książki na wakacje

30.06.07, 19:51
nie ma imprezy ;-) pora coś poczytać ciekawego.Podajcie kilka ciekawych
tytułów.
    • breblebrox Re: książki na wakacje 30.06.07, 20:25
      "Świat wg. Garpa", "Zanim Cię znajdę" - John Irving
    • markus.kembi Re: książki na wakacje 30.06.07, 20:52
      univ.gda.pl/~literat/dyzma/index.htm
    • nett1980 Re: książki na wakacje 01.07.07, 03:06
      "Sny ,wspomnienia ,mysli "Junga ,kiedys mi zycie prawie uratowala.A samotny
      lipiec w Lodzi ,gdy w Srebrenicy ludzi zabijano , to bardzo dziwne
      wspomnienie.No rower wtedy tez mi pomogl .
    • miejskie_narty Re: książki na wakacje 01.07.07, 08:40
      A wolisz coś ciężkiego, czy lekkiego? Mnie się ostatnio ciężkie trafiają, ale dobre i świeże, np.: "Strasznie głośno, niesamowicie blisko" czy "Instynkt gry", że o zbolu na H. już nie wspominę. W zeszłym roku na wakacje Polityce udało się nawet niezły kryminał wydać, może i teraz coś ciekawego dadzą?
    • big_news Re: książki na wakacje 01.07.07, 09:16
      Waldemar Łysiak. Wszystko jak leci. Poczynając od "Empirowego pasjansa" i
      "Cesarskiego pokera", przez tom opowiadań "Perfidia", cykl heroiczny składający
      się z czterech tomów - "Dobry", Konkwista", "Najlepszy" i "Najgorszy", do
      "Stulecia kłamców" i dwóch "Salonów" czyli "Rzeczpospolitej kłamców" i
      "Alfabetu szulerów". Miłej lektury:)
      • miejskie_narty Po takiej zachęcie, nie mogłem nie spróbować 02.07.07, 21:19
        i dopadłem jedyną książkę Autora (a właściwie jego alter ego: Valdemara Baldheada), jaką znalazłem w domowej biblioteczce: "Perfidię". Dzieło zaczyna się tak:

        "Śliczna była ta dziewczyna. Kiedy stanęła w drzwiach do jego gabinetu, Lessepsa zatkało. Widział w swoim życiu wiele pięknych dziewczyn i niektóre udawało mu się zdobyć, a jedna zdobyła jego kawałkiem złota na palcu, ale ta! Pasowała do magnetycznego głosu, który przed godziną dobiegał go ze słuchawki i nie pozwolił zbyć czymkolwiek albo odesłać do któregoś z podwładnych. Cała. Od plażowych sandałów na stopach aż do złotych włosów, poprzez pośladki, brzuch i piersi, takie właśnie, jakie lubił - optymalne".

        Prawda, że powalające?

        Najbardziej jednak ujęło mnie to, że Autor (Valdemar Baldhead) w swojej książeczce daje motto niejakiego Waldemara Łysiaka:
        "Perfidia nie może być grzechem,
        cóż bowiem podlejszego nad
        bezradność lub nudę?"

        Uff, Paulo Cohelio by lepiej tego nie ujął. Wracam do lektury. Pa:-)
        • big_news Re: Po takiej zachęcie, nie mogłem nie spróbować 02.07.07, 22:05
          Nie zdziwię się absolutnie, gdy okaże się, że wróciłeś do świata realnego (a
          może jednak wirtualnego?), dopiero po przeczytaniu następującego zdania:

          Leclerc spojrzał na mówiącego dziwnym wzrokiem i odwrócił się do okna, po
          którego szybach zaczęły spływać pierwsze łzy deszczu.

          Uspokoję Cię, że nie byłeś pierwszym, który nie mógł się oderwać od tej książki;)
          • szprota Właśnie sobie uświadomiłam, że też dawno 02.07.07, 22:18
            nie miałam Perfidii w rękach. A chłonęłam ją jednym tchem i jeszcze mi przywodzi
            miłe wspomnienia. Tyle że mój egzemplarz to była iście uwolniona książka i
            kompletnie nie wiem, do kogo teraz trafiła.
            (inna sprawa, że nie spodziewam się trudności ze znalezieniem jej w antykwariatach)
            • szprota pff, znalazłam na allegro za 5,80 [ha!] 02.07.07, 22:20

            • big_news Re: Właśnie sobie uświadomiłam, że też dawno 02.07.07, 22:25
              Pewno bez trudu można sprawdzić ile razy ją wznawiano. Ja w każdym razie jestem
              posiadaczem pierwszego wydania. Z 1980 roku. Nawet ją kiedyś dałem do oprawy w
              twardą obwolutę, takie miała wzięcie. Krążyła sporo wśród ludzi, ale ja jestem
              pamiętliwym typkiem, więc wszystkim "zapominalskim" po jakimś czasie perfidnie
              "Perfidię" odbierałem;)
              • szprota A ja jutro będę! 02.07.07, 22:36
                www.allegro.pl/show_item.php?item=211607392
                I też wydanie z 1980. Tamto też chyba było właśnie pierwsze, w każdym razie
                leciwe i solidnie zaczytane. Ale dla mnie książka nie musi być nowa - stare mi
                ładniej pachną.
                Prosto z pracy jadę na Pietrynę - otóż antykwariaty też handlują na allegro!
                • big_news Re: A ja jutro będę! 02.07.07, 22:53
                  Pogratulować!:)
                  I pomyśleć, że ówcześnie kosztowała w detalu 35 zł, a teraz idzie za marne
                  5,80zł. Gdyby wiedział o tym Waldemar...;)
                  • szprota Dzięki :) 02.07.07, 22:59
                    Waldemarowi nie żałuję, chociaż mam do niego pretensję, że nazwał kiedyś mojego
                    lubimowo psora od psychologii społecznej eunuchem.
                    • big_news Re: Dzięki :) 02.07.07, 23:05
                      Waldemar czasem nie waży słów. Fakt. Ale zasób ma ich spory, a na dodatek bardzo
                      zgrabnie składa z nich zdania. I jeszcze ma sporo do powiedzenia:)
                      • szprota Mhm, podobnie jak Pilch 02.07.07, 23:10
                        Ciekawam, który z nich byłby bardziej urażony tym porównaniem.
                        O, właśnie. Uświadomiłam sobie, że kilku od dawna pożyczonych Pilchów czeka na
                        swój czas na półce. Może i właśnie nadszedł.
                        • big_news Re: Mhm, podobnie jak Pilch 02.07.07, 23:14
                          Obaj mają mocno przerośnięte ego. Z tym, że (o ile mi na pewno wiadomo) Waldemar
                          jednak wie po którym toaście powiedzieć stop, a Jerzy niestety wciąż ma z tym
                          duży problem. Z drugiej strony, gdyby nie wpadał w takie stany, to kto wie czy w
                          ogóle dałoby się go czytać.
                          • szprota Re: Mhm, podobnie jak Pilch 02.07.07, 23:24
                            Obiło mi się o uszy, że Pilch się leczył. No ale wiadomo, tej choroby całkowicie wyleczyć się niestety nie da.
                            Z kolejnej zaś strony nie lubię rozstrzygać, czy czytam książkę dla autora, czy dla jego dzieła. Raczej to drugie - kilku z nich przestałabym czytać po spotkaniach w realu.
                            • big_news Re: Mhm, podobnie jak Pilch 02.07.07, 23:31
                              Cóż. Mam wrażenie, że rzuciłabyś w kąt zarówno książki Pilcha jak i Łysiaka,
                              gdyby tylko przyszło Ci spędzić z jednym i drugim odrobinę czasu. Tak na prawdę
                              w bezpośrednim kontakcie w tej chwili obaj już są nieznośni. Co prawda dzieli
                              ich przepaść światopoglądowa (i nie tylko, zresztą), ale jedno obu łączy:
                              przerost wszelakich pretensji i nadmierne poczucie godności. I wcale
                              niekoniecznie "wspólnie" dotarli do obecnego stanu.
                      • miejskie_narty Re: Dzięki :) 02.07.07, 23:13
                        No, moja "Perfidia" też z 1980, ma pieczątkę identyfikującą (pierwszego?) nabywcę: Krystynę Nowak. Ktokolwiek poczuwa się do jakichkolwiek praw, oddam bez żadnych zwrotnych roszczeń, tudzież sprawdzań słuszności poczuwania się do.

                        Co do zgrabności składanych zdań, jeśli można się wypowiedzieć przeczytawszy raptem kilkadziesiąt pierwszych stron, to niech o za moją ocenę posłuży chęć pozbycia się całości na warunkach wymienionych wyżej;)
                        • big_news Re: Dzięki :) 02.07.07, 23:16
                          Hm...
                          Najwyraźniej nie czujesz bluesa;)
                          • miejskie_narty Re: Dzięki :) 02.07.07, 23:32
                            Proszę Cię! Jaki blues jest w zacytowanym przeze mnie fragmencie?

                            Wytknę tylko parę rzeczy, przez które uważam ten wyimek za mocno nieudany stylistycznie i pretensjonalny dzisiaj (ale oczywiście rozumiem sentyment do tekstu czytanego niegdyś, w innych czasach i z inną świadomością): "a jedna zdobyła jego kawałkiem złota na palcu", "magnetyczny głos", zdanie: "Cała". I wreszcie: "Od plażowych sandałów na stopach aż do złotych włosów, poprzez pośladki, brzuch i piersi, takie właśnie, jakie lubił - optymalne".

                            W Wielkiej Brytanii Literary Review - jedno z bardziej szanowanych pism literackich - przyznaje co roku coś, co w skrócie nazwya się "Bad Sex Award" - czyli nagrodę za najgorszu opis aktu seksualnego w prozie. Tutaj oczywiście nic takiego nie ma miejsca, ale potrafię wyobrazić sobie, że gdyby W.Ł. opisywał scenę miłosną, (i gdyby w Polsce był oddział Litarary Review), to sądząc po powyższym fragmencie, byłyby wśród nominowanych:)
                            • big_news Re: Dzięki :) 02.07.07, 23:43
                              E tam. To są nieistotne szczegóły. Poza tym w tych opowiadaniach chodzi w
                              gruncie rzeczy o coś zupełnie innego. Co? Nie odpowiem. Bo mimo wszystko nie
                              chcę Ci psuć zabawy.
                              Natomiast nawiązując do Łysiakowego opisu seksualnych wzlotów to proponuję, abyś
                              (jednak niczego po drodze nie "przeskakując") dotrwał do opowiadania "Eliksir
                              młodości". Przekonasz się, że poczciwy Waldemar potrafi być wyrafinowanym także
                              na tym polu:)
                              • szprota Re: Dzięki :) 03.07.07, 19:21
                                Trudno dyskutować o gustach - do mnie ten opis przemawia. I ot, przemówił
                                dzisiaj, jak i dalszy ciąg na tyle, że przegapiłabym tramwaj linii 3 :)
                                A wracając do rozczarowań względem pisarzy poznanych w realu - po (zresztą
                                przypadkowym) poznaniu Sapkowskiego nie rwę się już do bieganiny po wieczorach
                                autorskich.
                                Chociaż M. Musierowicz i K. Kofta wzbudziły olbrzymią sympatię :)
                                • miejskie_narty Co do gustów, to oczywiście masz rację, 04.07.07, 16:24
                                  Powiem więcej - trzeba być tolerancyjnym, nawet wobec osób, które lubią Sapkowskiego, Pratchetta czy Whartona:)

      • cassani a nie ostatnie "dzieło" 03.07.07, 11:37
        Ziemkiewicza?
    • aaa202 udręka i ekstaza 01.07.07, 09:22
      czytania anny kareniny w oryginale.
    • miejskie_narty A jeśli masz braki w literaturze polskiej, to 01.07.07, 09:42
      to obowiązkowo musisz uzupełnić Masłowską i Witkowskiego. O ile bez znajomości Shutego, Vargi, Karpowicza, Żulczyka, Dzido, Nahacza, Odiji, Piątka czy Kuczoka można jeszcze mieć podstawy do twierdzenia, że zachowuje się jako taką orientaję w tym co ważne w ojczystej prozie, to jednak każdy, kto chce się mienić prawdziwym Polakiem powinien znać przynajmniej "Lubiewo" i "Wojnę polsko-ruską" ;-)
      • nett1980 Re: A jeśli masz braki w literaturze polskiej, to 01.07.07, 11:44
        O toto "Lubiewo" musze w koncu przeczytac ,bo tylko z obszernych fragmentow
        znam ."Wojna polsko-ruska" ,niestety, zabawa slowami mnie nie wciagnela , nie
        rozumiem fenomenu tej ksiazki ,mnie nie bierze i nie zachwyca.Po cos nowego
        Piatka czy Shutego siegnelabym z checia.
        A ciekawa jestem refleksji Big_Newsa, gdyby tak "Lubiewo" wpadlo mu w rece ...
        Ehehe po lekturach ich poznacie.
        • big_news Re: A jeśli masz braki w literaturze polskiej, to 01.07.07, 12:50
          Cóż, muszę Cię rozczarować. Ta tematyka jest mi obojętna. Nie wzruszam się
          "ciężkim" losem gejów, a tym bardziej mało obchodzą mnie dzieje żyjących w PRL-u
          ciot czy pedałów. Znam ciekawsze zajęcia, od czytania poświęconej im literatury.
          Aha! Proszę mi nie zarzucać chęci obrażenia kogokolwiek z racji użytego
          słownictwa, określającego wprost (choć przyznaję, że dosadnie) ludzi o odmiennej
          orientacji seksualnej. Wszak sam Witkowski epatuje w swej opowieści tymi
          wyrażeniami nader często. W każdym razie niech tam sobie czytają te rzeczy inni.
          Mnie do tego nie namówisz. Wystarczyło mi poznać kilka recenzji na temat tego
          dzieła. W zupełności.
          • miejskie_narty Re: A jeśli masz braki w literaturze polskiej, to 01.07.07, 16:58
            > Mnie do tego nie namówisz. Wystarczyło mi poznać kilka recenzji na temat tego
            > dzieła. W zupełności.

            No w końcu mówisz jak prawdziwy Moher:) (Wiem, wiem, przecież jesteś pierwszym Moherem FŁ;)

            Swoją drogą, jak myślę o ludziach czytających ruskie książki po rusku, to się zastanawiam, czy się zdrady narodowej nie dopuszczają;)
            • big_news Re: A jeśli masz braki w literaturze polskiej, to 01.07.07, 19:04
              Widzę te puszczone oczka, ale mam wrażenie, że chciałeś się na mnie za szczerość
              przejechać. Wobec tego spytam: a co jest złego w posiłkowaniu się recenzjami?
              Sądzisz, że należy wyrzucać kasę w ciemno? Ja mam tak, że nim w coś zainwestuję,
              to lubię wiedzieć czy warto. Zanim więc kupię jakąś książkę, to wcześniej chcę
              wiedzieć czego się po niej spodziewać. Chociaż w przybliżeniu. To samo jest z
              pójściem np. do kina lub teatru. Identycznie z zakupem płyt itd. itp. Tak też
              było z tą pozycją. Z grubsza dowiedziałem się w czym rzecz i uznałem, że w to
              nie wchodzę. I co w tym złego?
              • aaa202 Powszechną jest wiedza 01.07.07, 19:21
                że recencenci to niedorobieni twórcy.
                No i rzeczywiście, dużo łatwiej jest krytykować, niż coś stworzyć, oddać czemuś
                część życia, tracąc czasem granicę pomiędzy twórcą i tworzywem, a zatem dystans
                do dzieła (że tak sobie pozwolę klasyka strawestować).

                Recenzje czytać można, owszem, ale raczej lepiej traktować je jako informację,
                że coś się pojawiło, niż źródło wiedzy. Wielokrotnie przekonałam się, że
                recenzenci obejrzeli kwadrans filmu, przeczytali 10 stron książki, zapoznali
                się najwyżej z programem sztuki. Nie dość, że nie mają oglądu całości, to
                wielokrotnie mylą się co do meritum. No, niestety, wielu z recenzentów wstawia
                fuchę.
                Żeby coś pochwalić, trzeba rzetelnie to poznać. Dlatego łatwiej, technicznie
                łatwiej, zjechać, wykpić, wstawić parę wyświechtanych zwrotów, objawionych
                prawd, a na koniec coś o postpostmodernie, albo antypostpostmodernie,
                ewentualnie kondycji współczesnego homo sapiens.

                Nie po recenzji poznasz dzieło.
                • big_news Re: Powszechną jest wiedza 01.07.07, 20:24
                  Chcąc nie chcąc, każdy kto odpowiada na pytanie: co czytać?, a polecając
                  jednocześnie jakąkolwiek pozycję, staje się takim _niedorobieńcem_. Bo niby na
                  jakiej podstawie inaczej cenić forumowe wskazania, od tych zamieszczanych w
                  fachowych kącikach?
                  • aaa202 Forowicze raczej polecają rzeczy 01.07.07, 20:26
                    które czytali. Czyli robią dokładnie odwrotnie niż recenzenci, którzy zawodowo
                    odradzają książki, o których nie mają pojęcia.
              • miejskie_narty Re: A jeśli masz braki w literaturze polskiej, to 01.07.07, 19:43
                Żartuję sobie tylko, nic więcej. A co do Twojego pytania, to owszem nie ma nic złego w decyzji o niekupowaniu i nieczytaniu jakiejś książki czy filmu na podstawie recenzji, natomiast (nie mówię tu o Tobie) według mnie nadużyciem jest krytykowanie pozycji tylko i wyłącznie na podstawie wiadomości z drugiej ręki.
                • big_news Re: A jeśli masz braki w literaturze polskiej, to 01.07.07, 20:14
                  Wyżej napisałem, że to sam temat książki odwiódł mnie od jej przeczytania. Nie
                  oceniłem samego dzieła, bo go nie znam. Recenzje były mi potrzebne do tego, żeby
                  ogólnie zorientować się w czym rzecz. To tak jakbym chciał wrzucić na talerz
                  jakiś zakupiony zupełnie w ciemno krążek i stracić na jego wysłuchanie
                  kilkadziesiąt minut tylko dlatego, że miał on powodzenie w sklepie. I niechby
                  nawet była to muza zupełnie udana, tylko co z tego, skoro ja preferuję całkiem
                  odmienne jej gatunki?
                  • bogusia_my mało propozycji 01.07.07, 20:22
                    ale dyskusje ciekawe .Ja natomiast poważnie biorę pod uwage to co na temat
                    lektur usłyszę, przeczytam recenzję, czasem najpierw obejrze film.Czasem po
                    dwóch stronach czytania wiem czy warto się meczyć.
                    No ale nie rezygnujecie, wpisujcie swoje propozycje, ja podam swoje;
                    · "Kwietniowa czarownica" M. Axelsson
                    · John Grogan - "Marley i ja"
                    · Fannie Flagg "Nie mogę się doczekać... kiedy wreszcie pójdę do nieba".
                    · Jerome.K.Jerome „Trzech panów na łódce...”
                    · Shirley Jackson: "Życie wśród dzikusów" i " Poskramianie demonów"
                    · Francesco Bersini "Mądrość Ewangelii"...
                    / poszukuję tej ostatniej pozycji :-)/
                  • aaa202 Tu dotykasz innego problemu 01.07.07, 20:32
                    'kupić - nie kupić' (a nie 'czytać - nie czytać').
                    Książkę można dość dokładnie przejrzeć w księgarni, można pożyczyć, kupić w
                    antykwariacie za pół ceny (albo znaleźć na śmietniku. Jeszcze kiedy mieszkałam
                    na Retkini, regularnie znajdowałam przy śmietniku całe stosy książek, z których
                    niejedna półkownikuje u mnie.).
                    A płytkę też możesz sobie przesłuchać w sklepie przed ew. zakupem.
                    • amrita Re: Tu dotykasz innego problemu 02.07.07, 16:31
                      o, a ktory to smietnik konretnie? nie mieszkam co prawda na retkini, ale zawsze
                      mozna sie przejechac
      • cassani nie wiem czemu, ale 03.07.07, 11:38
        pomimo iż czytam bardzo dużo to skrzętnie unikam wszelkiej maści Masłowskich i
        innych Lubiew. Chyba ze strachu że bezpowrotnie stracę czas. A jesli literatura
        polska to raczej Myśliwski.
        • nett1980 "Traktat o łuskaniu fasoli". 03.07.07, 11:54
          No masz ,ale mi pamiec plata figle ,pewna bylam ,ze to z Miejskim Nartami o tej
          ksiazce dyskutowalam. Polec autorce watku !
        • miejskie_narty To odwrotnie niż ja 04.07.07, 16:14
          Bo właśnie dlatego, że czytam dosyć mało (a napewno mniej niż bym chciał), czytam bez strachu i odważenie sięgam po to, co gorące i świeże, bo w ten sposób mam szansę ujrzeć rzeczywitość w świetle, którego jeszcze nie znam.

          Poza tym, ogólnie rzecz biorąc, strach nie jest najlepszym doradcą w doborze lektur, natomiast skądinąd wiadomo, że wielokrotnie był narzędziem, za pomocą którego próbowano pewne treści wymazać ze świadomości społecznej:)
    • barracuda7110 Re: książki na wakacje 03.07.07, 12:14
      Joseph Heller "Paragraf 22". Momentami straszliwie absurdalna.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja