Gość: sarin
IP: *.pai.net.pl
06.07.03, 21:38
Mam znajomego z Czarnej Afryki - człowiek z wyzszym wykształceniem, studiował
w Anglii.Od kilku lat pracuje w Polsce na intratnym stanowisku, jest bogaty.
Jakiś czas temu zapragnął razem ze swoją przyjaciółką założyć tzw.rodzinny
dom dziecka. Oboje są bezdzietni, oboje bogaci i pełni altruistycznych
zapędów.Swój dom dziecka postanowili w całości utrzymywać samodzielnie. Kiedy
rozpoczęli odpowiednie procedury, okazało się, że z ambitnych planów nic nie
będzie, ponieważ kolega jest obcokrajowcem. Udało mu się przebić ten
argument, ale wyrósł kolejny - kolega nie jest katolikiem. Instytucja poszła
na kompromis i kazała mu udowodnić, że jest chociaż chrześcijaninem. Kolega
specjalnie w tym celu wyruszył do Czarnej Afryki, do rodzinnej miejscowości
po zaswiadczenie od miejscowego pastora.Czarny pastor w Czarnej Afryce
zdziwił się bardzo, że w Europie robią takie problemy i z uśmieszkiem
niedowierzania wydał koledze zaświadczenie o przynależności do koscioła
protestanckiego. Ten wrócił do Polski i wznowił procedury. Okazało się
jednak, że Instytucja nie wyda zgody na prowadzenie domu dziecka człowiekowi,
którego dochody są owszem duże, owszem legalne, ale nieregularne. W tym
momencie kolega załamał się i postanowił razem z przyjaciółką i ze swoimi
planami wyjechać do Belgii.Doszedł bowiem do wniosku, że w naszym kraju
altruiści nie są potrzebni...
Z opowiadań mojej siostry wolontariuszki wiem o istnieniu w Łodzi jednego
państwowego Domu Dziecka, w którym podopiecznych zostawia się na noc samych,
bez zadnego dozoru ani opieki. Siedemnastolatków i o wiele młodszych,
chłopców i dziewczyny. Dzieciaki niechętnie mówią o nocnych przygodach, boją
się zemsty starszych kolegów.
Krew mnie zalewa, jak piszę o tym wszystkim. Chyba mnie rozumiecie, co?
Pozdro - Sarin