login-ka
17.04.08, 10:06
Raz widziałam pana sprzątającego po swoim psie (na Piotrkowskiej), wszyscy patrzyli na niego, jak na Ufoludka.
Co do załatwiających potrzeby publicznie... to jest zmora. Mieszkam na Teofilowie i latem obserwuję to codziennie, a przed blokiem, w którym mieszkam, rosnie kilka drzew... nie rozumiem jak można załatwiać się publicznie, tylko dlatego że się chce do WC, a w pobliżu rośnie drzewo... Problem dotyczy głównie mężczyzn. Ale czemu tu się dziwić? pełno mamuś sadza dzieci na trawniczku, bo one muszą. Małe się uczy, duże leje.
Ale z drugiej strony nie ma alternatywy w postaci szaletów.
Artykuł pomija jeszcze jedną ważną rzecz - plucie i smarkanie na chodniki. Niedobrze mi się robi, kiedy to widzę. A przodują w tym osoby starsze i młodzież szkolna (zazwyczaj w dresach).