Jak to się rowerem miło jeździ...

IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 12.05.03, 19:46
Żeby uświadomić kierowcom jak to się przyjemnie i łatwo jeździ rowerem po
mieście zróbmy małą symulację. Mieszkam na Retkini, przystanek przed
krańcówką tramwajową. Załóżmy, iż chcę dojechać do kumpla, który mieszka na
Olechowie. Jak będzie wyglądać taki przejazd...?

Jako, że znam swoje osiedle to przejazd rozpocznę uliczkami i chodnikami
osiedlowymi. W ten sposób dojeżdżam do ul. Retkińskiej. Powoli kończą się
moje rejony więc stwierdzam, że dalej pojadę przedłużeniem Kusocińskiego. I
już tu zaczyna się problem. Wzdłuż Retkińskiej jest ścieżka, więc powinienem
nią jechać. Niestety nie ma żadnej możliwości zjazdu ze ścieżki w
Kusocińskiego (w kierunku Bandurskiego). Chcąc uniknąć przecinania
Retkińskiej po wyjechaniu z chodnika (manewr nader niebezpieczny i
nieprzyjemny) muszę złamać zakaz i pojechać ulicą. Bez większych problemów
dojeżdżam do Bandurskiego, tam muszę przejechać przez 3 pasy i już jestem na
swoim miejscu. Przy Wileńskiej pojawia się chodnik i ograniczenie do 70 km/h.
Chodnik jest jednakże na tyle wąski, że, zgodnie z przepisami, nie mogę po
nim jechać. Na wysokości delegatury UMŁ - Polesie chodnik robi się szerszy.
Jeśli ktoś zdecyduje się na jazdę po nim to czekają go: schody i przejście
dla pieszych, po uprzednim wjechaniu na ów chodnik z zatoczki dla autobusów
(lub trawnika). Jeśli nie to czeka mnie tylko przejazd po diablo nierównej
kostce przy przystanku przy dworcu.
Dojeżdżam do Włókniarzy i tu zaczyna się zabawa. Po przejechaniu skrzyżowania
widzę znak ścieżki rowerowej nakazujący mi jechać po niej. Tylko nich ktoś mi
powie jak to zrobić nie łamiąc przepisów? Mogę:
1. Zasygnalizować chęć skrętu w prawo tuż za skrzyżowaniem; zatrzymać się, bo
nikt z wjeżdżających z Włókniarzy na prawoskręcie mnie nie przepuści; zostać
obtrąbionym przez tych, co jechali za mną; przejechać po ciągłej linii; po
trawniku i chodniku i już jestem na ścieżce!!!
2. Wjechać na przejście dla pieszych, po chodniku i chodnikiem na ścieżkę,
ale jest to równie zakazane, a jeszcze bardziej niebezpieczne.
3. Jeżeli ktoś uważa, że rowerzysta przestrzeń która jest między ścieżką a
jezdnią powinien pokonać na piechotę, to przypominam, iż nie wolno się
zatrzymywać, bodajże, 15 m od skrzyżowania.
4. Jeśli ktoś ma jakieś pomysły jak rowerzysta zgodnie z przepisami powinien
znaleźć się na ścieżce w tym miejscu, to bardzo proszę o rady.

No ale jestem już na ścieżce rowerowej, więc nic złego nie może się mi
przytrafić! Tak przynajmniej myślę, aż po kilkudziesięciu metrach omal nie
rozjadę pierwszego pieszego, który rozochocony przebywaniem w pobliskich
krzakach wyskoczy z nich wprost pod koła. Potem, slalomem między pieszymi
dojadę sobie do Żeromskiego. Po zmianie świateł zatrzymam się na torowisku,
gdyż jakiś nadgorliwy motorniczy wyczołgał się tramwajem z przystanku o te 5
metrów do przodu, aby juz nikogo nie wpuścić do wagonu. Zatarasował mi
przejazd, ale co tam. Teraz obdzwonił mnie motorniczy jadący w drugą stronę.
No, jakoś ustawiłem się bokiem, że przejechał. Światła, ruszam dalej. Kolejne
slalomy między ludźmi wzbogacone niezapomnianymi zakrętami na ścieżce w
rejonie kładek nad Mickiewicza. Docieram do Kościuszki. Światła. Jakiś
samochód z prawoskrętu mało mnie nie potrącił, bo pieszych to on zauważa,
rowerzystów już nie. Przy odrobinie szczęscia drogi nie zatarasuje mi ani
tramwaj ani jeden z zawracających samochodów i Kościuszki pokonam na jedną
zmianę świateł. Kolejne światła. Stada pieszych - zadanie trudniejsze od
slalomu giganta (tam się chociaż przeszkody nie ruszają). Piotrkowską,
Sienkiewicza i Kilińskiego mijam w miarę bezboleśnie (ewentualnie jakieś
samochody pomyliły ścieżkę z parkingiem, ale i to z rzadka), przy
Przędzalnianej troszeczkę ciasno i piesi znów się plączą, ale powoli, powoli
się przejedzie. No i dojeżdżam do klu programu.
Al. Kopcińskiego. Ścieżka się kończy, przede mną przejście dla pieszych.
Jeżeli chciałbym dalej jechać Piłsudskiego, to musiałbym wjechać na rzeczone
przejście, zatrzymać się w miejscu, gdzie prawdopodobnie znajduje się pas do
skrętu w lewo i liczyć, że jakimś cudem domyślę się, kiedy światła zmienią
się tak, że będę mógł ruszyć. Potem tylko przez te wszystkie tory juz na
skrzyżowaniu wyprzedzany przez wielkie tiry. Przy odrobinie szczęscia dopadnę
prawej strony jezdni al. Piłsudskiego. Alternatywą dla tego nader ciekawego
manewru jest zejść z roweru. I na piechotę: jedne światła, drugie światła,
jeszcze kawałek po chodniku na piechtę i z pierwszego wyjazdu z kamienicy
włączyć się ponownie do ruchu. Of course mogę jechać chodnikiem, ale jaką mam
gwarancję, że w którymś z miejsc nie schudnie on poniżej tych swoich 2
metrów? Poza tym każde skrzyżowanie musiałoby wiązać się z manewrem: zsiąść z
roweru, przeprowadzić go przez przejście, sprawdzić czy nie zmieniło się
ograniczenie, sprawdzić czy chodnik ok, jechać dalej. Już nie mówiąc o tym,
że ku mojej uciesze przy Rondzie Inwalidów wjechałbym po schodach do
przejścia podziemnego. Gdybym pojechał dalej Rokicińską, to miałbym na
Hetmańskiej ścieżkę (luzik - tylko przejście dla pieszych - chodnik), ale z
pewnością nie przeżyłbym przejazdu Rokicińską na jednojezdniowym odcinku (a z
kolei gdybym, jak sugerowali niektórzy, zatrzymywał się, aby przepuścić każdy
z samochodów, to prawdopodobnie nie dojechałbym do kumpla tego dnia, w którym
wyjechałem). Dlatego pojechałbym Augustów - Przybyszewskiego. Oprócz dziur w
jezdni i sporego ruchu na Przybyszewskiego - żadnych problemów i spokojnie
mogę sobie wjechać w osiedle, gdzie co prawda ukradną mi rower, ale za to
będę mógł słowo zamienić z kumplem i szybko wracać autobusem, gdyż jechałem
kilka godzin i już się zaczyna ściemniać.
P.S. Jak, nie daj Boże, nawali mi rower, to wracam przez miasto na piechotę,
bo nie mogę z nim wsiąść do tramwaju czy autobusu.
P.S.2 Jak kogoś drażnią wizje nieuprzejmych kierowców i tramwajarzy, niechaj
je sobie pominie. Tego co zostanie i tak jest wystarczająco dużo

No i co panowie kierowcy? Nadal uważacie, że jesteście biedni bo musicie
znosić rowerzystów na SWOJEJ drodze?
    • zamek Re: Jak to się rowerem miło jeździ... 12.05.03, 20:02
      Niestety, to, co napisałeś, to prawda i sama prawda. Po
      naszym pięknym mieście nie sposób jeździć rowerem w
      zgodzie ze wszystkimi przepisami. Są miejsca idiotyczne -
      i te, które wspomniałeś, i inne - dlaczego nie można
      przeciąć rowerem al. Piłsudskiego jadąc Piotrkowska? jak
      skręcić ze ścieżki rowerowej na Piłsudskiego w
      Sienkiewicza na południe?? Mieszkam w samym centrum i
      faktycznie, z poruszaniem się po moim terenie rowerem mam
      spory problem. Chciałbym dojechać na dwóch kołach w
      jakieś rekreacyjne miejsce, ale po drodze dzieje się to
      wszystko, co wspomniałeś.
      Jednak... jakie te ścieżki są, takie są i jest ich tyle,
      ile jest. Klimatu do "przybliżenia miasta" rowerzystom w
      magistracie najwyraźniej nie ma. Musimy jakoś współżyć -
      my, wszyscy użytkownicy dróg - w zaistniałej sytuacji. I
      dlatego jednak tam, gdzie są ścieżki - jeźdźmy nimi; tam,
      gdzie należy rowerzyście ustąpić pierwszeństwa - ustąpmy;
      o tej porze, gdy trzeba włączyć światła - włączmy je, a
      wprzódy zamontujmy etc. etc.
      Pozdrawiam :)
      Zamek_od_przyszłego_tygodia_na_bicyklu 0v0¬
      • Gość: flip Re: Jak to się rowerem miło jeździ... IP: *.p.lodz.pl 12.05.03, 20:15
        A wiecie bo co? A bo w tym miescie nikt naprawde nie budowal sciezek
        rowerowych tylko listki figowe.
        A w ogole to mniej myslec, a wiecej robic jak wypada. Wtedy bedzie OK.
        • princepolo A czy to było do nas, czy... 12.05.03, 21:09
          do administracji miasta?!?
          • Gość: Ja Re: A czy to było do nas, czy... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 13.05.03, 22:31
            Na to, że administracja miasta kiedykolwiek zareaguje na problem rowerzystów
            nie liczę. Skierowane to było do kierowców, którzy z oburzeniem naskakiwali
            ostatnio na rowerzystów. Chciałem im pokazać, iż poruszanie się rowerem w
            Polsce jest bardzo trudne w świetle "uprzejmości" kierowców, panujących
            idiotycznych przepisów, natężenia ruchu i debilizmowi drogowców. Chodziło mi o
            to, aby zanim zaczną wyrzucać rowerzystom, że nie umieją jeździć, zastanowili
            się chcwilę i odpowiedzieli sobie na pytanie: dlaczego ów rowerzysta tak
            postąpił?
            • Gość: flip Re: A czy to było do nas, czy... IP: *.p.lodz.pl 13.05.03, 23:45
              Z naszych doswiadczen wynika, ze wcale nie jest tak zle. Owszem, zdarzaja sie
              trutnie okropne, ale na ogol wiedza, ze od roweru lepiej trzymac sie z
              daleka :-)
          • Gość: flip Re: A czy to było do nas, czy... IP: *.p.lodz.pl 13.05.03, 23:50
            Niezupelnie - do rowerzystow. Po prostu namawiam na mniej skrupulow...
            Jak ma sie jechac - to sie bierze i jedzie. Nie ma, ze tam nie wolno. Trzeba
            wybierac przy tym taka trase przejazdu, ktora miesci sie w granicach rozsadku.
            Zawsze mozna - to pewne, bez taszczenia maszyny po schodach i roznych takich
            fanaberii.
    • ixtlilto Re: Jak to się rowerem miło jeździ... 12.05.03, 20:25
      Święta prawda. Jeśli masz ochotę to możesz opisać trasę w przeciwnym kierunku:
      jest równie milutka :/
      W swojej symulacji zapomniałeś też o krawężnikach, przed którymi (chcąc
      oszczędzić rower) należy się zastrzymać...
    • kuubaa Re: Jak to się rowerem miło jeździ... 12.05.03, 21:30
      Transport rowerowy jest tak marginalny, że szkoda na pieniędzy na inwestycje z
      nim związane. Równie dobrze motolotniarze mogą czuć się dyskryminowani, że jest
      zbyt mało lądowisk i gdy lecą do centrum, nie mają gdzie wylądować (nie
      wspominając o jakimś nowoczesnym hangarze).
      Jazda rowerem z Retkini na Olechów i spowrotem to bardzo nierozsądny pomysł -
      niezdrowe i niebezpieczne.
      A że kierowcy się denerwują? Oczywiste, bo rower jest zawalidrogą i jeden
      nawiedzony rowerzysta jest w stanie skutecznie zablokować samochody z kilkuset
      pasażerami.
      P.S. Aktualnie w piwnicy mam 4 rowery, jeżdżę prawie codziennie (właśnie
      wróciłem)łącznie z zimą. Ale nawet do głowy by mi nie przyszło żeby przepychać
      się jakąś Piłsudskiego, między TIR-ami i tramwajami. Są lepsze sporty
      ekstremalne.
      • Gość: Ja Re: Jak to się rowerem miło jeździ... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 13.05.03, 22:27
        To skoro jest tak marginalny, to czemu kierowcy tak strasznie narzekają na
        tłumy rowerzystów jeżdżących ICH jezdnią???
        • Gość: flip Re: Jak to się rowerem miło jeździ... IP: *.p.lodz.pl 13.05.03, 23:47
          A niech tam sobie narzekaja. W koncu na razie jeszcze narzekac wolno...
          • Gość: stanisz Re: Jak to się rowerem miło jeździ... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 14.05.03, 00:31
            Gdzie jest straz miejska albo policja gdy samochody calymi dniami zastawiaja
            sciezke rowerowa przed bankiem na Strykowskiej?Moze przydalyby sie jakies
            slupki odgradzajace od ulicy. Co Wy na to?
            • Gość: flip Re: Jak to się rowerem miło jeździ... IP: *.p.lodz.pl 14.05.03, 01:13
              No pewnie, zeby sie przydaly.
              To je wez i postaw :-)
    • hubar Re: Jak to się rowerem miło jeździ... 14.05.03, 01:17
      Jeszcze raz powtarzam:
      czy rowerzyści nie potrafią zrozumieć, że nie wszędzie mogą jeździć?
      • remik.lodz Re: Jak to się rowerem miło jeździ... 14.05.03, 06:13
        Masz "rację" - nie wszędzie możemy jeździć. Nie możemy po ścieżkach bo stoją
        tam auta. Proste nie?
        A te słupki to jeszcze naprzeciw Galerii Łódzkiej między parkingiem a
        chodnikiem by się przydały!
    • unikorn Re: Jak to się rowerem miło jeździ... 14.05.03, 09:34
      Gość portalu: Ja napisał(a):

      > Gdybym pojechał dalej Rokicińską, to miałbym na Hetmańskiej ścieżkę
      > (luzik - tylko przejście dla pieszych - chodnik), ale z pewnością
      > nie przeżyłbym przejazdu Rokicińską na jednojezdniowym odcinku

      Da radę przejechać, nie jest tak źle. Czasami jest tam taki korek, że ja muszę
      się wlec za samochodami swoim rowerem, ale jak nawet nie ma, jadąc szybko i
      trzymając się blisko krawędzi jezdni (wystarczy jechać po białej przerywanej
      linii pobocza) można swobodnie przejechać ten kawałek.

      > Dlatego pojechałbym Augustów - Przybyszewskiego. Oprócz dziur w
      > jezdni i sporego ruchu na Przybyszewskiego - żadnych problemów i spokojnie
      > mogę sobie wjechać w osiedle, gdzie co prawda ukradną mi rower, ale za to
      > będę mógł słowo zamienić z kumplem i szybko wracać autobusem

      Rzeczywiście dziur na Augustowie sporo (zwłaszcza łuk przy składzie drewna) ale
      i tak jest tam luźniej niż na Rokicińskiej, o której piszemy powyżej.
      Przy dobrze oświetlonym rowerze (zwłaszcza z tyłu) można przejechać bez bólu.
      Zwłaszcza gdy wpakuje się tam 64 - kierowcy z reguły muszą zwalniać i nie jest
      tak niebezpiecznie.

      > No i co panowie kierowcy? Nadal uważacie, że jesteście biedni bo musicie
      > znosić rowerzystów na SWOJEJ drodze?

      Jak ja jeżdżę samochodem staram się rowerzystów znosić, zwłaszcza że specjalnie
      mi nie przeszkadzają. Zasada ograniczonego zaufania do jadącego koło mnie
      jednośladu i jakoś mnie nie boli, że jest to pojazd tak samo uprawniony do
      korzystania z drogi. Niestety większość podnoszących krzyk na rowerzystów to Ci
      kierowcy, którzy wogóle nie jeżdżą rowerem, bo albo nie kupili, albo im ukradli.
      Jeżeli ktoś jeździ zarówno samochodem jak i rowerem, zna problemy obu stron i
      nie gotuje się tak bardzo sytuacją na drodze.
Pełna wersja