niki-ta
26.06.03, 14:48
Dziś miałam baaaardzo niemiłą przygodę, któa na szczęście miło się
skończyła. Otóż na przystanku autobusowym na Dąbrowie wyrwano mi z ręki
telefon komórkowy. I rozpoczęla się gonitwa. Złodziej uciekał, a ja go
goniłam. Po drodze mijałam wieeeelu ludzi, którzy robili tylko głupie miny.
Na szczęście znam teren i wiedziałam, że złodziej (na oko 17-18 letni)
biegnie do parku. Gdy tam dobiegłam byłam półprzytomna ze zmęczenia.
Jedną z myśli było zablokowanie numeru, wieć zaczęłam pytać ludzi, czy mają
telefon. I wiecie co????? Wydawało mi się, że już każdy jest posiadaczem
komórki! Jakże bardzo się myliłam :( Nawet na zwykła pomoc nie mogłam
liczyć.
Na szczęście spotkałam dziewczynę z psem na spacerze, która co prawda nie
mogła mnie "uraczyć" telefonem, ale po kolejnej mojej gonitwie (bo znowu
zobaczyłam złodzieja) dołączyła się do mnie i złapała go.
Słuchajcie, spotkałam faceta na ROWERZE, młodych (pewnie sprawnych)
CHŁOPAKÓW, wiele babć i dziadków na spacerze z wnukami. I NIC :(
Ale miałam też szczęście, że na swej drodze spotkałam młodą dziewczynę -
zdaje się, że Magdę - która miała "chwilkę", żeby zająć się tak błahą sprawą.
Nie wiem, czy czyta nasze forumowe sprawy, czy nie, ale są też pewnie inne
osoby, którym czasem się "chce" pomóc. I Magdzie i tym innym osobom
serdecznie DZIĘKUJĘ.