yarro
02.03.07, 18:13
lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/706100.html
Właściciele wracają po swoje
Jedni chcą odzyskać kamienice rodziców i dziadków. Inni boją się, że jeśli do
tego dojdzie, nowi właściciele zażądają takich czynszów, że zostanie im tylko
wyprowadzka. Obawy podsyca wizyta w Polsce delegacji Światowej Organizacji ds.
Żydowskich Odszkodowań. Szczególnie w Łodzi, gdzie większość budynków należała
niegdyś głównie do Żydów i Niemców.
REKLAMA
Piotr Zawilski, dyrektor Archiwum Państwowego w Łodzi, obserwuje na
korytarzach niezwykłe spotkania: potencjalni spadkobiercy szukają dokumentów
poświadczających własność, by zdobyć oręż do walki w sądach. Miejscy urzędnicy
próbują ustalić, po które place i kamienice mogą się zgłosić właściciele lub
ich spadkobiercy, a o które nikt już się nie upomni.
W wielu przypadkach okazuje się, że nowy stary właściciel odzyskuje kamienicę
wraz z lokatorami. Dla mieszkańców często oznacza to znaczne podwyżki
czynszów. W Łodzi zwrot reprezentacyjnej kamienicy na rogu al. Kościuszki i
Mickiewicza skończył się masowymi wyprowadzkami. Dziś w oklejonym reklamami
budynku nikt nie mieszka.
Po odzyskaniu przez właścicieli kamienicy przy ul. Brzeźnej 18 w Łodzi
wyprowadził się z niej Roman Dudycz. Opowiada, że usłyszał od spadkobiercy
właściciela, iż nie będzie go stać na komorne. Przestraszył się i spakował
dobytek. Inny lokator tej kamienicy dowiedział się w administracji, że
właściciel zamierza podnieść czynsz za stumetrowe mieszkanie z 800 do 1500 zł.
Bogdan Witych, współwłaściciel budynku, zaprzecza, jakoby to była prawda.
Zapewnia, że odkąd przejął budynek, czynsze nie wzrosły i nikogo nie straszył
podwyżkami.
Wieści, że ktoś interesuje się odzyskaniem kamienicy, rozchodzą się
błyskawicznie. Mieszkańcy budynku przy ul. Kilińskiego 84 w Łodzi słyszeli,
sami nie wiedzą gdzie, że ma on wrócić do prywatnego właściciela. Martwią się,
że będą musieli szukać dachu nad głową. Teraz czynsz za 48-metrowe mieszkanie
wynosi tylko 180 zł.
W Administracji Nieruchomościami Centrum II w Łodzi, która zarządza tą
kamienicą, nie słyszeli o powrocie dawnego właściciela, ale to jeszcze nic nie
oznacza. - Zwykle dowiadujemy się ostatni - przyznaje dyrektor Maria Morawska.
Powrót dawnych właścicieli powoduje czasami kłopoty prawne mieszkańców
budynków. Dotknęło to lokatorów kamienic przy ul. Piotrkowskiej 200,
Kamińskiego 14, Sienkiewicza 33 i Bazarowej 8. Wykupili lokale, zanim odnalazł
się właściciel budynku. Własności nikt im już nie odbierze, ale stracili prawo
do części gruntu, na którym stoją kamienice. Będą mieć problemy, jeśli zechcą
sprzedać mieszkania, bo bez własności gruntu nie sposób założyć księgi
wieczystej dla mieszkania. Muszą też płacić na utrzymanie budynku.
O szczęściu mogą mówić mieszkańcy Domu Kombatanta na osiedlu Julianów w Łodzi.
Rok temu Stefan Stevens vel Sobocki, spadkobierca żydowskich właścicieli,
wygrał proces o zwrot nieruchomości. Po negocjacjach Rada Miasta zdecydowała
się wyłożyć blisko 3 mln zł na wykupienie domu.
Przed łódzkimi sądami toczy się 37 spraw o odzyskanie nieruchomości
opuszczonych kilkadziesiąt lat temu przez właścicieli, a potem przejętych
przez państwo. Od połowy lat 90., kiedy złożono pierwsze pozwy, zapadło 67
rozstrzygnięć. W 21 przypadkach nieruchomości wróciły do dawnych właścicieli
lub ich spadkobierców.
Lech Brodniewicz jest jednym z adwokatów specjalizujących się w tego typu
sprawach. Zajmuje się głównie obsługą spadkobierców narodowości żydowskiej.
Przeprowadził kilkanaście spraw i, jak mówi, wszystkie wygrał. Najbardziej
znana to odzyskanie przez prof. Henryka Panusza reprezentacyjnej kamienicy u
zbiegu ul. Zielonej i al. Kościuszki, w której mieściły się delegatury urzędu
miasta.
Część spraw o zwrot nieruchomości rozpatrują urzędy gmin. Są to m.in. decyzje
o wywłaszczeniu, wydawane niegdyś przez Prezydium Rady Narodowej (głównie w
latach 60. i 70.). W Łodzi toczy się około 20 tego typu postępowań. Jedno
dotyczy roszczeń dawnych właścicieli gruntów wywłaszczonych pod działki przy
ul. Kasprowicza i Hodowlanej.
- Działkowicze mogą spać spokojnie. Ustawa o rodzinnych ogrodach działkowych,
gwarantuje im, że nie stracą ogródków- uspokaja Zdzisław Szambelan,
wicedyrektor Wydziału Geodezji, Katastru i Inwentaryzacji łódzkiego magistratu.
Zwrotu nieruchomości można dochodzić, gdy dokonano wywłaszczenia na cele
publiczne, ale planowana inwestycja nie została zrealizowana. - W latach 60. w
kamienicy na Piotrkowskiej 108 miały powstać biura zarządu miasta, ale nie
powstały - mówi Janusz Linda, kierownik oddziału wywłaszczeń i zwrotów
nieruchomości w łódzkim magistracie.
Do spadkobierców mających prawo do tego budynku wróciła część nieruchomości.
Ze zwrotu wyłączono lokale mieszkalne i biura Rady Miejskiej.
Tego typu spraw jest w sądach najwięcej, bo aż 155 w toku. 235 wniosków
odrzucono, a 40 zostało rozpatrzonych pozytywnie dla właścicieli i spadkobierców.
Przykładem trzeciej kategorii spraw, w których dawni właściciele ubiegają się
o zwrot zabranych nieruchomości, jest szkoła przy ul. Pomorskiej 138 w Łodzi.
Wybudowano ją w czasach PRL-u na prywatnych gruntach. Miasto nie dość, że
musiało zapłacić spadkobiercom wysokie odszkodowanie, to jeszcze co miesiąc
płaci kilkanaście tys. zł za użytkowanie gruntu.
W Piotrkowie w ciągu 7 lat do ratusza wpłynęło 67 wniosków. W 14 przypadkach
nieruchomości wróciły do poprzednich właścicieli, w trzech roszczenia okazały
się bezzasadne.
W Zduńskiej Woli w latach 2000 -2007 złożono dwa wnioski. W pierwszym
przypadku o zwrot kamienicy upomniał się dawny właściciel, w drugim była to
gmina żydowska. Sprawa kamienicy zakończyła się w sądzie, który oddalił
wniosek. W sprawie zwrotu gruntu, na którym niegdyś znajdowała się synagoga,
toczą się negocjacje.
* * * * *
Najważniejsze łódzkie nieruchomości, o które upomnieli się właściciele
- Mieszkająca w Londynie Danuta Poter, spadkobierczyni rodziny Heinzlów,
wystąpiła o oddanie części pałacu przy ul. Piotrkowskiej 104a i 106, w którym
dziś mieści się Urząd Miasta Łodzi, m.in. gabinety prezydentów. W marcu 2006
roku sąd nakazał zwrot nieruchomości. 30 sierpnia Rada Miejska zdecydowała się
wyłożyć 4,9 mln zł na wykup nieruchomości.
- W 1981 roku miasto wywłaszczyło działkę między ulicami Sienkiewicza i
Kilińskiego, na której planowano budowę osiedla mieszkaniowego. Inwestycja nie
doszła do skutku, a właściciel, Edward Greenwood, nie przyjął zaproponowanego
odszkodowania. W 1995 roku Rada Miejska wniosła teren jako aport do spółki,
która wybudowała w tym miejscu Galerię Łódzką, mimo że o zwrot terenu starali
się spadkobiercy. Ci wystąpili o odszkodowanie w wysokości prawie 8 mln zł i
sąd I instancji nakazał miastu wypłatę tej kwoty. Po apelacji magistratu
roszczenia zostały oddalone.
- W 1990 roku do łódzkiego magistratu zgłosiła się rodzina zmarłego przed II
wojną światową Theodora Tietzena, właściciela folwarku Smulsko. Dziś na tym
terenie znajduje się Grupowa Oczyszczalnia Ścieków. Urząd nie zareagował na
propozycje ugody, składane przez spadkobierców, i zwrócił się do sądu o
uznanie zasiedzenia. W rewanżu rodzina Tietzena żądała 55 mln zł
odszkodowania. Sprawa sądowa ciągnęła się od 1998 do 2006 roku. Ostatecznie
miasto nie zapłaciło żądanej kwoty.
Piotr Brzózka, Przemysław Przybylski, (ani) - Dziennik Łódzki