Chora Ania uczy się liczyć na siebie

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.08, 18:48
Żal mi dziewczyny, to chyba zrozumiałe.

Ale...

Nie możemy pozwolić, żeby zdaną maturę miał ktoś, kto nie potrafi się nauczyć
ile jest 2 razy 2. Przykre to, ale brak tej umiejętności powinien zamykać
drogę na studia. Studia (jakiekolwiek, nie tylko związane z naukami ścisłymi)
nie są dla wszystkich, ale dla tych którzy osiągnęli pewien poziom wiedzy
(zdobyli wykształcenie średnie). Dziewczyna będzie musiała zdawać na maturze
matematykę. Nie będzie już żadnej giertychowej amnestii za 6 lat.

Współczucie nie ma tu nic do rzeczy.

Bo...

Nikt z nas nie chce za 20 czy 30 lat mieszkać w bloku zaprojektowanym przez
kogoś kto nie nauczył się mnożyć. Nikt nie chce być wtedy leczony przez
lekarza, który nie umie liczyć (i zawyży 10 razy dawkę leku). I nikt nie chce,
żeby jego dzieci uczyły się w szkole z książek napisanych przez ludzi, którzy
przez edukację przeszli stosując nielegalny doping w postaci litery "d".=
    • e-teacher Re: Chora Ania uczy się liczyć na siebie 05.03.08, 22:51
      Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś, kto ma kłopot z liczeniem wybrał sie
      na architekturę lub budownictwo, szanowny Przedmówco! W artykule
      jest mowa o kalkulatorze, inżynierowie też go używają, choć nie
      mieli problemów z liczeniem. Bardzo martwi mnie Pana bezwzględność w
      ocenie tej sytuacji. Pewnie nie zna Pan nikogo chorego na mózgowe
      porażenie dziecięce. Literka "d" to także nie jest wykręt ani żaden
      doping! Ludzie mają różne problemy, deficyty i nie można ich za to
      karać ani dyskryminować. My, zdrowi, mamy lepszy start i większe
      możliwości nie tylko dla siebie. Nie bójmy się dawać szansy słabszym
      tam, gdzie trzeba i ilekroć to możliwe. W innym przypadku znów
      zamkniemy niepełnosprawnych w domowych gettach i problem "zniknie",
      ale tylko pozornie.
      • Gość: gość Re: Chora Ania uczy się liczyć na siebie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.08, 10:02
        Ja też nie wyobrażam sobie jak ktoś kto nie umie liczyć może być
        weterynarzem. Gdzie dawkę leku trzeba dostosować do wagi zwierzęcia.
        Nikt nie chce jej dyskryminować ale swoje zajęcie należy dostosować
        do umiejętnoćsi. Kto nie umie liczyć nie zostaje inżynieren, a kto
        nie ma zdolności językowych - tłumaczem.
      • Gość: Michał M. Re: Chora Ania uczy się liczyć na siebie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.08, 10:45
        Inżynierowie używają kalkulatorów, ale nie dlatego, że inaczej nie umieją czegoś
        policzyć, tylko po to, żeby liczyć szybciej.

        Poza tym autor tego artykułu nie odróżnia matematyki od tabliczki mnożenia.
        Wydaje mu się, że kalkulator na maturze rozwiąże wszystkie problemy, pomoże zdać
        egzamin. Nie, nie pomoże. Ci, którzy trochę liznęli matematykę w liceum wiedzą,
        że większość zadań maturalnych da się policzyć bez kalkulatora (rachunki są
        banalne, ważne jest rozumienie i używanie pewnych pojęć). W wielu zadaniach
        kalkulatora po prostu użyć się nie da (choćby w wielu zadaniach z geometrii). A
        tam gdzie kalkulator naprawdę jest po inżyniersku potrzebny, pozwala się często
        na niedokończenie zadania (wynik "log(3)+pi" uznawany jest za poprawny i
        ostateczny).


        Osoby z literką "d" nie są w stanie nauczyć się poprawnie pisać. Czy jeśli
        redaktor naczelny gazety (choćby i "Gazety Wyborczej"!) powie: "nie zatrudnię
        pana jako dziennikarza, bo sadzi pan byki jak stodoła", to czy to będzie
        dyskryminowanie? Nie, nie będzie!

        My zdrowi mamy lepszy start. Dziękujemy za to losowi i Bogu. Ale każdy z nas ma
        swoje ułomności. Zawsze byłem mało sprawny fizycznie, więc nie pchałem się do
        reprezentowania szkoły w zawodach sportowych. Nie rysowałem jak Matejko, więc
        nie poszedłem do szkoły plastycznej. Miałem (i może jeszcze mam:) talent do
        matematyki i fizyki. I staram się to wykorzystywać.

        pozdrawiam
        • e-teacher Re: Chora Ania uczy się liczyć na siebie 06.03.08, 15:27
          Wydaje mi się, że nie rozumie Pan ogółu sprawy, a skupia się na
          szczegółach - mniej teraz istotnych. Czym innym są marzenia dziecka,
          o których czytamy, czym innym dorosłe wybory, a jeszcze czym innym
          system oświatowy, który stwarza możliwość edukacji osób
          niepełnosprawnych, ale tak nie do końca. O pomysłach R. Giertycha
          należy zapomnieć, ale o wprowadzeniu profili nauczania i
          umożliwieniu wyboru drogi trzeba koniecznie pomyśleć. Zresztą ta
          akademicka dyskusja i tak do niczego nie doprowadzi. Jako nauczyciel
          mówię Panu, że w życiu ważny jest nie tylko kult rozumu. Nie
          wszyscy mają takie same mozliwości i do tych mozliwości w
          integracji dostosowuje się wymagania. Tylko i aż tyle? Pozdrawiam :)
          • Gość: gosc Re: Chora Ania uczy się liczyć na siebie IP: *.leom.ec-lyon.fr 06.03.08, 16:38
            To chyba jednak pan ciagle czegos nie rozumie. Pewne kierunki ksztalcenia powinny byc przed ta dziewczynka zamkniete - poniewaz nie ma do tego odpowiednich kwalifikacji. Czy uwaza pan, ze np. niewidomemu nalezy powierzyc prowadzenie autobusu bo ma takie marzenie? Ja np. moglbym sobie pomarzyc o byciu skrzypkiem albo tancerzem - ale po prostu nie mam do tego za grosz talentu, zatem odnalazlem sie zawodowo w czyms zupelnie innym. Ponadto - byc moze mozna dostosowac wymagania do mozliwosci osoby w trakcie jej edukacji. Tylko potem wypada wkroczyc w dorosle zycie, gdzie ludziom placi sie za wykonana prace i w pewnych zawodach bohaterka reportarzu nie ma ZADNYCH szans. Moze wiec lepiej skierowac jej edukacje tam, gdzie bedzie mogla konkurowac z osobami zdrowymi (cokolwiek znaczy to slowo).
    • Gość: podatnik Poziom egzaminów należy zawyżać.. IP: *.lodz.dialog.net.pl 06.03.08, 15:36
      A nie zaniżać. Te wszystkie zwolnienia, bo dziecko ma dys.... są śmieszne i
      żenujące.
      Dzieci muszą więcej czytać, rozmawiać czy liczyć. Anie spędzać wolnego czasu na
      durnych sms-ach, grach, bezsensownemu gapieniu się w ekran monitora.
      Rosną potem takie matoły, usprawiedliwiane przez rodziców.
      Nie każdy musi mieć maturę, nie każdy musi iść na studia.
      Ale każdy musi poprawnie pisać, czytać ze zrozumieniem i potrafić liczyć. To są
      elementarne podstawy.
      • e-teacher Re: Poziom egzaminów należy zawyżać.. 06.03.08, 22:04
        Z głębi serca gratuluję Przedmówcom dobrego samopoczucia! Zarzucanie
        dyslektykom, że mają fałszywe zaświadczenia jest czymś obrzydliwym.
        Ferowanie wyroków i kategoryzowanie ludzi według jedynie słusznej
        miary jest okrucieństwem, którego ambitne przykłady mieliśmy w
        historii. Nazywanie dzieci matołami jest wielce obraźliwe. Wstyd.
        Szczególnie, że autorzy tacy mądrzy.

        PS Nawiązując do elementarnych podstaw: "a nie" piszemy jednak
        rozdzielnie. Trzeba więcej czytać!
        • Gość: Michał M. Re: Poziom egzaminów należy zawyżać.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.08, 11:03
          Nie wiem jak przed-przedmówca, ale ja nie twierdzę, że dyslektycy mają fałszywe
          zaświadczenia. Zaświadczenia są prawdziwe! Są na nich pieczątki, podpisy i
          wystarczająca ilość mądrych słów.

          Ja twierdzę tylko, że osoba która nie jest w stanie nauczyć się pisać poprawnie
          lub zrozumieć pojęcia liczby nie powinna mieć średniego wykształcenia. Matura to
          nie jest coś co każdy MUSI mieć. Znam mnóstwo ludzi bez matury i szanuję ich.
          Wykonują sumiennie swoją pracę, są uczciwymi i dobrymi ludźmi.

          Bohaterka tego artykułu też kimś takim może być. Do czegoś na pewno ma
          predyspozycje i świetnie je wykorzysta (życzymy jej tego). Ale z artykułu
          wynika niestety, że nie jest stworzona do bycia weterynarzem, nie dla niej
          zdawanie matury.
    • Gość: anta4@op.pl Chora Ania uczy się liczyć na siebie IP: 195.117.179.* 15.03.08, 13:09
      okrutne sa niektore wypowiedzi. mam syna, ktory jest niepelnosprawny
      umyslowo. nie chce zeby zdawal mature ale marze aby byl samodzielny.
      nikt mi nie pomaga. ludzie sa zbyt glusi i slepi kiedy ktos
      potrzebuje pomocy - nie chodzi mi o pieniadze ale o np. bezplatne
      cwiczenia, zajecia z terapii, obecnosc w razie potrzeby, rozmowe,
      spacer w towarzystwie innych dzieci. ale od odmiencow to najlepiej z
      daleka. do wyrazania opinii, do krytyki kazdy otwiera usta, wtedy
      kazdy jest ekspertem. poradnie nie maja pieniedzy na pomoc w takiej
      ilosci jaka jest niezbedna. zamyka sie takim dzieciom drzwi. tyle
      sie mowi o niepelnosprawnosci ale to mowa trawa. moje dziecko ma
      marzenia tak jak kazde inne. jest fajnym chlopcem ale otacza go
      egoistyczne spoleczenstwo, ktore nie ma zielonego pojecia o
      tolerancji.
      • e-teacher Re: Chora Ania uczy się liczyć na siebie 20.03.08, 08:48
        Najserdeczniej pozdrawiam Panią i Syna! Czy próbowała Pani
        kontaktować się z ośrodkami terapii zajęciowej, gdzie Syn miałby
        kontakt z rówieśnikami? Przepraszam, że pytam - w jakim wieku jest
        Syn? Może Caritas miałby możliwość coś zorganizować?
        Dobrych Świąt dla Pani, Syna i wszystkich Bliskich :)
Pełna wersja