liryk.korbowy
07.06.08, 17:24
KRÓL JEST NAGI!!!
Kiedy jeszcze wszyscy w Łodzi nie mogą do siebie dojść błąkając się w ekstatycznym transie po czwartkowym koncercie, przypatrzmy się na spokojnie jakie są wnioski z tego wydarzenia:
- że za 19 mln zł, które województwo chce dać rocznie na filharmonię można mieć w Łodzi przez cały sezon mniej więcej 3 koncerty miesięcznie orkiestry o światowej klasie, zamiast wywalania szmalu na miejscową kapelę, którą w przypadku wielkich wydarzeń takich jak rocznica wyzwolenia getta sprzed kilku lat, najchętniej chciałoby się nie pokazywać i ze wstydem schować do szafy
- że Elżbieta Penderecka ma niezwykłe zasługi dla polskiej kultury i zasługuje na olbrzymie brawa za to, że... potrafiła przekonać władze Łodzi na wydanie lekką rączką 700 tys. zł!!! Przecież wielkie orkiestry ciągle jeżdżą po świecie, często Polska jest im po drodze do Rosji i do Azji, więc nie wiem gdzie tu jej zasługa. Jakby w Łodzi ktoś był z głową na karku i znał choć odrobinę angielskiego, niemieckiego lub francuskiego, to wystarczyłoby kilka telefonów do agencji w Londynie, Paryżu, Berlinie, żeby takie "okazje" pojawiały się tu co miesiąc (przecież Pani P. nie załatwiła nam od RPO tutaj jakiejś szczególnej zniżki). Skoro ma takie znajomości i międzynarodowe kontakty, to dlaczego nie słychać jakoś o jej szczególnych zasługach w promowaniu polskich artystów i zespołów za granicą. To byłaby sztuka! Namówienie ledwo znającego się na muzyce polskiego urzędasa na wydanie lekką ręką 700 tys. na jeden koncert nie wygląda mi na szczególne osiągnięcie wymagające międzynarowych kontaktów i renomy. Wystarczy tylko konsekwentna autoreklama i układy w naszym polskim zaścianku. Jak mówi przysłowie ludowe: "Drogo kupić i tanio sprzedać to każdy głupi potrafi". A takich jak widać ani w Łodzi, ani w Warszawie nie zabrakło.
- że Łódź to jest kulturalne zadupie, na które nie chciało się przyjechać ani Danielowi Gattiemu ani Yundi Li, a agencji zagranicznej organizującej koncert przysłać w zastępstwie kogoś na tym samym poziomie. Jak ktoś chce zobaczyć dyrygującego Axelroda, to może sobie pojechać do Krakowa - tam można to zobaczyć za o wiele mniejsze pieniądze. Prawde mówiąc zastanawiam się, czy na koncercie wystąpił w ogóle pierwszy skład RPO, czy większość muzyków (jak to w przypadku takich chałtur w takich orkiestrach bywa) to byli typowi "freelancersi". A że wyglądali świetnie na tle miejscowego, naszego łódzkiego muzycznego dna - to akurat nie jest wielka sztuka.
Autorowi ziejącego prowincjonalnym kiczem, czołobitnego artykuliku i naszym polskim i łódzkim luminarzom kultury dedykuję tę małą sentencje: "Dla jednej osoby: bilet lotniczy z Łodzi do Londynu w dwie strony - 280zł, koszt noclegu w pokoju 2-osobowym w Londynie - 110 zł, bilet na koncert w RPO w Royal Albert Hall lub IndigO2 - 110 zł. Koszt zaproszenia RPO do Łodzi na jednego słuchacza - ponad 1000 zł. Umiejętność dodawania, znajomość ekonomii i światowego rynku muzycznego, czyli wiedza, której jak widać ani w Łodzi ani w Warszawie nie uświadczysz - BEZCENNE!" Czekam na (ROZSĄDNE!!!) komentarze.