Gość: łodziak IP: *.toya.net.pl 13.05.09, 21:21 Ostatnie pytanie żenujące !!!! dziennikarz nie powinien używać takiego sformułowania !!!! zresztą buraki się cieszą ;) !!!!! Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
wassercug_fajwel Nawet Aleksander Kwaśniewski wie że w Łodzi 13.05.09, 21:54 nie ma łksu... No proszę komuchy przez 45 lat hołubiły łks a tu taki zonk Każdy ma taki los na jaki sobie zasłużył. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: waserwaga Re: Nawet Aleksander Kwaśniewski wie że w Łodzi IP: *.adsl.inetia.pl 16.05.09, 16:26 a kto jak nie partyjne świnie wyremontowały wam stadion na lige miszczów!!! Teraz to be Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Przygoda widzew ulubiencem komuchow IP: *.gdynia.mm.pl 25.05.09, 09:50 kiedys klub robotniczy trzeba bylo wspierac i tak pozostalo, smutne Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: waldzio_lodz Re: widzew ulubiencem komuchow IP: *.dsl.alice.nl 31.05.09, 12:27 Tak Widzew jest ulubiencem komuchow jak wasz klub nie byl zalozony oprzez zydow. Jacek Machcinski(byly trener Widzewa) - o ukladach komunistycznych w Łodzi: - Jak pan wspomina mecze Widzewa o awans do pierwszej ligi? - Ten ostatni mecz o awans był z Bałtykiem Gdynia, z którego przyszedł później do nas ich napastnik Henryk Dawid. Po awansie sprowadziłem do Łodzi Stasia Burzyńskiego. Pamiętam, że w pierwszym, powojennym meczu derbowym przeciwko ŁKS, graliśmy na poważnie. Kto lepszy ten zwycięża. To był słynny mecz, w którym Tadeusz Błachno zakładał się o flaszkę z Janem Tomaszewskim, czy zdoła go pokonać z rzutu karnego. Wówczas Widzew wygrał 2:1. To jest o tyle istotne, że wszystkie kolejne mecze Widzewa z ŁKS, w których brałem udział, były już ustawione wcześniej. W zależności od tego, kto potrzebował punktów. Decyzje zapadały w pionie politycznym. Zwykle tych punktów potrzebował ŁKS. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: FanFan Do pana Waldzia; czytaj pan co wklejasz IP: *.toya.net.pl 31.05.09, 18:25 albo sprawdzaj co inni mówią, bo pierwsze derby powojenne odbyły się w 1948' i Jacka Machcińskiego, wtedy na świecie pewnie nie było. Jeśli to ŁKS zawsze potrzebował punktów, to skąd taki bilans meczów?? wychodzi na to że skoro każdy mecz tych drużyn był ustawiony to Widzew potrzebował częściej tych punktów. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: waldzio_lodz Re: Do pana Waldzia; czytaj pan co wklejasz IP: *.dsl.alice.nl 31.05.09, 18:35 To poczytaj sobie o derbach w bodajze 1984 roku (3:3) i kilku innych- kto potrzebowal punktow i za kim wstawiala sie partia. Widzew kiedy potrzebowal od was punktow to ich nie dostal za co chwala waszym bo na mysl o tych punktach otrzymanych od was rzygac by mi sie chcialo. Wy jakos tych oporow nie macie i sie z nich cieszycie. Jakby bylo malo przyczepiacie nam etykiete pupili partii do ktorych wam bylo znacvznie blizej niz wam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: widzewiak Re: Do pana Waldzia; czytaj pan co wklejasz IP: *.smrw.lodz.pl 31.05.09, 20:29 to nie kibic ŁKS-u!! TO ZŁODZIEJ KTÓRY KIBICOWAŁ ŁKS-OWI. to jest różnica w tytule co?? ale co się dziwić . przecież to wyborcza... poziom 0 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: FanFan Re: Do pana Waldzia; czytaj pan co wklejasz IP: *.toya.net.pl 31.05.09, 22:52 Nie muszę czytać bo byłem na tym meczu i widziałem jak niejaki Jacek Gierek kopnął na oślepp a ta wpadła do bramki ŁKSu gdzie stał młodziutki J.Bako Przypomnę tylko potrzebne Widzewowi 5 (słownie pięć) bramek do gry w pucharach. Dlatego idąc za cytowanymi przez pana słowami Machcińskiego wszystkie derby ustawione a wygrywał ten co punktów potrzebował. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tylko ŁKS Re: Nawet Aleksander Kwaśniewski wie że w Łodzi IP: *.toya.net.pl 31.05.09, 13:09 komuchy to hołubiłycw...owski widzew towarzyszu wiesławie!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc a kto to Wojtek Olejniczak,Leszek Miler i sp L.Sob IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.05.09, 13:58 ty to chyba jestes debilem i zapominasz kto to robotnicze t.s. i wierny kibic leszek miler. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łodzianin Re: Nawet Aleksander Kwaśniewski wie że w Łodzi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.06.09, 09:14 czyli ty zle skończysz Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: roosevelt5 Aleksander Kwaśniewski o piłce nożnej IP: *.toya.net.pl 13.05.09, 22:30 Hm... Ostatnią, która grałą w LM. Później były przebłyski innych drużyn. Niestety tylko jednosezonowe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: anthlrz Aleksander Kwaśniewski o piłce nożnej IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.05.09, 22:46 Chyba zapomnieli mu powiedziec o korupcji... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: waldzio_lodz Re: Aleksander Kwaśniewski o piłce nożnej IP: *.dsl.alice.nl 13.05.09, 23:21 Wtedy by moze jeszcze wspomnial jak to pieknie miernioty z aleii Unii graly w 1998. Antyhandlarzu czyzbys mial problemy z pamiecia? Czysc swoje podworko obronco ucisnionych. Oj boli was, boli ze Widzew mial takie sukcesy. Wy mozecie przeciwstawic tylko prymitywnie zmontowane filmiki na youtubie i sie tasowac przy nich. To wszystko co wam zostalo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: P1908 Re: Aleksander Kwaśniewski o piłce nożnej IP: *.toya.net.pl 31.05.09, 13:02 WALDZIO FRAJER Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Twój uczciwy klub Re: Aleksander Kwaśniewski o piłce nożnej IP: *.toya.net.pl 31.05.09, 15:42 www.sport.pl/pilka/1,65050,6662522,Jak_Wisla_Krakow_kiedys_Slask%20%20%20%20%20%20_przekrecila.html Ten mecz przeszedł do historii. Było w nim wszystko, co najciekawsze w futbolu - nieprzewidywalność, niebywałe emocje i dramatyczny finał. Walczono również poza boiskiem - tam rywalizacja była jeszcze ciekawsza. Opisujemy kulisy meczu Śląska Wrocław z Wisłą Kraków, który zadecydował o mistrzostwie Polski w 1982 r. Teraz Śląsk ma szansę na rewanż. Dziś sytuacja jest bardzo podobna do tej z 1982 roku. Różnica polega na tym, że wówczas o krok od mistrzostwa Polski był Śląsk, który grał u siebie z Wisłą Kraków. A teraz tytuł mistrzowski na wyciągniecie ręki ma Wisła Kraków. W sobotę w ostatnim pojedynku sezonu Wisła zagra u siebie właśnie ze Śląskiem i do wygrania ligi wystarczy jej tylko remis. Jeśli jednak Wisła przegra ze Śląskiem, a Lech pokona Cracovię, wówczas tytuł wywalczy klub z Poznania. Publikujemy dziś skróconą wersję tekstu, który zamieściliśmy w naszej "Gazecie" 8 listopada 2002, opisującego jeden z najgłośniejszych i najbardziej dramatycznych meczów w historii piłkarskiego Śląska, meczu z Wisłą Kraków z 1982 roku. Wrocław pewny swego Była niedziela 9 maja 1982 roku. We Wrocławiu najważniejszym wydarzeniem miał być pojedynek piłkarski Śląska z Wisłą Kraków - wrocławianie mieli wywalczyć tytuł mistrza Polski. Wygrana Śląska w stu procentach zapewniała mu triumf w rozgrywkach, a przy dobrym układzie innych meczów nawet remis dawał upragniony tytuł. Mecz miał się rozpocząć o piątej po południu, ale już dwie godziny wcześniej stadion wypełnił się po brzegi. Tłum kibiców był ogromny. Na ławkach trybun wszyscy siedzieli ściśnięci do granic możliwości. Wielu widzów stało na koronie stadionu, a część siedziała na schodkach pomiędzy sektorami lub na ziemi, tuż przy płocie oddzielającym trybuny od boiska. Niektórzy, nie mogąc znaleźć miejsca na stadionie, wspięli się na drzewa rosnące za odkrytą trybuną. Według oficjalnych danych z początku lat 80. stadion Śląska mógł pomieścić około 15 tysięcy widzów, ale w relacjach prasowych dziennikarze informowali, że mecz oglądało ponad 20 tysięcy osób. A jedna z gazet podała, że było ich aż 25 tysięcy! Wiele osób przyszło na stadion z kwiatami i transparentami. Jeden z nich dumnie i pewnie głosił "Witamy mistrza Polski na 1982 rok". Działacze zaplanowali, że po meczu rozpocznie się uroczysty bankiet. A w lodówkach mroziły się szampany. Kilka minut przed 19 było już po wszystkim. Po nadziei, radości i szczęściu. Stadion zamarł w rozpaczy i szoku. Mistrzostwa nie było. Tylko Śląsk i Widzew Śląsk był rewelacją tamtego sezonu. Zespół prowadził młody 33-letni szkoleniowiec Jan Caliński. Wrocławianie mieli bardzo ciekawy, mocny zespół. Pierwszoplanowymi graczami byli doświadczeni: Pawłowski, Sybis, Wójcicki, Kostrzewa, Faber czy Kopycki, wspomagani przez utalentowaną młodzież: Tarasiewicza, Prusika, Króla, Pękalę i Jareckiego. Śląsk równo i dobrze grał przez cały sezon, ale wprost rewelacyjnie spisywał się w rundzie wiosennej. W decydującej fazie rozgrywek wiadomo było, że walka o tytuł mistrza rozstrzygnie się między - Śląskiem a Widzewem Łódź. Po 28. rundzie spotkań - a więc na dwie kolejki przed końcem rozgrywek - wydawało się, że jest po wszystkim. Śląsk wygrał na własnym stadionie 2:0 z Górnikiem Zabrze, a Widzew przegrał w Warszawie z Gwardią 0:1. W tym momencie do końca sezonu pozostawały dwie rundy spotkań, a zespół trenera Calińskiego miał 39 punktów i wyprzedzał Widzew trzema punktami. W czasach, gdy za zwycięstwo przyznawano dwa punkty, taka przewaga wydawała się nie do odrobienia. Śląsk miał jeszcze do rozegrania mecze ze Stalą Mielec na wyjeździe i Wisłą u siebie. Widzew w przedostatniej kolejce podejmował Arkę Gdynia, a w ostatniej wyjeżdżał do Ruchu Chorzów. Wrocławianom zdobycie dwóch punktów w dwóch ostatnich meczach w stu procentach zapewniało mistrzostwo Polski. To tylko formalność... I wtedy zaczęły dziać się cuda, rzeczy, które w środowisku piłkarskim owiane są legendą. Historie przypominające te, jakie kilka lat później w filmie "Piłkarski poker" pokazał reżyser Janusz Zaorski. Widzew wcale nie zamierzał odpuszczać walki o mistrzostwo i wszelkimi sposobami starał się zmniejszyć straty do Śląska. W 29. kolejce łodzianie wygrali u siebie 2:0 z Arką, a Śląsk niespodziewanie przegrał na wyjeździe ze Stalą Mielec 1:3. Wszystko więc miało wyjaśnić się 9 maja, w ostatniej kolejce. Znaczenie dla końcowego układu tabeli - poza meczem Śląska z Wisłą - miały pojedynki: Ruch Chorzów - Widzew i Arka Gdynia - Górnik Zabrze. Wszystkie wyniki były powiązane i miały wpływ na to, co działo się na każdym boisku. Śląsk miał punkt przewagi nad Widzewem i lepszą różnicę bramek, ale remis z Wisłą mógł nie wystarczyć do zdobycia tytułu. W przypadku wygranej Widzewa w Chorzowie - przy równej liczbie punktów ze Śląskiem - mistrzami zostawali łodzianie, mający lepszy bilans bezpośrednich pojedynków ze Śląskiem. Jednak sprawa była bardziej skomplikowana, gdyż Ruchowi groził spadek z ekstraklasy i w przypadku porażki z Widzewem mógł pierwszy raz w swej historii zostać zdegradowany do II ligi. Kosztem Ruchu przed spadkiem uratować się mogła Arka. Gdyby Arka pokonała Górnika, a Ruch przegrał u siebie z Widzewem, wówczas do II ligi spadałby Ruch. Tak więc teoretycznie chorzowianie z Widzewem mieli grać na poważnie, a to zdecydowanie miało ułatwić zadanie Śląskowi. Podchody pod Wisłę Na kilka dni przed ostatnim meczem sezonu we Wrocławiu rozpoczęła się "Operacja Wisła". Zespół miał wyjechać na zgrupowanie do pobliskiego Sycowa, ale ostatecznie nie pojechał w komplecie. - Do Sycowa nie wyjechali czterej zawodnicy: Tadek Pawłowski, Rysiek Sobiesiak, Janusz Sybis i Mietek Kopycki albo Heniek Kowalczyk - mówi jeden z naszych rozmówców. - We Wrocławiu zostało czterech najbardziej doświadczonych zawodników zespołu i mieliśmy przypilnować, aby Wisła nie zrobiła nam krzywdy w tym ostatnim meczu - śmieje się Tadeusz Pawłowski "Paweł", ówczesna wielka gwiazda Śląska. Trener Jan Caliński: - Przed meczem przyszła do mnie grupa osób związanych z klubem i poinformowała, że mecz z Wisłą jest zbyt ważnym pojedynkiem, aby rozgrywać go tylko na boisku. Oni mieli wszystko wziąć w swoje ręce. Nie pytałem ich konkretnie, co będą robić. O tym, co działo się później, nikt nie chce mówić oficjalnie. Z opowieści kilku osób wiedzących wszystko o kulisach pojedynku Śląsk - Wisła wyłania się niesamowita, wprost sensacyjna historia. Osoby te nie zgadzają się jednak, aby w kontekście tych wydarzeń podawać ich nazwisko. Transakcja w ubikacji Zarówno przedstawiciele Śląska, jak i Widzewa rozpoczęli podejścia pod piłkarzy Wisły. Oczywiście ludzie ze Śląska chcieli, aby Wisła przegrała, a wysłannicy Widzewa negocjowali z krakowskimi zawodnikami, aby ci za wszelką cenę urwali punkty Śląskowi. Przy takim scenariuszu mistrzem Polski mógł zostać Widzew. W grę wchodziły wielkie jak na tamte czasy pieniądze. Niespodziewanie we Wrocławiu były z tym problemy. - Rozmawialiśmy z działaczami, ale oni od razu powiedzieli nam, że żadnych pieniędzy nie mają - tłumaczy jedna z osób odpowiedzialnych za rozpracowanie tego pojedynku. - Nie mieliśmy innego wyjścia i musieliśmy szukać kasy na własną rękę. Sytuację uratował pewien prywaciarz z Dzierżoniowa, który w tamtym okresie miał nieźle prosperujący zakład hydrauliczny. Ów biznesmen był kumplem stopera Śląska Pawła Króla i zgodził się pożyczyć 400 tysięcy złotych. To były wówczas wielkie pieniądze - podkreśla mój rozmówca. Według dobrze zorientowanych suma ta została przekazana w jednym z wrocławskich mieszkań na pl. Grunwaldzkim piłkarzowi Wisły Zdzisławowi Kapce. Ale krakowscy zawodnicy podwyższyli stawkę i w ostatnich godzinach Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: widzew czysty klub Re: Aleksander Kwaśniewski o piłce nożnej IP: *.toya.net.pl 31.05.09, 15:44 Według dobrze zorientowanych suma ta została przekazana w jednym z wrocławskich mieszkań na pl. Grunwaldzkim piłkarzowi Wisły Zdzisławowi Kapce. Ale krakowscy zawodnicy podwyższyli stawkę i w ostatnich godzinach przed meczem trwała zbiórka dodatkowych pieniędzy. Nie było już możliwości, aby tę dodatkową kwotę przekazać w ustronnym miejscu, i do transakcji doszło w ubikacji na stadionie Śląska. Tuż przed rozpoczęciem spotkania jedna z żon wrocławskich piłkarzy dała pieniądze dziewczynie pewnego gracza Wisły. W tym momencie cała ustalona wcześniej suma została przekazana i teraz można już było wychodzić na boisko, aby wygrać mecz i przypieczętować mistrzostwo. Jednak w tym wszystkim ekipa Śląska nie pomyślała o jednym - że Widzew też chce zostać mistrzem i też ma swój plan... Wszystko będzie dobrze Mecz we Wrocławiu prowadził najsławniejszy wówczas polski arbiter Alojzy Jarguz. W pierwszej połowie Śląsk miał optyczną przewagę, jednak niewiele z niej wynikało. Wrocławianie grali nerwowo i sprawiali wrażenie lekko zagubionych. A Wisła ambitnie, mądrze się broniła i groźnie kontratakowała. We Wrocławiu pojedynek już trwał, a na Cichej w Chorzowie piłkarze Ruchu i Widzewa dopiero wychodzili na boisko. Tam spotkanie rozpoczęło się osiem minut później niż we Wrocławiu. To był jeden z elementów planu Widzewa, który bezwzględnie został wykorzystany. To celowe opóźnienie rozpoczęcia meczu miało ogromne znaczenie dla kontrolowania sytuacji i wyniku na boisku. W 16. min pojedynku w Chorzowie niespodziewanie Ruch strzelił gola i wygrywał z Widzewem 1:0. Śląsk był coraz bliżej upragnionego mistrzostwa, mimo że nadal remisował z Wisłą 0:0. Jednak w Chorzowie wszystko szybko wróciło do normy. Kwadrans później napastnik łodzian Marek Filipczak doprowadził do remisu i gra znów stała się senna. W Chorzowie wszyscy nasłuchiwali już tylko wieści z Wrocławia. A tam do przerwy było 0:0. Piłkarze Śląska byli trochę tą sytuacją zdezorientowani. W czasie gry wrocławscy piłkarze dobiegali do niektórych graczy Wisły i pytali "Co się dzieje, co wy robicie?". "Nie martwcie się, wszystko będzie dobrze" - miał odpowiedzieć jeden z zorientowanych w sprawie rywali. Jednak w przerwie meczu w szatni wrocławskiego zespołu zrobiło się nerwowo. - Widziałem, że część moich zawodników nadal była pewna, że Wisła ułatwi nam zwycięstwo i zdobycie mistrzostwa - kontynuuje swoją opowieść trener Caliński. - Ta ich wiara była irracjonalna. W przerwie ja i kilku innych piłkarzy zasialiśmy niepewność w ich głowach, że tak nie będzie, że Wisła wcale nie chce przegrać tego pojedynku. Ale nie dali się przekonać. Druga połowa pokazała, jaka była prawda - dorzuca. Obrączka zamiast miliona Dramat Śląska rozpoczął się sześć minut po przerwie. Po dośrodkowaniu Iwana w polu karnym Śląska doszło do zamieszania, najszybciej do piłki podbiegł jasnowłosy obrońca Wisły Piotr Skrobowski i mocnym uderzeniem z bliska nie dał żadnych szans obrony Jareckiemu. Śląsk przegrywał 0:1 i w tym momencie mistrzem Polski był Widzew. Chwilę później na środku boiska doszło do niebywałej sytuacji. Jeden z zawodników Śląska twierdzi, że reprezentacyjny napastnik Wisły Andrzej Iwan podbiegł do Tadeusza Pawłowskiego i miał do niego krzyknąć: "Dawaj milion, jeśli chcecie ten mecz wygrać". W odpowiedzi usłyszał, że może dostać tylko złotą obrączkę. Śląsk rzucił się do rozpaczliwego ataku i stwarzał sobie sytuacje bramkowe. Strzelali: Pękala, Socha, Pawłowski, ale fantastycznie interweniował bramkarz Wisły Adamczyk. W tym czasie na innych stadionach wszystko było już praktycznie jasne. Ruch z Widzewem grał tak, aby nie zrobić sobie krzywdy. Już wówczas było wiadomo, że chorzowianie z ligi nie spadną, gdyż Arka przegrywała z Górnikiem 0:1. W takim wypadku chorzowianie mogli sobie pozwolić nawet na porażkę z Widzewem, ale na razie taki wynik nie był potrzebny. Tymczasem na Oporowskiej emocje sięgały zenitu. W 83. min we Wrocławiu zapanowała euforia. Za popchnięcie w polu karnym obrońcy Śląska Romana Wójcickiego sędzia Jarguz podyktował rzut karny dla wrocławian. - Karny był naciągany, ale sędzia musiał coś zrobić - twierdzi jeden z rozmówców. - Dzień przed meczem w hotelu Wrocław jeden z wiceprezesów Śląska spotkał się na kolacji z sędzią Jarguzem. Obydwaj znali się od dawna i byli przyjaciółmi. Wiem, iż podczas tego spotkania ustalono, że gdyby na boisku Śląsk miał jakieś problemy, to arbiter miał zareagować - zapewnia. No i zareagował. Według jednego z naszych rozmówców już przed meczem ustalono, w jaki sposób zawodnik Śląska będzie wykonywał karnego, jeśli jedenastka zostanie podyktowana. Bramkarz Wisły wiedział, w który róg nie może się rzucić, gdyż właśnie tam poleci piłka. Piłkę wziął w ręce kapitan Śląska Pawłowski i ustawił ją na wapnie. Tuż przed wykonaniem karnego Pawłowski spojrzał prosto w oczy idącemu obok Kapce i obydwaj skinęli głowami. To był znak, że wszystko dzieje się zgodnie z planem. Pawłowski podbiegł i prawą nogą lekko kopnął piłkę w lewy róg bramkarza, ale Adamczyk już tam był i bez problemów sparował piłkę. - Chciałem tylko trafić w bramkę, to było dla mnie najważniejsze. No, ale bramkarz okazał się lepszy. To był koszmar - wspomina nieszczęsny egzekutor karnego Tadeusz Pawłowski. - Sprawa była prosta, Pawłowski został oszukany przez Kapkę. Pewne rzeczy były przed meczem ustalone i uzgodnione, a na boisku okazało się, że jest inaczej - tłumaczy inny piłkarz Śląska. - Ten karny pokazał, jak Tadek Pawłowski bezgranicznie, do końca ufał w ten układ - komentuje trener Caliński. - Szkoda, gdybyśmy wówczas doprowadzili do remisu, to wierzę, że byliśmy w stanie strzelić jeszcze zwycięską bramkę. Czasu nie było wiele, ale naprawdę wszystko mogło się wtedy zdarzyć. Równocześnie jestem święcie przekonany, że gdyby nasz mecz zakończył się remisem, to Widzew strzeliłby w Chorzowie jeszcze jedną bramkę i wygrał mecz. Przecież oni swój pojedynek celowo rozpoczęli kilka minut później niż my, gdyż chcieli kontrolować sytuację, i przy takim rozwoju wypadków tam padłby taki wynik, który dawał Widzewowi mistrzostwo - z przekonaniem mówi Caliński. Oczywiście zawodnicy Wisły twierdzą zupełnie co innego. Zdzisław Kapka zgadza się na krótką rozmowę, jednak pytany o tamte wydarzenia wszystkiemu zaprzecza. - Coś się chłopakom z Wrocławia pomieszało - mruczy pod nosem. - Myśmy nie bawili się w takie rzeczy jak sprzedawanie meczów. Sport polega na tym, aby skutecznie przeszkadzać przeciwnikowi, a nie pomóc mu w odniesieniu zwycięstwa - zapewnia. - Śląsk sam sobie jest winien. Przecież miał karnego, którego, z tego co pamiętam, nie strzelił Tadek Pawłowski. Niech oni mają pretensje do siebie, a niech nie wymyślają jakichś mitycznych historii - złości się Kapka. Brzmienie ciszy Gdy sędzia Jarguz zakończył mecz we Wrocławiu, na stadionie zapanowała przeraźliwa cisza. Praktycznie nikt nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Szok i rozczarowanie wrocławskich kibiców były porażające. Przeraźliwa cisza panowała również w szatni Śląska. - Nikt się do nikogo nie odzywał. Było jak na stypie, tylko rozpacz i przygnębienie - przypomina sobie jeden z wrocławskich zawodników. - To niesamowite, co się wydarzyło. Cały sezon graliśmy normalnie i "podparliśmy" tylko jeden, ten ostatni mecz. I właśnie ten przegraliśmy. Feralny egzekutor karnego Tadeusz Pawłowski tak wspomina tamte chwile: - Byłem zrozpaczony. Nie wiedziałem, co mam robić. Siedziałem w szatni i płakałem. Czułem się oszukany. W budynku klubowym Śląska oczywiście zrezygnowano z bankietu. Część piłkarzy Śląska pojechała później do Novotelu, gdzie przebywała jeszcze ekipa Wisły. - Cieszyli się i bawili jak na weselu - ironicznie opowiada piłkarz Śląska. - Dopiero po meczu przekonaliśmy się, że Wisła była na tyle cwana, że równocześnie dogadywała się z dwoma klubami, z nami i z Widzewem. Pieniądze dostali z obydwu stron i bez względu na wynik jedną Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jw Re: Aleksander Kwaśniewski o piłce nożnej IP: *.toya.net.pl 31.05.09, 15:45 W budynku klubowym Śląska oczywiście zrezygnowano z bankietu. Część piłkarzy Śląska pojechała później do Novotelu, gdzie przebywała jeszcze ekipa Wisły. - Cieszyli się i bawili jak na weselu - ironicznie opowiada piłkarz Śląska. - Dopiero po meczu przekonaliśmy się, że Wisła była na tyle cwana, że równocześnie dogadywała się z dwoma klubami, z nami i z Widzewem. Pieniądze dostali z obydwu stron i bez względu na wynik jedną pulę i tak mieli zapewnioną. Cwaniaki - kończy gracz Śląska. Boniek zaprasza na fetę Według dobrze zorientowanych w Wiśle o takim układzie wiedziało pięciu zawodników. Kapka negocjował ze Śląskiem, a Iwan z Widzewem. Dlaczego Iwan? - To był świetny kumpel piłkarzy Widzewa Bońka i Młynarczyka, z którymi znał się z reprezentacji Polski. Zresztą po sezonie Iwan miał przejść do Widzewa, ale uniemożliwiła mu to poważna kontuzja, której miesiąc później doznał na mistrzostwach świata w Hiszpanii - ujawnia mój informator. Wszyscy nasi rozmówcy zgodni są co do jednego - Widzew dał więcej pieniędzy. Śląsk uzbierał około pół miliona złotych, a łodzianie około dwudziestu procent więcej. I na dodatek płacić mieli w dolarach, co wówczas miało duże znaczenie. - Nie widzę w tym nic złego, aby ktoś dopingował nas do zwycięstwa, ale nie pamiętam, aby Widzew cokolwiek wówczas nam oferował - z przekonaniem twierdzi dziś Kapka. Przedstawiciele Widzewa Łódź też zaprzeczają, że w jakikolwiek sposób wpłynęli na wyniki ostatniej kolejki spotkań. Ówczesny drugi trener łódzkiego zespołu Tadeusz Gapiński śmieje się, kiedy pytam go o tamte dwa mecze: - Proszę pana, Śląsk sam sobie jest winien. Mógł wygrać z Wisłą i zostałby mistrzem. My naprawdę byliśmy zaskoczeni takim obrotem sprawy i tym, że ostatecznie tytuł przypadł nam. Pamiętam, że wracaliśmy do Łodzi i w autokarze słuchaliśmy radia. Jeden z dziennikarzy przeprowadzał rozmowę ze Zbyszkiem Bońkiem, który tego dnia nie mógł grać. Zbyszek pogratulował nam mistrzostwa i przez radio zaprosił całą ekipę do swojego mieszkania na fetowanie sukcesu. No i pojechaliśmy do niego i bawiliśmy się do rana. Nie zaznasz spokoju Największym przegranym tego pojedynku był Tadeusz Pawłowski - jeden z najlepszych graczy Śląska w jego historii. To na nim skupiła się złość wielu miejscowych kibiców. - To wszystko było straszne - wspomina Pawłowski, który od wielu lat na stałe mieszka w Austrii. - Ktoś chciał spalić mi samochód, grożono pobiciem moich dzieci. A mnie tak bardzo zależało na mistrzostwie, gotowy byłem zrobić prawie wszystko, aby Śląsk wygrał ten mecz. Feralny pojedynek z Wisłą pamiętam do dziś. Gdy czasami jestem we Wrocławiu i rozmawiam z różnymi osobami, to wiele z nich pyta mnie "Pawłowski? To pan nie strzelił kiedyś karnego Wiśle?". Wtedy odpowiadam "Ma pan dobrą pamięć, ale szkoda, że nie pamięta pan, iż to ja strzeliłem dla Śląska najwięcej bramek w meczach pierwszoligowych i europejskich pucharach w całej historii tego klubu". Wkrótce okazało się, że nie tylko część miejscowych kibiców głównym winowajcą porażki uczyniła Pawłowskiego. - Miałem już gotowy kontrakt i miałem przejść do francuskiego Lens, ale nagle zaczęły się problemy z moim paszportem - mówi Pawłowski. - Nie chciano mi go wydać i nie mogłem wyjechać z Polski. Dziś wiem, że niektórzy działacze Śląska mścili się na mnie. W następnym sezonie graliśmy w europejskich pucharach z CSKA Moskwa. Byłem w świetnej formie, ale siedziałem wtedy na ławce rezerwowych. Jednak trener kazał mi się rozgrzewać. Wtedy z trybuny honorowej zszedł jeden z wojskowych działaczy klubu i zabronił naszemu trenerowi wpuścić mnie na boisko. W kolejnej rundzie w pojedynkach przeciwko Servette Genewa też nie mogłem grać. Trener powiedział mi wprost: "Wiesz, są naciski z góry i ty grać nie możesz. Na szczęście pod koniec roku dzięki znajomym udało mi się wreszcie dostać paszport i praktycznie natychmiast wyjechałem grać do Wiednia" - tłumaczy Pawłowski. Gdy na koniec naszej rozmowy pytam Pawłowskiego o Kapkę, ten z przekonaniem wyjaśnia: - Z "Kapą" znaliśmy się bardzo dobrze, chyba od 17. roku życia, gdy razem graliśmy w młodzieżówce. Byliśmy przyjaciółmi. Ale od tamtego meczu z Wisłą nie rozmawiałem z nim ani razu. I już nigdy nie porozmawiam. Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: waldzio_lodz Re: Aleksander Kwaśniewski o piłce nożnej IP: *.dsl.alice.nl 13.05.09, 23:22 Zenujace to sa blagania bedzinskiego ks 1909 o pieniadze z miasta. Dej Pane dej!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: posen oj komuszku kłamczuszku IP: 212.126.10.* 14.05.09, 10:18 a kolejorz w pucharze uefa to niby nie grał na europejskim poziomie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Aleksander Kwaśniewski o piłce nożnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 12:24 To już koniec ŁKS-u. Kibic ukradł piłkę co stanowi połowę rocznego budżetu ŁKS-u. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zapatero Aleksander Kwaśniewski o piłce nożnej IP: *.toya.net.pl 31.05.09, 12:26 To zdjęcie po lewej stronie, to zdjęcie tego złodzieja??:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: legiony A Mysony [...] IP: *.toya.net.pl 31.05.09, 13:01 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Łodzianin odwalcie sie od ŁKSu gó... zeto widzewska!Na widze IP: *.ssp.dialog.net.pl 31.05.09, 13:16 na widzewie kradną za to piłki zdunsko-wolanie,sieradzanie,łowiczanie i zgierzanie :P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Urodzony Łodzianin Re: odwalcie sie od ŁKSu gó... zeto widzewska!Na IP: *.lodz.dialog.net.pl 31.05.09, 14:36 Nie obrażaj swoich rodziców i dziadków ełkaesiaku! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szczery Aleksander Kwaśniewski o piłce nożnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 13:52 powinni jeszcze sprawdzic czy nie wszedl na mecz przez plot. tacy 'kibice' to zakala i wstyd dla naszego klubu. wole 500 wiernych, uczciwych fanow niz 4000 holoty :/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: roosevelt5 Kibic ŁKS-u ukradł piłkę IP: *.toya.net.pl 31.05.09, 13:58 No tak. Nie mógł przeboleć tego, że zapłacił za bilet. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wdwd ale sie stalo? serio? news no.1:))) IP: *.belchatow.vectranet.pl 31.05.09, 14:06 zydki z wyborczej nie maja juz ciekawszych tematow? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alka Kibic?? chyba złodziej! IP: *.toya.net.pl 31.05.09, 14:22 wszystko w temacie Odpowiedz Link Zgłoś
minasz dobre zdgradowac takich biedaków do 3 ligi 31.05.09, 14:29 wszystkie pilki w trybuny powinnybyc dla kibiców Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: flan Re: dobre zdgradowac takich biedaków do 3 ligi IP: *.limes.com.pl 31.05.09, 17:01 Dokładnie. Piłka w trybuny to jak wygrana w totka dla takiego kibica. Co to dla nich 400zł . Powinni się jeszcze pod koniec wpisać jego ulubieni piłkarze na nej, bo mu przyfarciło. To by była fajna atmosfera. Odpowiedz Link Zgłoś
mam.4 Re: dobre zdgradowac takich biedaków do 3 ligi 31.05.09, 17:03 minasz napisał: > wszystkie pilki w trybuny powinnybyc dla kibiców Ale nie sa i ty o tym decydowal nie bedziesz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ełksaesiak Kibic ŁKS-u ukradł piłkę IP: *.adsl.inetia.pl 31.05.09, 14:42 pie....e wszystkich ż...w z widzewa !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: yoda Re: Kibic ŁKS-u ukradł piłkę IP: *.toya.net.pl 31.05.09, 15:25 a co robisz z hirszbergiem i trawbucelem?banda pop... hipokrytow z zagrzybionego bedzinskiego baraku obitego sidingiem.oby wam nie przyznali tej licencji.hipokryci jestescie jakich malo.najpierw mowicie ze WIDZEW tez wynajmuje stadion od miasta,a jak przychodzi sprawa licencji to sie wypieracie ze to stadion MOSiRu wiecj jak to jest z wami bezdomni grzybiarze Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: \G/ówno Wybiórcze Kibic ŁKS-u ukradł piłkę IP: *.retsat1.com.pl 31.05.09, 15:12 Jak zawsze stronnicza gazeta wybiórcza Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zgrywus No i co się... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 16:04 ... chłopakowi dziwicie??? Ostatni mecz grzybiarzy w Ekstraklasie to i piłkę chciał wziąc na pamiątkę;-) Następny mecz ekipy z ociemniałej strony miasta w Ekstraklasie dopiero za 20 lat:D:D:D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LKV Kibic ŁKS-u ukradł piłkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 16:05 Straszne,proponuje krzesło elektryczne,niedługo będą pisali o tym,że ktoś złapał koszulke piłkarza warta 200zł.Artyukuł żenujący Odpowiedz Link Zgłoś
mr_reaper Nieszczęścia chodzą parami 31.05.09, 16:06 Nie dość, że nie chcą dać licencji, większość kibiców okrada klub wchodząc przez płot, to jeszcze im piłkę rąbnęli. No co za szlachetna postawa. KIBICE łks, NIE DOBIJAJCIE JUŻ BARDZIEJ SWOJEGO śmiesznego klubiku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ryba gazeta wybiórcza IP: *.ghnet.pl 31.05.09, 16:06 ale news, żałośni "dziennikarze" nie mają o czym pisać Łódź moim miastem, ŁKS moim klubem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: haiberg Aleksander Kwaśniewski o piłce nożnej IP: *.nat.umts.dynamic.eranet.pl 31.05.09, 16:54 prywatyzacja u sąsiadów zaczęła sie na dobre Krzesełek juz mało co zostało to sie bierze co w ręce wpadnie..... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doxa Kibic ŁKS-u ukradł piłkę IP: *.torun.mm.pl 31.05.09, 17:30 w Łodzi jest tylko ŁKS a pozA NIĄ jest jakieś śmieszne robotnicze towarzystwo sportowe oni też grają w piłke ale plażową z napisem harnaś piwo po ch...żal pl dziadów z piłsudskiego Odpowiedz Link Zgłoś
antygrzybiarz Aleksander Kwaśniewski o piłce nożnej 31.05.09, 17:31 A gdzie to bydło się nadaje??? Biedaki do III ligi!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacek.killman Kibic ŁKS-u ukradł piłkę IP: *.tomaszow.mm.pl 31.05.09, 17:44 Założę się, że kibic - złodziej był w zmowie z piłkarzem, który wykopał piłkę w trybuny. W ten sprytny sposób ów zawodnik chciał sobie wynagrodzić zaległe należności ze strony klubu. Odpowiedz Link Zgłoś
jarkoni Re: Kibic ŁKS-u ukradł piłkę 31.05.09, 18:17 Kto mi szczerze i bez jaj odpowie dlaczego ŁKS to grzybiarze i dlaczego z Będzina? Na serio pytam.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Kibic ŁKS-u ukradł piłkę IP: *.astral.lodz.pl 31.05.09, 18:24 Dlatego ;) lodz.naszemiasto.pl/sport/849343.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dzidekwon Re: Kibic ŁKS-u ukradł piłkę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.09, 18:43 na temat grzybiarzy już masz odpowiedź co do będzinian: semiccy(żydowscy) założyciele ŁKS-u wywodzili się z: Aron (Arnold) Heiman ur. w Będzinie; Fajwel (Feliks) Markus Wasserzug ur. w Pułtusku. prekursorzy "rodowitych" grzybków ;) Odpowiedz Link Zgłoś
jarkoni Re: Kibic ŁKS-u ukradł piłkę 31.05.09, 18:49 Dzięki, to rozszerzyło moją wiedzę. Dla mnie do tej port naturalne było, że ŁKS to "bazarowi", a Widzew to "podmiejscy". Odpowiedz Link Zgłoś