Dodaj do ulubionych

Kryzys nadciąga...

IP: *.lodz.mm.pl 07.11.07, 08:57
A zacznie się w USA. Rząd federalny się zadłużył jak cholera, Amerykanie też
(ach te kredyty hipoteczne!), FED próbuje Keynesa z wiadomym skutkiem (dolar
tanieje, a obniżki stóp działają jak dawka heroiny na gorączkującego
ćpuna-przez chwilę jest dobrze!), czyli wszystko zmierza do katastrofy.
Oczywiście tąpnięcie na Zachodzie walnie w naszych eksporterów i emigrantów
(pierwsi do zwolnienia). A Polska gospodarka też jedzie na wspomaganiu (oj ten
deficyt i góra głupio udzielonych kredytów hipotecznych!) i jak braknie tego,
co zdrowe (eksport plus robota w Dublinie i Londynie), będziemy mieli Armagedon.
Może tak musi być-katastrofa nauczy nasz postchłopski naród ekonomii. Tak, czy
siak trzeba gotówkę wymienić na złoto (drożeje niezmiennie od paru lat) i
ziemię (Agencja Nieruchomości Rolnych ma jej ciągle sporo).
Drugiej Irlandii na pewno nie będzie. Chyba, że pojawi się rząd, który
wyzeruje deficyt, sprzeda co się da, i przestanie udawać, że ekonomia nie jest
nauką...
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • biennale Re: Kryzys nadciąga... 07.11.07, 11:36
      Kryzys już jest. Turbulencje rynków globalnych będą miały wielki wpływ na gospodarki lokalne.
      Rozpoczęte przedsięwzięcia na rynkach nieruchomości skończą się wielką klapą.
    • madox44 silna złotówka...i co z tego !? 07.11.07, 12:39
      Przez silną złotówkę Polska straciła 10 mld zł z unijnej puli

      W ciągu 3 miesięcy Polska straciła ponad 10 miliardów złotych z puli
      unijnych funduszy na lata 2007-2013 - obliczyła "Gazeta Prawna".
      Dziennik wyjaśnia, że winny jest umacniający się złoty. Przypomina,
      że w sierpniu 1 euro kosztowało 3 złote 80 groszy, obecnie zaś - o
      14-cie groszy mniej (3 złote 66 groszy).

      Ekonomiści przewidują dalszy wzrost wartości naszej waluty w
      stosunku do euro. Pod koniec 2008 roku może ono kosztować nawet 3
      złote 40 groszy. "Gazeta Prawna" zwraca uwagę, że to oznacza, iż za
      te same unijne pieniądze będziemy mogli zrealizować mniej inwestycji.
      (.....)
      www.bankier.pl/wiadomosc/Przez-silna-zlotowke-Polska-stracila-10-mld-zl-z-unijnej-puli-1663320.html

      • Gość: Augustyn Cena złotówki jest rynkowa! IP: *.lodz.mm.pl 07.11.07, 14:58
        Od jakiegoś czasu! Co znaczy Polska straciła? Nonsens. Zyskali np. importerzy.
        Eksporterzy też nie jęczą zresztą.
        Takie paplanie jest świadectwem nieuctwa.
        Fakty są takie, że Amerykanie przegięli z zadłużeniem. My dajemy radę do czasu
        (póki eksport, póki emigranci, póki unijna kasa-która absorbujemy wciąż w
        niewielkim procencie, więc jest bez znaczenia ile kosztuje euro).
        Budżet od lat (czy jest wzrost, czy go nie ma) leci na wspomaganiu. Banki
        udzielają kredytów hipotecznych na "ładne oczy" (kupującym radzę zaczekać, aż
        kredytobiorcy będą zmuszeni oddawać swe "M" bankom, a te zaczną je sprzedawać za
        psie pieniądze; rok/dwa i się zacznie; plus emigranci zaczną wracać z
        dotkniętych recesją gospodarczą Londynów i Dublinów, a że to m.in. oni nakręcili
        ceny nieruchomości... można będzie mieszkanko kupić tanio!).
        Za Gierka/Keynesa zawsze trzeba w końcu zapłacić; prędzej, czy później.
        Wszystko się rozsypie. Chyba, że Tusk sprzeda co sie da, wyzeruje deficyt,
        zablokuje podwyżki rent i emerytur (i płac w budżetówce), zmusi samorządy do
        prywatyzacji mienia komunalnego...
        Nie zrobi tego? Dlatego gromadźcie internauci zapasy na czas kryzysu!
    • biennale Re: Kryzys nadciąga... 09.11.07, 13:00
      To już nie jest prognoza. Powoli musimy oswajać się z faktem końca prosperity na
      rynkach finansowych, kreacją i wędrówką pustego pieniądza, a także radykalnymi
      różnicami pomiędzy wartością księgową i giełdową spółek kapitałowych. Czas
      wydmuszek dobiega końca. Balonik spekulacyjny pęka w wielu miejscach.
      Autorowi wątku należy złożyć gratulacje za ostrzeżenie.
      • Gość: Augustyn Fundusze tracą... IP: *.lodz.mm.pl 09.11.07, 19:12
        co mnie odrobinę martwi bo mam bardzo skromne oszczędności ulokowane w jednym z
        nich.
        Cóż. Z papierowym pieniądzem tak właśnie jest. Musi mieć pokrycie w
        Balcerowiczu! He,he. Jankesi o tym zapomnieli.
        A tak poważnie. Amerykańce pompują do gospodarki dziesiątki miliardów dolarów
        dziennie, czyli gaszą pożar benzyną. Chinole chcą gdzieś opchnąć swoje półtora
        biliona zielonych, pytanie, kto dziś kupi trefny towar? Ropa drożeje, bo dolar
        tanieje (a wiadomo, że pieniądz "neutralny" ma być, bo jak się z kimś wymieniam,
        to chcę być pewny...). Itd.
        Wszystko skończy sie niezłym bajzlem. W przyszłości pewno nie da się uniknąć
        przyjęcia jednolitych norm dotyczących polityki pieniężnej.
        Na pewno dolar nie będzie już tym, czym był.
        My się przesiądziemy na rowery.
        Ropę sie zastąpi węglem (bo o to chodzi na wolnym rynku; jak trzeba, to się
        zamienia jeden towar na drugi-ważne, żeby było na co). Ważne, żeby ten fakt
        wykorzystać do prywatyzacji kopalń.
        Nie ma tego złego. Jakoś (my ludzkość) z tego wybrniemy.
        Obyśmy się nauczyli, że nie wolno gospodarek zadłużać!
        Oczywiście ja nie jestem doktor Kropiwnicki; ten na pewno zna receptę! He,he...
    • Gość: yo! Re: Kryzys nadciąga... IP: 91.86.22.* 16.11.07, 01:35
      Co do tematu dyskusji to cos moze w tym byc. Juz wieszcz Kazik
      spiewal o tym kilka lat temu:
      Hej, hej - Mars napada
      Dookoła ludzi gromada
      Hej, hej - Mars atakuje
      Żadnej litości nie czuje
      Hej, hej - Mars napada
      Owoce pracy naszej zjada
      Hej, hej - ludkowie biedni
      Kolejny zlew powszedni
        • Gość: Augustyn A FED IP: *.gdynia.mm.pl 12.12.07, 14:14
          znowu ciachnął stopy... Czyli lecimy na dopalaczu raz jeszcze.
          Może wszyscy będą zapindalać jeszcze ciężej, efektywność wzrośnie i całość się
          dopnie.
          A jak nie... Biada!
          Tymczasem eks liberał Donald T. ucząc się od wuja Sama, "zmniejszył" deficycik o
          marne 1.5 miliarda (a i to na papierze!) i twierdzi, że jak podniesie (pensje
          budżetowym), przytnie (podatki-jakieś/kiedyś), przytaknie
          (związkowcom-wcześniejsze emeryturki), da (na "dziedziny prorozwojowe"-Bóg raczy
          wiedzieć co to takiego), to się budżetowi zwróci, a ludziom będzie się żyło
          dostatnio...
          Do kryzysu
          P.S. Kiedy spieniężać jednostki?
    • Gość: podlasiak Re: Kryzys nadciąga... IP: *.116.235.105.lapy235.tnp.pl 12.12.07, 19:56
      w polsce dzieja sie dziwne rzeczy bo oto glosuja wszyscy, ale jakims
      dziwnym trafem zawsze w rzadzie i parlamencie sa sami polscy semici,
      z autorytetami jak bartoszewski i haslami typu: "trzeba wreszcie
      skonczyc z ta polska". wniosek: ci prawdziwi polacy to idioci, bo
      jak inaczej nazwac czlowieka, ktory kieruje lufe swojego rewolweru w
      swoja skron?
        • biennale Brawo, MIchale! 13.12.07, 19:19
          Cenię to w Tobie, że zawsze pozostajesz sobą, czasem sam na sam ze swoimi
          postawami i sądami. Pod prąd i na przekór.
          Kryzys dopadnie też Łodzi. Przy rosnącym zadłużeniu i minusowym "przyroście"
          demograficznym najlepsze ratingi na niewiele się zdadzą.
          • Gość: Augustyn Jak z tego wybrnąć? IP: *.gdynia.mm.pl 14.12.07, 12:35
            Dziękuję "biennale"!
            Nie mogę, jak jakiś debil wyjeżdża z "polskojęzycznymi" gazetami, polskimi
            semitami itd.
            A wracając do tematu.
            Dobrze by było gdyby się do wątku dołączył ktoś z dużą wiedzą.
            Choroba wie, może nie będzie aż tak źle (choć dane mówią, że będzie).
            Tusku mógłby przestać sprzedawać obligacje. To by (chyba) trochę osłabiło
            złotówkę i pomogło eksporterom.
            No ale wtedy by trza ciąć (realnie) wydatki.
            A tego już POpuliści nie zrobią (władza smakuje).
            Na poziomie samorządu się wiele nie da zrobić.
            Można by probować sprzedawać mieszkania komunalne (jeszcze taniej-radni PiS-u
            przepchnęli sprzedaż po niższych cenach, ale to i tak za dużo dla ludzi
            mieszkających w kamienicach). Mienie komunalne zasysa samorządową kasę (pisze
            się od czasu do czasu o rewitalizacji i... wystarczy spacer na Pietrynie, żeby
            zobaczyć co z tego pisania wynika) i jest "zamrożonym" kapitałem (nie pracuje,
            nie można go pomnażać, zaciągać kredytów hipotecznych itd.).
            W Radzie nikt jednak nie myśli, jak pomnażać łódzki majątek. Koledzy się
            skupiają na dzieleniu (to się nazywa: dyskusja budżetowa). Czasami im przychodzi
            do głowy Rubik za 100 tysięcy, czasami choinka za 60 parę...
            Szkoda mojej pisaniny.
            Hej
    • biennale Re: Kryzys nadciąga... 19.12.07, 20:19
      Michał Augustyn trafnie to określił: kryzys nadciąga...
      Zdarzy się wiele:
      www.bankier.pl/wiadomosc/Saxo-Bank-W-2008-r-ropa-po-175-USD-spadki-na-gieldach-do-40-proc-1686827.html
      • Gość: gosc GPW: Oznaki przesilenia IP: *.gprs.plus.pl 15.01.08, 18:42
        Obłędna wyprzedaż akcji od początku stycznia to efekt skumulowanej
        reakcji posiadaczy jednostek funduszy inwestycyjnych. W pierwszej
        części poniedziałkowej sesji doszło do swoistego paradoksu.

        W czasie, gdy indeksy europejskie wybijały się w górę, w Warszawie
        masowa wyprzedaż ciągnęła wszystko w dół. Spadały już nie tylko małe
        i średnie spółki - WIG20 przekroczył 3200 pkt. i około 13-tej
        znalazł się przeszło 2 proc. pod kreską. Jednak marsz na południe
        wbrew nastrojom światowym nie mógł trwać zbyt długo.

        Około 14-tej popyt zaatakował śmielej. Za dużymi spółkami ruszył też
        mWIG40, który od 2 tygodni spadał właściwie bez korekt. Do końca
        sesji spora część strat została odrobiona. W efekcie na wielu
        wykresach zagościły świece o kształcie młota. Wynika z tego taki
        wniosek, że jeśli sesja w USA zakończy się pozytywnie, wtedy we
        wtorek nastąpi wyższe otwarcie. Będzie to potwierdzeniem formacji
        młota. Jeśli wtorek zakończy się na wyższych poziomach, to czekają
        nas większe wzrosty, o zasięgu co najmniej 200 pkt. Scenariuszowi
        temu nie przeczy wykonana już właściwie formacja RGR ze szczytem
        głowy 11 grudnia.

        Z drugiej strony wykresy w USA wiszą na przepaścią. Jeśli dojdzie do
        załamania nastrojów, to możemy być świadkami sesji ze spadkiem DIJA
        np. o 500 pkt. Napór wycofywanych środków z TFI nie wygaśnie z dnia
        na dzień. Tym bardziej, że umorzenia realizowane są z pewną zwłoką.
        Banki przeżyły w piątek wyjątkowy nawał klientów, którzy panicznie
        zareagowali widząc jak środki im maleją z dnia na dzień o kilka
        procent. Ten napór nie jest do utrzymania na dłuższą metę. Można go
        określić jeszcze na maksimum tydzień lub dwa.

        Widząc tak niskie ceny wielu fundamentalnie silnych spółek nie
        sposób się nie dziwić. Są wśród nich takie, które w przypadku
        likwidacji firmy po sprzedaży majątku, przyniosłyby znacznie większy
        zwrot na akcję niż aktualna cena giełdowa. Takie paradoksy powstają
        tylko wskutek emocji, bo przecież perspektywy naszej gospodarki nie
        są aż tak złe.

        www.money.pl/gielda/komentarze/artykul/gpw;oznaki;przesilenia,43,0,313387.html

        • Gość: Augustyn Cena akcji do realnej IP: *.gdynia.mm.pl 15.01.08, 19:01
          wartości firmy może oczywiście wyglądać tak jak piszesz, ale do czasu.
          Jeżeli łubudu w USA będzie na tyle duże, że przyjdzie recesja, to i wartości
          (realne) polskich firm polecą, bo im sprzedaż spadnie.
          Spirala recesji się nakręci i będzie pozamiatane.
          Ja w każdym razie przegapiłem moment na sprzedanie swoich jednostek.
          Może Fed ciachnie stopy i się trochę odkuję, ale bardziej prawdopodobne jest to,
          że dałem ciała i stracę swoje skromne oszczędności.
          Trudno za debilizm i wiarę w system oparty na kredycie trzeba zapłacić.
          Hej
          • biennale Stało się 15.01.08, 21:35
            Będzie to miało wpływ na giełdę, spowolnienie, recesję, podwyżki stóp
            procentowych, niewypłacalność firm, mniejsze przychody budżetowe. Zagrożone będą
            inwestycje i bezrobocie znów wzrośnie.
            Niestety, takie są koleje losy życia na krechę, hazardu moralnego i słabej
            edukacji ekonomicznej. Zawiniła też globalna nierównowaga i pogoń za wskaźnikami
            ekonomicznymi.
            Nie wzrost jest najważniejszy lecz rozwój we wszystkich dziedzinach.
            Jakość życia - Human Developepment Index.
            • Gość: Augustyn Re: Stało się IP: *.lodz.mm.pl 15.01.08, 23:06
              Jeszcze się nie stało biennale!
              Póki co recesji nie ma. System działa od dawna na wariackich papierach.
              Z edukacją masz rację. Przypomnę choćby fakt jak niewielu ludzi zdaje sobie
              sprawę, że pieniądze pożyczane od banku nie pochodzą z depozytów, ale są nowym
              pieniądzem dłużnym (stąd m.in. długi, które nigdy nie będą spłacone; nie
              pamiętam ile trylionów dolarów wisi wuj Sam).
              Jeżeli czarny scenariusz się sprawdzi (cięcia Fedu, bo będą na pewno, nie ruszą
              trupa do tanga), to rację mieli i mają anarchiści (libertarianie) opisujący
              współczesny system jako szyderstwo z wolnego rynku.
              Nie wiemy jednak jak wpłyną na rynki zapasy zgromadzone np. przez Chińczyków.
              W każdym razie tak, czy siak, bankierzy pokazali jak destrukcyjny wpływ na losy
              Kowalskich i Smithów mieć mogą.
              Cóż-w łeb sobie nie strzelę, jak stracę to, co mam.
              Jak przyjdzie wielkie jebudu to stracą wszyscy (marne to dla mnie
              pocieszenie-he,he).
              Do zrobaczenia
              • Gość: gru Re: Stało się IP: *.toya.net.pl 17.01.08, 23:54
                wuj Sam to jak wiesz drukuje dolary sam i wydaje na świecie !
                bo jest genialnie niematematyczny ale przy wielkości USA to nie ma recesji ,tam
                takie coś nie istnieje narazie to propaganda EU dla ochrony tzw.EURO opartego na
                ekonomii socjalizmu.
                i pamiętajmy że prowadzi sobie wojnę o cos tam ? z to kosztuje..
                • biennale Światową gospodarkę czeka pewny krach 18.01.08, 07:35
                  Nie ma się co oszukiwać,
                  "Polska będąc krajem rozwijającym się, podobnie jak inne rynki wschodzące, jedna
                  z pierwszych odczuje skutki kryzysu w postaci odpływu inwestycji zagranicznych -
                  pisze w DZIENNIKU amerykański ekonomista Joseph Stiglitz"
                  www.dziennik.pl/gospodarka/article110130/Swiatowa_gospodarke_czeka_pewny_krach.html
                  • Gość: gru urocze bełkoty profesorka .......strata czasu.... IP: *.toya.net.pl 18.01.08, 12:00
                    tak kryzys dotknie kraje rozwiniente
                    bo niemiec odczuje z 5-10% bo sprzeda do USA mniej BMW czy AUDI
                    a Polska? nic nie będzie czuła poza propagandą o "wielkim kryzysie"
                    jakby Joseph Stiglitz był ekonomistą apolitycznym to napisał by że w UE
                    n.p. w Polsce, dochodzi do niesamowitego kryzysu ! np. w polsce zarabia sie
                    równowartość 300 litrów ropy a w niemczech 1200 litrów przez pracownika
                    obsługującego identyczna maszynę ! i co jest to wynik ekonomicznego wyboru
                    polskiego pracownika ?
                    wymyslanie że wielki kryzys będzie odpowiedzialny za sytuacje w polsce jast
                    takim samym biadoleniem jakby plamy na słońcu miały wpływ na gospodarkę polski!

                    jak jesteśmy w kryzysie to kolejny jest tylko w propagandzie,
                    jak jest biedak co jest głodny bo nie pracuje w fabryce to jak zlikwiduja
                    febrykę to on nie odczuje więcej głodu, zacznaja go odczuwać byli pracownicy
                    fabryki! biedakowi jest to obojetne
                    • biennale Rynek azjatycki? 21.01.08, 08:46
                      To ryzykowna hipoteza. Chiński rynek finansowy choć oparty o dobre wskaźniki
                      zdradza oznaki przewartościowania. Ich nadwyżki oparte są o papiery
                      amerykańskie, a te jak wiadomo, staja się coraz słabsze.
                      Mity o niskich stopach procentowych jako remedium na rozwiązanie problemu jest
                      zjawiskiem sprawdzonym na gruncie gospodarki Japonii (0,5%) i niechęci
                      tamtejszych przedsiębiorców do ryzyka. Przeważa niepewność, zjawisko
                      niemierzalne i groźne.
                      Niski pułap stóp procentowych w USA doprowadził do uruchomienia zjawiska
                      mnożnikowej kreacji pieniądza i jego nadmiernej podaży na rynkach. Teraz ten
                      pieniądz nie mający pokrycia paruje, a góry wartości rynkowych akcji topnieją.
                      Przyjrzyj się dzisiejszym indeksom azjatyckich tygrysów: spadki pod 3,5%!
                      finance.yahoo.com/#market_summary_asiaP.S.
                      Znajdujemy się w ciekawym momencie gospodarki niepewności i znacznych
                      przewartościowań ekonomicznych.
                      • Gość: Augustyn Prawie się zgadzam Biennale. IP: *.gdynia.mm.pl 21.01.08, 17:12
                        To, co Azjaci trzymają w innych niż pieniądz papierach wartościowych jedzie w
                        dół.
                        Ale Singapur, Pekin itd. to również żywa gotówa.
                        Pytanie, jak odkupienie części własności pomoże rynkowi.
                        Ty piszesz o kreowaniu pustego pieniądza przez rząd i przyzwolenie na radosną
                        twórczość banków (przypominam tym, co jakoś przeoczyli ten fakt, ze większość
                        pieniądza to dług po prostu; za każdym razem, gdy bierzemy kredyt, bank kreuje
                        nowy pieniądz).
                        Pytanie, na ile pieniądz "realny" vel namacalny, może uratować sytuację. I czy
                        rzeczywiście jest realny (jest wartością, a nie długiem). Bo Jankesi go
                        drukowali bez opamiętania licząc, ze nie będzie użyty.
                        Amerykanie żyli bez oszczędności, ale Azjaci (i nie tylko-Norwegowie też) je
                        mają i mogą (chyba) użyć. Jak to się spotka z Keynesizmem Buszmena i Feda, to
                        efekt może być odwrotny do zamierzonego.
                        Prawdopodobnie wszystko się rozdupcy jednak.
                        System (monetarny) jest tak popierniczony, że konia z rzędem temu, kto z tego
                        wybrnie.
                        • biennale Re: Prawie się zgadzam Biennale. 22.01.08, 09:01
                          Problem w tym, że generalnie rynkom brakuje pieniędzy. Zwróć uwagę, że z rynków
                          azjatyckich w ciągu kilku dni wyparowało już ponad 5 bilionów dolarów. Podobno
                          krąży po świecie ponad 550 bilionów pustego pieniądza.
                          Największe skutki odczują ci, którzy pożyczyli pieniądze z banków aby
                          zainwestować na giełdzie. Skutki odczują także zadłużony system finansów
                          publicznych, w tym także samorządy.
                          Owczy pęd do życia na kredyt dał się zauważyć w Polsce, w Łodzi, w niemal
                          każdej rodzinie. A jak sam doskonale wiesz, wzrost oparty na popycie wewnętrznym
                          napędzanym kredytami szybko i boleśnie sie skończy. Bilans handlowy mamy
                          niekorzystny już od dłuższego czasu.
                          Na marginesie, czy zauważyłeś aby światły ekonomista rządzący Łodzią zwrócił się
                          do mieszkańców i zapewnił, że posiada plan awaryjny na wypadek kłopotów
                          gospodarczych? zamiast tego mamy tematy zastępcze: foliówki, Święto Trzech
                          Króli, etc.
                          • Gość: Augustyn Kropa to dziecko PRL-u IP: *.lodz.mm.pl 22.01.08, 12:42
                            Już to pisałem; dla Ciebie Biennale powtarzam.
                            Kropiwnicki jest wyznawcą Keynesa, czyli tego, co stało się przyczyną
                            katastrofy. Jerzy wierzy, że można żyć na kredyt, a jak są kłopoty, to nawet
                            trzeba. Zawsze nienawidził profesora Balcerowicza, Grabowskiego itd. Czego więc
                            się spodziewasz? Że przygotuje plan? Przecież teorie, za które dostawał kasę,
                            których bronił w dysertacjach, dzięki którym trwał w polityce (w ZChNowskim
                            antybalcerowiczowym szambie)... właśnie idą w ...
                            Pytanie jak dotrzeć z przekazem do ludzi? Armagedon (bo masz rację, że
                            najprawdopodobniej będzie dramat) obudzi w Polakach potwory (wylezą kompleksy,
                            chamstwo, ignorancja i homo sovieticus).
                            Kropa nie ma planu, Donek nie ma planu...
                            Mówisz, że pieniądz przetrzymywany przez banki centralne też jest pusty? Może...
                            A libertarianie (i nie tylko-bo austriacka szkoła ekonomii też) piszą o
                            zadłużonym pieniądzu od dziesiątek lat. U nas tylko chłopaki z UPR-u mieli
                            odwagę podważać "prawdy" głoszone przez wielkonakładowe media (wyjątkiem jest
                            bidul Gadomski).
                            Na pierwszych stronach okrągłe stoły, żądania podwyżek (w takich
                            okolicznościach!!!), relacje polsko-rosyjskie i rozpad związku jakiejś "gwiazdy".
                            Świat jest zaludniony kretynami Biennale. Zero wiedzy, zero zasad, zero...
                            Jeżeli będzie rzeczywiście wielkie jebudu, to znienawidzę demokrację i tzw. lud
                            do reszty.
                            Hej
      • Gość: ostrożność sądu Kłopoty samorządów IP: *.toya.net.pl 04.02.08, 21:35
        Wzrosną długi samorządów?
        Pogorszenie koniunktury gospodarczej może w 2008 roku spowodować spadek dochodów
        podatkowych samorządów, a presja na wzrost wydatków może rosnąć ze względu na
        żądania płacowe w oświacie.
        Efektem może być pogorszenie wyników operacyjnych samorządów i wzrost zadłużenia
        - ocenia agencja ratingowa Fitch.
        - Samorządy lokalne mogą odnotować znacznie mniejszy wzrost dochodów podatkowych
        niż w latach ubiegłych, m.in. ze względu na pogorszenie się koniunktury
        gospodarczej. Fitch szacuje, że wzrost PKB wyniesie 5,5 proc., podczas gdy w
        latach 2006-2007 wynosił ponad 6 proc. rocznie - napisali analitycy Fitch w
        raporcie.
        - Dodatkowo wzrost dochodów z PIT, drugiego, co do wielkości źródła dochodów
        samorządów, może być niższy niż w latach ubiegłych w związku z wprowadzeniem
        przez państwo ulgi z tytułu wychowywania dzieci - dodaje Fitch.
        Agencja przypomina, że zgodnie z prognozami Ministerstwa Finansów w wyniku ulgi
        prorodzinnej samorządy stracą ok. 3,4 mld zł, co stanowi ok. 16,7 proc. ich
        wpływów z podatku PIT w 2006r.
        Częściowo strata ta może zostać zrekompensowana przez rosnące zatrudnienie oraz
        wyższe płace.
        Jednak wzrost wynagrodzeń - zwłaszcza w oświacie - może stanowić kolejny problem
        dla samorządów.
        - W 2008 roku może wzrosnąć presja na wydatki operacyjne samorządów w związku z
        planowanym wzrostem płac nauczycieli.
        Wydatki samorządów lokalnych na edukację są współfinansowane przez państwo z
        części oświatowej subwencji ogólnej. Jednak otrzymywane środki finansowe są
        niewystarczające nawet na sfinansowanie wydatków na wynagrodzenia. Różnica
        pomiędzy otrzymywaną subwencją oświatową, a faktycznymi wydatkami na edukację, z
        których ponad 80 proc. to wydatki na wynagrodzenia, powiększa się - ocenia Fitch.
        Analitycy agencji uważają, że presja na wydatki operacyjne oraz mniejszy wzrost
        dochodów podatkowych mogą spowodować pogorszenie się wyników operacyjnych
        samorządów.
        - Powyższe czynniki oraz wysokie wydatki inwestycyjne w latach
        2008-2013 wpłyną na wzrost zadłużenia samorządów. Pomimo tego, że co najmniej od
        czterech lat rozważana jest reforma finansów publicznych, rok 2008 nie
        przyniesie żadnych znaczących zmian w tej kwestii. Nowy rząd rozważa dalszą
        decentralizację zadań, ale żadne decyzje nie zostały jeszcze podjęte - piszą w
        raporcie.
        Według oceny Fitch w 2007 roku zadłużenie samorządów wzrosło o około 2 mld zł,
        ale nie powinno to mieć negatywnego wpływu na ich zdolność kredytową biorąc pod
        uwagę rosnące dochody oraz lepsze wyniki finansowe na poziomie operacyjnym.
        Agencja uważa, że mimo wzrostu zadłużenia związanego z większymi inwestycjami w
        kolejnych pięciu latach, dług w relacji do dochodów bieżących powinien pozostać
        na bezpiecznym poziomie.
        - Niezbędnym jest, aby samorządy generowały odpowiednie wyniki na poziomie
        operacyjnym, gdyż nadwyżka operacyjna powinna stanowić główne źródło spłaty
        zadłużenia - ocenia Fitch.
            • Gość: symptom Pomruki nadchodzącej burzy IP: *.toya.net.pl 12.02.08, 13:12
              Symptomy nadciągającego kryzysu

              *Amerykański rynek nieruchomości ma problemy: coraz mniejszy jest popyt na nowe
              domy, a ludzie mają problemy ze spłatą kredytów hipotecznych

              *Rośnie zadłużenie na amerykańskich kartach kredytowych

              *Ropa gwałtownie drożeje, co powoduje podwyżki cen towarów i usług

              *Wzrasta inflacja, co pociąga za sobą spadek konsumpcji i kłopoty w handlu i
              przemyśle

              * Spada amerykańskie PKB, co pociąga za sobą spowolnienie tempa wzrostu na całym
              świecie

              *Rozpowszechnienie giełdy spowodowało napływ inwestorów amatorów. Nerwowo
              reagują na spadki na Wall Street, co coraz bardziej destabilizuje rynki finansowe

              * Złoto idzie w górę. W sytuacjach kryzysowych jest pewniejsza lokatą niż dolar
              czy euro

              * Spadek wartości dolara prowadzi do recesji w USA
              • Gość: groźnie śmiesznie Pomruki nadchodzącej katastrofy IP: *.toya.net.pl 20.02.08, 11:59
                Etapy finansowej katastrofy według profesora Nouriela Roubiniego:
                1. To najgorsza recesja w historii amerykańskiego rynku nieruchomości. Ceny
                domów, jego zdaniem, spadną w porównaniu z punktem szczytowym o 20 do 30
                procent, co oznacza, że gospodarstwa domowe zubożeją o 4000-6000 miliardów
                dolarów. Dziesięć milionów gospodarstw domowych znajdzie się na minusie – to
                dość, by mnóstwo domów wystawiono na licytację, a liczne firmy budowlane
                zbankrutowały.
                2. Dalsze straty, przekraczające szacowane obecnie 250-300 miliardów dolarów z
                tytułu ryzykownych kredytów hipotecznych. Około 60 procent wszystkich kredytów
                hipotecznych udzielonych między rokiem 2005 i 2007 "zostało przyznanych w sposób
                szalony i szkodliwy", twierdzi profesor Roubini. Goldman Sachs szacuje straty z
                tytułu kredytów hipotecznych na 400 miliardów dolarów. Jeżeli jednak ceny domów
                spadną o więcej niż 20 procent, straty będą dotkliwsze. To jeszcze bardziej
                ograniczy zdolność banków do udzielania kredytu.
                3. Głębokie straty na niezabezpieczonych kredytach konsumenckich: kartach
                kredytowych, kredytach motoryzacyjnych, pożyczkach studenckich i tak dalej.
                "Kryzys kredytowy" przeniesie się z segmentu hipotecznego na cały obszar kredytu
                konsumenckiego.
                4. Obniżenie wiarygodności kredytowej dla ubezpieczycieli obligacji nie
                zasługujących na rating AAA, niezbędny by działać w tym biznesie. Konsekwencją
                będą dalsze odpisy na sumę 150 miliardów dolarów z tytułu inwestycji w papiery
                zabezpieczone aktywami.
                5. Krach na rynku nieruchomości komercyjnych.
                6. Bankructwo dużego regionalnego lub narodowego banku.
                7. Wielkie straty z tytułu lekkomyślnie przeprowadzanych operacji wykupów
                lewarowanych. Setki miliardów dolarów z pożyczek udzielanych na ten cel spoczywa
                dziś w bilansach instytucji finansowych.
                8. Fala korporacyjnych upadłości. Generalnie amerykańskie firmy są w niezłej
                kondycji, ale wiele z nich ma niską rentowność i jest potężnie zadłużona. Takie
                upadłości przyczynią się do dalszych strat w segmencie "swapów na wypadek
                niewypłacalności", które ubezpieczają tego rodzaju dług. Straty mogą sięgnąć 250
                miliardów dolarów i spowodować bankructwo niektórych ubezpieczycieli.
                9. Kryzys w "finansowej sferze cienia". Sytuacja funduszy hedgingowych i innych
                specjalnych wehikułów inwestycyjnych stanie się tym trudniejsza, że nie mają one
                bezpośredniego dostępu do pożyczek z banków centralnych.
                10. Wyprzedaż akcji na giełdzie. Upadek funduszy hedgingowych i kurczenie się
                marż oraz zakładanie krótkich pozycji może doprowadzić do lawinowego spadku cen.
                11. Radykalne ograniczenie płynności na licznych rynkach finansowych, w tym na
                rynku międzybankowym i pieniężnym. Oprócz tego wzrosną obawy o wypłacalność
                poszczególnych graczy.
                12. Błędne koło strat, wycofywania kapitału, utrudnień w dostępie do kredytu,
                wymuszonej likwidacji i panicznej wyprzedaży aktywów poniżej ich ceny
                fundamentalnej".
                • Gość: Augustyn A może jednak nie... IP: *.lodz.mm.pl 25.02.08, 13:50
                  Pytanie, czy to takie proste jest...
                  Widzisz system "dłużnego" pieniądza działa jednak od lat kilkudziesięciu. Banki
                  kreują nowy pieniądz (pieniądz jako dług, a nie wartość) nie od wczoraj.
                  Z kolei pieniądz oparty na złocie też swoje wady miał.
                  Dopóki wytwarzamy więcej i więcej towarów i usług, dopóty system ma szanse się
                  kręcić (choć sam przyrost dóbr nie musi nas uratować od katastrofy)
                  W Skandynawii już postuluje się konieczność podwyższenia bankowych zapasów
                  (czyli zasobów właściciela i depozytów bankowych) w relacji do ilości nowego
                  pieniądza (kreowanego każdorazowo wtedy gdy bank udziela Ci kredytu).
                  Efekt domina (motyla jak wolisz) może się pojawić, ale nie musi.
                  Jakoś na dniach rząd Kataru zaczął kupować po kawałku banki, które znalazły się
                  w kłopotach. Wschód pompuje więc w Zachód pieniądze, które zarobił i oszczędził.
                  Motyla można więc ukatrupić zanim zacznie merdać skrzydełkami.
                  Nikt nie wie, jak na tzw. światową gospodarkę mogą dziś wpłynąć Chiny i Indie.
                  Zamieszanie jest spore, system działa na wariackich papierach, katastrofa może
                  nadejść, ale nie musi.
                  • biennale jednak tak... 25.02.08, 15:54
                    Robert Kiyosaki świetny pisarz i ekonomista twierdzi, że przypadki Enronu,
                    WorldComu, a także nagłe spadki na rynku giełdowym zachwiały zaufanie
                    inwestorów. Jednak najgorsze dopiero nadejdzie; krach na giełdzie, a dla których
                    dla których fundusze inwestycyjne są jedynym instrumentem inwestycyjnym mającym
                    zapewnić im dochód na emeryturze to iluzje. Nieuchronnie zbliżamy się do
                    największego w historii krachu na rynku. Kryzys finansowy dotknie USA, a
                    następnie wszystkie rynki zachodnie, gdy na emeryturę zaczną przechodzić ludzie
                    urodzeni w czasie powojennego wyżu demograficznego. Tylko w USA ich liczba może
                    sięgnąć nawet 83 milionów. Gdy zaczną oni wypłacać swoje oszczędności, rynki
                    giełdowe załamią się, ponieważ odpłyną z niego ogromne ilości pieniędzy. A
                    prognozy te nawet nie uwzględniają i tak już niestabilnej bieżącej sytuacji na
                    giełdzie; duże spółki bankrutują, co sprawia, że indeks Dow Jonesa gwałtownie spada.
                    Może jednak czas przygotować się na taką ewentualność?
                    • Gość: leo jednak tak... Greenspan IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.08, 11:48
                      Greenspan znowu straszy recesją

                      - Obecne problemy finansowe są głębsze niż te, które występowały wcześniej, więc
                      nie byłbym zdziwiony, gdyby recesja była głębsza niż dwie poprzednie, płytkie –
                      powiedział wczoraj Alan Greenspan, były szef Fed. Zarówno w opinii Greenspana
                      jak i innych analityków w przeciągu ostatnich miesięcy prawdopodobieństwo
                      wystąpienia recesji w USA zwiększyło się do ok. 50 proc. Greenspan spodziewa się
                      ponadto dalszych wzrostów cen ropy oraz spadków transakcyjnych cen domów.
                      • Gość: leo Re: jednak tak... Stiglitz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.08, 11:54
                        Stiglitz: Gospodarka USA prawdopodobnie w recesji
                        DI, Bloomberg, PAP 26.02.2008 11:42

                        Gospodarka USA prawdopodobnie jest w recesji - ocenił we wtorek laureat nagrody
                        Nobla z ekonomii Joseph Stiglitz. Stwierdził, że w amerykańskiej gospodarce
                        widoczne jest bardzo znaczące spowolnienie.
                        Dodał, że były szef Fed Alan Greenspan w dużej mierze odpowiada za spowolnienie
                        w USA. "Greenspan ma rację, że obecne załamanie będzie najgorsze od 25 lat, ale
                        on w dużej mierze za nie odpowiada" - powiedział Stiglitz.

                        Według Stiglitza, Greenspan był "aktywnym promotorem" bańki na amerykańskim
                        rynku nieruchomości.

                        Stiglitz ocenił, że obecny szef Fed Ben S.Bernanke zbyt późno przystąpił do
                        obniżek stóp procentowych. Określił cięcia stóp przez Fed jako "paniczne" działanie.
                    • Gość: Augustyn A Wschód? IP: *.lodz.mm.pl 26.02.08, 16:36
                      Drogi Biennale!
                      Być może Armagedon nadchodzi. Mieliśmy rację, pisząc jesienią o zbliżającym się
                      kryzysie.
                      Warto jednak uwzględnić te zmienne (czynniki), które mogą złagodzić wstrząsy.
                      W odróżnieniu od końcówki lat 20tych XX wieku, mamy dziś dość mocne gospodarki
                      państw U.E. (nawet Polska, czy Rumunia, to nie to samo, co w międzywojniu). Mamy
                      Chiny i Indie. Arabów z ich nadwyżkami (góra zielonych) mamy.
                      Recesja (a może tylko takie "spowolnienie" bliskie zeru?) chyba w USA będzie (na
                      razie ujemnego wzrostu nie ma, co by noblista Józef Stiglitz nie pisał). W
                      Europie też tąpnie.
                      Ale czy nadchodzi katastrofa? Może tak.
                      A może z wiosną i dobre wieści z rynków płynąć zaczną? Kto wie?!
                      A przygotowywać się na katastrofę gospodarczą chyba nie warto. Bo niby jak?
                      • biennale Re: A Wschód? Jest to możliwe 27.02.08, 13:20
                        Gość portalu: Augustyn napisał(a):

                        W odróżnieniu od końcówki lat 20tych XX wieku, mamy dziś dość mocne gospodarki
                        państw U.E. (nawet Polska, czy Rumunia, to nie to samo, co w międzywojniu). Mamy
                        Chiny i Indie. Arabów z ich nadwyżkami (góra zielonych) mamy.
                        Recesja (a może tylko takie "spowolnienie" bliskie zeru?) chyba w USA będzie (na
                        razie ujemnego wzrostu nie ma, co by noblista Józef Stiglitz nie pisał)"

                        Zgadza się. Gospodarki mocne ale i segment wydatków sztywnych w budżecie coraz
                        większy.

                        Jednak jak twierdzi Roger Bootle, dyrektor zarządzający Capital Economics i
                        doradca komisji skarbu brytyjskiej Izby Gmin rośnie ryzyko kryzysu podobnego jak
                        w latach 30. – Jest możliwe, że będziemy mieli powtórkę z lat 30. Może być tak
                        poważnie, jak w 1929 roku. Dzięki temu iż władze monetarne wyciągnęły wnioski z
                        poprzednich kryzysów i nauczyły się przeciwdziałać pogłębianiu dekoniunktury,
                        prawdopodobieństwo znacznego spowolnienia gospodarczego jest bardziej
                        prawdopodobne niż globalnej depresji. Możliwe jest wykorzystanie instrumentów
                        fiskalnych i uruchomienie rezerw przez kraje, które w ostatnim czasie je
                        nagromadziły (Chiny i kraje arabskie).

                        Zmieni się przez to globalny system geopolityczny. Inaczej wyglądać może Europa.

                        • Gość: Augustyn Re: A Wschód? Jest to możliwe IP: *.lodz.mm.pl 28.02.08, 13:58
                          I od razu inaczej Biennale się poczułem. Szczypta optymizmu to żaden wstyd.
                          A to, że polski budżet ma syfiastą strukturę, to oczywiste.
                          Dopóki jednak jakoś się kręci, "lud ciemny" poprze każdego "cudotwórcę".
                          Nie wiem, czy czytałeś wywiad z Bonim (chyba w Polityce), ale lektura to smutna.
                          Z formacji (w deklaracjach) liberalnej PO przechodzi (zdaniem Boniego) na
                          pozycje skandynawskich socjaldemokracji; czyli redystrybucja jak najbardziej,
                          pomoc socjalna ma się zwrócić z nawiązką, "inwestycje" w edukację tez itd.
                          Oczywiście na to wszystko ma zarobić rynek, który spłaci też zaciągnięte
                          zobowiązania.
                          Co do nauki, jaką miały wynieść rządy i banki centralne z krachu lat 30tych, nie
                          zgadzam się z Tobą. Jeżeli jakiś bank udzielił wariackich kredytów, to powinien
                          sobie radzić sam z kłopotami. Teraz jest tak, że zyski mają bankierzy, a jak
                          przychodzą kłopoty, to płaci podatnik.
                          Za każdy obiad ktoś musi zapłacić (to ś.p. Milton). Za tzw. agresywną politykę
                          monetarną FEDu zapłacimy wszyscy.
                          A że system globalny sie zmieni? Jasne, że się zmieni.
                          Pozdrawiam.
                          • biennale Globalne tsunami 29.02.08, 08:15
                            Nie rozróżnia stron świata. Posiada ono tez swoją ozdrowieńczą rolę. Przywróci
                            właściwe proporcje skłonności do oszczędzania i konsumpcji. Nauczy szacunku do
                            pieniądza i przywróci zaufanie do rynków finansowych. Może skończy się budowanie
                            bizantyjskich obiektów, które z zderzeniu z nieodległą przyszłością staną
                            pomnikami niegospodarności.
                            Wchodzimy w nową epokę dostępu do wiedzy, dóbr intelektualnych, artystycznych
                            środków wyrazu. Jurny materializm przejdzie do lamusa wraz z reliktami
                            statycznego myślenia.
                            Pozdrawiam!
                            • Gość: Augustyn Jurny materializm jest o.k. IP: *.gdynia.mm.pl 29.02.08, 20:50
                              Biennale!
                              Skąpcy, chciwcy, materialiści nie są największą zakałą tego świata!
                              Chęć bogacenia się to znacznie bezpieczniejsze uzależnienie od np.
                              zaangażowanego rewolucjonizmu.
                              Niech więc ludziska się bogacą. To nie zbrodnia.
                              Ja myślę tak: USA wejdą teraz w stan "rozedrgania". Inflacja, stopy raz w dół
                              raz w górę (bo inflację trza będzie zdusić), bezrobocie tak koło 10%... Europa
                              też jęknie (u nas wzrost w przyszłym roku będzie między 1.5-2%, bezrobocie znowu
                              17-18%-kto się założy o 100 złotych?). Ale Wschód da czadu! I uratuje nasze
                              dupy... Ameryka Pd. tez ma się nieźle (nawet Argentyna!), bo popyt na surowce
                              jest ogromny. W każdym razie: zamiast głupiej tarczy, czas myśleć o tym, jak
                              zarobić kasę w Rosji, zamiast podniecać się Euro, trzeba myśleć o ukraińskich
                              czarnoziemach (Chińczycy chcą jeść!!!)itd. Dobrze będzie. Ale najpierw będzie źle...
                              • biennale Wieści z Azji i Australii 03.03.08, 07:11
                                nie są najlepsze. Spadki na tamtejszych rynkach potwierdzają kryzys globalny.
                                Nie przypadkowo Bernanke wieszczy bankructwo wielu banków, których strategia
                                polegała na ściganiu z innymi i walce o sprzedaż, a tym samym zyski. City Group,
                                Millenium są w wielkich opałach. Grupa AIG tak przyjaźnie reklamująca w mediach
                                swoje produkty przyznaje się do kilkunastu miliardów USD strat.
                                Zobacz, Augustynie rosnący w zawrotnym tempie wskaźnik WIGOR. On wyjaśnia naturę
                                trudnego pieniądza i rosnącą niepewność i nieufność sektora bankowego względem
                                siebie. Jeszcze parę miesięcy temu Twoje opinie traktowane były jako strachy na
                                lachy.
                                Jak myślisz, dlaczego prezydent miasta ekonomista jest taki smutny?
                                • Gość: Augustyn Kropa smutny? IP: *.lodz.mm.pl 03.03.08, 20:23
                                  A co mnie to obchodzi Drogi Biennale?! To jest ekonomista-keynesista i dziecko
                                  PRL-u (już to pisałem). Widzi (?) klęskę teoryj, w które wierzył (wiesz, że
                                  Kropa nienawidzi Balcerowicza, Grabowskiego, Bauca...).
                                  FED się miota (dzisiaj słyszałem asekuracyjna wypowiedź określającą działania
                                  banku jako "sprzeczne z większością teorii ekonomicznych"; coś tam przebąkiwał
                                  B. o możliwości podniesienia stóp i duszenia inflacji).
                                  W Azji tracą indeksy, ale to nie musi oznaczać katastrofy. Ważne jest, jak
                                  Azjaci wykorzystają rezerwy.
                                  W Rosji do gry wchodzi nowy car. Ciekawe jak wykorzysta kryzys Zachodu.
                                  Kilkanaście miliardów strat dla AIG jest do przełknięcia.
                                  WIGOR-u nie oglądałem. Zrobię to.
                                  Będzie źle, ale za dwa/trzy lata znowu ruszymy do boju.
                                  P.S. Szkoda Polaków w Anglii i Irlandii. Za dwa, góra trzy miesiące zaczną
                                  wracać. Bezrobocie jesienią znowu będzie koło 17%.
                                  Nie cieszę się, że miałem rację.
                                  Tym bardziej, że sam "tracę" swoje oszczędności.
                                  • biennale Dekompozycja systemu 04.03.08, 07:54
                                    Gość portalu: Augustyn napisał(a):

                                    > Kropa nienawidzi Balcerowicza, Grabowskiego, Bauca...).
                                    Nie stworzył przy okazji żadnej interesującej teorii. Na UŁ świecił światłem
                                    odbitym prof. Janusza Górskiego.

                                    > FED się miota (dzisiaj słyszałem asekuracyjna wypowiedź określającą działania
                                    > banku jako "sprzeczne z większością teorii ekonomicznych"; coś tam przebąkiwał
                                    B. o możliwości podniesienia stóp i duszenia inflacji).

                                    Niestety, ale Warren Buffett uważa, że amerykańska gospodarka jest już w
                                    recesji, nawet jeśli nie spełnia jeszcze przyjętej przez ekonomistów definicji.
                                    W dłuższej perspektywie amerykańska gospodarka znów będzie zdrowa.
                                    - Za jakiś czas moje dzieci będą żyć lepiej niż ja, chociaż w to nie wierzą –
                                    powiedział Buffett.

                                    > Będzie źle, ale za dwa/trzy lata znowu ruszymy do boju.

                                    Masz rację i dlatego należy o tym mówić już teraz, a nie tkwić w schematach
                                    skrojonych według nieaktualnych dziś schematów myślowych.
                                    > P.S. Szkoda Polaków w Anglii i Irlandii. Za dwa, góra trzy miesiące zaczną
                                    wracać. Bezrobocie jesienią znowu będzie koło 17%. Nie cieszę się, że miałem
                                    rację. Tym bardziej, że sam "tracę" swoje oszczędności.

                                    Wszyscy odczujemy skutki recesji. Zauważasz, że już sam fakt wysokiej inflacji
                                    oznacza okradanie obywateli z ich oszczędności (77% obywateli takowych nie
                                    posiada). Na dodatek zabawa w tzw. "koszyk inflacyjny, do którego wrzuca się to
                                    co wygodne dla statystyki jest mało eleganckim kreatywnym zabiegiem. Jestem Ci
                                    niebywale wdzięczny, że poruszyłeś problem o wiele bardziej istotny, a
                                    mianowicie edukację ekonomiczną, zdolność do wyciągania wniosków, formułowania
                                    strategii postępowania. Może w ten sposób potrafimy doszukiwać się istotnych
                                    przyczyn stanu rzeczy i oceniać rządzących według skuteczności ich oddziaływania
                                    na nasze bezpieczeństwo, wolność i odpowiedzialność.
                                    P.S. Określenia "jurny materializm" ożyłem celowo dla zdystansowania wobec
                                    zjawiska pompowania szeregu "baniek inwestycyjnych" i propagowania idei
                                    posiadania za każdą cenę, zamiast tworzenia warunków do poszerzania sfery
                                    dostępności, kreowania setek i tysięcy ścieżek dojścia do realizacji własnych
                                    oczekiwań.
                                    • Gość: Augustyn "Dekompozycja systemu"-za mocno! IP: *.lodz.mm.pl 04.03.08, 17:29
                                      Nie wiem, czyim światłem "świecił" Kropa; kiedyś mój przyjaciel opowiadał mi o
                                      spotkaniu, które zorganizowali przegrani AWS-owcy (Miller rządził). Kropa
                                      przyjechał na spotkanie spóźniony, wszedł na salę, rozejrzał się, zobaczył
                                      Grabowskiego i wykrzyknął, że jak albo on (cezar) albo "ten monetarysta".
                                      Nominacja Bauca na ministra finansów też była ciosem w jego narcyzm. To nie jest
                                      wątek poświęcony naszemu prezydentowi, napiszę tylko jeszcze, że uważam jego
                                      pierwszą kadencję za najlepsze czterolecie Łodzi w III RP (choć na Kropę nie
                                      głosowałem).
                                      Wracając do "dekompozycji" systemu. Mam wrażenie (dzisiaj też słuchałem jego
                                      konferencji), że B. się miota na maksa. Mister G. z kolei ocenia ryzyko recesji
                                      na fifty-fifty (oczywiście on nie zawinił). Żabojad zapowiada "interwencję" w
                                      celu osłabienia euro. Czyli znowu dosypie siana do systemu (niedawno to zrobił).
                                      Nie jest dobrze...
                                      U nas inflacja zżera lokaty, o giełdzie nie wspominam...
                                      Zobaczymy.
                                      Pozdrawiam Cię.
                                      • biennale Re: "Dekompozycja systemu"-za mocno! 06.03.08, 22:29
                                        Ja też pewne wspomnienie gdy po upadku rządu Jana Olszewskiego (4 czerwca 1992)
                                        w sali lustrzanej Pałacu Poznańskiego miało miejsce spotkanie z L.R. Moczulskim,
                                        ówczesnym szefem Konfederacji Polski Niepodległej. Przyszły prezydent Łodzi
                                        wszedł na salę mocno spóźniony, włosy zmierzwione, rozejrzał się po sali i
                                        dostrzegł wolne miejsce przy moim stoliku. Całe spotkanie miałem wypełnione
                                        opowieściami i parodiowaniem w wykonaniu spóźnionego polityka i ministra pracy,
                                        kogo? Braci bliźniaków, jakże wtedy przegranych polityków.
                                        Ale koniec opowieściom i wspominkom.
                                        To co dzieje się na rynkach finansowych świata potwierdza samospełniającą się
                                        przepowiednię. Zobacz indeksy giełdowe DJ, S&P, a także i giełd europejskich.
                                        Przypuszczam, że giełdy azjatyckie także zapłoną na czerwono.
                                        na naszej giełdzie dominuje niepewność, strach i dramatycznie mała podaż. Giełda
                                        bez finansowej kroplówki będzie wegetować. Odejście od podatku od zysku z lokat
                                        bankowych całkowicie rzuci rynek na kolana.
                                        Nie dziwni Cię, szlachetnie urodzony dyskutancie jak mało osób uczestniczy w
                                        dyskusji na temat tak ważny dla przyszłości naszej i przyszłych pokoleń. Ale to
                                        już temat na odrębne rozważania.
                                        Miło mi się z Tobą rozmawia, pomimo różnic w ocenie zdarzeń gospodarczych i
                                        postaw ideowych.
                                        Ściskam Cię!
                                        • Gość: Augustyn Nie różnimy się aż tak! IP: *.gdynia.mm.pl 07.03.08, 08:45
                                          W każdym razie nie w opisie tego, co się dzieje w gospodarce. Od jakiegoś czasu
                                          staram się szukać jasnych punktów, no nadziei jakiejś.
                                          Choć chłodna analiza skłania mnie do zgody na to, co piszesz: będzie źle.
                                          Szamotanina, sięganie po Keynesa, wreszcie obserwacja wskaźników gosp., wszystko
                                          to potwierdza wyrażane przez nas obawy (nasz rynek nieruchomości też jęknie;
                                          najpóźniej w maju).
                                          Co do różnic ideowych; one są bez znaczenia wtedy gdy rozmawiają ludzie o pewnym
                                          poziomie kultury i wykształcenia (lubię rozmawiać z socjaldemokratami, którzy
                                          wyzbyli się rewolucyjnych ciągot i szanują reguły wolnego rynku, chcąc je
                                          wykorzystać do realizacji stawianych sobie celów).
                                          Michał
                                          P.S. Szlachciura jestem jedynie po kądzieli. Od strony taty sami galicyjscy
                                          chłopi (dość zamożni, ale chłopi; obydwie odnogi rodu Augustynów mają się
                                          nieźle-wystarczy wklepać nazwisko do wyszukiwarki). Zresztą tato mojej mamy też
                                          ożenił się z chłopką.
                                          Tyle na temat "szlachetnego urodzenia".
                                          Dodam jeszcze tylko jedno: Rzeczpospolita szlachecka, a nie świat polskiego
                                          ludu, jest dla mnie punktem odniesienia. Czy mam do tego prawo? Moim zdaniem
                                          tak; każdy Polak ma prawo określić swoją tożsamość. Ważne, żeby wiedzieć do
                                          czego taki wybór zobowiązuje.
                                          • Gość: Augustyn Mądry wpis znalazłem... IP: *.gdynia.mm.pl 07.03.08, 23:28
                                            Z moich obserwacji wynika, że ceny transakcyjne na rynku
                                            nieruchomości są już obecnie niższe o 15-20% w porównaniu z tym co
                                            było na początku 2007 roku.
                                            Wrażenie stabilizacji pochodzi tylko z tego, że cały czas w
                                            internecie i agencjach wiszą oferty sprzedaży po starych zawyżonych
                                            cenach, które niestety wchodzą do tych wszystkich bzdurnych
                                            średnich, o których trąbią media.
                                            Tymczasem rynek (tj poziomy transakcyjne) jest już niżej, a będzie
                                            jeszcze dużo, dużo taniej (30-50%).

                                            Dlaczego ?
                                            To proste - załapaliśmy się na końcówkę globalnej hossy na
                                            nieruchomościach (trwała do 2006 roku), do tego ludzie podkręceni
                                            przez media po prostu dostali amoku i kupowali co popadnie i po
                                            każdej cenie, biorąc przy tym kolosalne kredyty. Znam młode osoby,
                                            bez żadnych oszczędności, za to z marnymi zarobkami rzędu 6-8k na
                                            rodzinę 2+1 czy 2+2, którzy brali po 500k kredytu !!.
                                            Efekt – mieliśmy hossę w pigułce, w dwa lata ceny wzrosły u nas
                                            tyle, ile na innych rynkach przez ponad 10lat. Przegoniliśmy przy
                                            tym wiele atrakcyjniejszych miast (m.in. Praga, Budapeszt, Berlin,
                                            Wiedeń, Bruksela!!), a w relacji do dochodów ceny nieruchomości w
                                            Polsce są dramatycznie drogie.

                                            Główne czynniki, które spowodują załamanie cen:

                                            1. Podaż nieruchomości w Polsce rośnie w szybkim tempie

                                            2. Trwa cykl podwyżek stóp procentowych, pod koniec roku
                                            oprocentowanie kredytów w pln zbliży się do 8%, wysokość rat
                                            kredytowych galopuje, przykład: kredyt 400k, na 30lat

                                            rata przy stopie 4,5% wynosiła ok.2600zł
                                            rata przy stopie 7,5% wynosi ok.3600zł
                                            Wzrost wysokości raty o 1000zł czyli prawe 40% !!
                                            Tego żaden wzrost wynagrodzeń nie zrekompensuje, tym bardziej,
                                            że...patrz pkt 3.

                                            3. Efekt wzrostu wynagrodzeń został całkowicie zniesiony przez
                                            skokowy wzrost kosztów utrzymania (ceny żywności, prądu, gazu,
                                            komunikacji, paliwa etc).

                                            Oficjalna inflacja wprawdzie wynosi ‘tylko’ 4.3% (dane za styczeń)
                                            ale to ma się nijak to wzrostu kosztów utrzymania, które w ciągu
                                            ostatniego roku skoczyły o jakieś 20-30%.
                                            Co ludzi obchodzi ile staniały plazmy, hotele czy żarcie w
                                            knajpach. Tego nikt nie musi kupować, a zwłaszcza ludzie, którzy
                                            wzięli kredyty ‘na styk’. Natomiast za czynsz, jedzenie, rachunki
                                            licznikowe, komunikację każdy MUSI płacić i tu jest prawdziwy ból.
                                            Opowiadanie, że wzrost wynagrodzeń o te 10-15% poprawił sytuację
                                            budżetów domowych to bzdura, bo ten wzrost nie nadąża za podwyżkami
                                            podstawowych towarów i usług !!

                                            4. Polskie banki zaraz ograniczą dostępność kredytów, bo się
                                            zorientują, jak mocno koniunktura siada
                                            www.biec.org/?display=show_me_news&id=226
                                            www.biec.org/?display=show_me_news&id=227
                                            Gros kredytów hipotecznych została zaciągnięta w jednym cyklu
                                            koniunkturalnym (ostatnie 2-3 lata), więc ryzyko dla banków jest
                                            gigantyczne. W momencie pogorszenia sytuacji gospodarczej w Polsce,
                                            a to już powoli się dzieje a przybierze na sile za parę kwartałów,
                                            jakość portfela kredytowego banków błyskawicznie się pogorszy.
                                            Zacznie się zakładanie rezerw i ograniczanie dostępności kredytów.

                                            Przecież wystarczy, że banki wprowadzą wymóg wkładu własnego na
                                            poziomie 10-20% (co jest logiczne w sytuacji spadających cen
                                            nieruchomości) i popyt kompletnie się załamanie.

                                            5. Spada liczba ludności w Polsce (a więc i rodzin) i w niektórych
                                            dużych miastach np. Warszawa ma ujemny przyrost mieszkańców (saldo
                                            przyrostu naturalnego + saldo migracji jest ujemne!!)

                                            6. Na świecie idzie recesja, jest ryzyko depresji stulecia!!

                                            7. Nominalny wzrost cen mieszkań w połączeniu z aprecjacją złotego,
                                            doprowadził do wyzerowania zagranicznego popytu inwestycyjnego na
                                            polskie nieruchomości.

                                            1k euro to już tylko niecałe 3600zł, więc 6k za m2 mieszkania to ok
                                            1700eur!! Tyle albo mniej kosztują mieszkania w wielu europejskich
                                            stolicach (m.in. Praga, Budapeszt, Berlin, Wiedeń, Bruksela) w
                                            przyzwoitych lokalizacjach .
                                            6k pln to naprawdę góra pieniędzy za m2 mieszkania w bloku w
                                            brzydkiej Warszawie z kiepską komunikacją i relatywnie niskimi
                                            zarobkami.
                                            Musicie, ludzie, uwierzyć, że są miasta na w Europie, gdzie jest
                                            dużo taniej i ładniej i gdzie zarabia się znacznie więcej.
                                            Tak więc 6k pln za m2 mieszkania w Warszawie to wciąż drogo i
                                            będzie taniej. Rynek nie rychliwy, ale sprawiedliwy.


                                            Proces przeceny nieruchomości w Polsce dopiero się rozkręca i nie
                                            jest to korekta, tylko odwrócenie trendu... czekają nas wieloletnie
                                            i głębokie spadki cen (bessa w pigułce, tym razem gorzkiej).
                                            Niestety mechanizmy rynkowe są bezwzględne i ukarzą wszystkich
                                            nieroztropnych.

                                            Oczekuję stabilizacji cen nowych mieszkań w dobrej lokalizacji na
                                            poziomie ok 1,5k euro, co oznacza mniej więcej następujące docelowe
                                            poziomy cenowe w pln:
                                            mieszkania w wielkiej płycie – 4k za m2 (to i tak grubo ponad 1k
                                            EUR, więc baaardzo dużo za taki syf)
                                            mieszkania nowe standardowe – 4-5k za m2
                                            dom z działką 1000m2 w odległości do 20km od centrum – 500k
                                            działki do 20km od centrum ok 150zł za m2

                                            Dla tych co uważają, że to niemożliwe załączam link do cen domów w
                                            UK:

                                            www.hbosplc.com/economy/latestregionalsummary.asp?region=london

                                            I od razu wyjaśniam, że Greater London to miasto Londyn wraz z
                                            najbliższymi przedmieściami (łącznie ok.8m ludzi), czyli taka
                                            Warszawa plus okolice typu Piaseczno/Pruszków/Stare
                                            Babice/Izabelin/etc. Poniżej link:
                                            en.wikipedia.org/wiki/Greater_London
                                            A więc w jednym z najdroższych i najbardziej prestiżowych miast
                                            świata, w momencie szczytu hossy nieruchomościowej, średnia cena
                                            domu wynosi obecnie ok. 300k GBP, czyli ok 1.4m pln !!

                                            Tymczasem u nas, gdzie średnia płaca w stolicy jest 4-5 razy
                                            mniejsza niż w Londynie, ceny domów osiągnęły zbliżone NOMINALNIE
                                            poziomy jak w Londynie!!!

                                            „Gratuluję” kupującym domy i działaczki w Polsce po londyńskich
                                            cenach, daliście się kosmicznie wkręcić kupując kilkukrotnie
                                            przewartościowane aktywa. Za rok-dwa wasze domy/działki nie będą
                                            nawet warte połowy tego co zapłaciliście.
                                            • biennale Re: Mądry wpis znalazłem... 08.03.08, 07:36
                                              Augustynie,
                                              Powyższym postem pokazałeś całe sztucznie kreowane i medialnie podkręcane
                                              oszustwo "boomu" na rynkach nieruchomości.
                                              Musisz zdawać sobie sprawę z tego, że wielu przedsiębiorców budowlanych i
                                              deweloperów nie będzie z tego zadowolonych, a wielu naganiaczy przystąpi do
                                              frontalnego ataku na przedstawione tezy.
                                              Natrafiłem na ekspertyzę szacownego Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową
                                              zalecającą trzymanie w ryzach cen nieruchomości z prostego powodu; ich załamanie
                                              spowoduje zachwianie sektora bankowego i instrumentów pochodnych. Stracą
                                              towarzystwa ubezpieczeniowe, a gospodarka niewątpliwie wyhamuje.
                                              Ceny na rynku były astralne niedostosowane do możliwości i zasobności portfeli
                                              gospodarstw domowych. Ich spadek o 30% i więcej jest normalną reakcją rynku,
                                              praw podaży, popytu i ceny.
                                              Miłego weekendu!
                                                • Gość: Augustyn Idioci z tytułami naukowymi IP: *.lodz.mm.pl 13.03.08, 14:02
                                                  i tzw. eksperci ciągle paplają o obniżkach stóp procentowych.
                                                  Oglądam sobie TVN CNBC Biznes i tylko ple,ple o tym jak decyzje FEDu wpłyną na
                                                  gospodarkę USA (a co za tym idzie...).
                                                  Nawet jednego monetarysty nie zaprosili!
                                                  FED tnie stopy, dolar tanieje i nic z tego dobrego nie wynika. Inflacja podnosi
                                                  łeb, bezrobocie im rośnie, recesja jest już (chyba) faktem.
                                                  Masakra.
                                                  Idioci z tytułami (naukowymi) i eksperci od siedmiu boleści nie przewidzieli
                                                  tego, co dla marnego magistra historii było jasne pół roku temu. Dajcie spokój...
                                                  A u nas kłótnia o traktat. Żałosne. Gospodarka tąpnie to ani traktatu nie
                                                  będzie, ani unii europejskiej. Zwycięży strategia "ratuj się kto może".
                                                  Ale premier Tusk "broni nas przed wielkimi zamierzeniami/planami".
                                                  Hej
                                                  • Gość: Augustyn Krach dolara! IP: *.lodz.mm.pl 14.03.08, 17:56
                                                    Ale jazda z tymi Jankesami! Sam nie wierzę, w to, co się dzieje.
                                                    Wszyscy się pozbywają zielonych. Mimo (co było do przewidzenia) polityki Fedu,
                                                    czyli zwiększania podaży pieniądza (co się nazywa "zwiększaniem płynności"),
                                                    rynek się sypie.
                                                    Kurde, normalnie, nikt nie przewidywał takiej rozpierduchy!
                                                    Albo Fed się nawróci na Balcerowicza albo USA... sam nie wiem co!
                                                  • biennale Re: Krach systemu! 14.03.08, 21:49
                                                    USA w 1945 r. posiadały 80% światowych rezerw złota. W Bretton Woods w 1945 r.
                                                    narodził się system monetarny oznaczający dolara światową walutą rezerwową. W
                                                    ślad za tym inne państwa oparły swoje waluty na dolarze, same zaś zobowiązały
                                                    się do zagwarantowania jego wymienialności na złoto. W ten sposób powstała
                                                    międzynarodowa piramida finansowa, w której USA drukowały dolary, które z jednej
                                                    strony były wymienialne na złoto po ustalonym kursie i po ustalonym kursie były
                                                    wymienione na pozostałe waluty. Systemy bankowe pozwalały zwiększać podaż
                                                    pieniądza proporcjonalnie do posiadanych rezerw. Amerykański bank centralny
                                                    drukował pieniądze, wymieniał je po stałym kursie. Dolary miały podlegać
                                                    wymianie na złoto. USA miały tym sposobem wyraźny deficyt w handlu zagranicznym
                                                    – import przewyższał eksport. Pod koniec lat 60 zwiększyły się naciski, aby USA
                                                    spłaciły swoje wierzytelności wymieniając dolary na złoto. Ilość pieniędzy dawno
                                                    przerosła ilość kruszcu w Forcie Knox. W tej sytuacji prezydent Nixon zdecydował
                                                    się na „oddłużenie” Ameryki i 15 sierpnia 1971 r. ogłosił zawieszenie
                                                    wymienialności dolara na złoto. Kryzys naftowy związany z wojną Jom Kipur z 1973
                                                    r. i embargo nałożone przez państwa OPEC.
                                                    Potem nastały dni chwały rządów Ronalda Reagana okupione wielkim długiem
                                                    publicznym. Próbował temu zaradzić William Clinton ale zarzewie kryzysu tliły
                                                    się. W 2001 r. o mało nie doszło do recesji lecz spektakularna akcja Alaina
                                                    Greenspana polegająca na drastycznym cięciu stóp procentowych i pobudzeniu
                                                    popytu wewnętrznego na nieruchomości spowodowała odsunięcie groźby kryzysu.
                                                    "Domy uratowały Republikanów". Kto żyw podążał ku bankom i pączkującym
                                                    instytucjom kredytowym o podwyższonym ryzyku aby pożyczać, nieprzytomnie
                                                    zadłużać się i radować się złudnym luksusem.
                                                    Jest pewne, że system ten nie przetrwa próby czasu. Upadną niektóre banki, a
                                                    wiele instytucji rynków finansowych nie przeżyje zderzenia z ogromną falą.
                                                    Śmieszą mnie także dyrdymały wygłaszane przez ekonomistów i ekspertów rynków na
                                                    temat ożywczej roli kreacji pustego pieniądza i obniżania stóp procentowych w
                                                    celu ochrony potencjalnych bankrutów. Obniżanie stóp to okradanie ciułaczy,
                                                    ludzi roztropnych, oszczędnych, tych, którzy nie poddali się chciwości pseudo
                                                    rynku opartego o kredyty, pożyczki, nie regulowania zobowiązań na czas.
                                                    To ważny test dla celowości bezmyślnych inwestycji i efektów ścigania się na
                                                    wskaźniki, ilość pozyskanych klientów i przyrost masy pożyczonych pieniędzy. A
                                                    to, że upadnie Citibank, Millenium, Societe Generale, Credit Suisse, to już jest
                                                    problem menagamentu tych instytucji.
                                                    Prawda, jaka to piękna katastrofa?
                                                  • Gość: Augustyn Re: Krach systemu! IP: *.lodz.mm.pl 15.03.08, 17:40
                                                    Dokładnie tak Biennale!
                                                    Nic dodać, nic ująć.
                                                    Ostatnie miesiące, to bandycka polityka Fedu, który dosypując pieniądza, uderza
                                                    tych, co oszczędzali w dolarach. Kiedyś psucie pieniądza było casus belli. USA
                                                    psuje wprawdzie swój pieniądz, ale każdy wie, że jest on (był!) dobrem uznawanym
                                                    na całym świecie.
                                                    Kto może pozbywa się zielonych, nadchodzący tydzień przyniesie pewno katastrofę.
                                                    Chyba że B. się obudzi i podniesie stopy (znacząco). Wtedy (po okresie bankructw
                                                    i recesji-rzecz jasna) USA się podźwigną.
                                                    Jak nie, będzie katastrofa.
                                                  • biennale Krach systemu! MFW 17.03.08, 12:07
                                                    MFW: Kryzys finansowy będzie mieć znaczące skutki dla gospodarek
                                                    DI, PAP
                                                    Kryzys finansowy będzie mieć znaczące skutki dla wielu gospodarek na świecie -
                                                    ocenił w poniedziałek szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego Dominique
                                                    Strauss-Kahn na konferencji w Paryżu.

                                                    "Jesteśmy w połowie kryzysu kredytowego, który będzie mieć znaczące skutki dla
                                                    wielu krajów na świecie" - powiedział Strauss- Kahn.

                                                    "Obecnie jest dobry czas, aby porozmawiać o reformach strukturalnych, bo będzie
                                                    to mieć wpływ na to, jak wyglądać będzie Europa, kiedy wyjdzie z kryzysu
                                                    finansowego" - dodał szef MFW.

                                                    Strauss-Kahn ocenił, że żyjemy w gospodarce, gdzie potencjalnym problemem jest
                                                    zarówno inflacja, jak i recesja.
                                                  • Gość: Augustyn Reformy strukturalne? IP: *.lodz.mm.pl 17.03.08, 16:37
                                                    Biennale, reformy w Polsce zostały wprowadzone w arcy niedemokratyczny sposób!
                                                    Wziął profesor Balcerowicz usiadł i pomyślał, Mazowiecki mu pozwolił (jak 99%
                                                    ludzi styropianu na gospodarce się nie znał) i się dokonało.
                                                    Dzisiaj rządzą tabloidy i gwiazdy na lodzie. Żadnych reform nie będzie mój drogi.
                                                    Lud dostał wreszcie władzę i na zmiany się nie zgadza.
                                                    Chcesz odebrać przywileje emerytalne? A może w ogóle zlikwidować ZUS?
                                                    Chcesz prywatyzacji? A może Ci się marzy zerowy deficyt?
                                                    Kochany, Polacy to naród infantylny. Elity wyrżnęli Niemcy i Ruscy; tych, co
                                                    myślą jest garstka!
                                                    Żadnych reform nie będzie! Jak przyjdzie katastrofa to wróci Lepper i jego
                                                    klony, Donald się wystraszy i odejdzie w niebyt itd.
                                                    Rzeczpospolita była krajem dumy i honoru gdzieś tak do rozbiorów, później już
                                                    tylko bywała.
                                                    Rządzą nami dzieci cieciów, z dyplomami licencjatów zarządzania i marketingu
                                                    (zaocznie w Pcimiu Dolnym) i wielkimi ambicjami.
                                                    Zera!
                                                    Pozdrawiam Cię serdecznie.
                                                  • biennale Re: Reformy strukturalne? 17.03.08, 21:43
                                                    Dramatyczny post, brutalny i bolesny, a przede wszystkim zawiera dobrą diagnozę
                                                    stanu i perspektyw na przyszłość. Oglądałem dziś serwisy NYSE, fotografie
                                                    maklerów w mocno zaawansowanym wieku, którym wtłaczano w głosy reguły private
                                                    banking, banking equity i reguły wskaźników analiz ekonomicznych. Z perspektywy
                                                    2002 roku straty ENRON wynosiły 6 mld USD (nie zastosowano analizy Altmana).
                                                    Dzisiejsze zamiecione pod dywan straty banków i domów inwestycyjnych idą w setki
                                                    miliardów USD. Pozornie nie dzieje się nic, poza bezładnym przejęciem bankruta
                                                    za ułamkową wartość i z dopłatą FED. To czysta nacjonalizacja, choć współautor
                                                    reformy Balcerowicza, prof. Sachs wstydzi się dziś doradzania naszemu
                                                    wicepremierowi.
                                                    Nie chcę odbierać przywilejów emerytalnych, stanie się jednak inaczej; wkrótce
                                                    zabraknie środków na emerytury i świadczenia rentowe. przykre to i oby nie
                                                    przybrało to formy zbyt gwałtownej.
                                                    Zgadzam się z Tobą w diagnozie kondycji polskich elit. Jeśli odwaga zderza się z
                                                    brutalną reakcją, jeśli wolimy piękne mydlane opowieści i rosnących wskaźnikach
                                                    wzrostu (PKB i innych) to wybudzenie przyjdzie gwałtowne i przykre. Preferuję
                                                    gospodarkę wolną od megalomanii, gospodarkę małą a zdrową, opartą o produkcję i
                                                    usługi rodzinnego biznesu zgodnie z zasadą "Small Is Beautiful" ekonomisty E. F.
                                                    Schumachera. Marzy mi się zerowy deficyt na miarę zasobności Królestwa Norwegii.
                                                    Marzy mi się wyłonienie się dużej grupy wyedukowanych ludzi, którzy kultywować
                                                    będą cnoty gospodarowania, oszczędzania i rozsądnego inwestowania.
                                                    Marzy mi się idea "Open Society" i podejście pełne szacunku, dotrzymywania umów
                                                    i konkurowania tam gdzie jest to konieczne, integrowania się dla uzyskania
                                                    efektów pożądanych dla zbiorowości.
                                                    Cieszę się, że znajduję tu dobry klimat zrozumienia.
                                                    Pozdrawiam!
                                                  • Gość: Augustyn Większość się myli! IP: *.lodz.mm.pl 18.03.08, 13:08
                                                    Niestety. Konstytucję 3 maja uchwalono w drodze zamachu stanu (mniejszość ją
                                                    uchwalała; a mówimy o demokracji, której podmiotem było jakieś 10% społeczeństwa!).
                                                    Dziś jest Biennale tak samo. Zostawiając na chwilę krach dolara, przypatrz się
                                                    dyskusji o naszej Pietrynie.
                                                    Sto wpisów na forum i nikt nie zauważa, że problem Pietryny to nie Manufaktura,
                                                    czy Galeria, lenistwo urzędników itd.,ale struktura własności!
                                                    G.W. pisze o stu lokalach użytkowych (pustych), których właścicielem jest
                                                    Miasto! Nikt nie pyta po co Miastu do cholery lokale użytkowe?! Dlaczego tego
                                                    nie sprzeda?! Dlaczego nie wyprowadzi z Pietryny biednych i nie sprzeda lokali
                                                    komunalnych (kamienice będą prywatne; Miastu zostanie dbanie o oświetlenie i
                                                    kostkę/bruk)?!
                                                    Ręce opadają...
                                                    Wiesz dlaczego tak jest? Ja Ci jeszcze raz napiszę: pradziadek Iksa jeszcze był
                                                    parobkiem, dziadek już nie (wstąpił gdzie trzeba, a jak nie wstapił to biernie
                                                    zaakceptował realny socjalizm, w którym obowiązywały podobne reguły do tych z
                                                    "jego" folwarku: oszukiwać, kajać się i wegetować); dziadkowi powiedziano, że
                                                    jest "solą ziemi"; ojciec już nieźle kombinował (miał to "we krwi"), jeśli był w
                                                    PZPR, to nie dlatego, że wierzył w marksizm; ojciec Iksa był w partii, bo mu się
                                                    to opłacało; może się dorobił sklepiku (co samo w sobie jest pozytywne), a może
                                                    prześlizgnął do III RP zostając w strukturach administracyjno-urzędniczych. No i
                                                    spłodził Iksa. Starał się też, żeby Iks się kształcił (trzy, a najlepiej dwie
                                                    litery przed nazwiskiem skutecznie leczą kompleks pochodzenia). Nie ważne gdzie;
                                                    ważne, żeby był papier. Iks jest więc doktorem (jakaś prywatna uczelnia;
                                                    doktorat, który nic do nauki nie wnosi). Nie czyta literatury; może nawet nie
                                                    czyta gazet. Nikt go tego nie nauczył. Jeśli idzie do kina to na Jasia Fasolę (w
                                                    kinie chce się "dobrze bawić"). Jeśli do teatru, to dlatego, że jego kolega
                                                    urzędnik dał mu bilet albo jest premiera i są lokalne media (może jego fotka
                                                    pokaże się tu albo tam). Iks nauczył się języka, ale nie ma w nim nic ciekawego
                                                    do powiedzenia.
                                                    I nie byłoby w Iksie nic złego, gdyby nie żądza władzy!
                                                    Doktorat jest fajny, ale setki lat upokorzeń trzeba jakoś odreagować (wódy
                                                    szklankami Iks już nie pije; może już nawet nie potrafi!).
                                                    Jest więc Iks idealnym członkiem partii. Jak mu powiedzą 3 razy 15, to nie
                                                    zapyta dlaczego nie 14.5.
                                                    Wokół Iksa są inni, podobni do niego. Zawsze. Innych Iks nie toleruje.
                                                    Dziennikarze lokalnej gazety rozumieją Iksa. Rozumieją jego cynizm i brak
                                                    kręgosłupa. Rozumieją brak merytorycznego przygotowania. Dlaczego? Bo sami są
                                                    dziećmi robotników (ale nie takich, co zakładali RTS i Robotniczy Uniwersytet!)
                                                    i chłopów(ale nie takich, co to nieśli oświatę wśród swoich ziomków i czytali
                                                    Sienkiewicza dzieciom do poduszek). Dlatego się dobrze czują w ztabloizowanym
                                                    świecie. Potrafią przygotować newsa (zebrała się rada i radzi, co z Pietryną),
                                                    ale nie są w stanie zadać krytycznego pytania, bo nie są do zadawania takich
                                                    pytań przyzwyczajeni.
                                                    Dlatego ZUS musi paść. Bo do tej swołoczy tylko katastrofa jest w stanie przemówić.
                                                    Egoizm i ignorancja są dzisiaj dominującą cechą Polaka.
                                                    Kropka.
                                                  • Gość: jasiek Sprzedac kamienice... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.08, 13:29
                                                    Zeby sprzedac kamienice przy Piotrkowskiej musza byc one najpierw
                                                    skomunalizowane. Zeby byly skomunalizowane to musza wyjasnic sie
                                                    wszystkie kwestie zwiazne z restytucja mienia tych kamienic (czesto
                                                    wiadomo, ze kamienice maja jakis wlascicieli, ale nikt sie nie
                                                    zglasza). Dlaczego? Dlatego, ze nikogo nie mozna wyrzucic na bruk, a
                                                    miasto nie ma lokali, zeby ot tak po prostu "wyprowadzic
                                                    mieszkancow". Wiekszosc rzeczy, ktora wydaje ci sie niezmiernie
                                                    prosta do przeprowadzenia, przewaznie jest znacznie bardziej
                                                    skomplikowana niz ci sie wydaje.
                                                  • Gość: Augustyn Do Jaska! IP: *.lodz.mm.pl 19.03.08, 09:23
                                                    Nic mi się nie wydaje. Wiem, że kwestie uregulowania własności w Łodzi proste
                                                    nie są.
                                                    Ale...
                                                    Na Pietrynie są mieszkania komunalne (ile dokładnie, nie wiem; jeżeli masz
                                                    dokładne dane-podaj je proszę); z nich trzeba ludzi wyprowadzić (oczywiste jest,
                                                    że nie na bruk; można oczywiście dyskutować jak Miasto prowadzi politykę
                                                    zarządzania mieniem komunalnym, ale co roku do użytku oddaje się jakieś nowe
                                                    domy komunalne; krok po kroku trzeba do nich wyprowadzać mieszkańców Pietryny,
                                                    sprawdzając przy okazji, czy im się lokum komunalne należy).
                                                    Po drugie, nie odpowiedziałeś na moje pytanie: PO CO MIASTU NA PIETRYNIE LOKALE
                                                    UżYTKOWE?
                                                    Po trzecie i ostatnie: bez prywatyzacji mieszkań komunalnych, degradacja
                                                    substancji mieszkaniowej będzie postępowała. To jest opinia, z którą się pewno
                                                    zgodzisz?
                                                    Jesli tak, to nastepnym krokiem jest ustalenie priorytetow działania dla Miasta:
                                                    -wykorzystanie środków unijnych (całkiem nieźle Kropa sobie z tym radzi);
                                                    -objęcie całej powierzchni Miasta planem zagospodarowania przestrzennego;
                                                    -prywatyzacja mienia komunalnego i uregulowanie kwestii własnościowych.
                                                    Reszta, to jest właściwie bieżące zarządzanie, czyli robota urzędnicza (może
                                                    jeszcze trzeba by dodać do spraw ważnych to, co robi Michalik).
                                                    I tyle.
                                                  • Gość: hmmm Re: Do Jaska! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.08, 14:12
                                                    > Nic mi się nie wydaje. Wiem, że kwestie uregulowania własności w
                                                    Łodzi proste
                                                    > nie są.
                                                    [...]
                                                    > Po trzecie i ostatnie: bez prywatyzacji mieszkań komunalnych,
                                                    degradacja
                                                    > substancji mieszkaniowej będzie postępowała. To jest opinia, z
                                                    którą się pewno
                                                    > zgodzisz?

                                                    Jak to mówią. "Chłop swoje, a baba swoje"...
                                                  • Gość: saldo We are sink ! IP: *.adsl.inetia.pl 17.03.08, 21:06
                                                    Truizmem jest sądzić, że indeksy będą ostro rosły, naiwnych
                                                    wprowadzać w błąd. Tylko idiota zostaje na giełdzie z akcjami,
                                                    których los zależy już tylko "boldly" gestów finansistów. Sztuką
                                                    jest się wycofać nim to się stanie. A tych co tego nie zrobili i
                                                    teraz błagają na forach o nie panikowanie zupełnie mi nie żal. Jeśli
                                                    ktoś pakuje swoją kasę w giełdę w sytuacji, gdy jej poziom zależy
                                                    już w ogromnym stopniu od dozorców, hydraulików i listonoszy, to jak
                                                    może być nie szkoda takiego 'inwestora" ?
                                                  • Gość: saldo FED amerykańskim Lepperem IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.08, 10:06
                                                    Pamiętacie Andrzeja Leppera? Chciał on kiedyś wpisać do konstytucji
                                                    zapis, że "NBP powinien dbać o wzrost gospodarczy kraju". "Eksperci"
                                                    grzmili wtedy krytykując (słusznie oczywiście) pomysł Leppera.
                                                    Mówili, że głównym i jedynym zadaniem NBP powinna być walka z
                                                    inflacją. Gdzie dzisiaj są ci "eksperci", gdy w buty Leppera wszedł
                                                    Fed? Obniżki stóp procentowych w USA mają się nijak do wskaźnika
                                                    inflacji; zaspokajają jedynie bieżące potrzeby rynków finansowych.
                                                    Na szczęście Rada Polityki Pieniężnej zmierza w dobrym kierunku.

                                                    luckyluke.bblog.pl/wpis,fed;amerykanskim;lepperem,10091.html
                                                    Fed stwierdził, że obniżka stóp w powiązaniu z wcześniej
                                                    przedsięwziętymi działaniami powinny zapewnić ,,umiarkowany wzrost
                                                    gospodarczy", ale w dalszym ciągu istnieje możliwość, że gospodarka
                                                    będzie zwalniała. Fed poinformował też, że napływające dane
                                                    pogarszają prognozy dla gospodarki USA, a ,,problemy rynków
                                                    finansowych, pogorszenie sytuacji na rynku kredytowym i pogłębienie
                                                    kryzysu na rynku nieruchomości będą ważyły na sytuacji gospodarczej
                                                    jeszcze przez kilka kwartałów". Inaczej mówić Fed widzi, że
                                                    gospodarka USA będzie jeszcze długo cierpiała z powodu kryzysu.

                                                    www.money.pl/gielda/komentarze/artykul/fed;ostrzega;ale;indeksy;rosna,10,0,329738.html
                                                  • Gość: Augustyn Artykuł Gadomskiego w G.W. IP: *.lodz.mm.pl 19.03.08, 14:00
                                                    Masz rację "saldo".
                                                    FED prowadzi głupią i bandycką politykę monetarną.
                                                    Keynes nie działa (u nas jego zwolennicy przeważają wśród ekonomistów; fanem
                                                    Keynesa jest m.in. J.E. Prezydent Jerzy Kropiwnicki). Ba, nie działa, a na
                                                    dodatek szkodzi!
                                                    FED okradł też w bezczelny sposób wszystkie instytucje, rządy, Kowalskich tego
                                                    świata,którzy oszczędności lokowali w dolarze.
                                                    W CNBC Biznes jedynie Kuczyński powiedział to, co dzisiaj pisze Gadomski (tylko
                                                    magister-dzięki Bogu!) w G.W.: nie ma odważnych, którzy by powiedzieli tak:
                                                    -jak Cię nie stać na dom, to go sprzedaj i kup mniejszy;
                                                    -jak nie dajesz rady, to bankrutuj.
                                                    Tylko tyle i aż tyle.
                                                    Słusznie zauważasz brak jakiejś wyraźnej reakcji polskich monetarystów.
                                                    Przedwczoraj próbowałem namówić do wystąpienia publicznego byłego min. finansów.
                                                    Nadął się i tyle z mojej prośby. Taki kraj.
                                                    Śmieszą mnie opinie o zdrowiu polskiej gospodarki.
                                                    Już za rok ZUS-owi zacznie brakować kasy na emerytury (w najbliższych latach ZUS
                                                    potrzebuje dodatkowych... 300 miliardów złotych!!!).
                                                    Itd.itp.
                                                    Tymczasem skończyły się obrady "bialego szczytu"... He,he,he.
                                                  • biennale Kim jest Joseph Stiglitz 19.03.08, 21:08
                                                    Stiglitz: Gospodarka USA w obliczu najgorszego kryzysu od 80 lat.

                                                    www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=d4f7cd14-c50d-4669-ac99-e351ff50ec1c&open=sec
                                                    Wyznawca ekonomii informacji, zajmujący się analizami rynków pracy, kapitału i
                                                    produktów, konstruktor modeli makroekonomicznych zapewniających lepszy wzgląd w
                                                    zagadnienie bezrobocia, modeli wyjaśniających fluktuacje, recesje i kryzysy,
                                                    którymi naznaczony był kapitalizm od początków swego istnienia.
                                                    Teorie te mają ważkie implikacje dla polityki, niektóre z nich są oczywiste
                                                    niemal dla każdego, kto ma kontakt z rzeczywistością.
                                                    Autor przejmującej rozprawy z mitem Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku
                                                    Światowego.
                                                    Dlaczego właśnie on? Ponieważ od ma odwagę głoszenia sądów wymykających się spod
                                                    sztancy poprawności.
                                                    Michał Augustyn, mgr historii widzi równie szerokokątnie, dalej i przejmująco
                                                    nazywa rzeczy po imieniu.
                                                  • Gość: Augustyn Stiglitz to fan Keynesa IP: *.lodz.mm.pl 24.03.08, 19:36
                                                    Drogi Biennale!
                                                    Stiglitz to wybitny ekonomista, ale jednak Keynesista.
                                                    Od lat go czytam (Wyborcza drukuje jego felietony od czasu do czasu) i jeśli (o
                                                    czym piszesz) S. krytykuje MFW to zawsze wtedy, gdy Fundusz zaleca jakiemuś
                                                    rządowi (bankowi centralnemu) restrykcyjną politykę monetarną, zmniejszanie
                                                    długu publicznego itd.
                                                    Dzisiaj krytykować FED jest dosyć łatwo, bo to, co robi, to masakra właściwie
                                                    dla każdego ekonomisty (może poza naszym J.E. dr Jerzym Kropiwnickim).
                                                    Michał
                                                    P.S. Drogi Biennale nie komplementuj mnie proszę; jestem człowiek skromny i
                                                    skręcam się jak mi kadzą. Wolę jak się ktoś ze mną nie zgadza i mnie na forum
                                                    sponiewiera.
                                                    Pozdrawiam serdecznie.
                                                  • Gość: Augustyn Spierać się można, IP: *.lodz.mm.pl 25.03.08, 15:55
                                                    ale tolerować wpisów rodem z magla tolerował nie będę.
                                                    Jeżeli napisałem coś głupiego o kryzysie finansowym, to trzeba to napisać (można
                                                    mi dokopać-proszę bardzo).
                                                    Ale jak czytam wpisy Polactwa, to mi sie ciśnienie podnosi.
                                                    Grzejcie pacany wasze urzędniczo-partyjne stołki i "skorzystajcie z okazji, by
                                                    milczeć"! I do szkół swoloczy! Do szkół!
    • vladip panowie 20.03.08, 10:50
      a tak kierując waszą dyskusję na inne tory
      to jak zachowa się FED RPP i inne instytucje nie mamy wplywu , nie mamy również
      wpływu jak głęboki będzie kryzys jak długo potrwa itd. ale... na kryzysie nawet
      drobny ciułacz może troszkę zarobć... np taki dolar, co by nie mówić o
      gospodarce amerykańskiej to ma mocne podstawy, mają przemysł naszpikowany
      nowoczesnymi technologiami, mają surowce, mają wreszcie najsilniejszą armię
      świata. to wszystko w kilkuletniej perspektywie powinno sprawić, że znowu wejdą
      na ścieżkę wzrostu gospodarczego. jak myślicie kiedy warto zacząć kupować
      dolary? już teraz kiedy złoty jest jeszcze mocny bo kryzys do nas nie dotarł a
      dolar spadł na łeb czy jeszcze trochę poczekać na następne dno dolara?
      a co z giełdą? tutaj warto jeszcze poczekać na następne spadki bo to co jest w
      tej chwili to jeszcze nie koniec zapewne. a jakie jest wasze zdanie?
      • Gość: ha Brawo! IP: *.gdynia.mm.pl 24.03.08, 23:57
        W koncu cos rozsadnego przeczytalem w tej dyskusji. Zamiast
        pseudofilozoficznych rozwazan same konkrety. Kiedy zaczac kupowac
        dolary. Oto jest pytanie!

        Dla mnie tez jest calkiem jasne, ze kryzys musi sie skonczyc.
        • Gość: Augustyn Tego nie wie nikt! IP: *.lodz.mm.pl 25.03.08, 20:12
          Nie wiadomo kiedy (kupować dolary i akcje). Każdy, kto ma jakieś pojęcie o
          ekonomii, tak odpowie. Nie wiemy jak "głęboki" będzie kryzys.
          Część instytucji pozbywa się dolarowych rezerw (m.in. nasz NBP).
          Nie wiemy jaki świat wyłoni się z tego zamieszania. Chińczycy kupują (przejmują
          część amerykańskiej własności), Arabowie kupują itd.
          Ty pytasz o spekulację. Nie długoterminowe inwestycje.
          Jeśli chcesz spekulować, rób to na swoje ryzyko.
          P.S. Nie było w tym wątku pseudofilozoficznych rozważań. Było/jest dużo
          konkretów. Zaczynając od tego, że razem z nieocenionym Biennale ostrzegaliśmy
          Forumowiczów jesienią, co się szykuje. Pisaliśmy też o spadku cen nieruchomości
          (jeśli ktoś z Was chciał kupować mieszkanie, mógł z tych rad skorzystać; dzisiaj
          w Łodzi można kupić nowe mieszkanie za 4.3 tys. za metr!). Jeżeli sobie
          pozwalałem na ogólne rozważania (o wykształciuchu polskim), to po to, żeby
          uświadomić Biennale, że zmiany w Polsce są mało prawdopodobne. I tyle.
          Pozdrawiam Wszystkich i przepraszam, że mnie poniosło.
          • biennale Re: Tego nie wie nikt! 25.03.08, 20:53
            Uff, multi gratiae, Michale za głos rozsądku. Twój wybuch był zupełnie
            niepotrzebny; dałeś się ponieść i pewnie tak właśnie miało być. Nie dyskutuj z
            kimś, kto zza węgła Cię prowokuje, obraża i miast dyskusji wnosi jałową nicość.
            Obecnie inwestycje to już nie jest gra, nie metoda zero-jedynkowa, to
            niepewność. Potwierdza ją wiele szacownych osób i wiarygodnych instytucji.
            Jestem w posiadaniu raportu Europejskiego Banku Centralnego nt. sytuacji rynków
            finansowych. Chłodna i rzeczowa analiza, polecam. Dominique Strauss Kahn, szef
            MFW także nie wypowiada słów na wiatr,kiedy wieszczy recesję.
            A co do rynków nieruchomości to jak żywo widać, że ruch już jest, w dół, ca 15%,
            przy malejącej stronie popytowej przy coraz ostrożniejszej polityce banków.
            Rzeczywiście, można narazić się lobby deweloperów, gdy doradza się klientom
            roztropność i wyczekiwanie z kupnem mieszkań na tzw. "górce". Skutki nie dadzą
            na siebie długo czekać. Wall Street dostał impulsu w związku z zasileniem w
            kolejne miliardy dolarów. Dług publiczny USA przekroczył już 11 bilionów USD,
            zaś brytyjski 1,4 biliona pounds. Nasz dług publiczny wynosi ponad 500 mld zł i
            niebawem zbliży się do progu ostrożnościowego. Niewesołe to perspektywy gdy żyje
            się z poczuciem życia na kredyt z tykającymi i świecącymi na czerwono indykatorami.
            Pozdr.
            • biennale Wielkie hamowanie się zaczęło! 02.04.08, 22:29
              Augustynie,
              miałeś rację!
              Dziś Ben Bernanke, a następnie agencja ratingowa Fitch zapowiedziała włączenie
              wstecznej największych gospodarek świata.
              P.S. To już ostatni mój post do tego wątku. Dziękuję Ci za świetny pomysł i
              zarazem daremne kasandryczne ostrzeganie. Dedykuję w tym tak pięknym i
              refleksyjnym dniu fragment "Invocatione dei Sancti":
              [...]
              Sancti Michael, Gabriel et Raphael, orate pro eo
              Omnes sancti Angeli, orate pro eo"
              [...]
              Życzę dużo spokoju!
              • Gość: Augustyn Bennale nie odchodź! IP: *.lodz.mm.pl 03.04.08, 10:57
                Nawet się nie waż spadać z tego wątku!
                Raz: Twoja wiedza budzi respekt i jest Forumowiczom (mnie też) potrzebna. Dwa:
                ja opuszczam forum na jakiś czas (jakieś 6 tygodni)i niby kto będzie pisał o
                tarapatach gospodarczych?
                P.S. Bandycka polityka FED jakiś tam skutek odnosi. Być może problem zostanie
                jedynie przesunięty w czasie; być może recesja będzie jednak głębsza i dłuższa
                niż "dwa kwartały-he,he".
                Ja ciągle liczę na "chińskie zakupy". Pekinowi zależy na tym, żeby Jankesi u
                nich kupowali, więc skorzystają z okazji i przejmą (już to robią) część
                własności (Zachodu!-he,he).
                Jak tak dalej pójdzie, to Chińczycy będą specyficzna autarkią.
                Niesamowite to wszystko jest.
                Masz rację: wątek trzeba zostawić na jakiś czas.
                Lud się musi przekonać na własnej skórze w co jest grane.
                U nas też powoli rynek kredytów hipotecznych zajęczy. Nie ma na to rady.
                I na koniec: "sztaby" tęgogłowych zajmujące się Pietryną mówią o wszystkim tylko
                nie prywatyzacji mienia komunalnego.
                Czasami się czuję jak 100% "obcy" wśród swoich ziomków. I żeby jeszcze ktoś z
                mych przodków był Żydem albo... czarnoskórym holenderskim mormonem. Gdzie tam:
                sami ziomale!
                Łódź jest masakrycznie plebejska. Masakrycznie. 700 tysięczne miasto
                prowincjonalne w środku Polski. Masakra.
                Do zobaczenia Biennale. Dziękuje za wszystko.
              • Gość: Augustyn Hej Biennale! IP: *.gdynia.mm.pl 05.09.08, 18:09
                Żyjesz Wodzu?
                Ale tąpnęło wczoraj w USA! Uff...
                "Eksperci" wróżą (z fusów-jak zwykle), że polska gospodarka się wywinie. Ba,
                nawet jest jeszcze atrakcyjniejsza dla spanikowanych inwestorów. He,he. W G.B.
                mają najgorszy syf od lat 70-tych (najbardziej mi szkoda naszych; bo niczym nie
                zawinili, a są pierwsi do zwolnienia). Wszyscy hamują, ale u nas będzie "git".
                Tymczasem złoty trochę poleciał, więc eksporterom będzie lepiej (zakładając, że
                walnięty recesją Zachód coś kupi...).
                Pozostaje nam wierzyć w Chińczyków.
                Pozdrawiam Cię.
                Michał
                P.S. Widziałeś raport NIK-u w sprawie systemu awansu zawodowego belfrów? Znowu
                mam satysfakcję; pisałem na tym forum (i nie tylko) dokładnie to samo. Niestety
                MEN jest zakładnikiem Boniego i o reformach można zapomnieć.
                • Gość: Augustyn W USA nacjonalizacja! IP: *.lodz.mm.pl 09.09.08, 08:28
                  Ło Matko Boska!
                  W USA nacjonalizują, a rynki finansowe reagują na to z euforią.
                  Zaczynam się bać...
                  P.S. Pierwszy polski deweloper oficjalnie obniżył ceny (nie, że garaż za darmo
                  albo balkon, tylko po prostu).
                  Możemy sobie Biennale pogratulować.
                  Jak ktoś chce kupić mieszkanie, to... czekamy kochani, czekamy!
                  Wielka płyta będzie duuuuużo taniej, a nowe trochę taniej (podobne ci cholerni
                  oszuści sprzedali tylko kilkanaście tysięcy z wybudowanych 8o-ciu paru, he,he,he).
                      • Gość: na bank The End IP: *.toya.net.pl 15.09.08, 08:39
                        Lehman Brothers Holdings ogłosił bankructwo. Spółka wystąpiła o ochronę przed
                        roszczeniami wierzycieli

                        Działający od 158 lat Lehman Bros. nie znalazł chętnego do przejęcia spółki.
                        Czwarty w USA bank inwestycyjny upadł pod ciężarem 60 mld USD nietrafionych
                        inwestycji w instrumenty rynku nieruchomości. Spółka ogłosiła w poniedziałek
                        rano, że rozmawia o sprzedaży aktywów.
                          • Gość: Augustyn Re: The End-masakra. IP: *.gdynia.mm.pl 15.09.08, 17:35
                            Straciłem (zaraz stracę) swoje oszczędności.
                            Zapłaciłem za to, że inni chcieli żyć na kredyt. W sumie to jestem kretynem, bo
                            założyłem ten wątek i powinienem sobie zaufać (wycofać kasę z funduszu itd.).
                            W Polsce będzie strasznie. Armia korporacyjnych krawaciarzy, analityków z
                            doktoratami... ciągle paple o tym, że Polska się wywinie, ale to bzdura. Pomijam
                            już powiązania instytucjonalne; eksport siądzie, kasa od emigrantów (tych mi
                            szkoda najbardziej-nie zasłużyli sobie na los, który ich czeka) nie popłynie;
                            zostaną "środki unijne"-za mało. Dokładamy długi państwa, samorządów, no i
                            Polaków... Będzie strasznie. Zobaczycie. Jeżeli jesteście młodzi to spitalajcie
                            do Nowej Zelandii, Australii itd. Byle było ciepło (można pokimać na plaży).
                            Augustyn
                            P.S. Niesamowite, że krach wieszczony przez libertariańskie pisemka (kto je
                            czyta?) się ziścił. Nie mogę uwierzyć, że ludzie biorący milionowe pensje,
                            "środowiska naukowe" itd. nie zrobiły niczego, żeby powstrzymać Armagedon.
                            Ludzie to jednak wstrętne istoty.
                            • Gość: opus ornat... Re: The End-masakra. IP: *.toya.net.pl 15.09.08, 18:53
                              To grzech pychy, chciwości i oszustwa.
                              W atmosferze wykreowanego boomu dokonano kradzieży miliardów - aktywów ludzi
                              nabranych i ubranych w fundusze, akcje, futures, carre trade, etc.
                              Lekceważenie problemu i zaklinanie deszczu jest kolejnym zakłamywaniem
                              rzeczywistości.
                              Rozbuchane inwestycje łódzkie okażą się gorącym kartoflem, kością w gardle
                              podatników. Do tego dojdzie jeszcze problem GETIN Holding, zadłużonego na
                              wyspach brytyjskich banku obsługującego gminę Łódź.
                                    • Gość: Augustyn A co jak padną banki? IP: *.gdynia.mm.pl 16.09.08, 07:50

                                      15.09.2008 12:34
                                      Nikt nie spodziewał się krachu Krach Banku! Co stanie się z Twoimi pieniędzmi,
                                      gdy zbankrutuje bank

                                      * bankructwo
                                      * korporacje
                                      * bank
                                      * twoje pieniądze

                                      fot. johnnyberg / sxc.hu

                                      W USA to już codzienność. A gdyby zbankrutował polski bank? Co stałoby się z
                                      Twoimi pieniędzmi? Wyhacz opisuje burzliwą historię hipotetycznego Krach Banku.


                                      Wielkie inwestycje. Reklamy, promocje, coraz bardziej agresywne oferty, rzesze
                                      zdobytych klientów. Potem niespodziewane załamanie na odległych rynkach,
                                      bankructwo, miliony nieodzyskanych złotych, albo... niespodziewany ratunek.

                                      W nieodległej przyszłości w Polsce. Jest czwartkowy ranek. W sali konferencyjnej
                                      jednego z największych banków w Polsce jego prezes Piotr Plajta przemawia do
                                      zgromadzonych dziennikarzy.

                                      - Hm, Hm. Zarząd Krach Banku SA chciałby Państwa poinformować, że w związku z
                                      nagłymi zmianami w otoczeniu naszej spółki jest ona zmuszona opuścić sferę
                                      biznesu Piotr Plajta.
                                      - Czy to oznacza, że bank zbankrutował? - pyta dziennikarz czołowego portalu.
                                      Nikt nie odpowiada, ale i tak wszyscy znają odpowiedź. Dziennikarze zaczynają
                                      przekrzykiwać się w pytaniach, błyskają flesze...

                                      Bo właściciel wybrał Afrykę
                                      14 miesięcy wcześniej w tej samej sali nastroje były szampańskie. Uśmiechnięci
                                      menedżerowie wznosili toast, bo jeden z większych polskich banków - Krach Bank
                                      - został przejęty przez duży bank inwestycyjny z Europy Zachodniej.

                                      Plany były spektakularne. Ogromne inwestycje w nowe placówki, wzrost
                                      zatrudnienia, ekspansja na rynku bankowości prywatnej i przedsiębiorstw.

                                      Wszyscy znali na pamięć reklamę Krach Banku do znudzenia pokazywaną między
                                      "Sportem" a "Pogodą". To był pierwszy w historii klip, w którym kupieni z reklam
                                      konkurencji Marek Kondrat, Piotr Fronczewski i John Cleese spotkali się z Dodą.

                                      Krach Bank przedstawił "najlepszą ofertę kredytową na rynku". Pożyczkę od ręki
                                      mógł dostać każdy. "Pieniądze w 30 sekund" - brzmiał jeden ze sloganów.

                                      Nikt nie zauważył niepokojących wiadomości ukrytych gdzieś na giełdowych
                                      stronach portali. Kogo obchodziłyby kłopoty na afrykańskim rynku nieruchomości
                                      albo spadek cen domów w Indiach? Jak się wkrótce okazało, miały one decydujący
                                      wpływ na przyszłość milionów Polaków, którzy powierzyli swoje pieniądze Krach
                                      Bankowi. Gdy to zrozumieli, było już za późno.

                                      Zagraniczny właściciel Krach Banku ostro inwestował na wschodzących rynkach.
                                      Stał się właścicielem największych banków w Indiach i Nigerii. Gdy perły w
                                      koronie koncernu znalazły się w tarapatach, zarząd podjął decyzję, że to właśnie
                                      je trzeba ratować.

                                      Tymczasem w Polsce ceny mieszkań zaczęły gwałtownie spadać. Część z
                                      biedniejszych kredytobiorców nie miało za co spłacać kredytów. Szczególnie tych
                                      zaciągniętych we frankach, bo cena tej waluty wzrosła w ciągu kilkunastu
                                      miesięcy z 2 do 3 złotych. Razem z nią raty kredytu.

                                      Wzrosła liczba osób, które nie mogły, albo zwyczajnie nie chciały już płacić
                                      rat. Krach Bankowi zaczęło brakować gotówki. Wtedy, to była środa, w głównym
                                      wydaniu Wiadomości TVP pojawiła się plotka, że bank ma problemy z płynnością
                                      finansową.
                                      Pół godziny później strony internetowe banku padły z przeciążenia. Następnego
                                      dnia przed oddziałami ustawiły się kolejki przerażonych klientów. Niestety
                                      żadnej z placówek nie otwarto.

                                      W warszawskim parku wściekły tłum zlinczował biegacza, który w koszulce z logiem
                                      Krach Bank, przygotowywał się do maratonu...

                                      Nikt nie spodziewał się krachu Krach Banku.
                                      Gdzie są moje pieniądze?
                                      Oczywiście, że wiem. Że tysiące innych klientów w ten sposób straci swoje
                                      oszczędności? Trudno, dla mnie najważniejsze jest odzyskać swoje.
                                      Napisał na swoim blogu Jan Samolub, jeden z niewielu klientów Krach Banku,
                                      którym udało się wypłacić w środę wieczorem pieniądze z Krach Banku. Co stało
                                      się pamiętnej nocy z środy na czwartek?

                                      Gdy zarząd Krach Banku zgodnie z procedurą powiadomił Komisję Nadzoru
                                      Finansowego, ta natychmiast podjęła decyzję o zawieszeniu działalności spółki.
                                      Od tego momentu klienci nie mają już dostępu do swoich pieniędzy. Nie mogą
                                      przelać swoich środków na inne konto.

                                      Zgodnie z polskim prawem, jedyną transakcją, jaką mogą dokonać to... przelew na
                                      konto Urzędu Skarbowego. Co bardziej oczytani klienci Krach Banku przelewają
                                      wszystkie środki na konto fiskusa. Na zaś. Minister finansów jest wniebowzięty.
                                      Obiecuje, że nadwyżkę wpływów przeznaczy na rewaloryzację emerytur.

                                      W piątek nagłówki wszystkich gazet pytają:

                                      Czy klienci Krach Banku odzyskają swoje pieniądze?
                                      - Trzymałem w Krach Banku wszystkie oszczędności swojego życia. Odkładałem na
                                      emeryturę. Jak mam odzyskać stracone pieniądze? Czy mam szansę odzyskać
                                      wszystko? - piszą czytelnicy najpopularniejszego serwisu w kraju.
                                      Wyhacz.pl kieruje wszystkie te zapytania do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego,
                                      instytucji, której zadaniem jest wypłacanie pieniędzy klientom upadłego banku.
                                      Można liczyć na zwrot pieniędzy razem z odsetkami, ale... tylko do określonej
                                      kwoty. I tu zaczynają się schody.

                                      Pan Adam Stratny, emerytowany oficer Wojska Polskiego, miał łącznie w Krach
                                      Banku 500 tys. złotych oszczędności. Nigdy nie lubił grać na giełdzie.
                                      Szczególną satysfakcję miał kilkanaście miesięcy temu, gdy koledzy piloci,
                                      urodzeni gracze, utopili dziesiątki tysięcy podczas głębokiej dwuletniej bessy.
                                      A wcześniej śmiali się z niego i mówili: "Kto nie kupił akcji, przegrał życie".

                                      Pan Adam twardo mroził fundusze na lokatach i zarabiał (właściwie to oszczędzał,
                                      ale bez strat). W dniu bankructwa Krach Banku miał 480 tys. oszczędności na
                                      lokatach - na wnuki - i 20 tys. na ROR, na wakacje.

                                      Niestety, z tej kwoty dostanie tylko... 81,4 tys. złotych. Dlaczego tak mało? Bo
                                      BFG gwarantuje tylko zwrot kwoty nie przekraczającej równowartość 22,5 tys.
                                      euro. Klient bankrutującego banku może liczyć na 100 procent wkładu, ale tylko
                                      od depozytów nie większych niż 1000 euro, między 1 tys. a 22,5 tys. euro
                                      dostanie 90 proc. kwoty. Każda złotówka powyżej tej kwoty - przepada.

                                      Szczęście w nieszczęściu pana Adama i tysięcy innych klientów był fakt, że w
                                      dniu upadku Krach Banku złoty był wyjątkowo słaby - 1:4 w stosunku do euro.

                                      Dopiero, gdy sąd ogłosi upadłość banku, pan Adam będzie mógł starać się o swoje
                                      pieniądze, na podobnych zasadach, co każdy inny wierzyciel bankrutującego
                                      przedsiębiorstw.

                                      Przerażonym klientom innych banków Wyhacz.pl radzi: Trzymajcie mniejsze kwoty w
                                      różnych bankach, w ten sposób "kwota" gwarantowana obejmie większą część, albo
                                      wszystkie wasze oszczędności.
                                      Ostatnia deska ratunku
                                      Kiedy klienci szukają sposobu na odzyskanie pieniędzy utopionych w Krach Banku,
                                      premier wraz z prezesem NBP zastanawiając się, co zrobić z upadłą spółką.
                                      Poufnie kontaktują się z szefami innych największych banków. Trzeba za wszelką
                                      cenę zapobiec panice, tak by Krach Bank nie pociągnął za sobą wszystkich.

                                      Bo, chociaż prawo w każdym cywilizowanym kraju przewiduje upadłość banku, jak
                                      każdej innej spółki, wiadomo, że nie dotyczy to największych. Szczególnie
                                      największych banków.

                                      1. Northern Rock - piąty co do wielkości bank w Wielkiej Brytanii od połowy 2007
                                      roku miał poważne problemy finansowe. Gdy znalazł się na granicy bankructwa, 17
                                      lutego 2008 rząd ogłosił, że bank stanie się własnością Jej Królewskiej Mości,
                                      czyli zostanie znacjonalizowany.

                                      2. W piątek 14 marca amerykański bank Bear Stearns poinformował o problemach z
                                      płynnością finansową. W sobotę, okazało się, że praktycznie zbankrutował. W
                                      niedzielę większy konkurent JP Morgan, sam w ogromnych finansowych tarapatach,
                                      kupił za bezcen Bear Stearns. Pieniądze - 30 miliardów dolarów - dostał od Fed.

                                      3. Fannie Mae i Freddie Mac - spółki notowane na giełdzie, których zadaniem jest
                                      udzielanie gwarancji na rynku kredytów hipotecznych - od roku kuleją. W lipcu
                                      kurs ich akcji załamał się i znalazły się na krawędzi. Rząd i Fed dawna pomagają
                                      im jak mogą. Teraz rozważają nacjonalizaję spółek.

                                      4. 11 lipca rząd amer
                                      • Gość: Augustyn Re: A co jak padną banki? IP: *.gdynia.mm.pl 16.09.08, 07:58
                                        4. 11 lipca rząd amerykański przejął kontrolę nad kalifornijskim bankiem
                                        IndyMac. Spółka, która specjalizowała się w ryzykownych kredytach mieszkaniowych
                                        stała się niewypłacalna. Z dnia na dzień zamknięto oddziały oraz zablokowano
                                        bankomaty IndyMaca. Czy oznacza to, że bank splajtował? Prawie przed bankructwem
                                        uratował go rząd. Przejął wart 32 miliardy dolarów bank.
                                        Kryzys nadciąga z zachodu
                                        To tylko wizja przyszłości. Na razie w Polsce spokój, ale na Zachodzie już
                                        szykują się do Krachu. Sondaż opublikowany niedawno przez firmę badawczą Harris
                                        Interactive pokazuje, że Amerykanie i mieszkańcy Wielkiej Brytanii, Francji,
                                        Niemiec, i Hiszpanii przestali ufać bankom.

                                        Ponad jedna trzecia Włochów i Hiszpanów jest "bardzo zaniepokojona" tym, że może
                                        stracić swoje oszczędności w wyniku załamania się systemu finansowego w ich
                                        krajach.
                                        Mniej więcej połowa ankietowanych Niemców i Francuzów stwierdziła, że spodziewa
                                        się krachu. Najwięcej z nich twierdzi, że nastąpi on w ciągu pięciu najbliższych
                                        lat. Tylko od 10 do 20 procent respondentów uważa, że krach ich ominie.
                                        Chociaż polskie banki, dzięki temu, że wciąż pozostają w tyle za zachodnimi,
                                        uniknęły konsekwencji kryzysu sub-prime, nie są bezpieczne. Firma konsultingowa
                                        Ernst&Young ostrzegła je niedawno przed zbyt lekkomyślnym udzielaniem kredytów
                                        klientom.

                                        W sytuacji, gdy ich ilość kredytów wielokrotnie przewyższa ilość zdeponowanych
                                        w kasie banku oszczędności klientów, ryzyko niewypłacalności rośnie. Wszystko
                                        zależy od tego, czy kredytobiorcy będą chcieli i będą w stanie spłacać pożyczki.
                                        Jeśli okaże się, że mają z tym trudności, grozi nam katastrofa...
                                        Bartek Ciszewski
                                        • Gość: brick Azja Australia Oceania IP: *.toya.net.pl 16.09.08, 08:18
                                          Japoński indeks Nikkei obniżył się w połowie dnia o 5,06%.

                                          Na giełdzie w Hong Kongu spadek wyniósł 6,49%. a południowokoreański indeks
                                          Kospi obniżył się o 6,2%.

                                          Giełda tajwańska w Tajpej zanotowała spadek notowań o 3,88%. Spadki wystąpiły
                                          też na rynku finansowym w Szanghaju i Singapurze.

                                          Giełdy w Australii i Nowej Zelandii. Spadki wyniosły odpowiednio 2,4 i 2,7%.
                                                • Gość: non Re: Witajcie w utopii IP: *.toya.net.pl 22.09.08, 10:32
                                                  Etapy finansowej katastrofy

                                                  Nouriel Roubini ze Stern School of Business przy Uniwersytecie Nowojorskim –
                                                  założyciel monitora RGE.

                                                  Ostatnie scenariusze profesora Roubiniego były wystarczająco ponure, by
                                                  każdego przyprawić o gęsią skórkę. Jednak jego tok myślenia zasługuje na to, by
                                                  wziąć go poważnie. Jako pierwszy, w lipcu 2006 roku, przewidział recesję w USA.
                                                  W owym czasie był to pogląd wysoce kontrowersyjny. Teraz głosi, że istnieje
                                                  "rosnące prawdopodobieństwo ‘katastroficznych’ konsekwencji finansowych i
                                                  ekonomicznych". Charakteryzuje się: błędnym kołem, w którym głęboka recesja
                                                  powoduje, że straty finansowe robią się jeszcze dotkliwsze, a z kolei rosnące
                                                  straty finansowe i kryzys na tym rynku pogłębiają recesję".
                                                  1. To najgorsza recesja w historii amerykańskiego rynku nieruchomości. Ceny
                                                  domów, jego zdaniem, spadną w porównaniu z punktem szczytowym o 20 do 30
                                                  procent, co oznacza, że gospodarstwa domowe zubożeją o 4000-6000 miliardów
                                                  dolarów. Dziesięć milionów gospodarstw domowych znajdzie się na minusie – to
                                                  dość, by mnóstwo domów wystawiono na licytację, a liczne firmy budowlane
                                                  zbankrutowały.
                                                  2. Dalsze straty, przekraczające szacowane obecnie 250-300 miliardów dolarów z
                                                  tytułu ryzykownych kredytów hipotecznych. Około 60 procent wszystkich kredytów
                                                  hipotecznych udzielonych między rokiem 2005 i 2007 "zostało przyznanych w sposób
                                                  szalony i szkodliwy", twierdzi profesor Roubini. Goldman Sachs szacuje straty z
                                                  tytułu kredytów hipotecznych na 400 miliardów dolarów. Jeżeli jednak ceny domów
                                                  spadną o więcej niż 20 procent, straty będą dotkliwsze. To jeszcze bardziej
                                                  ograniczy zdolność banków do udzielania kredytu.
                                                  3. Głębokie straty na niezabezpieczonych kredytach konsumenckich: kartach
                                                  kredytowych, kredytach motoryzacyjnych, pożyczkach studenckich i tak dalej.
                                                  "Kryzys kredytowy" przeniesie się z segmentu hipotecznego na cały obszar kredytu
                                                  konsumenckiego.
                                                  4. Obniżenie wiarygodności kredytowej dla ubezpieczycieli obligacji nie
                                                  zasługujących na rating AAA, niezbędny by działać w tym biznesie. Konsekwencją
                                                  będą dalsze odpisy na sumę 150 miliardów dolarów z tytułu inwestycji w papiery
                                                  zabezpieczone aktywami.
                                                  5. Krach na rynku nieruchomości komercyjnych.
                                                  6. Bankructwo dużego regionalnego lub narodowego banku.
                                                  7. Wielkie straty z tytułu lekkomyślnie przeprowadzanych operacji wykupów
                                                  lewarowanych. Setki miliardów dolarów z pożyczek udzielanych na ten cel spoczywa
                                                  dziś w bilansach instytucji finansowych.
                                                  8. Fala korporacyjnych upadłości. Generalnie amerykańskie firmy są w niezłej
                                                  kondycji, ale wiele z nich ma niską rentowność i jest potężnie zadłużona. Takie
                                                  upadłości przyczynią się do dalszych strat w segmencie "swapów na wypadek
                                                  niewypłacalności", które ubezpieczają tego rodzaju dług. Straty mogą sięgnąć 250
                                                  miliardów dolarów i spowodować bankructwo niektórych ubezpieczycieli.
                                                  9. Kryzys w "finansowej sferze cienia". Sytuacja funduszy hedgingowych i innych
                                                  specjalnych wehikułów inwestycyjnych stanie się tym trudniejsza, że nie mają one
                                                  bezpośredniego dostępu do pożyczek z banków centralnych.
                                                  10. Wyprzedaż akcji na giełdzie. Upadek funduszy hedgingowych i kurczenie się
                                                  marż oraz zakładanie krótkich pozycji może doprowadzić do lawinowego spadku cen.
                                                  11. Radykalne ograniczenie płynności na licznych rynkach finansowych, w tym na
                                                  rynku międzybankowym i pieniężnym. Oprócz tego wzrosną obawy o wypłacalność
                                                  poszczególnych graczy.
                                                  12. Błędne koło strat, wycofywania kapitału, utrudnień w dostępie do kredytu,
                                                  wymuszonej likwidacji i panicznej wyprzedaży aktywów poniżej ich ceny
                                                  fundamentalnej".
                                                  Oto 12 kroków do krachu. W sumie, jak twierdzi profesor Roubini: "Łączne
                                                  straty w systemie finansowym przekroczą kilkaset bilionów dolarów, a recesja
                                                  gospodarcza będzie głębsza, dłuższa i dotkliwsza". Ten "koszmarny scenariusz"
                                                  spędza jego zdaniem sen z powiek Benowi Bernanke i jego kolegom z Rezerwy
                                                  Federalnej. To tłumaczy, dlaczego Fed, który tak długo nie chciał przyjąć tych
                                                  zagrożeń do wiadomości, obniżył w tym roku stopy procentowe o 200 punktów
                                                  bazowych. Ma to być rodzaj zabezpieczenia przed krachem finansowym.
                                                  Scenariusz jest prawdopodobny. Jeżeli dojdzie do skutku, utnie wszystkie
                                                  teorie na temat ”rozdzielenia”. Jeżeli recesja potrwa przez sześć kwartałów,
                                                  ostrzega Roubini, środki zaradcze podejmowane przez resztę świata okażą się
                                                  spóźnione i niewystarczające.
                                                  Roubini wymienia osiem powodów, dla których jest to niemożliwe. Możliwość
                                                  łagodzenia amerykańskiej polityki monetarnej jest ograniczona przez zagrożenia,
                                                  jakie sprawia słaby dolar i inflacja; agresywne cięcie stóp rozwiązuje jedynie
                                                  problem braku płynności, a nie niewypłacalności; ubezpieczyciele obligacji
                                                  stracą swoje ratingi kredytowe ze wszystkimi tego poważnymi konsekwencjami;
                                                  ogólne straty będą zbyt wielkie, by mogły sobie z nimi poradzić państwowe
                                                  fundusze inwestycyjne; interwencje organów publicznych są zbyt skromne, by
                                                  ustabilizować rynek nieruchomości; Fed nie jest w stanie rozwiązać problemów
                                                  "szarej" strefy rynku finansowego; organy nadzoru nie mogą znaleźć stosownej
                                                  równowagi miedzy jasnością co do strat i pewną wyrozumiałością, a oba te
                                                  czynniki są potrzebne; i wreszcie nastawiony na transakcje system finansowy sam
                                                  jest pogrążony w głębokim kryzysie.
                                                  Wszystko to nie oznacza, że nie ma drogi wyjścia z pułapki. Niestety,
                                                  wszystkie są szkodliwe. W ostateczności zawsze rządy mogą rozwiązać kryzysy
                                                  finansowe. To żelazna zasada. Wybawienie może przyjść poprzez przejęcie przez
                                                  państwo złych długów, zneutralizowanie inflacji, albo jedno i drugie. Japonia
                                                  wybrała to pierwsze, ku wielkiemu niezadowoleniu swojego ministerstwa finansów.
                                                  Jednak Japonia jest krajem wierzycieli, w którym oszczędzający pokładają
                                                  absolutną wiarę w wypłacalność swojego rządu. USA natomiast są dłużnikiem. Muszą
                                                  być wiarygodne przez zagranicznymi kredytodawcami. Jeżeli tego nie zrobią,
                                                  rozwiązanie inflacyjne stanie się prawdopodobne. To chyba tłumaczy, dlaczego
                                                  złoto kosztuje 920 dolarów za uncję.
                                                  Związek pomiędzy pęknięciem bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości, a
                                                  kruchością systemu finansowego powoduje wielkie zagrożenia, zarówno dla USA, jak
                                                  i dla reszty świata. Teraz z pomocą przybywa amerykański sektor publiczny pod
                                                  wodzą Fed. W końcu odniosą sukces, ale to będzie wyjątkowo niewygodna podróż.
                                                  • Gość: end Radość przed agonią IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.09.08, 15:47
                                                    "Dziennik" z dnia 22 września 2008 r.

                                                    Rozmowa Renaty Kim z Jeremym Rifkinem - amerykańskim ekonomistą, doradcą Unii
                                                    Europejskiej ds. gospodarczych i autorem m.in. "Europejskiego snu"


                                                    Renata Kim: Czy możemy już odetchnąć z ulgą po tym, jak przez ostatnie dwa dni
                                                    giełdy na całym świecie mocno poszybowały w górę? Czy to już jutrzenka nadziei?
                                                    Jeremy Rifkin: Jaka jutrzenka?! Czekają nas znacznie gorsze czasy. Te dwudniowe
                                                    gwałtowne wzrosty indeksów to po prostu efekt wykupywania długów na masową skalę
                                                    przez rząd USA. Stała się rzecz absolutnie niesłychana: władze Stanów
                                                    Zjednoczonych, ale także innych krajów wpompowały miliardy dolarów z kieszeni
                                                    swoich podatników, by ratować upadające instytucje finansowe. Myślę, że nie
                                                    skończą na tym, na ratowanie banków zmarnują biliony dolarów. Ale to nie pomoże.
                                                    Z podatków zapłacimy długi, a potem zaciągniemy kolejne i tak bez końca.

                                                    Więc nie podoba się panu najnowszy amerykański plan ratunkowy?
                                                    Oczywiście, że nie! Niech pani zadzwoni do mnie za rok, to pogadamy o tym, jakie
                                                    straszliwe szkody ten plan spowodował. Ameryka jest pogrążona w głębokim
                                                    kryzysie, jest bankrutem. I nic się nie poprawi, a wręcz przeciwnie - będzie
                                                    coraz gorzej. A wtedy amerykański kryzys ogarnie również Polskę i wszystkie inne
                                                    państwa świata. Przywódcy polityczni powinni się wreszcie ocknąć, podobnie
                                                    zresztą jak przedsiębiorcy - wszyscy muszą zrozumieć, że jedynym wyjściem jest
                                                    stworzenie zupełnie nowych podstaw gospodarki, bo obecna jest zupełnie niewydolna.

                                                    Zgadza się pan z byłym szefem Fed Alanem Greenspanem, który twierdzi, że właśnie
                                                    zaczął się kryzys gospodarczy porównywalny z tym lat 30. ubiegłego wieku?
                                                    Całkowicie. Tkwimy w głębokiej recesji. Ostrzegałem przed tym kryzysem od co
                                                    najmniej pięciu lat, powtarzałem do znudzenia przywódcom państw oraz szefom
                                                    największych przedsiębiorstw, że sytuacja jest naprawdę poważna. Obecny krach na
                                                    rynkach finansowych był łatwy do przewidzenia, szkoda tylko, że nikt nie chciał
                                                    mnie słuchać. Moja żona mówi, że ludzie nie słuchają, bo są idiotami, ale ja nie
                                                    wiem, czy to dobre wytłumaczenie. Większość po prostu nie chciała uwierzyć, że
                                                    stare, dobre czasy się skończą.

                                                    Co pana zdaniem zwiastowało ten kryzys?
                                                    Zaczęło się w roku 1991, gdy Ameryka zmagała się z potężną zapaścią na rynku
                                                    nieruchomości. Udało się z niego wyjść dzięki udzielanym na masową skalę
                                                    kredytom konsumenckim. Krótko mówiąc: pokonaliśmy ówczesne problemy nie dzięki
                                                    gruntownym reformom gospodarczym czy szczególnie innowacyjnym przedsięwzięciom,
                                                    ale dlatego, że lekką ręką wydawaliśmy miliony kart kredytowych. Ludzie kupowali
                                                    bez opamiętania, a ekonomia się rozwijała. Także światowe gospodarki, zwłaszcza
                                                    te rozwijające się, miały się dobrze dzięki amerykańskiej konsumpcji. Ale
                                                    zapłaciliśmy za to ogromną cenę - potwornym zadłużeniem. Amerykanie nie tylko
                                                    nie mają teraz żadnych oszczędności, ale są nawet winni ogromne pieniądze
                                                    bankom. Przeciętna rodzina w USA wydaje więcej, niż zarabia. Podobne problemy
                                                    mają też Brytyjczycy, myślę, że np. Polacy są w o wiele lepszej sytuacji.

                                                    Jak można było utrzymywać ten patologiczny stan przez tak wiele lat?
                                                    Pomogły nam kredyty hipoteczne. Banki hojnie rozdawały niskooprocentowane
                                                    kredyty, nie stawiały wygórowanych wymagań kredytobiorcom i tak powstała owa
                                                    słynna bańka na rynku hipotek. Ludzie sądzili, że stać ich na własny dom, ale
                                                    potem okazywało się, że nie są w stanie spłacać rat, a bankom, które udzieliły
                                                    złych kredytów, zaczęła grozić upadłość. A jakby tego było mało, ceny energii
                                                    zaczęły gwałtownie rosnąć. Dopóki były niskie, globalizacja rozwijała się
                                                    doskonale zgodnie z zasadą, że można produkować towary w krajach, gdzie jest
                                                    tania siła robocza, i transportować je po całym świecie. Gdy baryłka ropy
                                                    osiągnęła magiczną cenę prawie 150 dol., nastąpił kres obecnego etapu globalizacji.

                                                    Co to znaczy?
                                                    Proszę pamiętać o jednej fundamentalnej zasadzie: cała światowa gospodarka
                                                    zależy od ropy, gazu i węgla. Przemysł ciężki i lekki, budownictwo, wszystko
                                                    zależy od ropy, gazu i węgla. A my właśnie dochodzimy do ery zmierzchu tych
                                                    surowców, druga rewolucja przemysłowa dogorywa na naszych oczach. Więc kiedy
                                                    baryłka ropy osiągnęła cenę 147 dol., natychmiast zdrożała żywność, a globalna
                                                    gospodarka zaczęła ostro wyhamowywać. A potem nagle ceny energii zaczęły spadać.
                                                    Ale nie było w tym cudu, nie znaleźliśmy nagle nowych źródeł ropy czy gazu. My
                                                    po prostu zaczęliśmy energię gwałtownie oszczędzać.

                                                    Więc co nas teraz czeka? Trzecia rewolucja przemysłowa?
                                                    Dokładnie tak. Doszliśmy do punktu, który nazwałem "szczytowym stadium
                                                    globalizacji". Musimy natychmiast zmienić cały nasz sposób myślenia o
                                                    gospodarce, bo źródeł energii nie zacznie nam nagle przybywać. Potrzebna jest
                                                    prawdziwa rewolucja, inaczej będziemy ciągle miotać się od jednego do drugiego
                                                    kryzysu.

                                                    Brzmi bardzo wzniośle, ale jak miałaby wyglądać taka rewolucja?
                                                    Jestem doradcą Unii Europejskiej ds. gospodarczych i zaproponowałem waszym
                                                    przywódcom, by od tej pory stosować inny sposób myślenia o zagrożeniach
                                                    ekonomicznych. To konieczne, szczególnie w erze nawracających, coraz
                                                    silniejszych huraganów, topniejących lodowców oraz wiecznej suszy w Afryce. Nie
                                                    wolno nam już dłużej polegać na ropie czy gazie, musimy sięgnąć do odnawialnych
                                                    źródeł energii. Każda rewolucja zaczynała się od tego, że ludzie sięgali po nowe
                                                    źródła energii, a ludzie zmieniali sposób dogadywania się w tej sprawie. Tylko
                                                    tam można zmienić historię ludzkości. Inaczej czeka nas zażarta walka o dostępne
                                                    złoża gazu czy ropy.

                                                    Kto miałby przeprowadzić te zmiany?
                                                    Rządy wspólnie z przedsiębiorcami. Trzecia rewolucja będzie się opierała na
                                                    budownictwie, ale całkowicie zrewolucjonizowanym, takim, w którym każdy dom
                                                    mieszkalny, fabryka, sklep czy szkoła będzie swoistą elektrownią. Będą zbierać
                                                    energię słoneczną, wodną i wiatrową i przetwarzać ją na potrzeby ludzi. Tak
                                                    buduje się już m.in. w Hiszpanii. I powtórzę raz jeszcze: szukanie odnawialnych
                                                    źródeł energii to jedyna metoda, by wyrwać się z zaklętego kręgu kolejnych
                                                    kryzysów finansowych. Każde inne rozwiązanie przyniesie jedynie chwilową ulgę.

                                                    Czy amerykańscy przywódcy są gotowi na takie zmiany?
                                                    Nie! Ani obecni, ani przyszli. Z pewnością nie jest na nie gotowy John McCain,
                                                    być może uda się przekonać do nich Obamę, on wydaje się bardziej elastyczny.

                                                    Kilka lat temu twierdził pan, że kapitalizm jest nie do pobicia, jeśli chodzi o
                                                    kreatywność, innowacyjność, mobilność i przedsiębiorczość. Teraz wieszczy się
                                                    raczej koniec kapitalizmu.
                                                    To nie jest koniec kapitalizmu, ale z pewnością koniec obecnego stadium
                                                    globalizacji. Jeśli chcemy przejść do kolejnego stadium, musimy uwierzyć
                                                    wreszcie, że od tej pory każde gospodarcze przedsięwzięcie musi angażować
                                                    zarówno środki prywatne, jak i publiczne. Trzeba stworzyć miliony nowych miejsc
                                                    pracy, postawić na odnawialne źródła energii. I musimy skończyć z naiwną wiarą,
                                                    że wolny rynek załatwi za nas wszystko. To tylko ideologiczne frazesy powtarzane
                                                    przez neokonserwatystów.

                                                    Czy inwestował pan jakieś pieniądze na nowojorskiej giełdzie?
                                                    Ani jednego dolara. Przeczuwałem, co się stanie, i dlatego wiele lat temu
                                                    kupiłem obligacje skarbu państwa. Teraz wszyscy panikują, a ja śpię spokojnie.
                                                    Problemy będę miał wówczas, gdy padnie rząd USA i dolar. (śmiech)
                                                  • Gość: adrem Kolejny noblista o kryzysie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.08, 12:45
                                                    Muhammad Yunus, twórca systemu mikropożyczek, za który w 2006 r. otrzymał
                                                    Nagrodę Nobla, poradził zachodnim instytucjom finansowym, by uczyły się od
                                                    banków w biednych krajach.
                                                    Noblista założył swój Grameen Bank w Bangladeszu 30 lat temu i zaczął od
                                                    udzielenia pierwszej klientce pożyczki w wysokości 27 dolarów. Dziś Grameen to
                                                    jedna z największych instytucji finansowych obsługująca biednych, niemających
                                                    dostępu do tradycyjnych kredytów bankowych. 98 proc. udzielanych przezeń
                                                    pożyczek jest spłacana, podczas gdy giganci z Wall Street mają problem z
                                                    odzyskaniem pieniędzy od kredytobiorców.
                                                    - Dziś, gdybyśmy się postarali, moglibyśmy kupić kilka z tych upadających banków
                                                    w USA. Nie ma problemu, to możliwe - zadeklarował Yunus półżartem podczas
                                                    konferencji na temat filantropii zorganizowanej przez fundację Clinton Global
                                                    Initiative.
                                                    - Nie ignorujcie biednych... Pożyczamy im ponad miliard dolarów rocznie - dodał
                                                    Yunus.

                                                    źródło: "GW" z 29 września 2009 r.
                                                  • Gość: pb Kryzys będzie najgłębszy od dziesięcioleci IP: *.toya.net.pl 08.10.08, 10:02
                                                    Cezary Mech: Kryzys będzie najgłębszy od dziesięcioleci
                                                    IAR 8.10.2008 09:28
                                                    Doradca prezesa NBP Cezary Mech uważa, że światowy kryzys finansowy
                                                    przekształcił się w kryzys gospodarczy. Ekonomista powiedział w Programie
                                                    Trzecim Polskiego Radia, że kryzys będzie prawdopodobnie głębszy niż w
                                                    poprzednich dziesięcioleciach i z pewnością wpłynie negatywnie na sytuację w Polsce.

                                                    Zdaniem gościa Salonu Politycznego Trójki, który zastrzegł, że wyraża tylko
                                                    osobiste poglądy, sytuacja wymaga skoordynowanych działań na światowych rynkach.
                                                    Za przyczyny kryzysu Mech uznał luźną politykę finansową Stanów Zjednoczonych i
                                                    brak nadzoru na rynkach finansowych.

                                                    Ekonomista dodał, że kryzys spowodował utratę wzajemnego zaufania w światowych
                                                    finansach, a jego odbudowa będzie długotrwała. Jako ewentualne środki zaradcze
                                                    Cezary Mech wymienił wzmocnienie nadzoru nad rynkami finansowymi i ich
                                                    dofinansowanie.

                                                    "W Polsce sytuacja wymaga elastycznych reakcji rządu. Szczególnie ważna rola
                                                    przypadnie też Komisji Nadzoru Finansowego" - powiedział Cezary Mech i dodał, że
                                                    projekt przyszłorocznego budżetu jest zbyt optymistyczny, szczególnie jeśli
                                                    chodzi o wzrost PKB i dochody.

                                                    Ekonomista dodał, że rząd nie powinien zacieśniać polityki fiskalnej w chwili,
                                                    gdy instytucje finansowe wprowadzają ograniczenia kredytowe.

                                                    Mówiąc o polskim systemie bankowym, ekonomista podkreślił, że jest on
                                                    stabilniejszy od amerykańskiego. Niepokojącym zjawiskiem było natomiast oddanie
                                                    prawie całego systemu bankowego firmom zagranicznym. W tej sytuacji rząd
                                                    powinien czuwać, aby nie dochodziło do transferu pieniędzy za granicę.
                                                  • nefnef Re: Zaczyna się dramat! 18.10.08, 00:50
                                                    Ciekawe to czasy i w takich żyjemy. A zgotowali nam to ci, którzy – jak Augustyn
                                                    stwierdził – zarabiają miliony. Ciekawe czy nasi bankierzy zarabiają wciąż tyle
                                                    samo, czy dostali podwyżki?
                                                  • Gość: finanse Kryzys uderzy wkrótce w finanse Łodzi IP: *.toya.net.pl 21.10.08, 09:21
                                                    To już koniec atrakcyjnych sprzedaży nieruchomości komercyjnych zasilających
                                                    środki budżetu. Ślimaczą się prace współfinansowane środkami z UE. maleje także
                                                    kondycja podatników przytłoczonych wzrastającymi ciężarami z tytułu opłat i
                                                    podatków lokalnych, a także cen za media techniczne i konsumpcję.
                                                    Nadmierne zadłużenie także da znać o sobie większymi kosztami za obsługę długu
                                                    miejskiego.
                                                    Nie zazdroszczę służbom odpowiedzialnym za zarządzanie kryzysem, bo tylko tak
                                                    można nazwać obecnie zarządzanie miastem.
                                                  • Gość: Augustyn Parę zdań na temat winnych! IP: *.lodz.mm.pl 28.10.08, 21:45

                                                    Nefnefie(o)los zgotowali nam:
                                                    -Wuj Sam (ściśle paru wujków samów), który pozwolił Fed-owi na "miekką" politykę
                                                    monetarną i dopieszczał instytucje prywatne (bądź quasi prywatne) realizujące
                                                    jego (wuja sama) politykę socjalną (dom dla każdego Amerykanina itd.);
                                                    -komitet noblowski, który nagrodził fizyków piszących o popieprzonych
                                                    "instrumentach pochodnych" (dwóch fizyków zostało później managerami i
                                                    przepurtało pięć miliardów baksów-nikt nie zwrócił na to uwagi);
                                                    -biedni (nie ma populizmu bez "populi"/tzw. ludu, a egoizm ma również twarz
                                                    biedaka), którzy chętnie sięgnęli po karty kredytowe i kredyty na domy (bank
                                                    kredyt dawał, wuj sam popierał i się cieszył ze wzrostu, ale biedak kredyt wziął
                                                    bo: "mu się należało");
                                                    -wszyscy my, którzy coś tam o ekonomii wiedzą, ale za cicho gadali o iluzjach,
                                                    za które teraz płacimy;
                                                    -o.k. winni są też kolesie z Wall Street...
                                                    Pozdrawiam.
                                                    Augustyn
                                                  • Gość: Augustyn Re: Kryzys uderzy wkrótce w finanse Łodzi IP: *.wroclaw.mm.pl 13.11.08, 18:29
                                                    Nie tylko Łodzi.
                                                    Jeszce parę miesięcy temu "analitycy" i "eksperci" twierdzili, że wszystko
                                                    będzie cacy. RPP i NBP wróżyły "nieznaczny" spadek wzrostu PKB ("będziemy
                                                    rozwijać się wolniej, ale recesja to nie nasz problem").
                                                    Wczoraj w Wyborczej, Kawalec rzecze, że wzrost poniżej 1% PKB jest jak
                                                    najbardziej realny. Budżet Tuska jest więc już tylko chciejstwem. Zgodnie z tym,
                                                    co pisałem dziursko będziemy oglądać za rok o tej porze (przy takiej strukturze
                                                    wydatków, czyli udziale wydatków "sztywnych" ruch ma nasz premier niewielki; no
                                                    i ochoty chyba nie za wiele, bo zamiast pałować zwiunskowcóf, Donald gada z
                                                    Sarko o energetyce i środowisku...aż mi żal faceta, jak patrzę na tę jego
                                                    "ucieczkę od odpowiedzialności"); dziursko budżetowe-rzecz jasna.
                                                    Gminy mają kasę z centrali i udział w podatkach (m.in.), czyli w przyszłym roku
                                                    zakwękają aż miło. Pamiętać trzeba o zadłużeniu (luzu niewiele, a inwestycje
                                                    unijne trzeba dokończyć; dzięki Bogu Łódź omija Eurokopanina i nie trzeba
                                                    budować stadionów na jeden raz).
                                                    W każdym razie, nasi ynteligenci z Rady i prezydent (wierzący w interwencjonizm)
                                                    żadnego planu na nadciągające kłopoty nie mają.
                                                    A tymczasem trzeba będzie ciąć wydatki (zamknąć parę szkół, ze dwa teatry itd.)
                                                    i wrócić do postulatu (piszącego te słowa) prywatyzacji mienia komunalnego;
                                                    dobrze byłoby przycisnąć Palikota w kwestii automatycznego odrolnienia ziemi w
                                                    granicach miasta.
                                                    Czyli czas uruchomić zamrożony łódzki kapitał.
                                                    Ale kto by tam o tym myślał... Chłopaki się przyzwyczaili, że wpływy rosną
                                                    (emigranci słali, eksport szedł, unijne środki pozwalały na wstęg niekończące
                                                    się przecinanie) i myśleć nie trzeba.
                                                    Zawsze trzeba. Pytanie, czy wybrańcy ludu potrafią...
                                                  • 0u uderzy jak woda sodowa 14.11.08, 15:07
                                                    Wybrańcy ludu ciągną kasę z tego ludu i to taka, że aż miło. Władza rozdaje
                                                    premie za to, że prezesi łaskawie biorą olbrzymie pensje. Dziura nie będzie więc
                                                    niczym dziwnym. Nie związkowców prać a przyjrzeć się pensjom zarządzających i
                                                    efektom ich pracy. Bankierzy na pierwszy ogień!
                                                  • Gość: test Kryzys już uderza IP: *.toya.net.pl 19.11.08, 19:20
                                                    Znacząco spadną przychody budżetu. Biedniejący ludzie nie będą płacić swoich
                                                    zobowiązań. Miastu ż a d e n bank nie pożyczy potrzebnych pieniędzy na potrzeby
                                                    inwestycyjne. Budowa hali sportowej nie będzie finansowana. Rozpoczęte biurowce
                                                    zatrzymają się na etapie kilku kondygnacji.
                                                    Ech, Augustynie. Qurcze, facet, miałeś rację!
                                                  • Gość: Augustyn Pewno, że miałem IP: *.lodz.mm.pl 19.11.08, 23:51
                                                    rację. To nie jest znowu jakiś wielki wyczyn. Trochę wiedzy plus tzw.
                                                    ynteligencja/bystrość i już.
                                                    Wiesz, zastanawiam się, gdzie ta swołocz, co mnie rok temu notorycznie obrażała?
                                                    Żeby choć jeden przeprosił. Gdzie tam... Parobczański syn zawsze nienawidzić
                                                    mnie będzie...
                                                    Ciekawe też jest, że przewidziałem zachowanie rzundców naszego Miasta; czyli
                                                    totalne osłupienie, no brak jakichkolwiek oznak życia, w tym i wysiłku
                                                    intelektualnego. Nic, zero, null. Nie widać ich, nie słychać... Reagują tylko na
                                                    takie "fakty medialne", jak sondaż, w którym Kropa kiepsko wypadł (a i to na
                                                    krótko).
                                                    Czekają chłopskie dzieci w Radzie Miasta aż im ktoś powie, co mają myśleć. Kropy
                                                    ciągle nie ma, Donald zresztą też ostatnio podróżuje non stop (dzisiaj był u
                                                    Arabów-po co?). A chłopaki z POPiS-u dumają nad budżetem Łodzi (ma być pierwsze
                                                    czytanie, czytanie ze zrozumieniem i czytanie streszczenia z komentarzem)...
                                                    Tzw. lud jednak jest tak samo durny, jak oni, więc pewno dotrwają do końca
                                                    kadencji biorąc te 2500 zeta za "posiedzenia w komisjach" i "inne posiedzenia, w
                                                    trakcie przygotowań do posiedzeń".
                                                    Zbierze się też "sztab Piotrkowska", a łódzka G.W. o tym napisze. Takoż i o
                                                    przebudowie centrum oraz rewitalizacji (po raz tysiąc setny), które niechybnie
                                                    nastąpią, jak to od lat ma miejsce (to znaczy owo "następowanie").
                                                    A ja dalej będę o prywatyzacji mienia komunalnego i odrolnieniu gruntów.
                                                    Czyli ja będę miał rację, a uni będą rzundzić.
                                                    Pozdrawiam serdecznie