Praca w Łodzi

01.09.09, 22:57
Witam wszystkich forumowiczów.
Proponuję podzielić się informacjami dotyczącymi naszej obecnej pracy i
zarobkami w Naszym Mieście.Nie powiem,że nie jest to zaspokojenie mojej
ciekawości ale przypuszczam ,że nie tylko mojej. Jest to także chęć poznania
rynku,perspektyw i możliwości.(chciałbym też o opinie na ten temat).
Tym wszystkim ,którzy chcą napisać ,że jestem za bardzo ciekawski(tak to
prawda) i wciskam swój nos w czyjeś portfele(to też prawda) z góry dziękuję i
proszę o niezaśmiecanie.Internet daje możliwość wypowiedzi anonimowej więc nie
wydaje mi się żeby to był problem sam w sobie.(No chyba ,że dla kogoś jest to
tabu nawet przez monitor- takim internautom też dziękuję, chciałbym prosić
tylko o merytoryczne odpowiedzi).
Do napisania tego posta skłoniła mnie sytuacja w jakiej się znalazłem,trochę
przemyśleń no i przede wszystkim chęć wymiany informacji.Otóż w chwili obecnej
zaliczam się do grona bezrobotnych.Jestem studentem,zaliczyłem kilka a nawet
kilkanaście miejsc pracy w kraju i za granicą i zastanawia mnie sytuacja na
obecnym rynku pracy w Łodzi.Oczywiście większość prac czy to biurowych czy
fizycznych oscylowała w przedziale 900zl-1600 w Polsce , około 6000 za granicą.
Czy ,żeby w Polsce a dokładniej w Łodzi dostać dobrze płatną pracę trzeba mieć
faktycznie znajomości, nie wystarczy wiedza, chęci?Spotkałem się z wieloma
przypadkami które to potwierdzają i chciałbym usłyszeć Wasze opinie.Czy da się
żyć normalnie, wyjeżdżając na wakacje, nie myśląc o pieniądzach i nie kupując
tańszego jogurtu w markecie?
    • miejskie_narty Re: Praca w Łodzi 02.09.09, 10:10
      > Czy ,żeby w Polsce a dokładniej w Łodzi dostać dobrze płatną pracę trzeba mieć
      > faktycznie znajomości, nie wystarczy wiedza, chęci?Spotkałem się z wieloma
      > przypadkami które to potwierdzają i chciałbym usłyszeć Wasze opinie.

      W zasadzie jest to prawidłowość pojawiająca się wszędzie na świecie, co nie oznacza, że nie ma od tego wyjątków, także w Łodzi. Zresztą nawet jeśli teoretycznie powinny wystarczyć wiedza (umiejętności), chęci i doświadczenie (zapominasz o doświadczeniu, a to być może najważniejsze), to praktycznie rzecz biorąc, jak się ma w pakiecie te trzy elementy, to automatycznie ma się w opcji i znajomości. Gdzieś przecież trzeba te umiejętności i doświadczenie nabyć.

      Czy da się
      > żyć normalnie, wyjeżdżając na wakacje, nie myśląc o pieniądzach i nie kupując
      > tańszego jogurtu w markecie?

      Wiesz, kiedyś też tak myślałem. To znaczy wydawało mi się, że pewien poziom zarobków gwarantuje bezstresowe (w sensie materialnym) życie. To jednak błędne przekonanie. Nieprzejmowanie się finansami to przywilej ludzi o odpowiednim nastawiniu do życia, a nie kwestia portfela, pomijając oczywiście przypadki, gdy naprawdę zarobki urągają przyzwoitości (a to niestety jeszcze w Polsca, a zwłaszcza w Łodzi dosyć częste). Zarabiasz 1600 - brakuje ci na czynsz i ubranie, o kredycie na mieszanie możesz zapomnieć. Zarabiasz 5000 - masz 2 kredyty, płacisz czynsz, ale nie stać cię na wakacje na Kubie, tylko w ch...owym Egipcie. Takie życie:/
    • Gość: a Był wczoraj program o kobiecie IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.09.09, 11:36
      która przeniosła się z miasta (ech, ten podły, miejski wyścig) na
      wieś. Ulepiła sobie jakąś chacinę, a przed chaciną ławę z błota i
      sznurka i tam żyje. Uprawia lawendę. Z lawendy robi barwniki do
      tkanin (cała była odziana w sinofioletowe wory), woreczki potpourri
      (takie słowo posiadłam w mowie i piśmie), olejki, wonne wody do
      mycia, słomę do sienników. I taką błogość miała w sobie, takie
      światło, nie wiem, czy to od tych ziół, czy czego.
      Chyba na wakacje nie wyjeżdża, bo ciągle ma wakacje. Sądzę, że ceny
      jogurtów w tesku też jej nie gniotą.

      Tam, gdzie pracuję, ludzie na pytanie, ile chcieliby zarabiać po
      studiach, żeby żyć godnie, robią rozmarzone oczy i mówią: Tysiąc.
      Zamyka mi to gębę i nawet im nie mówię, że tysiąc nie wystarcza mi
      nawet na dojazdy. Ale w ich świecie ten tysiąc często jest magiczną
      granicą. Nawet wyjeżdżają w czasie wakacji na saksy, sterani i
      pogięci przywożą kilkadziesiąt takich tysięcy i przeznaczają je na
      wesele, nowy dach na oborze, protezę nogi dla ojca, samochód dla
      brata. I znowu marzą o tysiącu. A jak ktoś go zarabia, to jest
      wielki pan.

      Znam też faceta, który zarabiając (w Łodzi) 20 tys. szpera w koszach
      z towarami o krótkim terminie przydatności, żre parówki 3,50 zł/kg,
      jeździ po sklepach w poszukiwaniu cukru tańszego o 5 groszy.
      Dupościsk ma wymalowany na twarzy. Zarobiłby 10 razy tyle - 10 razy
      bardziej byłby ściśnięty.

      Pojęcie "żyć normalnie" jest płynne. Grunt, żeby nabawić się takiej
      szajby, która doskwiera tylko otoczeniu.
      • Gość: ooo Re: Był wczoraj program o kobiecie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.09.09, 11:41
        > Znam też faceta, który zarabiając (w Łodzi) 20 tys. szpera w
        > koszach z towarami o krótkim terminie przydatności, żre parówki
        > 3,50 zł/kg, jeździ po sklepach w poszukiwaniu cukru tańszego o 5
        > groszy. Dupościsk ma wymalowany na twarzy. Zarobiłby 10 razy tyle
        > - 10 razy bardziej byłby ściśnięty.

        Bryzolin?:)
        • Gość: a Re: Był wczoraj program o kobiecie IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.09.09, 11:45
          Nie, on tyle nie zarabia:)
Pełna wersja