kx
24.11.01, 20:33
Czego nauczyliście się na zajęciach praktyczno-technicznych?
Nie wiem, czy ta wychowawcza perełka ostała się w dzisiejszych podstawówkach,
ale pamiętam, że dla mnie była kopalnią wiedzy i życiowych doświadczeń. No i
zmorą dla moich rodziców.
Wiele było fajnych rzeczy do zrobienia na ZPT. Pamiętam, jak każdy musiał
zrobić śrubokręt. To była wyższa szkoła jazdy- lekcja połączona z opuszczeniem
szkoły, zajęcia na tokarce i chyba frezarce, fartuchy i okulary ochronne,
ryzyko utraty dłoni- słowem: zabawa przednia. Zafascynowana nowymi
urządzeniami, zajęłam się próbą własnoręcznego zrobienia drewnianych korali, bo
wydawały mi się praktyczniejsze. Zmarnowałam parę drzew, niestety bez większego
powodzenia i skończyło się na tym co zawsze: „Tato, potrzebuję na następną
technikę własnoręcznie zrobiony śrubokręt”.
Ojciec się przejął niezmiernie. Pracował wtedy jako inżynier w pewnym zakładzie
produkcyjnym, więc wykorzystując służbową hierarchię poprosił zawodowców o
pomoc dla córeczki. Hala produkcyjna zaangażowała się niebywale- rżnęli,
piłowali, oglądali i poprawiali przez 3 dni- w końcu wiadomo, ocena z techniki
to nie byle co. Wreszcie dostałam ów śrubokręt. Prawdziwe cacko- widać, że nie
ze sklepu, że ręczna robota, ale proporcje i wykonanie- idealne!
Następnego dnia pani od techniki oceniała śrubokręty. Te wszystkie krzywe i
pokraczne druty dostały piątki, a mój- trzy z plusem!!!! Bo jakoś „nie taki”
był, jak powiedziała pani.
No ale, czy kobita musi się znać na śrubokrętach? Ciasto drożdżowe robiła
pyszne, choć objętości wanny :))