W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.08, 11:43
W Łodzi nie ma ulic poświęconych założycielom miasta i fabrykantom

W Łodzi nie ma ani jednej ulicy poświęconej łódzkim fabrykantom.
Upamiętnienia nie doczekali się Herbst, Poznański, Geyer, Scheibler
ani Grohman. Na łódzkiej mapie mamy za to ulicę Jasia i Małgosi,
Czerwonego Kapturka, a ostatnio także Kinga C. Gillette, twórcy
jednorazowych maszynek do golenia. Miasto, chwalące się
wielokulturowością, nie dba o upamiętnienie ważnych dla jego
historii miejsc i postaci. Pisze o tym w liście do naszej redakcji
nasza Czytelniczka Helena Staszewska.

"W Łodzi brak jest miejsc opatrzonych nazwiskami łodzian wielkich i
tysięcy innych, działających na rzecz miasta na mniejszą miarę, a
wywodzących się z różnych nacji - pisze Helena Staszewska. - Wielkie
nazwiska niemieckich przedsiębiorców: Geyera, Grohmana, Scheiblera
czy żydowskiego przedsiębiorcy - I. Poznańskiego, a także nazwiska
polskie - architekta H. Majewskiego, prezydentów miasta oraz
nazwiska radnych, nie doczekały się upamiętnienia - nie istnieją na
oficjalnej mapie miasta. Mamy natomiast ulicę noszącą imię Kinga
C.Gillette - twórcy jednorazowych maszynek do golenia." (...)

Zmiana nazw ulic powoduje niemałe zamieszanie i liczne kontrowersje.
Boje toczono między innymi o ul. Sporną, teraz Pankiewicza. W liście
naszej Czytelniczki pojawiają się jednak pomysły dużo łatwiejsze do
realizacji.

::: Reklama :::


"Mamy w Łodzi, głównie przy ul. Piotrkowskiej, podwórka, które
przekształcają się w pasaże handlowe, każde z nich może mieć
wyróżnik - nazwę związaną z nazwiskiem łodzianina lub rodzajem
działalności gospodarczej prowadzonej w przeszłości lub obecnie na
danej nieruchomości - pisze dalej nasza Czytelniczka. - Zaułek X,
pasaż Y, uliczka Z, zakątek U, przejście W, skrót V, to możliwa
formuła nazw uzupełniających obowiązujące oznaczenie typu "ul.
Piotrkowska nr 104". Dbajmy o własną historię, bez niej staniemy się
punktem na mapie niegodnym zapamiętania. Nadawanie poszczególnym
miejscom miasta uzupełniających nazw ma również wymiar praktyczny.
Określenie "zaułek Szewców" może być reklamą podwórka, w którym
dostępne będą usługi szewskie. Rewitalizacji miasta wymaga różnych
technik. Miasto poprzez zapisy planu zagospodarowania przestrzennego
i regulowane czynsze może tworzyć preferencje dla danego typu
działalności gospodarczej. Rewitalizujmy i reklamujmy Łódź poprzez
nowe, twórcze nazewnictwo. Zmiana nazw miejsc publicznych pociąga za
sobą znaczne koszty związane z wymianą dowodów osobistych,
pieczątek, wpisów w licznych dokumentach. Uzupełnienie nazwy o człon
zwyczajowy, który z czasem może dominować, nie powinno rodzić
kosztów"...

Czy władze Łodzi, ale również deweloperzy i przedsiębiorcy, nie
powinny zainteresować się tym, jak wzbogacić miejską przestrzeń?
Pomysłem mogłoby być choćby uwzględnienie nazwisk słynnych
fabrykantów czy architektów podczas rewitalizacji naszego miasta.
Tak właśnie się stało podczas budowy loftów przy ul. Tymienieckiego.
Apartamenty noszą nazwę "U Scheiblera". Czy inne sławne nazwiska
pojawią się podczas rewitalizacji Księżego Młyna i na osiedlach,
budowanych przez deweloperów w miejscach, gdzie kiedyś stały
tekstylne imperia? Warto!

Czy i gdzie chcemy ich ulic?
To pytanie kierujemy do naszych Czytelników. Chcemy zapytać, czy
Państwa zdaniem, lepiej nadać miano słynnych łódzkich przemysłowców
dotychczas bezimiennym łódzkim ulicom, skwer-kom, pasażom i zaułkom
w części historycznej miasta, czy może raczej - nowym ulicom i
placom, w budowanych dopiero osiedlach. Nie chcemy bowiem wywoływać
zbędnego zamieszania, zmieniając stare nazwy. Czekamy na propozycje
pod nr tel. 042-630-35-65 wew.305. Można je przysłać mailem
ulicelodzi@dziennik.lodz.pl

Magda Szrejner - POLSKA Dziennik Łódzki
lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/825672.html
    • Gość: barnaba Re: W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta IP: *.lodz.msk.pl 05.03.08, 16:49
      Entuzjastom pomysłu zrobienia z łódzkich fabrykantów patronów ulic proponuję
      zapoznanie się z dwoma hasłami: Rewolucja 1905r. i lokaut.

      Poznanie realiów pracy w fabrykach włókienniczych przed I wojną światową oraz
      postawy fabrykantów wobec władz zaborczych również byłoby wskazane.

      Krótko mówiąc: jeśli chcemy nazwać ulicę imieniem Poznańskiego, to znajdźmy
      jeszcze ulice dla Marchlewskiego, Bieruta i Moczara.
      • Gość: Michał M. Re: W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.08, 19:06
        Moczar to łodzianin, nawet by mu się należała ulica:) A ulica Marchlewskiego
        była kiedyś chyba.

        "Lokaut - masowe zwalnianie pracowników w celu zmuszenia ich do przyjęcia
        gorszych warunków pracy. Lokaut może być również zastosowany w odpowiedzi na
        strajk lub w celu jego zapobieżenia. Lokaut najczęściej stosowany jest w
        okresach kryzysu."

        To chyba typowe zjawisko stosowane w zakładach DZISIAJ (zmuszanie do zakładania
        własnych firm-podwykonawców, niepłatne nadgodziny, praca przez 7 godzin na pół
        etatu)! Nie wiem dlaczego mam jeszcze czytać o rewolucji sprzed 103 lat.

        A nie, przepraszam. W łódzkich fabrykach w latach 90. nie stosowano lokautu! Nie
        przenoszono pracowników na niższe stanowiska. Po prostu ich zwalniano! To nie
        był lokaut. Prządki od niego nie ucierpiały.

        Gdyby nie fabrykanci lokautujący pracowników 100 lat temu, dziś nie byłoby
        Łodzi. Cokolwiek oni robili, to oni stworzyli miejsce/zjawisko, które nazywa się
        Łódź i którego istnienie i Ty i ja uważamy za dobre.

        pozdrawiam
      • Gość: ... Re: W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta IP: *.gprs.plus.pl 06.03.08, 13:38
        Ech, barnabo, barnabo. Takie głodne kawałki zarzucać, zawiodłem się trochę.
        Porównywanie działaczy politycznych do fabrykantów jest conajmniej nie na
        miejscu. Nomen omen, retoryka, którą barnaba stosuje pochodzi właśnie od
        Bieruta, Moczara i Marchlewskiego.

        Jak już barnaba chce nauczać historii, to niech najpierw zrozumie, że historia
        to nie zabawa w policjantów i złodziei, gdzie jedni są be a drudzy są cacy.
        Takie były realia. Gdyby "tłuste Scheiblery" nagle zaczęły rozdawać pieniądze,
        to by nie były tłuste tylko zbankrutowane. Takie były realia ekonomiczne, z
        resztą i tak np. Scheibler robił dla robotników dużo więcej niż musiał.
        Fabrykanci zbudowali Łódź i to jest fakt niezaprzeczalny (nawet propaganda PRL
        nie umiała tego zanegować, zdołała tylko historię przebarwić).

        Czy królom wypomina się, że byli bezwzględnymi tyranami i w dodatku mordowali
        ludzi na wojnach (i to zarówno swoich jak i wrogów)? Czy ma się pretensje do
        partyzantów, że pozwalali sobie na kradzieże (gwałty, morderstwa itp.)? No to
        skończmy z tą dziecinadą, którą wykreowała propaganda, że mieliśmy "biednych
        robotników" i "wstrętnych fabrykantów". Pamiętajmy i o jednych i o drugich, bo i
        jedni i drudzy mieli na sumieniu niemałe grzechy (Silberstein sam się nie
        zastrzelił, podobnie Kunitzer), jak i kolosalne znaczenie dla przyszłości miasta.
        • Gość: barnaba Re: W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta IP: *.lodz.msk.pl 06.03.08, 16:40
          > Jak już barnaba chce nauczać historii, to niech najpierw zrozumie, > że
          historia to nie zabawa w policjantów i złodziei, gdzie jedni są > be a drudzy są
          cacy.

          Własnie. I dlatego protestuję przeciw próbom czynienia bohaterów z łódzkich
          fabrykantów i stawiania im pomników. PRL-owski stereotyp chciwego burżuja jest w
          tej chwili zastępowany przez inny- równie fałszywy.

          > Fabrykanci zbudowali Łódź i to jest fakt niezaprzeczalny (nawet
          > propaganda PRL nie umiała tego zanegować, zdołała tylko historię
          > przebarwić).

          Tego im nikt nie odbierze.
          Szkoda tylko że zapomina się o współpracy z władzami rosyjskimi (skierowanej
          przeciw polskim robotnikom), o robotnikach zabitych w 1905r. i o lokaucie, który
          skazał ich na głod- bez wyjątku sympatyków i przeciwników PPS i SDKPiL.

          > Czy królom wypomina się, że byli bezwzględnymi tyranami i w dodatku >
          mordowali ludzi na wojnach (i to zarówno swoich jak i wrogów)? Czy > ma się
          pretensje do partyzantów, że pozwalali sobie na kradzieże
          > (gwałty, morderstwa itp.)?

          Wypomina się.
          Nie każdy król i nie każdy partyzant stali się patronami ulic w polskich
          miastach. (choć ostatnio zaszczyt ten spotkał pewnego watażkę z Podhala, który w
          życiorysie miał współpracę z UB i wyrok śmierci wydany przez AK).

          > Pamiętajmy i o jednych i o drugich, bo i
          > jedni i drudzy mieli na sumieniu niemałe grzechy (Silberstein sam
          > się nie zastrzelił, podobnie Kunitzer), jak i kolosalne znaczenie
          > dla przyszłości miasta

          Kolosalne znaczenie dla przyszłości Łodzi mieli też i Bierut, i Marchlewski, a
          jednak nikt rozsądny nie zamierza stawiać im pomników.
          Po fabrykantach zostały pałace, fabryki oraz legenda. I to wystarczy.
          • Gość: ... Re: W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta IP: *.gprs.plus.pl 06.03.08, 17:05
            > Tego im nikt nie odbierze.
            > Szkoda tylko że zapomina się o współpracy z władzami rosyjskimi (skierowanej
            > przeciw polskim robotnikom), o robotnikach zabitych w 1905r. i o lokaucie, który
            > skazał ich na głod- bez wyjątku sympatyków i przeciwników PPS i SDKPiL.

            Oj, proszę barnaby bzdury, bzdury. Jedni współpracowali, inni nie
            współpracowali. jedni byli za inni przeciw. "Skazali na głód" - no pięknie, ale
            wówczas nie istniało coś takiego jak prawo do strajku. No to jak ktoś strajkował
            to się go wyrzucało. Współpracowali z władzami rosyjskimi - a z jakimi mieli
            współpracować? Z polskimi, czy z władzami komunistów chińskich? Jak zaczęła się
            rozróba, to wołało się policję, co mieli zrobić - przyłączyć się do strajku? To
            nie były białe marsze poparcia czy braku poparcia, tylko krwawe zamieszki w
            których przedstawiciele obu stron wykazywali naganne zachowania.

            > Wypomina się.
            > Nie każdy król i nie każdy partyzant stali się patronami ulic w polskich
            > miastach.

            Ale niemal wszyscy którzy ulicom patronują mają na swoim sumieniu większe lub
            mniejsze "grzechy" i to wcale nie zawsze za "grzechy" uznajemy je wyłącznie
            dzisiaj. Mimo to docenia się ich za inne działania.

            > Kolosalne znaczenie dla przyszłości Łodzi mieli też i Bierut, i Marchlewski, a
            > jednak nikt rozsądny nie zamierza stawiać im pomników.
            > Po fabrykantach zostały pałace, fabryki oraz legenda.

            Słabo chyba barnaba zna historię Łodzi, skoro jego zdaniem po fabrykantach
            zostało tylko kilka budynków i legenda.
            Jakoś w wielu innych miastach umiano docenić rody, które de facto budowały te
            miejscowości. I nikt im nie zaglądał do życiorysu.

            I to wystarczy.

            Najwyraźniej nie, skoro jedyne co łodzianie wiedzą o owych fabrykantach, to że
            byli "be" i byli strasznie niedobrzy dla swoich ukochanych robotników, na
            których krzywdzie się dorobili. Nikt im nie kazał przyjeżdżać do Łodzi - mogli
            nadal uprawiać 2ha ziemi w 20 osób.
            • Gość: barnaba Re: W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta IP: *.lodz.msk.pl 06.03.08, 19:37
              > Oj, proszę barnaby bzdury, bzdury. Jedni współpracowali, inni nie
              > współpracowali. jedni byli za inni przeciw.

              A ucierpieli wszyscy. czyżbyś był zwolennikiem odpowiedzialności zbiorowej?

              > Współpracowali z władzami rosyjskimi - a z jakimi mieli
              > współpracować? Z polskimi, czy z władzami komunistów chińskich?

              Cóż, proponuję zapoznać się z biografią niejakiego Dezyderego Chłapowskiego.
              Albo z historią Bazaru poznańskiego. W Wielkopolsce było można.

              > Jak zaczęła się
              > rozróba, to wołało się policję, co mieli zrobić - przyłączyć się do > strajku?
              > To nie były białe marsze poparcia czy braku poparcia, tylko krwawe > zamieszki
              w których przedstawiciele obu stron wykazywali naganne
              > zachowania.

              "tłum przyprzeć do jakiejkolwiek przeszkody i nie żałować kul i szabel".
              Cholera, może kiedyś postawimy pomniki Gomułce i Kociołkowi? Zrobili to samo w
              1970r. A może ZOMOwcom z kopalni Wujek?

              Ulica Gomułki kiedyś w Łodzi była. Jakby co kwiatki możesz złożyć...

              > Słabo chyba barnaba zna historię Łodzi, skoro jego zdaniem po
              > fabrykantach zostało tylko kilka budynków i legenda.

              Rozumiem, że stworzone przez nich fabryki wciąż budują potęgę przemysłowej Łodzi?

              > Najwyraźniej nie, skoro jedyne co łodzianie wiedzą o owych
              > fabrykantach, to że byli "be" i byli strasznie niedobrzy dla swoich >
              ukochanych robotników, na których krzywdzie się dorobili. Nikt im
              > nie kazał przyjeżdżać do Łodzi - mogli nadal uprawiać 2ha ziemi w
              > 20 osób.

              Więc ich trzeba przekonać, ze byli "cacy", dawali płatne urlopy, przestrzegali
              BHP a już broń Boże nie współpracowali z caratem (a jeśli nawet to z
              obrzydzeniem i potajemnie dofinansowując PPS- Frakcję Rewolucyjną)?
              • Gość: ... Re: W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta IP: *.gprs.plus.pl 06.03.08, 21:32
                > A ucierpieli wszyscy. czyżbyś był zwolennikiem odpowiedzialności zbiorowej?

                Wszyscy zyskiwali, potem wszyscy tracili. Niezależnie od koloru, sympatii i
                antypatii. Nie chodzi o odpowiedzialność, tylko zrozumienie, że nie żyjemy w
                oderwaniu od swojego otoczenia w jakichś absolutnie idealnych światach. To, co
                robili fabrykanci jest pochodną tego, w jakich warunkach żyli. Ale to, że
                zbudowali potęgę tego miasta jest już niezaprzeczalne.

                > Cóż, proponuję zapoznać się z biografią niejakiego Dezyderego Chłapowskiego.
                > Albo z historią Bazaru poznańskiego. W Wielkopolsce było można.

                No i fajnie, tylko, że wielkopolska to nie Łódź, a zabór pruski to nie Rosja.
                Nie mogę się zgodzić z tezą, że jak ktoś nie miał zamiaru się wychylać, to od
                razu był wielkim zdrajcą. Nie każdy, kogo umieścimy na nazwie ulicy musi być
                bohaterem walk zbrojnych o niepodległość (choćby najgorszym jak marszałek dwojga
                nazwisk, który zyskał taaaaką aleję). Ludzie mogą się zasłużyć dla
                miasta/narodu, na wiele sposobów. Jedni komponowali, inni pisali, jeszcze inni
                budowali potęgę ekonomiczną miasta. Jakoś pisarzom nie wypomina się np.
                skrajnych poglądów politycznych. To nie jest tak, że kto z nami ten przeciwko nam.

                > "tłum przyprzeć do jakiejkolwiek przeszkody i nie żałować kul i szabel".
                > Cholera, może kiedyś postawimy pomniki Gomułce i Kociołkowi? Zrobili to samo w
                > 1970r.

                No właśnie. I tu właśnie leży problem w agugu-gu barnaby. Barnabie to się
                wydaje, że świat choćby i 2 tysiące lat temu wyglądał dokładnie tak samo. I jak
                coś dziś jest be, to zawsze było be. Nie da się zrobić tego samego w 1970 i 7
                dekad wcześniej. Świat cały czas się zmienia, jedne rzeczy tracą na znaczeniu,
                inne zyskują. Kiedyś za kradzież obcinało się rękę. Czy znaczy to, że wszyscy,
                którzy wydali decyzję o obcięciu złodziejowi ręki są zbrodniarzami i należy ich
                puścić w niepamięć? Zabrakło by nam alternatywnych nazw ulic.

                > Rozumiem, że stworzone przez nich fabryki wciąż budują potęgę przemysłowej Łodzi?

                Nie, źle barnaba rozumie. Szkoda, że historię Poznania zna barnaba lepiej niż
                swojego własnego miasta.

                > Więc ich trzeba przekonać, ze byli "cacy", dawali płatne urlopy, przestrzegali
                > BHP a już broń Boże nie współpracowali z caratem (a jeśli nawet to z
                > obrzydzeniem i potajemnie dofinansowując PPS- Frakcję Rewolucyjną)?

                Nie. Trzeba im po latach negowania znaczenia łódzkich fabrykantów (jak widać na
                barnaby przykładzie bardzo skutecznego), przypomnieć, że gdyby nie tych kilku -
                kilkunastu fabrykantów, to w miejscu Piotrkowskiej w najlepsze pasałyby się
                krówki, no, może bylibyśmy osadą klasy Chodeczy (która razem z Łodzią zyskała
                miano osady fabrycznej), albo Moszczenicy.
                I niech barnaba zachowa dla siebie głodne kawałki o BHP i czym tam jeszcze, bo
                takie rzeczy po prostu wtedy nie istniały. Równie dobrze mógłby barnaba mieć
                pretensje do średniowiecznego kowala, że przy wyrywaniu zęba nie stosował
                znieczulenia.

                Prawa pracownicze nie są wiecznym absolutem. Ba, w ogóle, prawa przez długi czas
                nie przysługiwały wszystkim. Prawa pracownicze wywalczyli robotnicy, także w
                Łodzi i chwała im za to, cześć ich pamięci. Ale nie można mówić, że "fabrykanci
                to zbrodniarze niewarci pamięci, bo reagowali agresywnie na protesty" - wcale
                przecież nie pokojowe.

                Inny przykład - barnaba ma pretensję, że fabrykanci, nie współpracowali z
                robotnikami tylko z caratem. No wszystko pięknie, ale jakoś poprzednie pokolenie
                tych, którzy zginęli od kul i szabel carskiej milicji i wojska wypięli się na
                powstanie styczniowe, bo car ich uwolnił (bez czego w ogóle by do Łodzi nie
                mogli przybyć). Chichot historii? Nie pierwszy i nie ostatni. Poza tym jeszcze
                raz się pytam - z kim niby mieli współpracować fabrykanci, jak nie z miejscową
                policją i wojskiem? A może mieli pozwolić na zrobienie tego, co dokonało rękami
                tłumu kilku towarzyszy w Rosji, hę?

                No cóż. Jak widać wykreowany przez kolejne pokolenia propagandy - od PRLowskiej
                po Kaczystowską - pogląd, że jak ktoś jest bogaty, to jest "be" - wiecznie żywy.
                I nie ważne, że sobie na to zapracował, ba nierzadko - całe pokolenia na to
                pracowały. Nie. Jak ktoś jest bogaty to jest wstrętnym wyzyskiwaczem, ot tak, z
                przydziału.
                • Gość: barnaba Re: W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta IP: *.lodz.msk.pl 06.03.08, 22:28
                  > Nie mogę się zgodzić z tezą, że jak ktoś nie miał zamiaru się
                  > wychylać, to od razu był wielkim zdrajcą.

                  Tu nie chodzi o "niewychylanie się", tylko o aktywną współpracę.
                  Wbrew pozorom to łatwo odróżnić.

                  > Jakoś pisarzom nie wypomina się np.
                  > skrajnych poglądów politycznych.

                  Wypomina się. I po zmianie władzy zdejmuje z księgarnianych witryn.

                  > No właśnie. I tu właśnie leży problem w agugu-gu barnaby. Barnabie > to się
                  wydaje, że świat choćby i 2 tysiące lat temu wyglądał
                  > dokładnie tak samo. I jak coś dziś jest be, to zawsze było be. Nie > da się
                  zrobić tego samego w 1970 i 7 dekad wcześniej.

                  Mój drogi, draństwo pozostaje draństwem nawet po 10 wiekach.
                  Zasady moralne są ponadczasowe.

                  > Kiedyś za kradzież obcinało się rękę. Czy znaczy to, że wszyscy,
                  > którzy wydali decyzję o obcięciu złodziejowi ręki są zbrodniarzami > i należy
                  ich puścić w niepamięć? Zabrakło by nam alternatywnych
                  > nazw ulic.

                  Mój drogi, chyba zgodzisz się ze mną, że zbrodniarzami są wszyscy, którzy tę
                  rękę ucięli niewinnemu człowiekowi?
                  Pojęcia dobra i zła są chyba bezdyskusyjne?

                  > Nie. Trzeba im po latach negowania znaczenia łódzkich fabrykantów
                  > (jak widać na barnaby przykładzie bardzo skutecznego),[...]
                  > No cóż. Jak widać wykreowany przez kolejne pokolenia propagandy -
                  > od PRLowskiej po Kaczystowską - pogląd, że jak ktoś jest bogaty, to > jest
                  "be" - wiecznie żywy.

                  No fajnie, zostałem komunistą. Napisz jeszcze, ze jestem żydem, albo pedałem.

                  > przypomnieć, że gdyby nie tych kilku -
                  > kilkunastu fabrykantów, to w miejscu Piotrkowskiej w najlepsze
                  > pasałyby się krówki, no, może bylibyśmy osadą klasy Chodeczy (która > razem z
                  Łodzią zyskała miano osady fabrycznej), albo Moszczenicy.

                  Należy drogiej młodzieży przypominać, że ci twórcy Łodzi nie byli rodzimymi
                  wcieleniami św. Franciszka z Asyżu, zajmującymi się tylko budową Łodzi i
                  działalnością dobroczynną. Jak widać propaganda ostatnich lat również poczyniła
                  w pewnych umysłach spustoszenia.

                  > I niech barnaba zachowa dla siebie głodne kawałki o BHP i czym tam > jeszcze,
                  bo takie rzeczy po prostu wtedy nie istniały.

                  Cóż, ironia. Moja wina. Powinienem był pamiętać porzekadło o perłach i wieprzach.

                  > Poza tym jeszcze
                  > raz się pytam - z kim niby mieli współpracować fabrykanci, jak nie > z
                  miejscową policją i wojskiem?

                  A kto im kazał w ogóle współpracować?

                  > A może mieli pozwolić na zrobienie tego, co dokonało rękami
                  > tłumu kilku towarzyszy w Rosji, hę?

                  W Polsce po drugiej stronie barykady stał niejaki tow. Wiktor... Tow.
                  Dzierżyńskiego specjalnie ani nie cenił, ani nie lubił, a już na pewno się z nim
                  nie zgadzał.

                  Już chyba wystarczy patronów, których zwyczajnie wstyd. W rodzaju Kunitzera,
                  Poznańskiego, Bieruta, mjra Ognia, czy marszałka Śmigłego- Rydza, a z innej
                  beczki- Augusta Mocnego.
                  • profes79 Re: W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta 07.03.08, 11:30
                    Scheibler, POznanski i inni to historia tego miasta. To oni stawiali szpitale
                    ktore funkcjonuja do dzisiaj, jak wyzej wspomniano to ich dzielem jest
                    Piotrkowska, to ich dzielem jest palac Poznanskiego czy kaplica Scheiblera. Wole
                    miec ulice/plac Scheiblera niz ulice Pankiewicza; wole miec ulice /plac Geyera
                    niz kolejna ulice swietego/blogoslawionego.
                    Barnabo, zaskoczyles mnie - i chyba nie tylko mnie - takim podejsciem.
                  • Gość: ... Re: W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta IP: *.gprs.plus.pl 07.03.08, 22:15
                    > Wypomina się. I po zmianie władzy zdejmuje z księgarnianych witryn.

                    Nie wszystkim, proszę barnaby, nie wszystkim.

                    > Mój drogi, draństwo pozostaje draństwem nawet po 10 wiekach.
                    > Zasady moralne są ponadczasowe.

                    Nie. Zdecydowanie nie są. A przynajmniej ich interpretacja nie jest. Owszem to,
                    że "należy być dobrym" jest ponadczasowe, ale etyczne kwalifikowanie pewnych
                    czynów zmienia się i to znacząco. Tłumaczyłem już, podałem przykłady.

                    > Mój drogi, chyba zgodzisz się ze mną, że zbrodniarzami są wszyscy, którzy tę
                    > rękę ucięli niewinnemu człowiekowi?

                    Owszem. Ale ja mówię o tych, którzy tę rękę ucięli człowiekowi winnemu. W
                    obecnych czasach nazwalibyśmy ich barbarzyńcami i dewiantami. Ale kilka wieków
                    wcześniej była to normalna procedura i nie wypominamy królom, że z ich wyroku
                    obcinano kończyny, głowy, rozciągano kołem, zdzierano skórę, nabijano na pal
                    itp. itd. Nie mamy też pretensji do ówczesnych mieszczan, że uznawali to za
                    dobrą rozrywkę. Nie mamy pretensji do Kazimierza Wielkiego, że był dziwkrzem
                    jakich mało.

                    > No fajnie, zostałem komunistą. Napisz jeszcze, ze jestem żydem, albo pedałem.

                    Nie. Nie zostałeś komunistą, a homoseksualistą i Żydem możesz sobie być, nic mi
                    do tego. Napisałem tylko, że dał się barnaba wciągnąć w wir dosyć żałosnej
                    retoryki szukania przez pewne grupy polityczne "wroga publicznego", a więc
                    takiego, z jakim nie będzie się identyfikować większość społeczeństwa i który
                    budzi negatywne emocje (np. zazdrość). Dokładnie takie samo podłoże miał
                    antysemityzm, tyle, że tu Żydów zastąpiono bogatymi. Ale retoryka i schemat
                    działania pozostały dokładnie takie same - zjednoczyć społeczeństwo do walki z
                    wirtualnym wrogiem i ukręcić przy tym własne lody. I to, ze niektórzy to robią -
                    mnie nie dziwi, ale, że wielu się daje po raz kolejny na to nabierać - to już
                    znaczy, że nie uważali na lekcjach historii.

                    > Należy drogiej młodzieży przypominać, że ci twórcy Łodzi nie byli rodzimymi
                    > wcieleniami św. Franciszka z Asyżu, zajmującymi się tylko budową Łodzi i
                    działalnością dobroczynną.

                    Młodzież doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ba - już to kilkukrotnie napisała.
                    Młodzież uważa, że pamięć historyczna to nie świadectwo z czerwonym paskiem,
                    gdzie trzeba się wykazać ocenami "i wzorowym zachowaniem". Zadziwiające, że
                    "staruszka barnaby" takie szkolne schematy się trzymają.
                    Nikt nie mówi, że fabrykanci byli wcieleniami dobra, patriotyzmu czy czego tam
                    jeszcze. Nikt nie proponuje, żeby ich beatyfikować, tylko, by ich imiona nosiły
                    łódzkie ulice. Bo niezaprzeczalne jest, że bez nich tego miasta by nie było - i
                    za to należy im się pamięć. Nie jesteśmy tu sądem ostatecznym, żeby ważyć ich
                    uczynki.

                    > Cóż, ironia. Moja wina. Powinienem był pamiętać porzekadło o perłach i wieprzach

                    Niech lepiej barnaba zaniesie te swoje perły do jubilera, by coś mi się widzi,
                    że one jakieś takie plastikowe... Było też takie porzekadło o złocie i świeceniu.

                    > A kto im kazał w ogóle współpracować?

                    No tak. Mogli w końcu otworzyć bramy i dać się zlinczować dla dobra ludzkości.
                    Jaki byłby tego skutek dla miasta można się przekonać na przykładzie ZSRR. No
                    ale "pałace poszły w ręce wyzyskiwanego ludu".

                    > Już chyba wystarczy patronów, których zwyczajnie wstyd. W rodzaju Kunitzera,
                    > Poznańskiego, Bieruta, mjra Ognia, czy marszałka Śmigłego- Rydza, a z innej
                    beczki- Augusta Mocnego.

                    Porównywanie Bieruta z Poznańskim jest kompletnie niedorzeczne. Naprawdę barnaba
                    nie rozumie różnicy???
          • madox44 Re: W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta 06.03.08, 19:01
            Gość portalu: barnaba napisał(a):

            > Kolosalne znaczenie dla przyszłości Łodzi mieli też i Bierut, i
            Marchlewski, a
            > jednak nikt rozsądny nie zamierza stawiać im pomników.

            oooooo, barnabo ( w pewnym wieku ) "rozsądni" już byli......pomnik
            Marchlewskiemu postawili
            • Gość: barnaba Re: W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta IP: *.lodz.msk.pl 06.03.08, 22:30
              > oooooo, barnabo ( w pewnym wieku ) "rozsądni" już byli......pomnik
              > Marchlewskiemu postawili

              Można tam postawić posąg Kunitzera. Różnica niewielka. Kilka osób kwiatki
              chętnie złoży "twórcy przemysłowej Łodzi", tak jak wcześniej inni składali
              "przywódcy ruchu robotniczego".
            • Gość: smakaroni Re: W Łodzi nie ma ulic założycieli miasta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.08, 11:10
              Plac a może ulica Maxa Factora?

              Rynek w Manufakturze im. I. Poznańskiego, park Herbsta, osiedle
              Geyera, pasaż Maksa Factora. To tylko niektóre z propozycji naszych
              Czytelników, nadsyłane do redakcji. Od dwóch dni pytamy Państwa, w
              jaki sposób przypomnieć o postaciach ważnych dla historii Łodzi.

              - Nie zmieniajmy nazw tych ulic, które już istnieją, ale pozwólmy,
              żeby ważne postaci z historii miasta miały swoje miejsca - mówi
              Zygmunt Owczarek, który wczoraj zadzwonił do redakcji. - O
              fabrykanckiej przeszłości miasta mogą przypominać nie tylko uliczki
              czy skwery na Księżym Młynie, ale choćby w Manufakturze, gdzie pełno
              takich miejsc.

              Okazuje się, że inwestorzy budujący Manufakturę pomyśleli o tym,
              zanim budynki oddano do użytku.

              ::: Reklama :::


              - Był pomysł, żeby nazwać rynek w Manufakturze imieniem Maksa
              Factora, słynnego stylisty. Niewiele osób przecież wie, że urodził
              się i mieszkał w Łodzi - mówi Joanna Delbar, rzeczniczka łódzkiej
              Manufaktury. - Mieliśmy nawet jedną osobę wyznaczoną do kontaktów z
              potomkami słynnego stylisty. Niestety, rodzina nie była chętna do
              kontaktów i w końcu nie dostaliśmy odpowiedzi i zgody na użycie
              imienia i nazwiska Maksa Factora. Po tym nie zastanawialiśmy się już
              nad innymi patronami, ale skoro łodzianie dopytują się, dlaczego
              rynek nie nosi imienia Izraela Poznańskiego, założyciela fabryki, to
              być może trzeba takie propozycje rozważyć - mówi rzeczniczka.

              Nie udało się w Manufakturze, ale może uda się w innym miejscu. Od
              kilku lat o to, by Max Factor był rozpoznawalny jako łodzianin,
              walczy Miłosz Wika, dziś rzecznik prasowy łódzkiego lotniska.

              - Nie jestem pewien, czy zgoda na nazywanie ulicy imieniem Maksa
              Factora wymaga zgody jego spadkobierców - zastanawia się Miłosz
              Wika. - Chyba nikt nie pytał rodziny Tuwima, czy może mieć w Łodzi
              swoją ulicę.

              Dlaczego warto, żebyśmy chwalili się, że Max Factor urodził się w
              Łodzi?

              - Bo to nazwisko rozpoznawalne na całym świecie, świetny stylista,
              który dostał Oscara za wkład w sztukę filmową. Osoba, którą miasto o
              tradycjach filmowych i modowych powinno się chwalić - mówi Miłosz
              Wika. - Tymczasem mało kto wie, że sławny światowy stylista urodził
              się w Łodzi.

              Czy to dobry pomysł na promocję Łodzi i czy warto fragment miasta
              poświęcić temu styliście, którego nazwisko zna każda amerykańska
              gwiazda filmowa? Czekamy na Państwa opinie i kolejne propozycje pod
              nr. telefonu 042 630-35-65 wew. 305. Można je także przysyłać na
              redakcyjny adres e-mailowy: ulicelodzi@dziennik.lodz.pl.

              Magda Szrejner - POLSKA Dziennik Łódzki
              lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/826787.html
Pełna wersja