Ślub kościelny - akt wiary?, tradycji?, wymóg?

IP: *.retsat1.com.pl / 172.16.110.* 08.05.03, 09:16
Hmmm, tak się ostatnio zastanawiam nad rolą ślubu kościelnego w akcie
zawierania małżeństwa. Czymże on jest?? Przecież chyba zdecydowanie ponad 90%
osób chcących zalegalizować swój związek bierze ślub kościelny. Jednak
zastanawia mnie to jaka część tych osób ślub kościelny traktuje jako zawarcie
związku przed Bogiem, a jaka część bierze ślub kościelny trktując to jako
niepodważalny nakaz naszej tradycji i kultury.

Zawarcie małżeństwa, przez to, iż decydują o nim i biorą w nim udział dwie
osoby nieco komplikuje sprawy stosunku do wiary i jej obrzędów. Bo łatwo
sobie wyobrazić związek osoby niewierzącej z wierzącą. I co wtedy?? Z jednej
strony dla osoby wierzącej Bóg jest najwyższą istotą, i fakt że to On niejako
będzie tym łączącym na zawsze jej życie z życiem innego człowieka jest chyba
dużym i bardzo ważnym przeżyciem. Z drugiej strony dla osoby niewierzącej
obrzęd ślubu kościelnego byłby klepaniem pustych formułek (przysięganie przed
kimś w kogo się nie wierzy jest przecież całkowicie pustym przedsięwzięciem).
Na dodatek możliwość zawarcia ślubu kościelnego musi być poprzedzona
sakramentami, które dla osoby niewierzącej też są zupełnie nieszczerymi
obrzędami i nic nie znaczącymi obrzędami. Hmmmmmmmmmm..., i co zrobić z tym
fantem?? Czy właściwsze jest odstępienie od ślubu kościelnego, czy też lepiej
przysięgać na coś co dla danego człowieka nie istnieje?? Niczym tragedia
antyczna :)

ps. Niedawno koleżanka powiedziała, że dla kobiety bardzo ważna jest
możliwość ubrania się w tą jedyną suknię ślubną i dlatego ona nie wyobraża
sobie możliwości niezawarcia ślubu kościelnego. A może to też jest jakiś
argument?
    • Gość: ELVIZ Re: Ślub kościelny - akt wiary?, tradycji?, wymóg IP: *.mipro.pl 08.05.03, 09:25
      Dla mnie jest to akt wiary i tradycja. MOja panna mówi, że zaczyna wierzyć w
      Boga i weźmie komunię i bieżmowanie - dzisiaj jeszcze tego nie posiada. Ja
      sobie innego ślubu nie wyobrażam - ale to nie jest tak, że się za wszelką cenę
      wypieram.
      Generalnie jest to bardzo delikatny temat, gdzie można niektórych nieświadomie
      urazić.

      • Gość: łażej Re: Ślub kościelny - akt wiary?, tradycji?, wymóg IP: *.retsat1.com.pl / 172.16.56.* 08.05.03, 09:34
        Gość portalu: ELVIZ napisał(a):

        > Dla mnie jest to akt wiary i tradycja. MOja panna mówi, że zaczyna wierzyć w
        > Boga i weźmie komunię i bieżmowanie - dzisiaj jeszcze tego nie posiada. Ja
        > sobie innego ślubu nie wyobrażam - ale to nie jest tak, że się za wszelką
        cenę
        > wypieram.

        A czy Twoja panna zmieniła swój stosunek do wiary pod Twoim wpływem?? To też w
        grunicie rzeczy ciekawe zagadnienia. W jaki sposób najbliższe nam osoby
        potrafią wpłyawć na nas w kwestiach tak fundamentalnych.

        > Generalnie jest to bardzo delikatny temat, gdzie można niektórych
        nieświadomie
        > urazić.

        To prawda, mam nadzieję, że nie pojawią tu się zarzuty czarnego czy też
        czerwonego oszołomstwa. Oby na delikatne tematy też można było ciekawie
        porozmawiać.

        pozdrawiam
    • aric Re: Ślub kościelny - akt wiary?, tradycji?, wymóg 08.05.03, 09:43
      Dla nas było to wybranie mniejszego zła. Dziwnie zabrzmiało, nie lubie tego
      zwrotu, ale pasuje. Jestem osoba niewierzacą, moja żona buddystką. Mamy ślób
      cywilny i na tym chcielismy zakończyć. Ślób koscielny był jedynie dla rodziny
      ze strony mojej żony. Niestety nie było nam dane postawic na swoim. Wybralismy
      tak, aby odnieśc z tego korzysci. Zakrawa to na obłudę i mozna by powiedzieć,
      że popełnilismy swietokradztwo. A kto go nie popełnia? Pary, które biorą ślób z
      dnia na dzień, bo muszą?? Moja żona musiał zostac wybierzmowana. 80%
      bierzmowanych kobiet było w ciąży. To był dla niej niemały szok. Teraz ślób
      kościelny jest raczej pamiątką, tradycją, biała suknia, wesele. Dla nas było to
      bardziej na pokaz niz w sensie merytorycznym.
      No cóż, mogę powiedzieć tylko, że nie żałuję, nie było to nic co odcisnęło na
      mnie pietno. Nie zmieniłem swoich poglądów co do tego, że powinniśmy zakończyć
      sprawę zawarcia zwiazku na urzędzie, ale patrząc na twarz babci, rodziców, moja
      podczas ceremonii, śmiem twierdzić, że była to dobra decyzja.
    • ileana Re: Ślub kościelny - akt wiary?, tradycji?, wymóg 08.05.03, 09:44
      Temat morze, a i bardzo delikatny .
      Osoba niewierzaca decyduje sie na slub koscielny czesto z szacunku i milosci
      do swego partnera.
      Nie zaczynasz wierzyc w Boga od zaraz,dlatego ze Twoj partner jest wierzacym.
      Proces ten trwa bardzo dlugo ,jesli nie zostala wpojona wiara w dziecinstwie.
      Bo religia jest czescia tradycji w ktorej sie wychowujemy.
      Jaka wiare wyznawalby kazdy z nas ,gdyby sie urodzil w innej czesci swiata?
      Jest prawda ze osoba niewierzaca bezwiednie powtarza slowa w czasie aktu
      slubu .
      Sprawa ta jest nie zwykle trudna ,gdy ma sie wychowac dzieci.
      W jakim duchu? Religii i tradycji?
      W wolnosci wyboru wlasnego statusu czlowieka niewierzacego czy moze ateisty?
      Czesto bioracy slub sa innwiercami.To nastepny b.powazny problem..
      pozdr.ileana
    • Gość: saida Re: Ślub kościelny - akt wiary?, tradycji?, wymóg IP: *.lodz.mm.pl 08.05.03, 10:10
      Moim najwiekszym marzeniem jest wziąć ślub w pieknym kosciele przystrojonym
      tysiącami kwiatów, mieć na sobie przepiękną białą suknię, w której -wyjątkowo-
      nie będę wyglądała grubo ;)), usłyszeć Mendelssona i wiedzieć ,ze to właśnie
      dla mnie....a potem jakieś smyczki w tle... i przysięga...taka na całe życie...

      ...ale to jest niesamowite wyzwanie dla kogoś, kto wierzy! Dlaczego? Ponieważ
      jeśli zastanawiam sie nad słowami przysiegi i jeśli znaczy dla mnie cały ten
      akt wiecej niż tylko wymóg tradycji to muszę się zastanawiać i wahać!!! ..bo
      jak mogę przysięgać na wieczność wierność i oddanie jeśli tak naprawdę nie
      mogę przewidziec czy za 5,10,20 lat będę taka jak dzisiaj,kiedy pragnę być z
      tym kimś...powiem więcej: na pewno nie będę tą samą osobą ,a i mój wybranek
      się zmieni....jaką mam gwarancję na to ,że Ci obcy nam na dzień dzisiejszy
      ludzie, którymi będziemy za kilka- kilkanaście lat nadal będą do siebie
      pasować? Nie mam żadnej gwarancji...
      Z drugiej strony jesli założymy ,ze nie bedziemy sie aż tak przejmować słowami
      przysięgi to po co ta cała maskarada?
      Ja jednak marzę o takim ślubie... Wybredna jestem i jeśli się już zdecyduję na
      niego to wiem ,ze będzie to właściwy wybór...a bez sukni,kwiatów i przysięgi
      nie przeżyję tego tak,jak powinnam...zapis w urzędzie to jednak nie to samo...

      ...pzdr
      siadeh_rozmarzona_:)
      • zamek Do wszystkich potencjalnych małżonek 08.05.03, 10:36
        Siostrzyczka napisała o przysiędze małżeńskiej prawie
        dokładnie to, co sam bym powiedział - z tym jedynym
        wyjątkiem, że ja słowami tej przysięgi nie mógłbym się
        nie przejmować. Zarówno ze względu na treść, jak i na
        miejsce, w którym są wypowiadane, są tak zobowiązujące,
        jak nic innego na świecie. Z tego też powodu trudno mi
        powiedzieć, czy kiedykolwiek będę w stanie taką przysięgę
        złożyć. Raz postawiono przede mną ultimatum - albo ślub
        kościelny, albo kończymy znajomość. Rozstaliśmy się. Od
        tego nie można uzależniać wspólnego szczęścia. Poza tym -
        jeżeli jestem pewien, że z Nią i dla Niej chcę przeżyć
        resztę życia, nie potrzebuję składać na to przysięgi.
        Pozdrawiam.
Pełna wersja