Jak jeździcie?

08.08.07, 15:41
Sporo z nas jeżdzi na rowerze... ale w jaki sposób i co kogo kiedy boli?
rowery.onet.pl/2726,1429684,artykuly.html
Dla nieklikających skrót:
"Dywagacje na temat właściwej pozycji na rowerze trwają od czasu wynalezienia
napędzanego mięśniami jednośladu. Już na początku należy stwierdzić
jednoznacznie – nie istnieje optymalna pozycja.
Znaczne różnice indywidualne budowy ciała rowerzystów powodują, że to, co
jednemu służy, innemu bezwzględnie szkodzi. Osobnym zagadnieniem jest obecność
u niektórych cyklistów rozmaitych wad i schorzeń kręgosłupa, stawów, więzadeł
czy ścięgien. Nieprawidłowości te implikują indywidualne podejście do doboru
odpowiedniej sylwetki podczas jazdy rowerem."
    • big_news Re: Jak jeździcie? 08.08.07, 15:47
      Ja zawsze jeżdżę w pozycji kucanej, w prawej ręce trzymam książkę, w lewej
      filiżankę z kawą. Nie rozstaję się z czapką-uszanką oraz mitenkami. Głowę mam
      filuternie odchyloną na bok i zalotnie trzepoczę rzęsami. Na bagażniku mam
      patefon, przy pomocy którego wciąż wysłuchuję arii Jontka, w wykonaniu Kiepury.
      Dzwonek mam bezprzewodowy, a światła fluorescencyjne. To tyle.
      • lavinka Re: Jak jeździcie? 08.08.07, 16:23
        Poprawiłeś mi humor ;-))) Cóż za apolityczny post :)))) Słow daję, w tej
        polityce to się marnujesz ;)))
        • big_news Re: Jak jeździcie? 08.08.07, 16:29
          Jesteś w błędzie.
          Polityka bywa ogromnie zabawna:)
          • lavinka Re: Jak jeździcie? 08.08.07, 16:39
            I owszem,ale jednak niesie za sobą pewne twórcze ograniczenia ;)
            • big_news Re: Jak jeździcie? 08.08.07, 16:44
              Bo to prawda?!
              Kto widząc 15 lat temu na drodze, w wełnianej czapeczce na głowie, jednego
              Endrju, pomyślałby, że już niedługo ów będzie czwartą osobą w państwie?
              :)))
    • aaa202 Jak uczyłam ojca jeździć na rowerze 08.08.07, 16:22
      to bardzo narzekał, że przysiada sobie utensylia. Musiał mocno sobie
      przytrzasnąć, bo więcej nie chciał iść ze mną na rower, mimo
      nalegania, by jakoś optymalizował pozycję.
      Jedno jest pewne: trzymanie 90 kilowego chłopa razem z rowerem jest
      bardzo forsownym zajęciem;)
      • lavinka Re: Jak uczyłam ojca jeździć na rowerze 08.08.07, 16:24
        Ojoj... pewnie miał twarde siodełko....
      • big_news Re: Jak uczyłam ojca jeździć na rowerze 08.08.07, 16:28
        A mnie się zdawało, że jazdy na rowerze tak samo jak pływania się nie zapomina...
        ;)
        • aaa202 Się nie zapomina chyba 08.08.07, 16:32
          ale mój ojciec twierdzi, że nigdy na rowerze nie jeździł. Tymczasem
          ja pamiętam, jak na wczasach pożyczaliśmy ukrainy i jeździliśmy do
          miasta. A ojciec na to, że wtedy jeździł ze wstydu.
          Mój stary za to śmiga na rolkach, bo w dzieciństwie dużo jeździł na
          łyżwach. Roweru nie miał.
          • dova jak sobie to przypominam to ma zawsze niezłą 08.08.07, 23:19
            polewkę :)

            Mama opowiadała, że będąc jeszcze młodą żoną, ojciec mój wsadzał ją na rower, by
            jechała po zakupy. A ona, też ze wstydu, jechała, pomimo, że jeździć nie umiała.
            To znaczy, jak już ruszyła to na prostej jako tako, ale skręcać czy zawracać ni
            w cholerę, więc zsiadała i odwracała sobie rower. Hehehehe.

            Mnie najczęściej od jazdy na rowerze boli kark i nadgarstki. I sama się dziwię,
            że pomimo długiej przerwy w rowerkowaniu, moje niedzielne dwie godzinki po lesie
            Wiączyńskim nie dały mi w kość.
            • aaa202 W sprawie ciekawe jest to, 08.08.07, 23:29
              że tenże ojciec, który nie umie jeździć, mnie nauczył. (Ale jak się
              ma kilka lat, to łapie się takie rzeczy w mig. Z wiekiem jest
              gorzej.)
              Klasyczny przykład na potwierdzenie powiedzenia: Ten kto nie umie -
              uczy, kto umie - praktykuje.
              Ale ja mu nie odpuszczę.
              • dova Ja byłam oporna na dwa kółka 08.08.07, 23:35
                już nie pamiętam ile miałam lat, może jakaś pierwsza klasa SP, ale długo mi
                ojciec kija za plecami trzymał. Źle robił, bo zawsze mówił, że pusza a ja w
                panikę, no i któregoś razu nie powiedział :)
                • lavinka Re: Ja byłam oporna na dwa kółka 09.08.07, 00:38
                  U mnie nie było kija tylko rytualne odkręcenie bocznych kółeczek. Nauczyłam sie
                  potrzeciej próbie ;-)
    • huann Re: Jak jeździcie? 08.08.07, 23:24
      zawsze do przodu! ;)
      • lavinka Re: Jak jeździcie? 09.08.07, 00:39
        A ja dziś jechałam pół metra do tyłu odpychając się nogą bo postanowiłam wjechać
        na pasy na czerwonym a potem zmieniłam zdanie zobaczywszy kątem oka
        nadjeżdżającą półfurgonetkę...
        lav
        • huann Re: Jak jeździcie? 09.08.07, 00:42
          czyli: gdyby nie półfurgonetka - wjechałabyś na pasy na czerwonym?!

          oj, ciuś, ciuś...
          • lavinka Re: Jak jeździcie? 09.08.07, 14:46
            Oj bo tam się źle pali światło... zamiast zielonego zawsze pali się czerwone a
            powinno zielone razem z innmi do przodu. Ci co montowali te światło chyba upadli
            na głowę.... przejeżdżasz przez jezdnie skęcajacą w prawo po to by przejechać
            jezdnię w poprzek(do tej którą jechałeś). I zawsze świeci się na odwrót. Jak na
            jednym zielone to na drugim czerwone. A na półwysepce mieści się max jeden rower
            i to przeszkadzając pieszym bo ścieżka rowerowa zamiast prosto leci na skos z
            lewa na prawo przez tę wysepkę...
            Nie wiem kto to planował ale bezspornie był debilem.
            lav
    • aard Ja BARDZO lubię jeździć 10.08.07, 13:42
      ale niestety chwilowo nie mogę, bo
      jeździłem tak (krótki
      film). Eech... ;)
      • lavinka Re: Ja BARDZO lubię jeździć 10.08.07, 14:51
        Ale jak właściwie do tego doszło?
        • aard Zwyczajnie, niestety 10.08.07, 16:27
          Znaczy, zupełnie inaczej niż na filmie :p
          Po prostu na szosie, podczas zjazdu, jadąc ok 40 km/h, trafiłem potężny, acz
          niewidoczny z daleka, wybój umiejscowiony po zewnętrznej stronie średnio ostrego
          zakrętu (taka fałda asfaltu). Oczywiście już w Polsce :/
          Wyrzuciło mnie na nim w górę. Niedużo (ja wiem, w poziomie z pół metra
          przefrunąłem może...?), ot tyle, żeby przednie koło spadło już nie na asfalt,
          tylko na żwirowe pobocze, na którym oczywiście nie zdołałem już utrzymać
          równowagi i wylądowałem w rowie. Mam stłuczony prawy bark i pęknięte cośtam
          małego w barku lewym. Poza tym ledwo otarcia. Tanio się wywinąłem :)

          Rowero, (t9: pozdro)
          aA
          Rd
          • lavinka Re: Zwyczajnie, niestety 10.08.07, 17:26
            Kocham koleiny... pamiętam taki ostry zjazd na Warmiii z podobną prędkością
            jechałam... a najgorsze było to,że na boku jedni był piach i nie można było
            zahamować bo ryzykowało się bliższe spotkanie z drzewem... widzę,że miałam
            więcej szczęścia od Ciebie...
            To i tak dobrze,że nie miałeś urazu głowy... ale dajesz radę pracować?
            lav
            • aard Re: Zwyczajnie, niestety 10.08.07, 18:26
              Nie pracuje, napisanie tego postu zajęło mi ok. 5 minut. Nie mam szans :/
              • lavinka Re: Zwyczajnie, niestety 10.08.07, 19:41
                Biedak...
                • aard etam 11.08.07, 11:33
                  Daje rade :)
                  Dzis to nawet na wesele ide. Moze do wieczora bede zdrowy, skoro "do wesela sie
                  zagoi" :p
                  • lavinka Re: etam 11.08.07, 16:36
                    Ale to ponoć chodzi o wesele poszkodowanego ;p
Inne wątki na temat:
Pełna wersja