szpilkaaa
20.08.09, 16:08
Może ktoś nazwie mnie sfustrowaną kobietą,ale..
próba zapisania się do przychodni wygląda tak:
przychodnia otwierana o 8,ale kiedy wczoraj przyszłam o 8:20 to numerków już nie było.Zapisywać można się tylko w tym samym dniu w którym człowiek chce iść do lekarza.
Dzisiaj byłam na miejscu o 6:55 i przede mną było 10 osób.
Do lekarza się dostałam.
Lekarz powinien przyjmować od 12:30,zaczął przyjmować od 13-stej.
Do gabinetu weszłam około godziny 14:45.
I kiedy wyszłam to zdecydowałam,że to moja ostatnia wizyta.
Najlepsze jest to ,że są przychodnie ,gdzie cała procedura wygląda całkiem inaczej.
Zapytacie pewnie:to po co chodzisz do tej przychodni na którą narzekasz?
Odpowiadam więc:przychodzę co niej średnio raz na dwa lata.
Przepisałam się do innej przychodni.Okazało się,że można wyznaczyć się jednego dnia,a kolejnego przyjść na wizytę.
Pacjent umawiany jest na godzinę(!)dzięki czemu rzadko kiedy zdarza się czekać dłuższy okres czasu.
Nie ma kolejek,nie ma zrzędzących ludzi ,a i recepty można ''zamówić'' co powoduje ,że nie trzeba co miesiąc chodzić do lekarza.
Dodam,że obydwie przychodnie leżą w promieniu 1 km;-).
Czy wy też spotkaliście się z tak kiepską organizacją(?)w przychodniach?