huann
08.08.07, 20:02
jak wiadomo coponiektórym, na co dzień poruszam się rowerem.
jak wiadomo chyba większości, w M. są przynajmniej 3 sklepy sprzedające rowery.
na drzwiach wejściowych do galerii wisi natomiast zakaz wprowadzania broni
palnej, psów, czegośtam jeszcze.
i rowerów.
i tu się zaczyna sprawa o, taka:
otóż postanowiłem od pewnego czasu nie stosować się do tej zasady (w kwestii
roweru), z powodów wymienionych powyżej.
pomijając już to, że porównywanie mojej Meridy do broni masowego rażenia, albo
kundla uwłacza;] - ale co mam zrobić, jeśli w przynajmniej jednym sklepie z
rowerami jest też serwis i gdy, jeśli będę mieć taką potrzebę naprawy swojego
- jakim cudem mam naprawić rower W ŚRODKU, skoro muszę go zostawić NA ZEWNĄTRZ?
oczywiście, strażnicy nie biorą odpowiedzialności za pozostawiony (nawet
przypięty) rower na zewnątrz.
dziś jeden_taki_zielony (wewnętrzny - są też zewnętrzni, czarni) wlazł za mną
w kontekście wprowadzanego roweru na bezczela aż do sklepu z rowerami
pokazując mnie paljuchem i pytając sprzedawcę 'czy zna tego osobnika?'
a co jeśli zna,
a co jeśli nie zna?
na odpowiedź sprzedawcy, że zna, zielony oświadczył 'bo tu nie można z
rowerem. że denerwują się koledzy ochroniarze jego'.
Walerianki?
tyle, że już staje się nudne tłumaczyć za każdym razem się, że mój rower nie
jest przebranym Oddziałem_Talibów_W_Boeingu_Właśnie_Lecącym_Do_Nieba.
ostatnio udało mi się co prawda jednego_czarnego przy wejściu wprowadzić w
stan zbaranienia, mówiąc mu, że w myśl przepisów to nie jest rower, tylko
kilka_rowerowych_części_scalonych, ponieważ rower wg przepisów musi mieć
przednie światełko (a ja używam czołówki),
ale ileż można?!
może następna Masa Krytyczna mogłaby polegać np. na wprowadzeniu setki rowerów
do serwisu któregoś ze sklepów wewnątrz galerii?
poddaję pomysł pod rozwagę forumowym rowerzystkom i rowerzystom:>
h.ułan zdwukołowany:)