoborem).
                        Pozdrawiam.
                        P.S. Polecam ćwiczenia oddechowe, seks (z mężem), sport, czekoladę, las,
                        wędkowanie...
                        • zdanka1 Re: Koleżaneczko:) 03.11.06, 08:45
                          Jeśli nie potrafisz rzeczowo
                          > dyskutować-idź krzyczeć na manifę!


                          Najpierw to myslałam, ze to co napisałeś o nauczycielkach to po prostu
                          przypadek, od takie zauwazenie sprawy...Ale odkąd czytam twój styl prowdzenia
                          dyskusji, to widzę, ze masz jakieś problemy z mizoginią - zarzuty o brak
                          uzywania logiki przez "płeć piękną" - chociaż kazdy argument dostałeś wyłozony -
                          na co odpoiwedzialeś, ze to paplanie, wysyłanie na manifę (jakby jej
                          zorganizowanie nie wymagało przemyslanych działań i kazdy wrzeszczał tam co mu
                          do głowy przyjdzie), zarzuty o paplanie - chwileczkę , tak obleśnej
                          naleciałości belferskiej jak doprowadzanie do porządku w tym stylu, powinieneś
                          się wstydzić sam przed sobą - bo to nie jest argument, a już na pewno nie jest
                          to logiczny argument itp ...

                          Obawiam się, ze opanowywanie emocji, które sugerujesz kolezance i Tobie by się
                          przydało, bo to nei jest rozmowa, a przytyki dop płci.
                          I od razu - nie nie jestem nawiedzona i kompletnie mnie nie interesuje co
                          myslisz o feministkach - nie zyczę sobie żeby takie teksty były serwowane, bo
                          obawiam sie, ze serwujesz je również swoim ucznnicom.
                • graz.ka Re: Odnoszę się do tego co napisałeś: 02.11.06, 16:05
                  michal19755 napisał:

                  > Podniesienie pensum=wyższa pensja. I tyle.
                  > Testy dla hitoryków mają przygotowywać inni historycy-nie Ty.
                  > Paplesz od rzeczy...
                  > Pa,pa,pa.

                  A propozycja dla przedszkoli? KZ? Małych szkół na wsi, gdzie nauczyciele uczą
                  po dwóch przedmiotów? I jeszcze w innej szkole zdarza im się uzupełniać?
                  25 godzin pensum skutkować będzie koniecznością dopracowania ich w innej -
                  właśnie historycy, geografowie...


                  I co z tą podstawą prawną dla odmowy hospitacji? Vide znalazłeś?
                  • michal19755 Re: Odnoszę się do tego co napisałeś: 02.11.06, 16:26
                    Zaraz poszukam.
                    Przedszkola to inna bajka. Nie widzę jednak większego problemu-mój synek jest w
                    przedszkolu od 8-mej do 16-tej. Inne dzieciaki są wcześniej i później wychodzą.
                    Tak naprawdę przedszkolanki już dzisiaj pracują więcej od nauczycieli (szkół
                    publicznych). I niech tak zostanie.
                    Reguły nie muszą być jednakowe dla wszystkich opiekujących się i wychowujących
                    dzieci. Są kraje, gdzie przedszkolakami nie zajmują się ludzie z pełnym
                    pedagogicznym wykształceniem. I dobrze jest. Pamiętaj też, że przedszkola to
                    zadanie własne gminy. To znaczy, że nie ma ona obowiązku ich prowadzić (i za
                    nie płacić).
                    Nauczyciele historii, geografii, chemii itd.-zostaliby zmuszeni do szukania
                    godzin w innych szkołach? Jesli tak-trudno (sam jestem w takiej sytuacji od
                    trzech lat i żyję). Poza tym-nauczyciele powinni uczyc więcej niż jednego
                    przedmiotu. Po to są studia podyplomowe. Taki proces ("dwuprzedmiotowości") ma
                    zresztą miejsce. Zaczął się po reformie i trwa.
                    Dziekuję za Twoje uwagi.
                    Pozdrawiam.
                    Augustyn
                    • zdanka1 Re: Odnoszę się do tego co napisałeś: 03.11.06, 08:53
                      Jakiego drugiego pzredmiotu ma uczyć anglista? Niemieckiego? A geograf? Może
                      religii? Nie , nauczyciele nei powinni uczyć dwóch przedmiotów, bo nie
                      wszystkie przedmioty się dopełniają - a studia podyplomowe nie sa po to, zeby
                      gość który skończył np. anglistykę, podyplomowo zrobił sobie germanistykę.
                      Studia podyplomowe to zazwyczaj specjalizacje w dziedzinie, którą opanowało się
                      już na studiach w stopniu magisterskim - np. polonista robi sobie specjalizację
                      z nauki j. polskiego jako obcego, a nei podyplomowo konczy historię.
                      Przepraszam, ale skoro uwazasz, ze studia podyplomowe są
                      od "przekierunkowywania" na drugi przedmiot, to raczej nei mamy o czym
                      rozmawiać...
                      • michal19755 Re: Odnoszę się do tego co napisałeś: 05.11.06, 21:09
                        Droga Zdanko!
                        Geograf może uczyć (i w mojej szkole uczy-z powodzeniem) np. wosu.
                        Polonista może uczyć historii.
                        Fizyk-matematyki itd. (żeby nie było wątpliwości-a mam nieodparte wrażenie, że
                        nie znasz ani polskiej szkoły, ani rozwiązań unijnych, czy amerykańskich
                        dotyczących kwalifikacji, w polskich szkołach to, o czym piszę jest
                        codziennością; w obydwu szkołach, w których pracuję informatyki uczą: w jednej
                        polonista, w drugiej historyk, czyli nie-informatycy; i obydwaj uczą tej
                        informatyki bardzo dobrze).
                        Dwuprzedmiotowość jest właściwie normą (w normalnym kraju).
                        Jeżeli chcesz wiedzieć więcej, sięgnij do źródeł.
                        I wróć na forum-będę czekał.
                        Augustyn
                        • covianna dwuprzedmiotowość 07.11.06, 15:51
                          po to człowiek studiuje aby byc specjalistą w swojej dziedzinie. Jestem
                          magistrem i skończyłam dwa kierunki podyplomowe - jeden na Politechnice
                          Łodzkiej, drugi na uniwerku. Studia takie to zwykłe wyciąganie pieniędzy za
                          kwit. Uczą nauczyciele akademiccy, ale to dla nich jest chałtura. Nikt mi nie
                          wciśnie kitu, że po dwóch (teraz trzech) semestrach na czymś takim jestem
                          specjalistą mogącym uczy z pozycji mentora. Szczgólnie ż studiując podyplomowo
                          uczę się jednocześnie pracując. wuprzedmiotowoc jest błędem. Zeby starczyło
                          pensum - wystraczy tworzyc klasy 24 osobowe, i jeszcze dzielic je na grupy. w
                          klasie 36-osobwej to sorki, ale ani e poznasz uczniów, ani nie
                          zindywidualizujesz procesu nauczania ani w ogóle za dużo nie zrobisz.
                          Szczególnie jak masz np. jedną godzinę w tygodniu w piątek na 5 lekcji- a to
                          ferie, a to akademia, a to konkurs, a to olimpiada, a to kino, teatr lub coś
                          innego i w efekcie uczysz raz w miesiącu. Zyczę spowodzenia. Reformę trzeba
                          zacząc od podstaw - organizacji szkoły . Uczniowie jak na zachodzie powinni
                          siedziec w szkole od 8 dp 15 - 16 obligatoryjnie, zajęcia pozalekcyjne -
                          obowiązkowe, opieka wtedy płatna też, rodzice płacą kary za nieobecności dzieci
                          i wtedy wprowadzamy porządek. teraz o 13 w Galerii czy Manufakturze są setki
                          dzieciaków, i wszystkie twierdzą że są już po lekcjach. A jak to niby sprawdzić?
                          • michal19755 Re: dwuprzedmiotowość 07.11.06, 19:58
                            Droga Covianno!
                            Nie wiem, czy człowiek studiuje, żeby być specjalistą w swojej dziedzinie.
                            Przynajmniej nie człowiek-nauczyciel.
                            Dwuprzedmiotowość jest normą, a nie wyjatkiem w wielu państwach, w których
                            oświata stoi na wyższym, niż w Polsce, poziomie. W Stanach Zjednoczonych (w
                            szkole podstawowej-nie wiem, czy we wszystkich stanach)nauczyciele uczą W
                            KLASIE a nie przedmiotu! Nie tylko więc przedmiotów pokrewnych, ale i tak od
                            siebie "odległych" jak angielski, historia i matematyka.
                            Specjalistą powinien być (chyba) nauczyciel akademicki-choć fajnie chyba jest
                            posłuchać fizyka, który jednocześnie kuma ekonomię i np. dobre wiersze pisze.
                            Zresztą nie wyważaj drzwi otwartych: w polskiej szkole nauczyciele uczą wielu
                            przedmiotów (ci sami nauczyciele).
                            Ja skończyłem klasę matematyczno-fizyczną (później historię, zarządzanie
                            samorządem, wos, teraz zarządzanie oświatą, kiedyś jeszcze coś)i wielką frajdę
                            sprawiało mi douczanie moich gimnazjalistów z 12 Gimnazjum (kilka lat temu).
                            Oczywiście robiłem to społecznie i na pewno nie do końca profesjonalnie, ale
                            dzieciaki twierdziły, że matematykę tłumaczę lepiej niż matematyk (ten
                            konkretny rzecz jasna).
                            Nie sądzę, żeby licealistów (a uczę w bardzo dobrym liceum-pierwsza łódzka
                            piątka)ekonomii (elementów) musiał uczyć doktor ekonomii. Ja wystarczę.
                            A co do podziału klas. Dobrymi chęciami... Taki pomysł to śmierć dla polskiej
                            oświaty. Pieniędzy (ściąganych z rynku-pamiętaj o tym proszę) jest strasznie
                            mało. Jeżeli zwiększysz liczbę oddziałów-to będziesz miała katastrofę w
                            finansach gmin/powiatów, które szkoły prowadzą (Łódź już dzisiaj dokłada do
                            subwencji dziesiątki milionów złotych). Jeżeli pokażesz mi źródło sfinansowania
                            swojego pomysłu-o.k., możemy gadać. Jeśli nie, to sorki czasu szkoda.
                            P.S. W wielu klasach (w Łodzi) już dziś jest 25-27 osób-niż daje o sobie znać.
                            W liceum zresztą klasa 32 osobowa to nie jest wielki problem. W gimnazjum jest.
                            I żeby nie było wątpliwości: też bym chciał uczyć w 20 osobowych klasach (na
                            takie nie stać nawet państw 10 krotnie bogatszych od Polski-sprawdx proszę).
                            Pozdrawiam.
                            Augustyn
                            • covianna Re: dwuprzedmiotowość 07.11.06, 22:12
                              Drogi Michale19755 !
                              Ustasunkuje się, może długo to będzie, przepraszam, ale coś tam mam do napisania.
                              > Nie wiem, czy człowiek studiuje, żeby być specjalistą w swojej dziedzinie.
                              Człowiek studiuje, żeby być specjalistą w swojej dziedzinie, taka jest idea
                              studiowania, nieważne czy się potem będzie uczyło dzieci, czy pisało doktorat,
                              czy hodowało potomstwo, jeżeli nie zamierza się być specjalistą, to szkoda prądu.
                              > Przynajmniej nie człowiek-nauczyciel.
                              Człowiek-nauczyciel w liceum szczególnie musi być autorytetem w swojej
                              dziedzienie. Jak inaczej może prowadzić zajęcia błyskotliwie, z zacięciem,
                              atrakcyjnie, z anegdotką, pomysłem czy czymś tam jeszcze innym?
                              > Dwuprzedmiotowość jest normą, a nie wyjatkiem w wielu państwach, w których
                              > oświata stoi na wyższym, niż w Polsce, poziomie.
                              W szkole podstawowej tak. Przecież w 1-3 jest Pani od zajęć zintegrowanych.
                              Później jest gorzej, bo nie ma studiów nauczycielskich magisterskich pt.
                              Przyroda, tylko badziewne podyplomówki dla biologów, geografów, chemików i
                              fizyków oraz kaszaniaste programy i podręczniki do wszystkigo i niczego. Nie ma
                              bloku humanistycznego, tylko osobno polski, historia, plastyka, muzyka. I to
                              moim zdaniem źle. Powinien być magister przyrodnik i magister humanista (choć to
                              kiepskie określenie, bo jak to mówią humanistą to był np. Kopernik :)). Ale
                              takich studiów jak pisałam nie ma, (tutaj bo np. w Australii są studia pt.
                              science - czyli ogólnie nauki ścisłe do kupy dla nauczycieli do poziomu mniej
                              więcej gimnazjum)Prostuję - właściewie są interdyscyplinarne studia
                              przyrodnicze, ale tam idą ludziska nie nadające się raczej do walki z
                              nastoletnią materią ożywioną, tylko do walki z materią biblioteczno -komputerowo
                              -mózgową :))
                              > Specjalistą powinien być (chyba) nauczyciel akademicki-
                              akurat on musi być specjalistą w dziedzinie swojego kierunku -
                              > choć fajnie chyba jest posłuchać fizyka, który jednocześnie kuma ekonomię i
                              np. dobre wiersze pisze.
                              Właśnie słuchasz, kumam po podyplomówce i pracy w instutucji finansowej
                              ekonomię, nie piszę wierszy, ale jestem też muzykiem.
                              > Zresztą nie wyważaj drzwi otwartych: w polskiej szkole nauczyciele uczą wielu
                              > przedmiotów (ci sami nauczyciele).
                              I dlatego kicha.
                              > Ja skończyłem klasę matematyczno-fizyczną (później historię, zarządzanie
                              > samorządem, wos, teraz zarządzanie oświatą, kiedyś jeszcze coś)i wielką frajdę
                              > sprawiało mi douczanie moich gimnazjalistów z 12 Gimnazjum (kilka lat temu).
                              > Oczywiście robiłem to społecznie i na pewno nie do końca profesjonalnie, ale
                              > dzieciaki twierdziły, że matematykę tłumaczę lepiej niż matematyk (ten
                              > konkretny rzecz jasna).
                              :)))
                              > Nie sądzę, żeby licealistów (a uczę w bardzo dobrym liceum-pierwsza łódzka
                              > piątka)ekonomii (elementów) musiał uczyć doktor ekonomii. Ja wystarczę.
                              Akurat tu się zgodzę. Ale ja nie mam pewności że dobrze będę uczyć matmy (choć
                              program na studiach miałam taki sam jak matematycy) bez studiów. Mogę tłumaczyć
                              różne sprawy uczniom (i często to robię i na swoich lekcjach i podczas przerw i
                              prywatnie :))Ale czym innym jest merytoryczne i dyadaktyczne przygotowanie zajęć
                              z drugiego przedmiotu.
                              Dlatego informatyka w większość liceów to śmichy, bo dzieciaki śmigają lepiej.
                              Uczę prócz fizyki drugiego przedmiotu - informatyki, przepraszam technologii
                              informacyjnej-na tym sie znam i praktycznie i teoretycznie,ale informatyka po
                              podyplomówce? - sorki, nie podejmę się. Techniki też uczyłam, przedsiębiorczości
                              też. To michałki, bez problemu dałam sobie radę i bez studiów. Czym innym jest
                              przedmiot maturalny!!
                              > źródło sfinansowania
                              Pisałam - rodzice powinni mieć świadomość, że szkoła nie jest za darmo, to nie
                              jest dar z niebios, każdemu sie należący. Za publiczną szkołę płacą wszyscy
                              podatnicy. Tak jest na świecie. Korzystają ze szkoły, a więc wiedzy i opieki
                              nauczycieli, budynku, wyposażenia, ogrzewania i prądu, środków czystości, pracy
                              woźnych - rodzice i ich dzieci. Jeśli nie korzystają, bo:
                              1.dzieciątka wagarują,
                              2.nie osiągają nawet minimum wiedzy, bo się permanentnie nie uczą -
                              to marnują społeczne pieniądze i powinni je oddać.
                              I kropka. I kasa jest. Może to naiwne na polskim gruncie, ale taki jest system
                              np. w Holandii o ile wiem.
                              Ponadto najwyższy czas przestać biadolić nad przeciążeniem biednych główek
                              uczniowskich. To bujda i brednia. Programy są odchudzone bardzo poważnie w
                              stosunku do tego co było np. 15, czy 20 lat temu. Ale wtedy dzieciak wyjeżdzając
                              do Stanów czy na Zachód kasował uczniów tamtejszych szkół swoją wiedzą i uczył
                              sie dwa oddziały wyżej. Polscy maturzyści i świeży magistrzy to były orły i sokoły.
                              Teraz to marzenie. Obecni maturzyści są słabsi od równieśników z Zachodu.
                              Syllabusy angielski, francuskie, hiszpańskie i niemieckie z matmy, fizyki,
                              biologii i chemii obejrzałam bardzo porządnie(są zresztą w internecie, poszukaj).
                              Zakres wiedzy jest stanowczo większy niż wymagany na nasze nowe pożal się boże
                              matury.
                              Mniejsze klasy - więcej godzin. W normalnym liceum (4 klasy w poziomie) mamy dla
                              fizyka, chemika, biologa, geografa przeciętnie 16 godzin dydaktycznych (bo
                              podstawa programowa wynosi 4 godziny w cyklu nauki), w rozliczeniu całorocznym
                              nawet mniej, bo maturalne klasy liczy się krócej, czyli ok 15 godzin. Plus
                              wychowawstwo i i tak nie ma etatu. Szczęściem są klasy profilowane, wtedy
                              dojdzie powiedzmy 6 godzin (w rozszerzeniu jest 6 godzin w cyklu).
                              Jeśli z czterech klas zrobimy 5 - etat zawsze się uzbiera.
                              Czy uważasz że nauczyciel łączący etaty jest związany z oboma szkołami? Nie. A
                              powinien byż związany ze szkołą emocjonalnie i czasowo. Powinien identyfikować
                              się ze szkołą, wychowankami, tradycjami szkoły itp itd. Jak lata między jedną a
                              drugą (czasem trzecią) i głównie martwi się jak zdążyć na czas, to nie wierzę że
                              żyje pracą. powinien spokojnie poprowadzić płatne kółko, płatne wyrównawcze,
                              siedzieć w szkole z uczniami do np. 15, żeby mogli zwyczajnie pogadać, pograć w
                              szachy, posłuchać muzyki - to łączy i pozwala wychowywać, a nie tresować.
                              Problem wałęsającej się młodzieży wtedy znika jeśli MUSI ona siedzieć w szkole
                              od 8.15 do 15.00. I w tym czasie nie ma prawa nigdzie indziej się plątać. Jeśli
                              rodzic nie dopilnuje - płaci karę za marnotrawstwo publicznego grosza. tak jest
                              np. w Anglii, Skandynawii, szkoła zawsze trwa "od do" każdego dnia bez wyjątku,
                              we wszystkich szkołach tak samo. Policjanci wiedzą że w tych godzinach młodzieży
                              ma nie być na ulicy, w parku czy galeri handlowej. Po południu za to można z
                              klasą wyjść do muzeum, planetarium, kina, na wystawę i nie traci się przez to
                              lekcji, bo to czas polekcyjny, ale szkolny.
                              Tak sobie tylko gdybam o pomysłach oświatowych.
                              Pozdrawiam Covianna
                              • Gość: Augustyn Re: dwuprzedmiotowość IP: *.gdynia.mm.pl 08.11.06, 17:30
                                Bardzo dziekuję za Twój głos-jest z czym (i kim dyskutować).
                                Wydaje mi się, że katalog rozbieżności jest dosyć krótki i wynika bardziej z
                                konieczności doprecyzowania szczegółów, a nie wielkich różnic między nami.
                                Masz rację-licealiści powinni mieć do czynienia z fachowcami najwyższych lotów.
                                Tylko, że to wcale nie oznacza rezygnacji z dwuprzedmiotowości. Problem dotyczy
                                raczej wynagrodzeń; jeżeli oczekujemy, że belfer w liceum ma być specjalistą w
                                dwóch dziedzinach-powinniśmy mu odpowiednio płacić. Dlatego piszę o kontraktach
                                nauczycielskich, które w odróżnieniu od sztywnej "siatki płac" i (tzw.) awansu,
                                dają gminie (dyrektorowi) możliwość różnego wynagradzania nauczycieli. To
                                byłaby "rewolucja", ale taka jest (powinna być) przyszłość naszej edukacji.
                                Upieram się jednak, że nawet w liceum (bo w gimnazjum i podstawówce na pewno)
                                nauczyciel może uczyć dwoch przedmiotów.
                                Jeżeli "podyplomówki" są "badziewne", jak piszesz, to nie jest argument przeciw
                                dwuprzedmiotowości, tylko jakości (ustawicznego) nauczania (kształcenia).
                                Nie mogłem napisać o wszystkim od razu (nie na wszystkim się znam-to raz; dwa:
                                i tak niewielu chce czytać tak długie "wypociny").
                                Interdyscyplinarne studia (przynajmniej do poziomu gimnazjum)? Dokładnie tak!!!
                                Podręczniki? Do historii są świetne (oczywiście tylko wybrane wydawnictwa). To
                                zresztą jedna z niewielu rzeczy (dobrych), które zawdzięczam prof. Handke.
                                Też bym chciał, żeby nauczyciel zarabiał normalne pieniądze. Pokaż mi jednak
                                proszę, gdzie one są. Zabierzemy górnikom, hutnikom, urzędnikom? O.k. jestem za.
                                Nie ma jednak w Polsce polityków, którzy będą mieli odwagę zaryzykować i
                                powiedzieć, że nie dla wszystkich wystarcza, a dla nauczycieli musi (bo takie
                                będą Rzeczpospolite...).
                                Pozdrawiam Cię serdecznie!
                                Augustyn
                                • covianna Re: dwuprzedmiotowość 08.11.06, 19:33
                                  Gość portalu: Augustyn napisał(a):
                                  Hello, miło że choć częściowo się zgadzasz, mimo że jestem kobietą nauczycielem
                                  (oczywiście oprócz tego fizykiem - ekonomistą-muzykeim, hehehehe).

                                  > Masz rację-licealiści powinni mieć do czynienia z fachowcami najwyższych lotów.
                                  > Tylko, że to wcale nie oznacza rezygnacji z dwuprzedmiotowości. Problem dotyczy
                                  > raczej wynagrodzeń; jeżeli oczekujemy, że belfer w liceum ma być specjalistą w
                                  > dwóch dziedzinach-powinniśmy mu odpowiednio płacić.
                                  Guzik prawda. Ten drugi przedmiot mo może być "michałek" - technologia
                                  informacyjna, przedsiębiorczośc, wychowanie do życia w rodzinie, nawet wos
                                  (sorki). Ale na pewno nie matma (fizyk jak dołoży sobie metodykę matematyki, to
                                  ok, bo przerobił to co matematyk na studiach :)), biologia, chemia, geografia.
                                  Tu potrzeba specjalisty!!!


                                  > Upieram się jednak, że nawet w liceum (bo w gimnazjum i podstawówce na pewno)
                                  > nauczyciel może uczyć dwoch przedmiotów.
                                  Tylko w podstawówka - pani do wszystkiego w klasach 1-3, nauczyciel od przyrody
                                  i matmy, nauczyciel od polskiego , historii, kultury, nauczyciel od sportu.
                                  W gimnazjum słabiej, a w liceum - michałki.
                                  > Jeżeli "podyplomówki" są "badziewne", jak piszesz, to nie jest argument przeciw
                                  >
                                  > dwuprzedmiotowości, tylko jakości (ustawicznego) nauczania (kształcenia).
                                  Jakość podyplomówek i kursów pozostawia bardzo wiele do zyczenia - uczą na nich
                                  nie aktywni nauczyciele, tylko teoretycy, mający słabe pojęcie o uczniach.
                                  > Podręczniki? Do historii są świetne (oczywiście tylko wybrane wydawnictwa). To
                                  > zresztą jedna z niewielu rzeczy (dobrych), które zawdzięczam prof. Handke.
                                  A ja nie. Podręczniki są w większości nie przystające do podstawy programowej.
                                  Ponadto jest w nich dużo byków. Większośc jest zbyt kolorowa, z ramkami,
                                  obrazkami, dopiskami na marginesach i innymi cudami w ogromnych ilościach a sama
                                  wiedza jakoś dziwnie ukryta. Na Zachodzie są podręczniki zunifikowane - jest w
                                  nich samo gęste - resztę opowie nauczyciel. U nas odwrotnie super podręczniki z
                                  których trudno się uczyć - i są słabo czytane przez uczniów.
                                  > Też bym chciał, żeby nauczyciel zarabiał normalne pieniądze. Pokaż mi jednak
                                  > proszę, gdzie one są. Zabierzemy górnikom, hutnikom, urzędnikom?
                                  Pisałam - nieuważnie czytasz. U rodziców, tych nieodpowiedzialnych, niedbałych.
                                  Są też u urzędników - u tej rzeszy babrzącej się w stosach dokumentacji na
                                  mianowania, dyplomowania i innych statystycznych duperelach, z których nic nie
                                  wynika. Są w bezsensownej kupie arkuszy maturalnych 9w uboiegłym roku uczeń
                                  zdający 3 przedmioty na poziomie rozszerzonym - miał 6 książeczek A4 po 20 stron
                                  każda, zadrukowane po jednej stronie oczywiście, niektóre nawet grubsze, + folie
                                  zabezpieczające, nalepki, i inne wodotryski - bez przesady..), w portfelach
                                  szkoleniowców, pouczaczy, egzaminatorów i innych cudotwórców. A powinna ta kasa
                                  być w szkole. Zwyczajnie
                                  Pozdrawiam Covianna

                                  • Gość: Augustyn Re: dwuprzedmiotowość IP: *.lodz.mm.pl 09.11.06, 18:04
                                    No i będzie się za mną ciągnął ten mój szowinizm... Trudno.
                                    Covianno-co do kwalifikacji to się nie zrozumieliśmy. W liceach niech uczą
                                    dwóch przedmiotów Ci, którzy ukończyli dwa kierunki studiów. O.k.? Chyba się
                                    zgadzamy. Co do reszty możemy się pospierać (wydaje mi się, że przeceniasz
                                    możliwości przeciętnego dzieciaka; sprawdź na koniec roku ile dzieciaki się
                                    nauczyły-zobaczysz; najlepiej to widać na maturze-żeby napisać bardzo dobrze
                                    mature podstawową z historii trzeba znać świetnie materiał... z gimnazjum; i
                                    tak ma być: dzieciakom potrzebne są umiejętności i wiedza, a nie odwrotnie;
                                    dlaczego więc chcesz, żeby je maltretowali specjaliści wszelkiej maści-od tego
                                    są studia i studenci niech maltretowani będą). W każdym razie: myślę, że
                                    spokojnie moglibyśmy sie dogadać w kwestii kwalifikacji.
                                    Wos nie jest michałkiem. Nie obrażam się, ale trzeba kumać podstawy ekonomii,
                                    prawa, socjologii, żeby go uczyć... i włożyć trochę wysiłku, żeby się go
                                    nauczyć.
                                    Podręczniki i ich unifikacja? Boże uchowaj! Belfer ma wiedzę i doświadczenie-
                                    powinien bez trudu wybrać najlepszy. A to nie oznacza-jak najbardziej zbliżony
                                    do encyklopedii (muszę mieć teksty źródłowe, propozycje ćwiczeń, problemy do
                                    dyskusji itd.). Na Zachodzie jest różnie (bardzo różnie) w różnych krajach.
                                    Nacisk na umiejętności (bo wiedza to jest w encyklopedii i mózgownicy belfra)
                                    jest jednak cechą wspólną prawie wszystkich europejskich programów nauczania. I
                                    tak ma być. Z tym że ja się nie znam na podręcznikach do matematyki (do
                                    historii mam świetne).
                                    Co znaczy, ze chcesz szukać u rodziców? Jakieś dodatkowe opodatkowanie?
                                    Urzędnikom zabrać? O.k., ale to za mało, żeby zmiana była znacząca (sprawdź ilu
                                    zatrudnia Wydział Edukacji M.Ł. i kuratorium. Nawet gdyby ich nie było (a iluś
                                    tam być musi-niech by i połowa) i ośrodki doskonalenia zostały (wreszcie)
                                    sprywatyzowane...kasy nie będzie duzo więcej. Jesteś matematykiem: weź proszę i
                                    policz.
                                    Pozdrawiam serdecznie.
    • longeta Re: Augustyn o polskiej szkole 01.11.06, 17:52
      Większa kasa dla nauczycieli? Nie żartuj,biorąc pod uwagę poziom absolwentów
      powinni dokładać do tego interesu.

      Co do tematu,że taki, a taki zarabia więcej
      poniewaz jest zatrudniony w innym systemie pracy i płacy,jest wiele takich bubli
      innych profesjach,może doczekam czasów że będzie się płacić za prace a nie za
      papier:-)
      • zdanka1 Re: Augustyn o polskiej szkole 01.11.06, 20:18
        >Większa kasa dla nauczycieli? Nie żartuj,biorąc pod uwagę poziom absolwentów
        > powinni dokładać do tego interesu.

        Zabawne doprawdy...A dlaczego nei dotyczy to nauczycieli akademickich? Tutaj
        uwazam, ze jest o wiele większe pole do popisu w dopłacaniu...Co gorsza,
        nepotyzm w tym srodowisku to ejst dopiero warta zastanowienia rzecz...ilu
        członków własnej rodziny mozna do cholery zatrudniać w swoim instytucie ? Całą ?
    • mariuszgorzen Re: Augustyn o polskiej szkole 01.11.06, 18:42
      Przyjacielu, popieram i niepokoję się. Ciebie popieram; zaś niepokoję się o
      Twój zapał idący w dym buchalterii i bylejakości. To problem higieny
      psychicznej - rozczarowania zawodowego i osobistego 'młodych' nauczycieli oraz
      stosunkowo wczesnego wypalenia - dłużej pracujących.
      i tak przestańmy się oszkiwać. Nauczyciel musi być funkcjonariuszem publicznym:
      zatrudnianym z konkursu, na 3-y letni kontrakt po zdaniu egzaminu państwowego
      równoznacznego z egzaminem na członka Korpusu Służby Cywilnej. Ale wtedy
      odpowiedzialność inna i płaca inna. Ocena pracy dokonywana nie przez zależnego
      od organu prowadzącego dyrektora - tylko niezaleznego wizytatora pracującego na
      własny rachunek w ramach zamówienia publicznego ogłaszanego przez silny
      pństwowy nadzór pedagogiczny...
      Futurologia. Jednak życie ludzkie jest bezcenne. Nie ma tutaj stojących po obu
      stronach barykady: nauczyciela i rodzica odbijających między sobą piłeczkę
      odpowiedzialności. Nie ma autorytetu. Nie ma prestiżu, a dzieci w szkołach to
      raczej pajdokracja. Brak dyscypliny i lęk przed utratą 'klienta edukacyjnego'.
      Nie ma misji społecznej, tylko usługi edukacyjne - co kojarzy mi się z
      prostytucją.
      Tak więc to wszystko od fundamentów należy zmienić.
      Zamiast związków - silne Izby Zawodowe Nauczycieli. Zamiast sądów
      dyscyplinarnych - jawne postępowanie dyscyplinarne wszczynane przez prokuratora
      z urzędu i procedura sądowa. Zamiast awansu zawodowego - wsponiany egzamin
      państwowy I, II i III-ciego stopnia. Bez żadnej papierologii i hipokryzji.
      Ale szkoła jak w soczewce skupia w sobie procesy społeczne i najczęściej
      miernoty awansują najwyżej.
      Trzymaj się.
      m
      • michal19755 Drogi Mariuszu! 02.11.06, 16:13
        Ach gdyby sami tacy łebscy kolesie/koleżanki do sejmików kandydowali...
        Bardzo Ci dziekuję za ten wpis.
        Kontrakty dla nauczycieli? To oczywiste! Niekoniecznie jednak trzyletnie. Dla
        jednych roczne, dla innych dwu... Niechby dyrektor decydował.
        Prywatyzacja nadzoru dydaktycznego? Świetnie! Choćby od zaraz. W cholerę z WODN
        innymi takimi!
        Egzamin państwowy? Niekoniecznie. Po co? Dlaczego nie krótki (2-3letni) staż
        i "wolna amerykanka"? Proste i niegłupie.
        Sprzedaż usług edukacyjnych prostytucją? Niby dlaczego? Wierzę w wolny rynek-
        pozwólmy mu działać. I tyle.
        Korpus Słuzby Cywilnej? Jakoś mnie to nie przekonuje. Ale nie mówię nie.
        Pozdrawiam Cię.
        Zostań radnym sejmiku!
        Do zobaczenia!
        Dziękuję.
        Augustyn
        • graz.ka Re: Drogi Mariuszu! 02.11.06, 16:15
          michal19755 napisał:



          > Prywatyzacja nadzoru dydaktycznego? Świetnie! Choćby od zaraz. W cholerę z
          WODN
          >

          Wojewódzki Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli nie sprawuje nadzoru
          pedagogicznego - w żadnym zakresie.
        • mariuszgorzen Re: Drogi Mariuszu! 02.11.06, 17:15
          No tak ... się narobiło!
          1. Stabilność zatrudnienia i jasne zasady poziomego awansu służbowego /np.
          specjalista, starszy specjalista, ekspert/ są niezbędnym elementem motywacji.
          Dlatego 3-y letni staż wraz z 3-y letnim planem wynikowym. I tutaj egzaminy są
          potrzebne, a nie staże - zawsze ktoś obuduje je dokumentacją, podpisami itd.
          2. Korpus Służby Cywilnej - rzetelna, odpowiedzialna /karnie i cywilnie/,
          prestiżowa robota. A nie ewentualne rozwiazanie dla tych, co im kwiaciarnia nie
          wypaliła.
          3. Egamin państwowy - jedny filtr i do tego jeszcze zapewniający stygmat
          wysokiej jakości/.
          4. Zmiana wymagań kwalifikacyjnych: szkoła podstawowa i przedszkole to miejsca,
          gdzie kształtuje sie fundament wiedzy i umiejętności. Tu kwalifikacje powuinny
          być równie wysokie jak np. w gimnazjach.
          5. Nie jest winą rzeki, że wylewa i podtapia! Nie likwidujmy gimnazjów.
          Przeciwnie - w tym typie szkoły odciążmy nauczycieli od zadań wychowawczych.
          Życie ludzkie jest bezcenne i dlatego właśnie nie można oświaty traktować jako
          zwykłego produktu; a jeśli już - to jako produktu pożytku publicznego. I
          dlatego właśnie psycholodzy - na stażu zawodowym /określonym ustawą/ powinni
          mieć wychowawstwo np. dwóch klas - będąc obecnymi na wybranych lekcjach;
          nauczyciel - dydaktyka i udział w zespole wychowawczym; wychowawca to psycholog
          realizujący również zadania z kresu profilaktyki, promocji zdrowia i treningu
          umiejętności społecznych.
          Za drogo? A ile kosztuje trumna Ani?
          6. Wusłudze edukacyjnej jest to samo niebezpieczeństwo co w innych usługach:
          liczyć się będzie kasa, a nie jakość. Albowiem tutaj jakość można dopiero
          spostrzec po kilku latach - post factum.
          No ale nie miejsce tutaj na informacje o kandydowaniu - choć rzeczywiście tak
          właśnie jest.
          Pozdrawiam gorąco, jednego z najciekwaszych nauczycieli jakiego poznałem.
          m
          Ps.
          nadzór pedagogiczny normowany jest:
          ustawą - kKarta Nauczyciela /praca naczyciela podlega ocenie w każdym
          czasie ... nauczyciel posiada wolny wybór w zakresie programów .... itd/
          rozporządzeniem o nadzorze pedagogicznym oraz rozporządzeniem o zasadach
          dokonywania oceny pracy.
          To ciekawe - że oceny dokonuje dyrektor szkoły, a więc pracodawca w rozumieniu
          Kodeksu Pracy. Moim zdaniem powinien to być zawsze inny nauczyciel mianowany
          lub dyplomowany pełniący funkcję kierowniczą w szkole /wicedyrektor/. Takie
          rozwiązanie pozwoli na uniknięcie konfliktu interesów.
    • leslaw_m Re: Augustyn o polskiej szkole 02.11.06, 22:33
      > 1. Polską szkołę niszczy (mocne słowo, ale właściwe) system tzw. awansu
      > zawodowego nauczycieli. Nie wchodząc w szczegóły (nie chcę męczyć
      > Forumowiczów), w tym systemie nauczyciel kontraktowy zarabia dwa razy mniej
      > od dyplomowanego, choć wykonuję tę samą pracę!!!

      punkt widzenia zależy od punktu siedzenia,gdybyś miał całą karierę zarabiać
      tyle samo,nie wiem,czy było by to motywujące? zapewne aż byś frunął na te kilka
      godzin kursów w tygodniu? jesli w to wierzysz ,to rzeczywiscie jesteś
      naiwniakiem.

      > 2. Polską szkołę niszczą nauczycielskie przywileje. Dlaczego nauczyciel
      > odpoczywa dwa miesiące letnie, tak jak jego uczniowie?
      poobserwój kolegów przed emeryturą,po tych 25 latach pracy w szkole w
      większośći mają bardzo zajechane zdrowie,szczególnie psychiczne,więc jesli
      troszczysz się o swoje zdrowie,nie postuluj pracy w wakacje,bo psychicznie się
      skończysz po 10 latach.

      oprócz tego snujesz utopijne wizje pracy np.historyków w grupach,oraz
      roztropnie przyznajesz,ze jesli trzeba będziesz łączył etaty w róznych szkołach.
      nie wziąłeś tylko pod uwagę szkół wiejskich i małomiasteczkowych,gdzie do tej
      drugiej szkoły w której połączą ci się etaty będziesz miał 50 km,
      ze nie wspomnę o tym,ze do pracy na wsi wogóle trudno nauczyciela namówić,także
      sorry ale fantazjujesz.

      natomiast zyczę ci,zeby nauczyciele zarabiali godziwie,niestety nauczyciele nie
      palą opon pod ministerstwem,dlatego nie spodziewaj się tego zbyt szybko,sprawdz
      też jaki był poziom płac przed reformą handkego,którą tak zajadle krytykujesz.
      • michal19755 Re: Augustyn o polskiej szkole 02.11.06, 23:56
        Nieporozumienia drogi Lesławie.
        Po pierwsze-zarabianie "tyle samo" nie wchodzi w grę i jest oczywiście
        demotywujące. Ja tylko uważam (czego chyba dowiodłem), że nauczyciel (jak każdy
        inny pracownik) nie może być wynagradzany różnie za tę samą pracę! Co więcej-
        tak nieskromnie powiem, że będąc kontraktowym pracowałem czasami na takich
        obrotach (i mam nadzieję-poziomie), że wielu dyplomowanych mogło mi zazdrościć.
        A zarabiałem dwa razy mniej! Kwestię płac (i motywacji) mogą załatwić kontrakty
        zawierane z pracodawcą. Nauczyciel mający określone kwalifikacje powinien
        negocjować warunki płacy i pracy (oczywiście w jakichś ramach-tak, żeby gmina
        się mogła dostosować) z dyrektorem. I wszystko na ten temat.
        Obserwuję swoich kolegów z 25-letnim stażem. Są wśród nich ludzie wypaleni, są
        świetni fachowcy w niczym nie ustepujący "pięknym trzydziestoletnim". Pytanie:
        a gdzie niby zapisano (w jakiej to świętej księdze), że nauczycielem trzeba być
        całe życie? To niby jak się szwaczka "wypali" to jej problem, a jak belfer to
        jejku rety? Święte krowy to w Indiach...
        Wakacje mam zajęte od 10 lat. Zdrowie psychiczne-w normie i coraz lepiej.
        Dlaczego wspólna praca historyków to utopia? W norweskiej szkole (tę znam
        najlepiej, ale czytałem sporo o niemieckich, angielskich...) taka współpraca to
        norma-oczywistość! No, ale wiadomo: My-Polacy...
        Co do odległości: mój drogi Polska to nie Rosja, Australia, czy Kanada. 50
        kilometrów? Nonsens. Góra 10. Ja jadę z XII LO do XVI Gimnazjum (przesiadka na
        Pl. Wolności) jakieś 45 minut; jak śnieg popada-godzinę. I żyję.
        I ostatnie: pisałem pracę o płacach nauczycielskich. Wiem ile zarabiał
        nauczyciel w 1985 roku, wiem ile przed reformą.
        Nauczyciele zarabiają dziś najwięcej od 1939 roku. To fakt.
        A że krytykuję reformę? Tak i wydaje mi się, że jasno dowiodłem jak absurdalne
        są jej zalożenia dotyczące systemu płac nauczycielskich i nie tylko...
        Pozdrawiam.
        • leslaw_m Re: Augustyn o polskiej szkole 03.11.06, 01:10
          nie chcę się czepiać,bo starasz się być obiektywny,ale gdyby były u nas licea
          co 10 km,na pewno nie byłoby lepperów w sejmie.

          >Nauczyciel mający określone kwalifikacje powinien
          > negocjować warunki płacy i pracy
          bardzo podoba mi się takie rynkowe myslenie,podobnie bym widział sprawy słuzby
          zdrowia.Prywatyzacja!
          musisz tylko wrócić do PIS i przekonać liderów do swoich racji:)
          w polsce solidarnej na wolny rynek może braknąć miejsca.
          • citoyen Re: Augustyn o polskiej szkole 03.11.06, 08:55
            Michał Augustyn ma rację. Proponowana przez niego droga edukacyjna prowadzi do
            normalności, suwerenności i urynkowienia usług. Dreptanie w kółko, chocholi
            taniec utrwala populizm. Łatwy, wyjaśniający wiele zjawisk i nijaki.
            Dziękuję za wysiłki podjęcia debaty edukacyjnej.
            Pozdrawiam serdecznie
            • leslaw_m Re: Augustyn o polskiej szkole 03.11.06, 11:22
              przede wszystkim nie ma tu żadnej drogi tylko kilka lużnych uwag o szkole,
              wg augustyna podstawą reformy ma być negacja jedynej reformy(prof.handke)od
              wielu lat.
              powiedz co zaproponowało sld przez 4 lata? NIC
              co proponuje giertych? NIC(chwytliwe hasełka dla emerytów)
              od razu zastrzegam się,ze nie jestem specjalistą od tematu,dlatego moje opinie
              są może powierzchowne,natomiast pomysły michała jako specjalisty od tematu
              wydają się być momentami kompletnie nieprzemyślane.

              na dzisiaj zreformował bym system tzw.wychowawstwa,bo 30 pln i fikcyjna opieka
              pedagogiczna to groteska polskiej szkoły,a jesli chodzi o urynkowienie,to na
              najbliższe 10 lat nie sądzę,zeby komukolwieek udało/chciało się wprowadzać
              takie zmiany
              • michal19755 Re: Augustyn o polskiej szkole 05.11.06, 21:16
                To nie są luźne uwagi.
                Celem (funkcjonowania szkoły) jest wysoka jakość nauczania. Napisałem drogi
                Lesławie, co w awansie zawodowym nauczycieli, osiąganiu takiego celu nie służy.
                To są konkrety.
                Moje propozycje nie są więc jedynie negacją reformy (prof. Handke).
                I zgadzam się-Handke zaczął. Dziękuję mu za to.
                Teraz trzeba dokończyć. I tyle.
                Augustyn
          • michal19755 Re: Augustyn o polskiej szkole 05.11.06, 21:04
            Lesławie!
            Pisałeś o wiejskich nauczycielach i ich (ewentualnym) problemie z dojazdem.
            Co mają do tego licea? Nie rozumiem.
            Mnie nie chodzi o prywatyzację. Szkoła jest i powinna być moim zdaniem
            państwowa. Ja piszę o zatrudnianiu nauczycieli na kontrakt, a nie prywatyzacji
            (tak się zatrudnia belfrów w USA-w szkołach publicznych i nie...).
            Do PiS-u nie mam zamiaru wracać. To nie jest formacja, która może zmieniać
            Polskę (nie piszę o samorządzie-to co innego, sam głosuję do sejmiku na
            człowieka z PiSu). Rozwiązali WSI-chwała im za to. Będzie jakaś lustracja, może
            dekomunizacja... Do niczego więcej nie są zdolni-najlepiej by było, żeby się
            samorozwiązali (wiosną).
            Augustyn
            • leslaw_m Re: Augustyn o polskiej szkole 05.11.06, 23:54
              są w polsce miejsca,gdzie jest jedno liceum,czy gimnazjum w promieniu
              kilkudziesięciu kilometrów,a ty chcesz,zeby belfer łączył pracę w takich
              szkołach,dodatkowo nie wiadomo z kim wówczas przygotowywał by wspólnie
              materiały do lekcji?dlatego nazywam ten pomysł iluzją.

              jesli chodzi o zatrudnianie,
              nie ważne czy nazwiemy to prywatyzacją szkoły czy prywatyzacją pracy
              nauczyciela,
              jesli zatrudniano by nauczycieli na kontrakt,to na zasadzie rynkowej jakby nie
              patrzeć,gorszy dostaje gorszą pracę i za gorsze pieniądze.
              nie miało by więc większego znaczenia,czy szkoła byłaby prywatna czy
              panstwowa,gdyż wykonywała by identyczne zadania,a nauczyciel całą karierę byłby
              gotów do doskonalenia.(jakąś niedoskonałą namiastką tego było, jak by nie
              patrzeć, wprowadzenie trzech "stanów" nauczycielskich).

              a do Pisu powinieneś powrócić,jesli miałbym tej partii zaufać,to dużo szybciej
              zaufałbym augustynowi niż lipińskiemu,urbańskiemu,kamińskiemu(szczególnie temu
              podobnemu do a'tomka)czy kurskiemu.
              to miała być jedna z tych formacji która jest coś w stanie zmienić,wierzę,ze
              ludzi o optyce podobnej do twojej jest gdzieś w dalszych szeregach dużo więcej
              • michal19755 Re: Augustyn o polskiej szkole 06.11.06, 21:30
                Takich miejsc jest niewiele. Jeśli są-rozwiązanie jest jedno: dwuprzedmiotowość
                (piszę o tym-proszę przeczytaj).
                Ważne, czy prywatyzujemy szkoły, czy "prywatyzujemy" pracę nauczyciela.
                Zasadnicza różnica. Z punktu widzenia nauczyciela-to niewielka, ale nauczyciel
                nie jest w szkole najważniejszy.
                "Stany" są cztery: stazysta, kontraktowy,mianowany, dyplomowany (i profesor
                oświaty-ale za to już nie ma kasay). I masz rację-to namiastka. Z prostego
                powodu: kontraktowy pracujący lepiej od dyplomowanego zarabia dwa razy mniej!
                Czyż to nie nonsens Lesławie?
                PiS jest bez wątpienia formacją ludzi (w miarę) uczciwych (mimo taśm Begerowej).
                Niestety jest również partią ludzi bez kompetencji i wizji zmian (poza walką z
                ubekistanem). Gospodarką PiS się nigdy nie zajmie tak jak trzeba. I ja na
                uczestniczenie w takiej formacji (nie lubię socjalizmu jak cholera) nie mam
                ochoty.
                Poczekam na czas, gdy pokolenie trzydziestolatków (wykształconych i
                nieumoczonych) weźmie władzę...
                Zacząłem sobie studia z zarządzania oświatą. Muszę się douczyć angielskiego.
                Może mi ktoś pozwoli popracować dla łódzkiej edukacji po wyborach (jestem
                gotowy pracować za darmo). Zobaczymy.
                Pozdrawiam-dziękuję za uwagi.
                Augustyn
        • zdanka1 Re: Augustyn o polskiej szkole 03.11.06, 09:03
          Co do odległości: mój drogi Polska to nie Rosja, Australia, czy Kanada. 50
          > kilometrów? Nonsens. Góra 10. Ja jadę z XII LO do XVI Gimnazjum (przesiadka
          na
          > Pl. Wolności) jakieś 45 minut; jak śnieg popada-godzinę. I żyję.


          Nie wiedziałam , ze Łódź to wieś . No to sugeruję sobie pojechać na {Podhale
          albo Podlasie i zobaczysz co to jest snieg i dojazd zimą, oraz czy to zawsze
          góra(sic!) 10 km , bo jakimś cudem moja znajoma na Podhalu właśnie do swojej
          szkoły uczyć jedzie codziennie 20 km do roboty i 20 km z roboty. To wszystko
          ładnie wygląda na papierze - nieco inaczej poza papierem, tak samo jak szkoła w
          Łodzi nie jest tym samymco podstawówka wjakichś Redzianach, która jest
          jednocześnie jedyną instytucją kulturalną w okolicy. Sugerowałabym moze oprócz
          zapału nieco trochę organizacyjnych przemysleń.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka