Dodaj do ulubionych

Wychowawcy biją, dzieci ćpają

14.01.09, 10:21
Dlaczego nikt nie ulituje się nad przebywającymi w tym ośrodku
psami, które dziwnym zrządzeniem losu zostały zmuszone do
codziennego obcowania z tymi ludzkimi odchodami. A wychowawców
należałoby dozbroić w paralizatory, maski i gaz.
Obserwuj wątek
    • Gość: Max Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.toya.net.pl 14.01.09, 10:23
      Znęcanie się nad dziećmi to skanadal i zezwierzęcenie !! Jakie te
      dzieci będą jak dorosną, skoro teraz dorośli gotują im taki los i
      takie traumatyczne przeżycia !! Ich psychika już będzie pokaleczona
      być może na zawsze. Obym nie miał racji ! Jeśli dziennikarze mają
      jakiekolwiek dowody, które mogłyby posłużyć prokuraturze w tej
      bulwersującej sprawie - powinni je przedstawić jak najszybciej.
                  • Gość: były pracownik Re: Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.gprs.plus.pl 20.01.09, 17:45
                    A pamiętanie Smoka moi drodzy przyszło biedactwo w wieku 11 lat
                    razem z siostra w wieku lat 7. wyrazy typu Ty hu.. ku... itp. nie
                    schodziły z ust. Pomimo pracy, uczuć i miłości włożonej w to biedne
                    dziecię niestety nie odwzajemniło tym samym skończyło o ile się nie
                    myle w MOW za napady i kradzieże. Tutaj za taki rozwój sytuacji
                    nalezy winić Polskie prawo i brak właściwego spsosobu kierowania
                    dzieci do placówek - misz masz dzieci z których byc moze coś będzie
                    i degeneratów - ćpunów, złodziei i młodocianych prostytutek zarówno
                    męskich jak i damskich, którzy z sygnaturą opiekuńczą trafiają nadal
                    do Pogotowia. Winny jest system i brak odpowiednich placówek na
                    terenie kraju dla takich dzieci.
          • wolna.partyzantka Re: Wychowawcy biją, dzieci ćpają 14.01.09, 15:31
            Dokładnie. Większość ludzi na hasło "bidul" łapie się za serce, bo to przecież
            biedne dzieci, które pewnie przytulają się do obcych ludzi, szukają ciepła,
            zrozumienia etc. Owszem, są biedne, owszem - szukają zrozumienia, ale wiele z
            nich ma już wiele na sumieniu. Dla nich większość wychowawców jest zwyczajnymi
            "frajerami", którzy ciągle stoją im na drodze. Punkt honoru to takiego oszukać.
            A najlepiej rąbnąć mu jeszcze portfel. Pewnie, że z takimi "dzieciakami" trzeba
            pracować, ale sama forma takich placówek jest chora. W takich warunkach to po
            prostu nie może się udać..
        • Gość: były pracownik Re: Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.09, 11:19
          Niestety twoja wypowiedź jest potwierdzeniem stereotypu, że do PO nr
          1 trafia się za karę.
          Placówka ta jest placówką opiekuńczo- wychowawcza typu
          inetrwencyjnego, czyli taka do której powinny trafiać dzieci w
          sytuacji kryzysowej, których dobro, zdrowie i życie należy
          natychmiast zabezpieczyć. Dla nieletnich sprawców czynów karalnych
          są MOS, MOW i Schroniska dla NIeletnich z Zakładami Poprawczymi.
          Jednak Sądy bardzo często kierują do pogotowia młodocianych
          bandytów, z którymi niezabardzo wiedzą co zrobić.
          Doprowadza to do sytuacji kiedy dzieci z rodzin przemocowych,
          alkoholowych, które w swoim krótkim życiu doznały wielu krzywd są
          umieszczone pod jednym dachem z młodzieżą, dla której dotkliwe
          pobicie innego dziecka nie jest większym problemem.
          Tylko podejmowanie stanowczych działań przez dyrekcję i specjalistów
          z tej placówki może coś zmienić- niestety nie są tam obecnie
          zatrudnione osoby, które są mogłyby to sprawnie robić z panią
          dyrektor na czele.
        • pklimas Re: Wychowawcy biją, dzieci ćpają 14.01.09, 12:56
          2 dni temu byl artukul w ktorym opisywali jak sąd odebrał matce
          dziecko i umiescil w takim pogotowiu opiekunczym, powodem było to,
          ze matka czesto chodziła do koscioła i miała objawienia Matki
          Boskiej.
          Mlodzi ludzie głosujacy na PO pewnie napisza: "lepiej byc bitym,
          przypalanym papierosem, wyzywany i gwałconym w pogotowiu
          opiekunczym, niz ogladac modlacą sie matke biegajaca codziennie do
          koscioła".
      • wolna.partyzantka Re: Wychowawcy biją, dzieci ćpają 14.01.09, 15:25
        Pewnie, że znęcanie się nad dzieciakami jest karygodne. ALE.. Sama byłam
        wychowawcą w tego typu placówce. Co innego, gdy rozrabia 7-latek, a co innego,
        gdy szura do ciebie 17-letni koń, który wrócił napruty "ze szkoły". Nie wiem,
        jak jest na Krokusowej, ale u mnie były 14-16 godzinne dyżury (oczywiście był to
        "dobrowolny przymus"), czasami w pojedynkę (!), czasami z nocy na noc.
        Wyczerpanie fizyczne i psychiczne dawało się w znaki, a człowiek miał
        świadomość, że odpowiada za te dzieciaki własnym tyłkiem. Bez względu na to,
        jakim pedagogiem się było, czasami nerwy po prostu puszczały. Z takiego
        kilkunastogodzinnego "ostrego dyżuru" nikt normalny nie zejdzie. Szkoda, że nikt
        o tym nie napisze..
    • Gość: poinformowany Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.bremultibank.com.pl 14.01.09, 11:13
      Dzieci, które tam przebywają są już bardzo mocno skrzywione i to
      przez własnych rodziców! To skandal, że prawo w niby cywilizowanym
      państwie pozwala rodzicom-katom na kontakt ze swoimi dziećmi. Nikt
      nie reaguje na kompletny brak kompetencji wychowawczych pijaków i
      molestatorów, którzy przekazali im geny a nie zapewnili żadnej
      opieki. To dlatego te dzieci tam trafiają - problem należy
      rozwiązywać u źródeł. Przez to nawet najbardziej zaangażowani
      pracownicy nie mają szans pracowac nad rozwojem tych dzieci, bo one
      po każdej wizycie w domu znów się wykolejają. Wychowawca, pedagog w
      tego typu placówkach nie ma żadnych narzędzi by pracować nad
      rozwojem społecznym tych dzieci - ani prawnych ani finansowych, nie
      ma żadnej możliwości egzekwowania praw i obowiązków!!! Jak to
      możliwe. Ma prosić, żeby dziecko coś zrobiło?? Śmieszne - te dzieci
      nie nawykły do stosowania się do próśb. Te dzieci nie są łatwe. A
      dodatkowym dramatem jest zatrudnianie w tego typu placówkch
      niekompetentnych osób. Jak słyszę w jaki sposób pracują kolejni
      dyrektorzy tej placówki to włos się jeży. Zero kompetencji
      wychowawczych, nie mówiąc już o tym, że dyrektor powinien być przede
      wszystkim menegerem. Ci ludzie NIE POTRAFIĄ ZARZDZAĆ, nie mają o tym
      bladego pojęcia. Zawód wychowawcy wiąże się z silnym wypaleniem
      zawodowym, skąd ci ludzie mają czerpać motywację skoro mają
      nieudolnego przełożonego. Po raz kolejny biorą górę układy i chore
      przepisy. Jak dyrektor tej placówki mógł zatrudnić kogoś kto bije
      dzieci??? Powinien ponieść konsekwencje takiego błedu kadrowego!
    • chuda090 Wychowawcy biją, dzieci ćpają 14.01.09, 11:42
      Panie redaktorze wszytko pięknie pan opisał (ze szkalował
      wychowawców) jest ślicznie super, tylko pominą pan fakt drugiej
      strony. Sam jestem byłym wychowawcą i dobrze wiem jak w tego typu
      placówkach łatwo jest oskarżyć wychowawcę a nie podopiecznego. Panie
      M. Masłowski pisze pan o narkotykach!!! czytałem artykuł kilka razy
      i nie widzę związku z zawartym tytułem i jego treścią. Nagłówek
      solidny fakt, treść dla mnie wyssana z palca nie wiem czy pan walczy
      o awans? Jeżeli jest pan dociekliwy a wydaje mi się że jest to
      dlaczego wydrukowany jest artykuł bez wysłuchania drugiej strony
      pisze i powołuje się pan z tego co jest napisane na pracowników, ale
      co najważniejsze nie przeczytałam zeznań w tym pana ślicznym
      artykule samych o ile takie są ofiar. Przepraszam ale są tu pewne
      uchybienia opisuje pan także sytucję mającą miejsce w 2006 r gdzie
      ja sam i wiele innych osób nie widzą związku. Drugi fakt jaki mnie
      poruszył; pisze pan, że wychowawca pracuje kilka miesięcy kilka to
      (znaczy ile??) tego też pan nie uraczył uwieścić w artykule.
      Rasumując tekst ma uchybienia i teraz widać kto go pisał.
    • Gość: vegan biedne dzieciaki IP: *.toya.net.pl 14.01.09, 11:45
      trzeba im znalezc zajecie, a nie bluzgac i bić. tylko frajer podnosi reke na
      dziecko (chyba, ze to ma nóż;). dyrektorkę wyrzucić! psy ktore zostaly
      wyszkolone do dogoterapii powinny miec opiekuna, bo caly trening sie
      marnuje!!! bolesny trening!
        • Gość: były pracownik Re: biedne dzieciaki IP: *.gprs.plus.pl 20.01.09, 18:02
          Ja też przerabiałam psy w 2006 roku kiedy tam jeszcze pracowałam.
          Tym dzieciom nie dałabym pod opiekę nawet mrówki, jestem mocno
          wstrząśnięta faktem maltretowania zwierzat w Pogotowiu Opiekuńczym.
          Powinny się tym zając odpowiednie władze. Wiem, ze peis wzięty ze
          schroniska miał złamaną łapę, zrobiły to te biedne dzieci - pewnie
          dla zabawy. Pamiętam jak te biedne dzieci odnosiły się do "Rudej"
          wspaniałej znalezionej suki, która notabene gdyby nie moja
          interwencja zdechłaby z powodu zaawansowanego ropomacicza. To ja z
          nia pojechałam do schroniska i ja uratowałam jej życie, nikt sie nią
          nie interesował nikogo nie obchodził jej los. Byłam świadkiem jak
          Jurand ją skopał świeżo po operacji jak skomlała aż popuściła mocz -
          to są dzieci????? To są oprawcy którzy nie powinni w takim miejscu
          posiadać zwierząt bo nie mają żadnych uczuc wyższych i zmysłu
          opieki. Ziwrzę to chwilowy kaprys, tak jak pluszowa zabawka. Z
          kupami, sikami i innymi problemami borykaja sie wychowawcy. Dziwię
          się bardzo, że ktoś do tej pory ie wydał oficjalnego zakazu
          adoptowania zwierząt przez tą placówkę.
    • Gość: Egon Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.lodz.msk.pl 14.01.09, 12:44
      Zwyczaj znęcania się nad dziećmi w Pogotowiu wprowadził były dyrektor, który został tam zesłany za karę. Obecna dyrektorka od razu chciała uzdrowić sytuacje. Jak na dobra Ciocie przystało zwolniła lub zmusiła do odejścia osoby, które według niej nie pasowały do wizerunku Idealnej Placówki. Osoby, które wykonywały swoją pracę dobrze, z miłością i zrozumieniem. Pozostali tylko wychowawcy zatrudnieni na kartę nauczyciela, bo ich zwolnic się nie da. A tak naprawdę to większość z nich powinna odejść już dawno. W konsekwencji pozwoliła sobie wejść na głowę wychowankom, czego rezultat jest widoczny. Sytuacja na Krokusowej nie ulegnie zmianie, dopóki na dyrektora nie zostanie wybrana osoba, która się do tego nadaje. Niestety, w łódzkich placówkach op-wych dyrektorami zwykle zostają znajomi znajomych, zupełnie nie mający pojęcia o pracy z trudna młodzieżą. Obecnie na stanowiska wychowawców w domach dziecka i w pogotowiu zatrudnia się osoby na podstawie kodeksu pracy. Jest to praca wybitnie wyniszczająca psychicznie i fizycznie. Wyobraźcie sobie, że schodzicie z dyżuru nocnego o 6 rano, macie dzień wolny i jedziecie do pracy następnego dnia na 6 na poranny dyżur. Długo nie da się pracować w takim kieracie. I jeszcze słyszycie bez przerwy, ze Pani Dyrektor nie przedłuży z Wami umowy, bo zbyt dynamicznie rozdzielaliście bijących się wychowanków. Niewielu ludzi to wytrzyma, a ci co zostaną, i tak będą zwolnieni, bo lepiej radzą sobie z młodzieżą od dyrektorki.
      Chwała wizytatorom z MOPS-u, którzy tylko przyjeżdżają, radzą i zalecają. Szkoda, że efektów nie widać.
    • Gość: brebre Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.09, 13:47
      bywałam tam w 2003 roku jako studentka i później. Wychowawcy byli
      wtedy ze starej kadry. Dobrzy ludzie. Ale oni odeszli na
      wcześniejsze emerytury, a przyjmowani teraz to osoby pracujace tam z
      braku innej prespektywy. Nie sądze by zarobki wzrosły a proponowano
      mi tam 2 lata temu etat 40h na 3 zmiany za 1000zł;D. Niesty w
      kwestie scianki i ćpania wierzę w 100 proc. a ucieczki były zawsze.
      To trzeba też wziąść pod uwagę...
    • Gość: ze Stoków Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.toya.net.pl 14.01.09, 14:53
      Znam personel tego ośrodka i primo! są to osoby z wyższym
      wykształceniem,a nie jak napisał obłudnie pan redaktor, że są to
      studenci. Po drugie, do czynów przemocy się nie posuwają, ponieważ
      naprawdę zależy im żeby wyprowadzić te dzieciaki na prostą (czego ja
      akurat nie rozumiem, bo większość to zwykli kryminaliści). Panie
      redaktorze, zanim Pan zacznie oczerniać radzę zorientować się w
      sprawie trochę lepiej, bo takie bujdy obniżają Pana reputację.
      • Gość: szla Re: Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.09, 15:02
        Rozumiem, że wypowiadając się na temat odpowiedniego wykształcenia
        zna pan rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia
        17.10.2007 r. dot. placówek opiekuńczo- wychowawczych, w którym
        określone są wymagania dot. wykształcenia pracowników?
        Jeśli nie to odsyłam do lektury bo pouczająca. Osoba z licencjatem
        to owszem wyższe wykształcenie jadnak nie daje tytułu magistra,
        wymaganego do tej pracy:)
        Poza tym odsyłam także do wcześniejszej wypowiedzi byłego pracownika
        gdzie opisana jest rola placówki interwencyjnej- tam nie trafiają
        kryminaliści proszę pana.
    • Gość: xxxxx Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.net-partner.pl 14.01.09, 15:24
      Drogi Panie redaktorze .
      Wszystko co Pan opisał w swoim artykule to prawda.Ja też jestem byłym pracownikiem.
      Jak zaczynałam tę pracę , byłam pełna optymizmu i chęci niesienia pomocy tym
      biednym dzieciom.Odeszłam ponieważ nie wytrzymałam napięcia i niezdrowej
      atmosfery ,która tam obecnie panuje.
      Rzeczywiście trzeba wysłuchać też drugą stronę,tylko ciekawe co będzie miała do
      powiedzenia, bo zaprzeczyć nie może .Jest za dużo świadków wśród dorosłych i
      dzieci.Rzeczywiście praca w takim miejscu wymaga dużo doświadczenia i
      poświęcenia , a nie jest to młodzież łatwa.Wychowankom tym trzeba dawać
      przykład i wskazywać drogę którą powinni kroczyć.
      Smutne jest też to , że odeszli stamtąd naprawdę wspaniali ludzie i dobrzy
      specjaliści.
      Wystarczy tylko zapytać byłych i obecnych wychowanków kogo obwiniają za obecny
      stan rzeczy i za atmosferę która panuje w pogotowiu.
    • Gość: NIKIFOR Bezstresowe wychowanie IP: 217.76.112.* 14.01.09, 15:40
      Ostatnio ruszyła akcja „kocham, nie biję” – na razie w
      kierunku „rodzic/dorosły – dziecko”. Czy w przyszłości może dojść
      do odwrócenia sytuacji?
      Czym jest wychowanie? Idąc za definicją, jest to całość
      zamierzonych oddziaływań środowiska społecznego, przyrodniczego na
      jednostkę, trwające całe życie. W zakres pojęcia wchodzi:
      - wychowanie naturalne pod wpływem środowiska w którym jednostka
      funkcjonuje - rodzina, kontakty społeczne, obyczaje, religia;
      - wychowanie instytucjonalne - celowe, planowe oddziaływanie
      instytucji wychowujących, takich jak: przedszkola, szkoły,
      internaty, domy dziecka;
      - samowychowanie;

      Oddziaływanie to ma wpływ na stosunek jednostki do otaczającego
      świata, kształtowanie się systemu wartości, norm celu życia...
      Definicja, jak to definicja - podaje wiadomości w dość dużym
      skrócie i uproszczeniu. Przyjrzyjmy się temu etapowi i zakresowi
      wychowania, które przypadają na życie w rodzinie. Ta ostatnia jest
      pierwszym środowiskiem bezpośrednio znanym dziecku. To,
      co „wyniesie ono z domu", będzie miało wpływ chociażby na to, jakie
      podejście będzie miało do ludzi, jak będzie sobie radziło w
      większej grupie różnych osób - w przedszkolu, kolejnych szkołach i
      w końcu w pracy oraz w ogóle w społeczeństwie... A w tym panują
      pewne ogólne zasady, do których dobrze jest dziecko przyzwyczajać
      od lat najmłodszych...
      Wychowanie jest procesem długotrwałym, ciągłym i odpowiedzialnym.
      Napisano już wiele poradników dla rodziców, ostatnio nawet
      pojawiają się „specjaliści", pomagający konkretnym rodzinom pokonać
      trudności w procesie wychowawczym, wprowadzić nowe, lepsze
      zasady... Czy zabiegi te czynią proces wychowania bezstresowym?
      Co właściwie rozumiemy pod pojęciem „bezstresowe wychowanie"?
      Wychowanie bez bicia (klapsa), bez „lania na odlew w co popadnie",
      czy w ogóle bez żadnych kar? Czy da się wychować dziecko na
      porządnego człowieka, który sobie poradzi w dorosłym życiu, bez
      wpojenia mu prostej zasady, że za niewłaściwe zachowania obowiązuje
      adekwatna kara, taka czy inna, ale jednak?
      Już trzylatek wchodzący w okres pierwszego dziecięcego buntu
      doskonale wie, że „nabroił". Oczywiście trudno z tak małym
      dzieckiem rozmawiać tak poważnie jak z dziesięciolatkiem, ale jest
      to okres, w którym już należy podjąć pierwsze kroki ku temu, by
      maluch nie czuł się bezkarny. Im później, tym trudniej... Kara
      oczywiście powinna być dostosowana do wieku. Możliwości jest dużo -
      „szlaban" na słodycze, telewizję, komputer czy internet,
      wychodzenie na dyskoteki, do kina, itd. Wszystko zależy od tego,
      jaki styl życia prowadzimy i do jakich „luksusów" przyzwyczajona
      jest nasz „pociecha"... Ukarane dziecko powinno rozumieć, za co
      kara została wymierzona i jaki jest jej sens.
      Nie ochronimy dziecka przed stresem. Wystarczy, że pójdzie do
      szkoły, a potem do pracy, by przekonać się niestety, że liczba
      sytuacji stresujących rośnie wraz z biegiem czasu. Nie chodzi o to,
      by celowo stresować dziecko w domu w sytuacjach zupełnie ku temu
      nieuzasadnionych, aby się „przyzwyczaiło" do stresu, a jedynie, by
      nie wychowywać go w błędnym przeświadczeniu, że coś takiego jak
      stres zupełnie nie istnieje. Tym bardziej, młody człowiek,
      nieprzygotowany na to, że za złe postępowanie nic mu „nie grozi",
      może doznać „podwójnego szoku", kiedy okaże się, że nie wszyscy
      tolerują każde jego zachowanie, przede wszystkim to negatywne. I
      znów - niekoniecznie chodzi o bicie, a o samą karę jako
      konsekwencję niewłaściwego zachowania.
      Jest różnica pomiędzy bezzasadnym biciem po całym ciele i
      stosowaniu „represji" za rzeczy błahe, przy których wystarczy
      rozmowa odpowiednio dostosowana do wieku dziecka, a zastosowaniem
      kary adekwatnej do „przewinienia"? Myślę, że każdy sam powinien
      przemyśleć ten problem, zdać sobie sprawę z tego, czy widzi
      różnicę...
      „Naruszenie nietykalności", czy też godności, zaczyna się według
      różnych ludzi pod postacią różnego natężenia kary. Niektórzy
      uważają, że już pojedynczy klaps wymierzony w „TĘ" część ciała to
      już hańba i nie wiadomo, jaka krzywda dla dziecka.
      W karaniu nie chodzi o „lanie na odlew", po „wszystkim, co się da",
      bo wtedy mamy już do czynienia znęcaniem się zarówno fizycznym, jak
      i psychicznym. Od klapsa nie jest także wskazane zaczynać w
      sytuacji, kiedy „pociecha" narozrabia w taki czy inny sposób.
      Dobrze, kiedy pojawi się on dopiero jako przynajmniej
      trzeci „punkt", po dwukrotnym, coraz poważniejszym upomnieniu
      słownym. Klaps powinien być OSTATECZNOŚCIĄ - czasem wystarczy
      dziecku sama świadomość, że „dostanie klapsa" (tu dobrze jest je
      uprzedzić o takiej możliwości), by w pewnym momencie nie
      doprowadzało już do sytuacji, w których trzeba taką karę w życie
      wprowadzić. Nie popadajmy jednak w skrajności - wieszanie przy
      drzwiach „dyscypliny" absolutnie nie polepszy sytuacji.
      Niestety proces wychowawczy bez kar ADEKWATNYCH do sytuacji nie
      spełnia swoich zadań. Zbyt często spotykamy się z
      rozbrykanymi „berbeciami" wchodzącymi na głowę nie tylko swoim
      rodzicom, dziadkom i innym najbliższym z rodziny, ale i każdemu,
      kogo spotkają na swojej drodze. Nie można zrzucać wszystkiego na
      karb ADHD, nerwicy i innych problemów emocjonalnych. Zwłaszcza, że
      te ostatnie często są wynikiem niewłaściwej atmosfery w domu -
      zbyt „luzackiej" lub „ostrej".
      Wychowywanie dzieci to ogromna odpowiedzialność. Często zmęczenie i
      emocje biorą górę nad rozsądkiem - „nikt nie jest święty". Istotne
      jest to, żeby nie robić reguły zarówno z ciągłych krzyków, awantur
      i bicia, jak i z puszczaniem dzieci „samopas", byle by samemu
      mieć „święty spokój" po dniu pracy.
      Bezstresowe wychowanie nie może być równoznaczne z tym, że dziecko
      dojdzie do wniosku, że wszystko mu wolno, i że za „chwilę
      szaleństwa" może ostatecznie „zapłacić" wysłuchując nudnej tyrady
      lub „zrzeczeniem" się komputera dla celów rozrywkowych na kilka dni.
      Każde dziecko jest inne; wychowuje się w specyficznych tylko dla
      siebie warunkach. Czymś, co łączy wszystkie właściwe relacje
      dziecko - najbliżsi, jest umiejętność rozmowy. Kiedy „pociecha"
      rośnie, są oczywiście lata, kiedy o rozmowę trudno - np. w okresie
      dorastania. Jednak, jeśli młody człowiek wie, że może liczyć w
      pierwszym rzędzie na rozmowę, to wielce prawdopodobne jest, że w
      wielu sytuacjach bardziej „drastyczne" metody po prostu okażą się
      zupełnie zbędne.
      Nie ma jednego złotego środka wychowawczego, jednak jedno jest
      pewne - każdy człowiek od najmłodszych lat powinien być uczony,
      czym jest odpowiedzialność za własne czyny, czy zachowania i co
      można, a czego zupełnie nie.
      Każdy z nas zaczyna się stresować w różnych sytuacjach, więc trudno
      w ogóle mówić o „bezstresowym wychowaniu" w tym samym znaczeniu
      odnośnie wszystkich dzieci.
      Jedno jest pewne - popadanie w skrajności w procesie wychowawczym
      przynosi więcej efektów niepożądanych, niż pozytywnych. Ani za
      bardzo stresujące, ani „bezstresowe" (cokolwiek pod tym pojęciem
      rozumiemy) nie przyniesie pożądanych efektów. Dziecko żyjąc w
      rodzinie, poznaje mały skrawek rzeczywistości - uczy się czegoś o
      życiu w społeczeństwie. Najistotniejsze jest chyba to, żeby pokazać
      mu dobre wartości, ale i wskazać podstawowe zasady życia w
      społeczeństwie - zarówno te „dobre", jak i nieco gorsze.

      • Gość: Egon Re: Bezstresowe wychowanie IP: *.lodz.msk.pl 14.01.09, 16:58
        Zgadzam się całkowicie z tak jasno przedstawionym przez Nikifora poglądem na
        wychowanie. Jednak autor zapomniał o jednej rzeczy. Większość dzieci
        przebywających w Pogotowiu Opiekuńczym albo nigdy nie była wychowywana, bo
        rodzice tylko udawali, że to robią, albo ich wychowanie utraciło ciągłość ze
        względu na pogłębiającą się nieudolność tychże rodziców. Nieudolność wynikającą
        zwykle z, pojawiającego się w którymś momencie ich życia, uzależnienia. PO jest
        placówką interwencyjną. W założeniu stanowi pomost pomiędzy patologicznym
        środowiskiem, a domem dziecka. Ma za zadanie nauczyć funkcjonowania w placówce,
        gdzie obowiązują zasady życia społecznego, do tej pory wychowankowi nieznane. Ze
        względu na krótki czas pobytu, nie można stosować tutaj długofalowych metod
        wychowawczych, bo są one najzwyczajniej nieskuteczne. Olbrzymia tragedią dzieci
        z pogotowia jest brak miejsc w łódzkich domach dziecka. Dlatego muszą przebywać
        w tej placówce o wiele za długo. Natomiast niedopuszczalne jest stosowanie kar
        cielesnych. To, co wyczyniali dwaj panowie z artykułu kwalifikuje się pod sąd.
        Mam nadzieję, że będą mieli odwagę wypowiedzieć się na forum i przedstawić swoje
        poglądy na wychowanie
    • Gość: Trzeźwomyślący Gdzie dowody? IP: *.ms.lnet.pl 14.01.09, 17:46
      Czyżby Pani Dyrektor była niewygodna dla grupy nygusów, którym nie
      chce się pracować? Nieudacznicy, którzy w ten sposób reagują na
      przywołanie ich do porządku? Cóż, dobrze mieć znajomego
      redaktorzynę, przepraszam - Pana Redaktora, czyż nie? Swoją drogą,
      artykuł zredagowano po mistrzowsku. Może nawet, Pan Redaktor,
      zasłuży na branżową nagrodę?;) Żadnych faktów a mnóstwo kalumnii i
      bezpodstawnych zarzutów. Ci tzw wychowawcy, nie powiadomili o biciu
      dzieci nikogo. To Pani Dyrektor zawiadomiła Prokuraturę zaraz po tym
      jak się dowiedziała o zajściu. To właśnie wielce pokrzywdzony utratą
      sympatii Pani Dyrektor - "Tomek z artykułu" opowiedział jej historię
      zajścia po... 10 dniach, traktując to jako ciekawostkę. To właśnie
      wtedy "popadł w niełaskę" u Pani Dyrektor bo ta nie mogła zrozumieć
      jego beztroski. To jedna z pań wychowawczyń miała "dylematy
      moralne", które nie pozwoliły jej zawiadomić dyrekcji. Pan Redaktor
      zamieścił zdjęcie doskonale wiedząc, że obecnie Pogotowie wygląda
      zupełnie inaczej. Pisząc o byłej wicedyrektor zapomniał dodać, że to
      właśnie ona, w przeciwieństwie do obecnej Pani Dyrektor, obecna
      podczas pierwszej "interwencji" GW. Któś raz jest dobry a raz zły.
      Raz bandyci zostali wywiezieni z ośrodka a jak trzeba to nadal są za
      ścianką ;) Mistrzostwo gatunku, jakby co Pan Redaktor zawsze może
      dorobić na Pudelkusiu czy innej ciekawej stronie. A swoją drogą czyż
      nie lepiej dla prawnika pracować w GW niż w Sądzie? W Sądzie trzeba
      dowodów a tu wystarczy umiejętnie lawirować między artykułami
      przepisów prawnych. Pozdrawiam wszystkich "Trzeźwomyślących,
      Niezaintersowanych robieniem kariery czyimś kosztem" (o:
      • Gość: były pracownik Re: Gdzie dowody? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.09, 20:18
        Mówiąc o braku dowodów albo tam nie pracowałeś albo byłeś w grupie
        pracowników nie pedagogicznych, któych ta sprawa mało dotyczyła. Ja
        w tym okresie pracowałem w PO i wiem, że dyrekacja placówki
        nagradzał osoby zajmuące się głównie kadzeniem jej i mówiące jakby
        pracowały gdyby im się chciało.
        Natomiast, co do dowodów to były pisane notatki opisujące co się
        dzieje na terenie internatu, które następnie były skaładane na
        dziennik korespondencji. Wiele z nich dotyczyło niewłaściwych
        zachowań w stosunku do wychowanków, których dopuszczali się
        niektórzy wychowawcy ale też ówczesny wicedyrektor placówki powołany
        po ustąpieniu ze stanowiska przez p. Tarnowską (o zachowaniu
        wicedyrektora w stosunku do dzieci był informowany MOPS). Niektóre z
        tych zachowań miały znamiona przestępstwa jednak nie każde
        przestępstwo jest ścigane z urzędu a po pisemnym poinformowaniu
        dyrekcji o niewłaściwościach na terenie internatu to właśnie ona
        powinna zawiadomić odpowiednie organy ścigania.
        Jednocześnie pamiętam także, że w początkowym okresie pracy p.
        Borowskiej zwolniona została dwójka wychowawców, gdyż według jej
        słów bili oni dzieci. Zarzuty te były przedstawione przez dzieci i
        dobrze poinformowanego pracownika, który swoją wiedzę przekazał
        dyrekcji placówki. Posiadając taką wiedzę powinna powiadomić o
        zajściu prokuraturę, jeśli miała podejrzenie popełnienia
        przestępstwa ściganego z urzędu, bądź rodziców poszkodowanych dzieci
        na wniosek,których to policja powinna prowadzić postępowanie
        wyjaśniające. Pytanie tylko dlaczego tego nie zrobiła.
        Jeśli chcesz dowodów to powinienś zgłosić się na ul. Krokusową15/17
        i poprosić o udostępnienie Ci notatek służbowych składanych przez
        pracowników PO nr 1 od początku kadencji pani Borowskiej- to są
        właśnie dowody, których istnienie negujesz.
        • Gość: Trzeźwomyślący Re: Gdzie dowody? IP: *.ms.lnet.pl 14.01.09, 22:48
          Może od razu cofnijmy się do kadencji poprzedniego dyrektora i tak
          chętnie zacytowanego artykułu o "kołku"? A może jeszcze wcześniej?
          Wiesz co? Dobrze wiesz, że dyrektorka dowiedziała się o zajściu dużo
          po czasie i zareagowała tak jak powinna. A co do "nagradzanego
          nieszczęśliwego pana Tomka" to nie został zwolniony. Jego umowa się
          skończyła i nie została przedłużona z nielojalnym pracownikiem -
          wszędzie pozbywają się takich ludzi. Wątpię abyś zauważył tak
          subtelną różnicę ale jednak taka istnieje. Faktem jest, że
          ten "nagradzany pracownik" był nagradzany, ale wtedy kiedy były na
          to środki i byli nagradzani wszyscy pracownicy. Pracowałeś tam
          wtedy? Gdzie Twoje zawiadomienia? Każdy obywatel ma obowiązek
          zawiadomić o zaistniałym przstępstwie. Ale pewnie wtedy jeszcze
          byłeś lojalnym pracownikiem albo na przeszkodzie stały dylematy
          moralne, które gdzieś się zawieruszyły po odejściu;)
          • Gość: xxxxx Re: Gdzie dowody? IP: *.net-partner.pl 15.01.09, 00:01
            Widzę , że tu się niezłe pranko brudów rozpoczęło.Trzeźwomyślący to zapewne
            główny zainteresowany tą sprawą , a może zainteresowana....?
            Fakty pozostaną faktami.A pan Tomek zawsze był lojalny tylko stał się
            niewygodny.Umowa się skończyła i do widzenia.Zrobił co swoje i musiał
            odejść.Wiele osób się dziwiło , że zawsze taki lojalny.Wiele osób się dziwiło ,
            że taki lojalny , trzeźwomyśląca była dla niego ,, święta", ale sam się
            przekonał.....





          • Gość: xxxxx Re: Gdzie dowody? IP: *.net-partner.pl 15.01.09, 00:03
            Widzę , że tu się niezłe pranko brudów rozpoczęło.Trzeźwomyślący to zapewne
            główny zainteresowany tą sprawą , a może zainteresowana....?
            Fakty pozostaną faktami.A pan Tomek zawsze był lojalny tylko stał się
            niewygodny.Umowa się skończyła i do widzenia.Zrobił co swoje i musiał
            odejść.Wiele osób się dziwiło , że taki lojalny , trzeźwomyśląca była dla niego
            ,, święta", ale sam się przekonał.....





    • Gość: jezyna Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.net-partner.pl 14.01.09, 22:17
      aż mnie w dołku ściska czytając ten artykół. co za dureń to napisał?
      pewnie ktoś kto nigdy nie był osobiście w pogotowiu opiekuńczym, a
      opinie wystawił na podstawie wypowiedzi "moherów" po niedzielnej
      mszy, aby obwinić tych, którzy "sprzątają po psach, które sikają po
      korytarzach i srają dzieciom do łóżek"
    • Gość: ZOJA Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.toya.net.pl 15.01.09, 12:09
      Z racji zawodowych miałam okazję współpracować kilkakrotnie w sprawie wychowanków z p. Borowską. Niestety jest to osoba całkowicie nieprzygotowana do pracy z takimi dziećmi.W sprawach wychowawczych jest całkowicie niekompetentna. Brak konsekwencji w postępowaniu spowodował,że doszło do dewastacji ośrodka i przemocy wśród wychowanków. Błędy kadrowe, polegające na pozbyciu się wykwalifikowanych pracowników, nie akceptujących jej metod pracy i przyjęciu nowych powiązanych z nią towarzysko lub niedoświadczonych spowodował obecną sytuację. Brak reakcji i tuszowanie sprawy przez dyrekcję świadczy o złej woli, braku chęci i umiejętności zaradzeniu sytuacji. Dziwi postawa MOPSU, który nie reagował na sygnały płynące wcześniej, nie reagował na notatki służbowe składane na dziennik/mam nadzieję, ze nie zaginął/,najpierw szczycił się ze ścianki, a potem zaakceptował jej likwidację, nie sprawdzając jakie są konsekwencje.Teraz również tłumaczy się nielogicznie jakby agresja pracowników była usprawiedliwiona postawą wychowanków. Takie metody wychowawcze są niedopuszczalne. Te dzieci w większości nie były wychowywane w domu, dostały często schronienie w PO przed agresją i co je spotyka? Jeżeli liczby dotyczące zmian kadrowych są prawdziwe dlaczego nie zainteresował się ich przyczynami.
    • Gość: Radek Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.centertel.pl 15.01.09, 15:48
      Przykro czytac,ze w placowce opiekunczo-wychowawczej, takie rzeczy
      sie dzieja.Z wypowiedzi wielu ludzi wynika, ze MOPS kompletnie nie
      nadzoruje dzialanosci placowki mu podleglej (zreszta nie tylko tej).
      Kontynujac moj wywod:
      1. Wybor Dyrektora placowki to tylko farsa biurokratyczna bo zawsze
      wygrywa kolega lub kolezanka. Nikt nie bada czy ktos ma
      predyspozycje do bycia szefem czy nie. Zwykle ktos zostaje wybrany z
      ukladu.
      2. Dalej ciagnac ludzie po studiach nie maja przygotowania
      praktycznego do pracy z taka mlodzieza i dziećmi, zaś Ci co mają
      pratykę są wypaleni zawodowo i zniesamaczeni pensją, która powinny
      być prznajmniej 2x taka.
      3. Placowka jest panstwowa co powoduje brak jej rowoju bo po co.Sam
      pracuje w panstowej placowce i gdyby nie wlasne checi tez by
      siedzial i sie nie nadwyrezal.W prywatnej placowce trzeba choiciaz
      troche cos soba reprezentowac a w panstwowej juz nie.
      4. niestety ludzie, ktorzy kieruja dzieci do placowek robia to
      strasznie nieudolnie poniewaz nie ma dla nich roznicy czy tu czy tam
      trafiaja dzieci.Przykre zas jest to, ze nikt nie zauwazyl, ze PO i
      domy dziecka staja sie placowkami resocjalizujacymi I stopnia i nie
      sa na to przygotowane. Stad tez mi.takie afery.
      5. Za swoje czynny trzeba wziasc odpowiedzialnosc. Dyrektor, jak
      rowniez wychowawcy bo wszyscy sa za to odpowiedzialni.
      6. w dzieci trzeba wierzyc, kto nie wierzy niech zmieni zawod.
      7. ja tez pracuje z trudna mlodzieza

      • Gość: NW Re: Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.toya.net.pl 16.01.09, 08:28
        Do pracy z "taką młodzieżą i dziećmi" zbyteczna jest praktyka. Tutaj istotę pracy stanowi dojrzałość emocjonalna w kontakcie z nimi, chęć do tego rodzaju pracy, praca nad sobą i swoimi umiejętnościami nawiązywania kontaktu i rozwiązywania trudnych sytuacji, bo to człowiek w tej pracy jest narzędziem, a dopiero dużo dużo później (choć nie oznacza to, że standardowy absolwent nie może być poukładany) praca z ludźmi (przede wszystkim z młodzieżą i z dziećmi). Zgadzam się z pkt.6 :-)
        • Gość: toksyczni Re: bici wychowuja bitych IP: *.pools.arcor-ip.net 16.01.09, 10:02
          No to nic sie w tym miescie nie zmienilo od lat dawnych. U nas
          wariatka w szkole podstawowej prala linijka i piornikiem. Piornik
          wybierala sobie w klasie odpowiedni, drewniany. Prala za niewlasciwy
          chichot, za zly ubior, za kazda blachostke, ktora ja irytowala i z
          ktora sobie nie radzila. Czuje sie ponizona, upodlona do dzisiaj
          przez ta sadystke. Sama mam wnuki i wspolczuje bitym dzieciom i
          mlodym. Zal mi tych, ktorzy broniac siebie, swojej godnosci,nie
          rozumiejac sytuacji, staja sie tym samym przestepcami.
    • Gość: Daras Wychowawcy biją, dzieci ćpają IP: *.eth0.raptor-cl-swierkowa.lubman.net.pl 16.01.09, 10:01
      Praca w tego typu instytucjach jest piekielnie ciężka,chylę czoło przed kazdym
      kto przepracował chociażby miesiąc z tymi bydlakami.Największym nieszczęściem
      jest skazywanie dzieci potrzebujących pomocy na wspólne przebywanie z tymi
      młodocianymi łotrami .Krokusowa-gdzie indziej nie jest inaczej,pod dywan i do
      przodu,aby było cicho.Wiem co mówię-2o lat zajmóję się tym tematam.żałuję że nie
      wyjechałem do Anglii zmywać na zmywaku.Pozdrawiam wszystkich pracujących w
      resocjalizacji
    • Gość: the.jester sytuacja fatalna ale autor tekstu też nie ustrzegł IP: *.cht-bng-014.adsl.virginmedia.net 16.01.09, 11:09
      się napisania głupoty - irokez na głowie ma świadczyć o braku kompetencji do
      bycia wychowawcą. Wydaje się dość oczywiste że to niemądre szufladkowanie nie
      mające nic wspólnego z rzetelną oceną.
      Pracuję jako wychowawca w Anglii i akurat jeden z moich starszych kolegów ma
      właśnie "irokez" na głowie - jest fantastycznym wychowawcą ze świetnymi
      wynikami od wielu lat, a placówka regularnie zbiera najwyższe oceny od
      zewnętrznych kontroli. Gdyby mnie u tego pracodawcy tak ktoś ocenił tak mądrze
      jak ocenianie po irokezie, to bym najwyżej dostał pracę przy sprzątaniu lub co
      najwyżej drobnych naprawach, bo jestem Polakiem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka