Gość: Kobieta
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13 lat temu
Jestem mezatka z 11 letnim stazem-zwiazek nie bardzo udany. 1 dziecko.
Poznalam zonatego-w podobnej sytuacji. Najpierw spotkania i dlugie rozmowy. Po
paru miesiacach narodzilo sie uczucie i moja depresja. Przyznalam sie mezowi,
ze poznalam kogos. Maz sie wyprowadzil (z mojego domu). U zonatego pozew
zlozony, nadal mieszka z zona i corka (jego mieszkanie, ona zameldowana bez
szans na wyprowadzke). My wobec siebie mamy plany na przyszlosc, ale odlegle.
Ale psuje je moja swiadomosc, ze on mieszka z zona (nie mam zaufania). Dosc
specyficzny jest nasz zwiazek: on ma nieregularny tryb pracy, spotykamy sie
glownie na krotko (brak czasu), czasem u mnie-na dluzej. Ja ciagle czepiam sie
o ta zone, choc wiem, ze nie ma wyjscia-musi tak byc, razem na razie
zamieszkac nie mozemy. Potrzebuje poznac obiektywna opinie o tej sytuacji, jak
sobie poradzic ze swiadomoscia mieszkania z zona i ograniczonym czasie na
spotkania? Mieszkam sama z synem, jest mi czesto smutno, bo chcialabym zeby
jednak ten facet czesciej ze mna byl. :-( Ma ktos podobne doswiadczenie?